Zbiorcza recenzja maseczek Planet Spa.

Hej moje Kochane !

Przyszedł czas i na mnie... złapało mnie wstrętne choróbsko, które skutecznie uniemożliwia normalne funkcjonowanie, gorączka jak to zawsze ja daleko wykraczająca poza normy, bóle wszelkiego rodzaju i hektolitry herbaty, które namiętnie spijam...

Także dziewczynki dbajcie o siebie u ubierajcie cieplutko, bo nie warto tracić czasu na choróbska!


Postanowiłam jednak, nie lenić się za bardzo i przychodzę do Was z recenzjami maseczek Planet Spa z Avonu. Ostatnio dowiedziałam się, że październik ogłoszony jest miesiącem maseczek, a że sama mam ich pokaźną kolekcję postanowiłam Wam pokazać kilka z nich .
Zapraszam także do posta o mojej ukochanej, naturalnej maseczce Sanoflore.


Seria Planet Spa, która została wprowadzona przez Avon, wg mnie jest ich najlepszym wypustem. Testowałam naprawdę wiele produktów tej linii i praktycznie każdy spełniał moje oczekiwania. Linia ta wyróżnia się nie tylko doskonałym działaniem, ale także cudownymi aromatycznymi zapachami, luksusową oprawą i szatą graficzną, które pozwalają poczuć się jak w prawdziwym SPA.

Dziś zajmę się recenzowaniem 2 maseczek ( w następnym poście pojawią się kolejne dwie "peel off ), które posiadam i o których mam doskonale wyrobioną opinię.

Maseczka błotna z minerałami z Morza Martwego.


Maseczka głęboko oczyszczająca pory Tajski Kwiat Lotosu.

Maseczka wygładzająca Japońskie Sake i Ryż.

Maseczka odświeżająca z algami Greckiego Morza.

Mam zamiar dokupić jeszcze 3, więc na pewno dam znać jak się sprawują :).

Ogólne informacje.

czyli przede wszystkim opakowanie, cena i dostępność.
Każdy z tych produktów to 75 ml maseczki, które w regularnej cenie dostępne są w kwocie 27 zł, jednak bardzo często można trafić na atrakcyjne promocje, np. 3 w cenie 1 . Ja właśnie tak je kupuję :)
Dostępne są w każdym katalogu Avonu i jeśli nie macie dostępu do konsultantki z łatwością kupicie je przez Internet. Samo opakowanie to klasyczna tubka, która nie ułatwia ale też nie utrudnia dozowanie produktu, pod koniec jest dość ciężko, ale wystarczy rozciąć :) Cóż więcej, różnią się kolorami, zapachami i oczywiście zastosowaniem, aczkolwiek sama szata i pomysł są do siebie bardzo zbliżone.

Zacznę od błotnej maseczki z minerałami z Morza Martwego.
Seria błotna przeznaczona jest dla skóry tłustej i mieszanej. Avon posiada w swojej kolekcji dodatkowo świetne kremy do rąk i masła do ciała tej serii. Nasza maseczka ma za zadanie absorbowanie sebum oraz zmniejszanie widocznych na twarzy porów.
Powinna być nakładana na około 15 min po czym zmywana ciepłą wodą.
Tyle w teorii, a jak z praktyką?

Na początek skład dla ciekawskich:
Kolor i konsystencja:

Jeśli chodzi o konsystencję to ma ona postać delikatną, kremową i bardzo łatwo rozprowadza się po naszej buzi. Aplikacja jest naprawdę bardzo miła.
Nie sposób nie wspomnieć o zapachu, który dla mnie jest czymś absolutnie niesamowitym. Przypomina mi męskie perfumy, świeże i orzeźwiające... naprawdę przyjemne.

Działanie maseczki jest widoczne po pierwszym użyciu. Widać wyraźne zmatowienie cery. Jeśli chodzi o pory... ja jako takiego zwężenia nie zauważyłam, ale mam do tego inne specyfiki więc mnie bardzo odpowiada. Używam jej zawsze przed większym wyjściem, by dodatkowo zmatowić moją cerę i jestem z niej mega zadowolona, więc mogę ją naprawdę polecić. Małym minusem może być zmywanie, gdyż trzeba się troszeczkę natrudzić ... ale dla mnie osobiście to mało ważne :).

Kolejny produkt to maseczka głęboko oczyszczająca pory Tajski Kwiat Lotosu.

Wersja z wyciągami kwiatowymi przeznaczona jest dla cery problematycznej, czyli takiej jaką ja osobiście posiadam. Postanowiłam więc zainwestować w coś co skutecznie poradzi sobie z moimi porami. Produkt ten nie sprawdził się tak dobrze jak moja ukochana maska Sanoflore, jednak zdecydowanie może być jej tańszym i delikatnie gorszym zamiennikiem... oczywiście bez naturalnego składu.
Głównym zadaniem jest głębokie oczyszczenie i likwidacja naszych porów.
Nakładamy ją na 5-7 min po czym zmywamy ciepłą wodą ( i radzę trzymać się tego czasu, bo można narobić sobie krzywdy )
Skład niestety podany jest na kartoniku, którego się pozbyłam...

Konsystencja przed wyschnięciem.

Konsystencja po wyschnięciu.

W tym produkcie warto zwrócić uwagę na konsystencję, która na początku ma fioletową i bardzo przyjemną, kremową konsystencję.Przy pierwszym użyciu pomyślałam, że tak już zostanie do końca.
Jakie było moje zdziwienie gdy podeszłam do lustra i zobaczyłam na twarzy białą, popękaną maskę, którą zmywa się idealnie ( dosłownie trzema ruchami wacika ). Przy kolejnym użyciu maseczki postanowiłam ją obserwować... siedziałam przed lustrem wyznaczone 7 min i obserwowałam jak doskonale wypełnia wszelkie mikro zmarszczki na mojej cerze, jak świetnie wchodzi pory i na nie działa.Gdy proces ten zakończy się maseczka po prostu zmienia swój kolor i należy ją zmyć.

Po zmyciu odczuwam lekkie napięcie... ale dość przyjemne( coś w stylu umycia żelem głęboko oczyszczającym ), pory naprawdę są mniej widoczne a skóra wygładzona.

Naprawdę dobry i godny polecenia produkt !



Planowałam zrecenzować dla Was w jednym poście 4 maseczki, ale czuję jak rośnie mi temperatura i zwyczajnie mam już sił (  ciekawe czym tym razem dobiję do 40 stopni? ) więc kolejne dwie zostawię na następnego posta, który mam nadzieję, że pojawi się niebawem.
Tymczasem trzymajcie za mnie kciuki i dbajcie o siebie !
Buziaczki , Justyna.


13 komentarzy:

  1. nie lubie kosmetykow Avon, ale jakoś zawsze ta seria mnie ciekawiła,
    może warto wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam kiedyś maseczkę z tej serii, ale nie pamiętam która to była, wiem że jej nie lubiłam

    OdpowiedzUsuń
  3. wiele o nich słyszałam. Wiele dobrego i zastanawiam się, czemu jeszcze ich nie wypróbowałam, bo uwielbiam maseczki! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja dziś zmarzłam przeraźliwie :( miałam kiedyś taką zieloną i w sumie szału z nią nie było, ale rozpaczy też nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie ta nawilżająca z oiliwką, to jedyna maseczka której po zużyciu próbek nie kupiłam ponownie :)

      Usuń
  5. Miałam kiedyś maseczkę z serii Planet Spa peel off. Za cholere nie mogę sobie przypomnieć, czy to była jakaś limitowana wersja... Ale była rewelacyjna <3 A jeżeli już mowa o Planet Spa, to za moich czasów w Avonie była seria różana - żel/krem do mycia twarzy z glinką <3

    OdpowiedzUsuń
  6. miałam tą peel of i bła całkiem fajna. chyba pora wypróbować tą błotną :) ja niedawno dopiero wyzdrowiałam, więc wiem co to znaczy. zdrowiej Justynka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kuruj się moja droga i nie daj chorobie!! Miałam maseczkę z Avonu z tej serii z minerałami z Morz Martwego. Bardzo ją sobie chwaliłam.

    OdpowiedzUsuń
  8. No to nie jestem sama w chorobie:) kuruj się jak najszybciej kochana:) A te maseczki bardzo mnie zaciekawiły. A najbardziej ta konsystencja po wyschnięciu:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam maseczkę Peel of i sprawdzała się;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam ta maseczke Tajski Kwiat Lotosu i rowniez pozytywne wrazenia! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. nie przepadam za avonem ale te maseczki wydaja sie byc na prawde dobre:)

    OdpowiedzUsuń
  12. O właśnie pierwsze dwie, o których mówisz mam ;) ta z minerałami stosowałam kiedyś regularnie, ale potem jakoś przestałam-nie wiem dlaczego. Czas do niej powrócić ;))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye