Bioderma Matricium - Moja 30 - dniowa kuracja regeneracyjna, efekty i przemyślenia.

Cześć Kochani :)

Dzisiaj chciałabym Was zaprosić na post dotyczący produktu, który nie jest kosmetykiem w dosłownym znaczeniu, a sterylnym wyrobem medycznym służącym do dogłębnej regeneracji skóry. Marka Bioderma wyszła na przeciw oczekiwaniom kobiet z problemem poszarzałej, wiotkiej, zmęczonej i uszkodzonej skóry wypuszczając na rynek serię kosmetyków Matricium, w skład której wchodzi mój produkt. 


Będąc jakiś miesiąc po porodzie zauważyłam znaczne pogorszenie się stanu mojej skóry - stres, zmęczenie i nieprzespane noce sprawiły, że skóra potrzebowała silnej regeneracji. Stała się szara, bez życia i owocowała w ciągłe podrażnienia. I tu z pomocą jak zwykle przyszła mi marka Bioderma. Jeżeli jesteście ciekawe jak moja skóra zmieniała się w trakcie kuracji to zapraszam do czytania.

Spójrzmy co o produkcie mówi producent.


Przyznam szczerze, że zaskoczyła mnie mnogość zastosowań tego produktu. W moim przypadku była to silna potrzeba regeneracji skóry wywołana zwykłymi czynnikami zewnętrznymi, natomiast wyrób ten sprawdzi się także w bardziej ekstremalnych przypadkach : do zaleczania podrażnień, ran i po inwazyjnych zabiegach estetycznych np. kuracji laserowej. Póki co nie planuję korzystać z takich zabiegów jednak śmiało mogę się wypowiedzieć w kwestii zaleczenia podrażnień i wykwitów atopowych. ( nawet przez myśl mi nie przeszło, że ten produkt może pomóc w walce z AZS ) .

Zacznijmy od punktu wyjścia. ( tutaj posilę się notatkami, które pilnie sporządzałam w trakcie kuracji podczas obserwowania stanu mojej cery ) .
 Skóra przed zastosowaniem kuracji jest :

- szara
-zmęczona
- z przetłuszczającą się strefą T i skrajnie wysuszoną okolicą oczu
- z wykwitami atopowymi w okolicy prawego oka
- ściągnięta
- z rozszerzonymi porami

Przyznam otwarcie, że tak złego stanu skóry nie miałam dawno. Przyczyniło się do tego wiele czynników : wspomniany przeze mnie stres, zmęczenie, ale także anemia i brak witamin w organizmie. Pokładałam w Matricium naprawdę spore nadzieje.
 
Zacznijmy od kwestii czysto technicznych.

Opakowanie.


Produkt znajduje się w kartonowym rozsuwanym opakowaniu ze wszelkimi niezbędnymi informacjami na temat stosowania i przechowywania produktu. W środku znajdziecie dodatkową ulotkę, która odpowie na wszystkie nasuwające się pytania.  

Kuracja natomiast podzielona jest na 30 jednorazowych dawek umieszczonych w białych, plastikowych ampułkach o pojemności 1 ml, które swoim wyglądem przypominają małe samolociki. Jedna dawka wystarcza na dokładne pokrycie twarzy, szyi oraz dekoltu.


Cena.

150 zł / 30 ampułek o poj. 1 ml. 
Cena może lekko różnić się w zależności od miejsca zakupu.


Konsystencja.

Tutaj byłam zaskoczona. Produkt jest jak woda - przypomina ją zarówno wyglądem jak i zachowaniem na skórze. Podczas aplikacji należy wykazać się szybkością - łatwo przelać produkt między palcami. Wchłania się błyskawicznie, nie pozostawia na skórze nieprzyjemnego filmu. Jedna ampułka wystarczy by w całości pokryć twarz, szyję i dekolt tak by były one " mokre " od produktu. Sceptycznie podchodziłam do takiej formuły produktu - pomyślałam sobie, jak coś takiego może działać w sposób o którym mówi producent ? O tym jednak za chwilę...

Zapach.

Lekko wyczuwalny, apteczny, znika zaraz po nałożeniu na skórę.

Skład.

 
Nie będę się kusić o jego interpretację, gdyż zwyczajnie nie pozwala mi na to moja wiedza. Produkt zawiera mnóstwo nieznanych mi składników aktywnych będących opatentowanymi dziećmi marki. Pozostaje mi na słowo wierzyć marce. Jedyne co zauważyłam, to że formuła nie zawiera alkoholu, konserwantów i barwników. Dodatkowo producent informuje, że produkt jest w 100 % biokompatybilny ( czyli nie szkodzi naszym tkankom. )


Działanie.

Produktu używałam przez 30 dni, codziennie wieczorem pod krem. 
Pierwsze efekty wizualne zauważyłam mniej więcej w okolicy 12 dnia kuracji, jednak działanie wyczuwalne jest od zastosowania pierwszej dawki . Skóra po nałożeniu ampułki jest przez chwilę mokra - po jakiś 30 sekundach produkt zaczyna się wchłaniać pozostawiąc skórę bardzo napiętą - jest to jednak efekt bardzo przyjemny, nie mający nic wspólnego ze ściągnięciem. Mam wrażenie, że skóra jest jakby znieczulona - napięta, niesamowicie gładka i przygotowana do wchłaniania składników aktywnych. 

Przez pierwsze 12 dni efekt napinania skóry utrzymywał się na tym samym poziomie - wtedy jednak zauważyłam pierwsze efekty wizualne.
Przede wszystkim uregulowało się przetłuszczanie strefy T - skóra wyrównała swoją barierę, dzięki czemu wyglądała zdrowiej i bardziej promienniej. Pory lekko zwężały się, a wykwity atopowe stały się bardziej bledsze i mniej swędzące. Efekt utrzymywał się mniej więcej do okolicy 23 dnia po czym nabrał rozpędu...

I tutaj nastąpił wielki przełom, szczególnie w sferze podrażnień i wykwitów atopowych. Wszystkie zmiany zaczynały znikać, aż w końcu stały się praktycznie niewidoczne. Przesuszone partie zniknęły i w trakcie kuracji więcej nie pojawiły się. Zarówno w okolicy oczu jak i na policzkach. Dodatkowo zauważyłam, że wypryski czy lekkie bruzdy nie mają szansy na rozwój - są zaleczane jeszcze w fazie rozwoju.

Pory są spłycone, choć nadal widoczne.

Produkt nie nawilża skóry.

Najbardziej zależało mi jednak na przywróceniu mojej skórze równowagi i zdrowego blasku. Oprócz wyrównanego kolorytu i równowagi pomiędzy strefą T a resztą skóry zauważyłam lekkie rozjaśnienie - które pomogło mi w walce z poszarzałą i zmęczoną skórą. Tym samym buzia stała się bardziej promienna zdrowsza. Wreszcie. :)


 W obecnej chwili zakończyłam swoją kurację. Efekt, o którym pisałam nadal utrzymuje się na mojej skórze. Makijaż wygląda zdecydowanie lepiej, a ja sama cieszę się brakiem podrażnień, które zazwyczaj w okresie grzewczym doskwierały mi najmocniej.

Szczerze mogę polecić kurację Matricium - zarówno osobom zmęczonym i zestresowanym tak jak ja, oraz wszystkim tym, którzy borykają się z problemami podrażnień . Jesień i zima to jeden z najlepszych okresów na takie działania dla naszej skóry, a że cena jest stosunkowo niska do efektów jakie produkt daje tym bardziej Was zachęcam.


A Wy co sądzicie na temat tego produktu ? Miałyście z nim do czynienia , a może macie w planach zakup takiej kuracji ? Piszcie koniecznie.


12 komentarzy:

  1. Wow cena hardcor, szkod,a że nie wynaleziono produktu który na zawsze sprawi, że pory będą mniej rzucały się w oczy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uważam żeby cena za taką kurację jest jakaś zawrotna. Dobre kremy potrafią kosztować o wiele więcej :) ...

      Ps. Też marzę o kosmetyku niwelującym pory do zera ...

      Usuń
  2. Bardzo cenię sobie te ampułki.
    Pierwszą styczność z nimi miałam chyba ze 2 lata temu i wtedy udało mi sie tylko wypróbować.
    Teraz mam pełne 30-dniowe opakowanie, zostało mi jeszcze z 8 ampułek. Jestem bardzo zadowolona z efektów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja planuję wrócić w przyszłym roku do tej kuracji.
      Najważniejsze, że efekty widoczne są gołym okiem :)

      Usuń
  3. Cena nie mała ale zainteresowała a mnie tymi ampułkami.
    Jak uda mi się odłożyć co nieco to chętnie te kuracje wypróbuje:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam okazję przetestować tygodniową kurację i przypadła mi do gustu, ale na stałe chyba nie mam potrzeby stosowania takiego produktu. Faktycznie działa i to wielki plus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tygodniu stosowania oprócz napięcia nie widziałam jeszcze żadnych efektów. Polecam całą 30 dniową kurację :)

      Usuń
  5. Chyba zafunduję sobie taką kurację na spóźnioną gwiazdkę...:D zachęciłaś mnie :D
    http://velas-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Droga kuracja, ale fajnie, że są efekty. Ja jednak na razie się nie skuszę bo po Świętach budżet mam trochę nadszarpnięty :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye