Trójka godna polecenia cz. 2 | Róże do policzków w kolorze brzoskwiniowym | Essence Secret It Girl, Maybelline Peach, Lily Lolo Juicy Peach.

Cześć Kochani.

Dziś druga odsłona mojej serii " Trójka godna polecenia ", która ku mojemu zaskoczeniu bardzo przypadła Wam do gustu. Jeżeli nie czytałyście poprzedniego posta o bronzerach ( KLIK ) to gorąco Was zachęcam do zapoznania się bo być może znajdziecie wśród nich coś dla siebie. Pytałam Was co chciałybyście zobaczyć w następnej kolejności i wybór padł na róże. Postanowiłam jednak podzielić to na dwie części - róże w mojej kolekcji to dość spora gromadka, a że wiele z nich zasługuje na polecenie to podzieliłam je kolorami - i tym sposobem dziś przed Wami trójka róży w odcieniach brzoskwiniowych - czyli jednych z najbardziej pożądanych na sklepowych półkach, a za jakiś czas przygotuję dla Was post o tych w odcieniach typowo różowych. Poznajcie więc moją trójkę najlepszych i niezastąpionych produktów w tonacji brzoskwiniowej.

Róże w odcieniach pastelowej pomarańczy i brzoskwini to moje ulubione produkty - zawsze wybór w pierwszej kolejności pada właśnie na takie kolory. Świetnie współgrają z moją ciepłą cerą, ożywiając ją przy tym i nadając zdrowego, delikatnego i co najważniejsze naturalnego wyglądu. Brzoskwiniowe odcienie pięknie wyglądają u osób z jasną cerą - ale doskonale też kontrastują ze skórą szatynek i brunetek. Jest więc to opcja dla każdego - i jeżeli jeszcze nie próbowałyście takiego zestawienia kolorystycznego to mam nadzieję, że dziś ostatecznie Was przekonam, że warto dać się skusić.

Wybrałam dla Was trzy zupełnie różne produkty - i choć kolorami bardzo do siebie zbliżone to jednak odmienne w swoich formułach. Mamy tu produkty drogeryjne - jeden z nich typowy w kamieniu, drugi w formule kremowej oraz jeden produkt mineralny. Mam nadzieję, że i tym razem każda z Was znajdzie tu coś dla siebie. Tym razem udało mi się znaleźć produkty w korzystnych cenach więc obejdzie się bez nadszarpywania portfela.

Pierwszy produkt to róż marki Essence w kolorze 30 Secret It Girl. Marka Essence ma swojej ofercie naprawdę wspaniałe produkty i wśród nich na pewno warto wyróżnić róże - są bardzo tanie ( około 12 zł/5g ) a przy tym naprawdę trwałe i intensywne.  Dość kiepskie plastikowe opakowanie, z którego w mgnieniu oka znikają wszelkie napisy kryje w sobie jednak wspaniałe wnętrze. Róż ten jest w typowej formie kamienia - jest jednak dość miękki i naprawdę łatwo się z nim pracuje. Utrzymuje się około 5 godzin co przy takiej cenie jest wynikiem naprawdę świetnym. Kolor Secret It Girl utrzymany jest w ciepłej i delikatnej tonacji brzoskwiniowej - dodatkowo zawiera delikatne złote refleksy - może więc z powodzeniem zastąpić także rozświetlacz. Na skórze daje dość widoczny efekt, więc należy pracować z nim ostrożnie i z wyczuciem. W ofercie znajdziecie naprawdę ogromną ilość kolorów do wyboru - numer 30 przykuł moją uwagę od początku i uważam, że jest naprawdę śliczny. Dla osób, które nigdy nie miały bądź obawiają się takich kolorów na swojej cerze - najlepszy wybór na początek.

Róż Maybelline Dream Touch Blush w kolorze 02 Peach to mój ulubieniec z całej trójki. Ma formułę kremową - dlatego pracuje się z nim niezwykle prosto, szybko a efekt jest bardzo naturalny. Uwielbiam ten produkt za jego jedwabistą, miękką konsystencję i dużą intensywność koloru. Jest po prostu przepiękny - stapia się ze skórą w mgnieniu oka i kompletnie nie widać granic - najlepiej nakładać go pędzlem duofiber choć można go nakładać także palcami. Daje efekt mokrego wykończenia - jest przy tym całkowicie matowy, więc dla mnie to produkt idealny. Poza tym same spójrzcie - kolor Peach jest naprawdę śliczny - nadal ciepły, ale bardzo subtelny i przy tym niesamowicie napigmentowany. Warto wspomnieć także o piekielnej wydajności tego produktu - zużycie go w terminie ważności graniczy z cudem. Rozciera się go bardzo szybko, a efekt można śmiało stopniować. Maybelline ma tylko kilka odcieni tych róży - ale Peach zdecydowanie wybija się spośród pozostałych - o czym świadczą wiecznie puste miejsca w drogeriach. Cena 40 zł / 7,5g.

Ostatni produkt to mineralny róż marki Lily Lolo w kolorze Juicy Peach - czyli pozycja obowiązkowa dla fanek minerałów. Róże LL są równie fantastyczne jak pozostałe ich produkty - wkrótce ten doczeka się swojego osobnego posta, dlatego nie będę zdradzać zbyt wielu szczegółów. Juicy Peach jest delikatnie rozświetlającym różem utrzymanym w bardziej pomarańczowej niż brzoskwiniowej tonacji. Dla dziewczyn z ciemniejszą karnacją to naprawdę dobry wybór - pięknie podkreśli także opaleniznę. Na skórze utrzymuje się bez naruszenia przez cały dzień - a jako, że to produkt mineralny daje równie naturalny jak efekt jak formuła kremowa. Spójrzcie na kolor - prawda, że wyjątkowy ? Specjalnie przed tym postem szukałam jakiegoś drogeryjnego odpowiednika i naprawdę było ciężko znaleźć coś podobnego. Jeżeli cenicie sobie kosmetyki mineralne - to spójrzcie w ofertę LL ( 51,20 zł/3g ) wybór kolorów jest tak ogromny, że łatwo dostać oczopląsu :)
O Juicy Peach niedługo więcej.

Prawda, że piękne ?  Moim faworytem nadal pozostaje róż Maybelline - za jego całkowicie matowe, intensywne a jednocześnie bardzo naturalne wykończenie. Jeśli miałabym zdecydować się na jeden z tych róży - wybrałabym właśnie Peach. Dla osób, które jednak nie miały nigdy do czynienia z takimi kolorami - polecam tani i sprawdzony róż Essence. A jeśli jesteście przekonane co do słuszności wyboru i cenicie sobie jakość oraz bezpieczeństwo - zdecydowanie Lily Lolo.

A Wam, który z tych róży najbardziej przypadł do gustu ? Jakie są Wasze wrażenia ? Dajcie mi znać - i proszę o kolejne propozycje do Trójki godnej polecenia.

Buziaki ! 

17 komentarzy:

  1. Żadnego z nich nie miałam, ale ja generalnie nie używam róży.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że u mnie ta trójeczka by się sprawdziła:)

    OdpowiedzUsuń
  3. W sumie teraz mam wielki dylemat, na który się zdecydować, Uwielbiam brzoskwiniowe kolorki, idealne na zimowy czas ; )

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam róże a ten z Maybelline jest moim największym faworytem!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam tych róży, jestem pewna Lily Lolo ponieważ miałam kilka ich kosmetyków i wszystkie uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pierwszy rzut oka wszystkie wydają się idealne dla mnie ale patrząc na swatche to Lily mnie kupuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli lubisz brzoskwiniowe róże to spróbuj kiedyś catrice love & peach i paletki róży mur hot spice :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam, Catrice Love & Peach jest cudownym różem :)

      Usuń
  8. Lubię brzoskwiniowe odcienie róży. Najlepiej się w nich czuję. Chętnie spróbowałabym tej kremowej wersji. Może kiedyś, bo póki co mam dwa róże i jak na razie wystarczy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię właśnie takie "nie różowe" odcienie róży ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam róże w takich odcieniach, wszystkie jakie mam praktycznie takie są :D.

    OdpowiedzUsuń
  11. Essence chyba najładniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie się najbardziej podoba róż z Maybelline. Szczerze mówiąc, bardzo mnie nim zainteresowałaś:). W tym momencie moje róże z Inglota dobijają dna, więc niedługo będę się rozglądać za czymś nowym.

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubię takie odcienie. Ze zdjęcia najbardziej mi przypadł do gustu kolor Essence. ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. podoba mi się ten drugi :) chętnie bym też wyprobowała ostatni : )

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye