Lily Lolo - Prasowany bronzer Miami Beach - idealny odcień dla jasnych karnacji.

Cześć dziewczyny.

Jeżeli śledzicie mojego bloga to na pewno wiecie, że kosmetyki mineralne pojawiają się u mnie bardzo regularnie - moja skóra pokochała minerały od pierwszego użycia, więc co raz chętniej i częściej sięgam po takie produkty w zamian za typowe drogeryjne kosmetyki. Niedawno rozpoczęłam swoją przygodę z minerałami marki Lily Lolo - które są już powszechnie znane i doceniane wśród swoich konsumentek. Przyznam szczerze, że od dawna produkty te wzbudzały moją ogromną ciekawość - mają przepiękne opakowania, są w pełni bezpieczne i wzbogacane naturalnymi składniki, a w sieci na próżno szukać o nich negatywnych opinii. Dziś zapraszam Was do poznania pierwszego z produktów, które wpadł w mojej ręce : rewelacyjnego prasowanego bronzera w kolorze Miami Beach, który idealnie sprawdzi się w przypadku naszych polskich jasnych karnacji. 



Marka Lily Lolo przeszła w ostatnim czasie ogromną metamorfozę. Począwszy od nowych, pięknych, klasycznych i eleganckich opakowań po ulepszenie i wzbogacenie swoich składów - nic więc dziwnego, że wszystkie dziewczyny oszalały na punkcie tej marki, a produkty co raz częściej pojawiały się blogosferze. Niejednokrotnie wspominałam Wam, że jestem typową sroką - i wygląd samego produktu ma dla mnie naprawdę duże znaczenie i znacznie wpływa na jego ocenę - rewolucja w szacie graficznej jaką przeszło Lily Lolo jest ogromna - a, że marka cały czas wprowadza na rynek nowe produkty tym bardziej jestem ciekawa co będzie dalej.


A jeśli już o nowościach mowa - produkt, o którym dzisiaj Wam opowiem jest właśnie jednym z nich. Dotychczasowa oferta marki opierała się wyłącznie o produkty sypkie - niedawno jednak wprowadzono formułę prasowaną - co jest sporym ułatwieniem dla osób nie mających wcześniej do czynienia z minerałami lub nie posiadających odpowiednich pędzli do ich aplikacji. Prasowany bronzer był moim pierwszym wyborem po zapoznaniu się z ofertą marki - a, że producent gwarantuje długotrwały, naturalny efekt oraz wzbogacony składnikami pielęgnacyjnymi skład - nie wahałam się ani chwili.


Efektem rewolucji w marce Lily Lolo są piękne i proste opakowania. Wykonana z matowego plastiku puderniczka utrzymana jest w klasycznej prostocie i elegancji - i własnie takie produkty lubię najbardziej. Opakowanie zawiera 9 g produktu- biorąc pod uwagę tego jak minerały są wydajne, taki bronzer śmiało posłuży dobre 1,5 roku. Możecie go kupić w cenie 89,90 na stronie sklepu Costasy, który jest wyłącznym dystrybutorem Lily Lolo w Polsce.


Zatrzymajmy się przez chwilę na składzie - który zrobił na mnie duże wrażenie. Kosmetyki mineralne przeważnie komponowane są w taki sposób by zapewnić maksymalne bezpieczeństwo dla każdego rodzaju skóry. W przypadku bronzera Lily Lolo to jednak nie wszystko - skład został dodatkowo wzbogacony znanym już wszystkim olejem arganowym, nawilżającym olejem jojoba, a także naturalnymi antyoksydantami i substancjami antybakteryjnymi. Mamy tu olej ze słonecznika i olej manuka, olej rycynowy i z owocu granatu - jestem naprawdę zachwycona.


Miami Beach to najjaśniejszy odcień spośród trzech dostępnych w ofercie marki. Zdecydowałam się na niego ze względu na to, że nie lubię nachalnego i wyraźnego efektu bronzerów oraz przez fakt, że jest całkowicie matowy i utrzymany w neutralnej tonacji - bez pomarańczowych i ceglastych refleksów. Kolor ten naprawdę wspaniale współgra z odcieniem mojej skóry - a, że efekt który otrzymujemy można stopniować bez obaw o plamienie czy teatralny wygląd przekonałam się do niego już po pierwszym użyciu.


Same widzicie, że kolor jest naprawdę delikatny - sprawdzi się więc najlepiej w przypadku osób z jasną karnacją, dla których drogeryjne produkty są zwyczajnie nieodpowiednie. Tak jak wspomniałam - efekt można stopniować, poprzez dokładnie kolejnych warstw - bez obaw, minerały mają to do siebie, że świetnie się łączą więc tym produktem naprawdę ciężko będzie zrobić sobie krzywdę.


Skóra na moich policzkach jest tłusta - przez co produkty znikają w bardzo szybkim tempie. Bronzer Lily Lolo utrzymuje się u mnie bez naruszenia około 5 godzin - co dla mnie jest wynikiem naprawdę świetnym. Jako, że Miami Beach jest całkowicie matowy - można śmiało modelować nim twarz. Moja ocena jest chyba jednoznaczna prawda ? Produkt na pewno trafi na listę moich ulubieńców, a póki co używam go z ogromną przyjemnością i nie myślę żeby zamienić go na coś innego.


Ten oraz inne produkty marki Lily Lolo znajdziecie na oficjalnej stronie sklepu Costasy.

A czy Wy znacie produkty Lily Lolo ? Macie jakieś swoje ulubione produkty, które mogłybyście mi polecić ? Dajcie znać :)

Buziaki !

15 komentarzy:

  1. Wygląda na produkt specjalnie dla mnie - osoby o bardzo jasnej karnacji. Warto go wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jakoś nie jestem przekonana do tego produktu jako bronzer :P Bardziej bym się skłaniała do używania go na powieki :P

    OdpowiedzUsuń
  3. całkiem fajnie się prezentuje i ma ładny odcień ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Akurat kończy mi się bronzer, myślę, że do końca miesiąca tylko starczy... Chyba zastanowię się nad tym, bo z Twojej recenzji wynika, że jest to dokładnie to czego szukam. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ładny kolor, naprawdę :) Rzadko się zdarza, żeby mi się podobały odcienie bronzerów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fakt, kolor bardzo delikatny. Ale mi tam jakoś nie po drodze z bronzerami

    OdpowiedzUsuń
  7. I takie produkty to się chce mieć w swoim kosmetycznym zbiorze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny kolorek, myślę, że i u mnie by się sprawdził :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja jakoś nie mam przekonania do bronzerów ;). Jednak wiem, że Tobie jak najbardziej pasują :).
    Pozdrawiam, Agata :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ślicznie wygląda marzę by kiedyś mieć coś z tej firmy, ale boje się z internetu zamawiać, mi się wydaję że głupio wyglądam jak nałożę bronzer chociaż może nie umiem dopasować i miałam tylko dwa ,a mam jeden.

    OdpowiedzUsuń
  11. Moim zdaniem to jedne z najlepszych kosmetyków mineralnych, a ich puder Flawless Silk po prostu działa cuda :) Cera wygląda bardzo świeżo, promiennie i młodziej :) Lubię też ich cienie, są fantastycznie napigmentowane.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam jasną karnację, ale wydaje mi się, że kolor tego bronzera też byłby za jasny - wolę bardziej konkretne kolory brązerów, ale do naturalnych makijaży - make up no make up mógłby się fajnie sprawdzić ;) Lily Lolo kusi mnie swoją ofertą i mam nadzieję, że już niedługo wypróbuję jakiś ich kosmetyk - podkład, bądź puder ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye