Luksus nie dla mnie czyli wielkie rozczarowanie linią Normacell Chantarelle do skóry mieszanej.

Cześć Kochane.

Strasznie nie lubię narzekać i pisać postów odnośnie produktów, które się u mnie nie sprawdzają, ale ostatnio w blogosferze bardzo głośno o marce Chantarelle, która prowadzi obecnie bardzo prężną kampanię reklamową, więc warto poświęcić tym niekoniecznie udanym kosmetykom osobny wpis. Swoją linię Normacell przeznaczoną do skóry mieszanej testuję już przeszło trzy miesiące, więc mam wyrobione zdanie i o samej marce i ich rzekomo profesjonalnie działających kosmetykach. Nie wiem jak jest w przypadku innych serii Chantarelle, ale wszystkie obietnice linii Normcell można sobie śmiało wsadzić między bajki. Niestety - smutne fakty, a że są to kosmetyki piekielnie drogie i okraszone nazwą profesjonalnych mój zawód jest tym samym jeszcze większy i bardziej bolesny.

Kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z marką i jej linią Normcell, której głównym zadaniem miało być przywrócenie równowagi skórze mieszanej z jednoczesnym nawilżeniem suchych partii i normalizacji przetłuszczających się stref oraz oczyszczenia skóry z niedoskonałości pomyślałam - TAK to jest to, nareszcie znalazłam coś dla siebie. Ufam markom profesjonalnym naprawdę - częściej sięgam właśnie po takie kosmetyki i rezygnuję z pielęgnacji drogeryjnej, więc wiązałam z tymi kosmetykami duże nadzieje. No a fakt, że każdy z tych produktów kosztuje grubo ponad 120 zł przekonał mnie ostatecznie do tego, że kosmetyki te faktycznie muszą działać i nie bez powodu są dedykowane cerom wymagającym, a i pracują na nich najlepsze salony kosmetologii. Świetny żart, naprawdę. 

W skład linii Normacell wchodzi dokładnie sześć produktów z czego ja testowałam pięć, na rzecz których odstawiłam wszystko co do tej pory używałam. O toniku, który okazał się naprawdę dobrym produktem oraz mleczku, któremu bliżej do tragedii niż komedii mogłyście czytać TUTAJ natomiast do dłuższej oceny pozostawiłam sobie trzy kremy - na dzień, na noc oraz skoncentrowane serum. Używałam, czekałam, obserwowałam... chyba nigdy tak nie skupiałam się na stanie swojej cery jak w trakcie tej kuracji i przez pierwsze dwa miesiąca nie widziałam ani grama różnicy - już wtedy zaświeciła mi się czerwona lampka. aż w końcu stwierdziłam, że to nie ze mną jest coś nie tak, a z tymi kosmetykami.

Krem normalizująco matujący na dzień z filtrem UVA/UVB 20.

Wszystko fajnie i pięknie - krem ma matowić skórę na cały dzień i zmniejszać przetłuszczanie skóry dzięki zaawansowanym składnikom aktywnym takim jak kompleks MATT-W, ekstrakt z mirry czy hydrolizowane proteiny pszenicy. I tutaj nie mogę się nie zgodzić - krem faktycznie bardzo dobrze i na długo matuje, sprawia, że skóra przetłuszcza się zdecydowanie mniej w ciągu dnia za co ode mnie ogromny plus. No ale... właśnie. Ma potworną konsystencję. Gęstą - jakby gipsową, pudrową nie potrafię tego nawet określić i tak okropnie bieli skórę, że wyglądam po nim jakby mnie właśnie wyłowiono z rzeki. Trzeba aplikować go w kilka sekund bo zasycha i tworzy dziwnie nieprzyjemny film. Ogólnie jest bardzo długo wyczuwalny na skórze, która po aplikacji jest lepka i klejąca. Na początku stosowałam go z serum, o którym opowiem Wam za chwilę i to dopiero była tragedia - wszystko się rolowało, zwijało a jak nie daj Boże trafiłam na brwi to pomagała tylko Bioderma.

Nie lubię tego kremu - po prostu. Jak na złość jest niesamowicie wydajny - w trzy miesiące nie zużyłam nawet połowy opakowania. Jego cena to aż 134 zł za 50 ml na stronie producenta. Bardzo fajnie, że produkt zawiera filtr, że faktycznie matowi no i ma piękny, ciężki, szklany słoik, ale ja nie mogę znieść tej lepkości jaką pozostawia na mojej skórze i tego, że bieli gorzej niż mój krem SPF50++. Strasznie dziwny kosmetyk i ja na pewno nie polecę Wam jego kupna.

Serum normalizujące

Powiedziałabym, że obok toniku światełko w tunelu dla linii Normacell. Jego głównym zadaniem jest normalizacja gruczołów odpowiadających za wydzielanie sebum oraz dogłębne nawilżenie skóry i zapewnienie ochrony antybakteryjną. Ten produkt radzi sobie świetnie z odżywianiem - skóra po jego użyciu jest genialnie nawilżona, wygładzona i miękka w dotyku. Naprawdę nie mogę się przyczepić do jego działania w tej kwestii - nie zauważyłam jednak żeby jakoś szczególnie wpływał na normalizację skóry. Tak jak wspomniałam - kompletnie nie współgra z kremem na dzień mimo, że producent zaleca używanie go zarówno na dzień jak i na noc. Ma bardzo fajną, maślaną i otulającą konsystencję - jest gęste i rozprowadza się świetnie.

Umieszczone w metalowym maleńkim słoiczku o pojemności 30 ml serum do kupienia jest również na stronie producenta w regularnej cenie 145 zł. No i właśnie... zastanawiam się bardzo mocno nad sensem wydawania takiej kwoty na produkt, który po prostu dobrze nawilża i odżywia skórę - mimo, że nie można mu zarzucić dużo to wydaje mi się, że cena jest przesadzona - niby produkt zawiera bardziej zaawansowane składniki niż kremy tańsze to i tak nie uważam, żeby było to powodem wydawania na niego aż takiej kwoty. Oprócz składników, które wymieniłam w kremie na dzień serum zwiera kompleks hydra-filaggrin, xerafinę i masło shea. Dobrze, że chociaż kosmetyki te nie zawierają parafiny bo byłby to gwóźdź do trumny.

Krem do cery mieszanej na noc z kwasem migdałowym 15% pH 4.

Właśnie w tym kosmetyku pokładałam wszystkie swoje nadzieje. Uwielbiam kremy z kwasami i zawsze dobrze na mnie wpływały, więc myślałam, że skoro taki drogi i taki profesjonalny to w końcu pozbędę się zaskórników i rozszerzonych porów raz na zawsze. Zdaję sobie sprawę, że stężenie kwasu nie jest nie wiadomo jak wysokie i trzeba długo czekać, aż pojawią się pierwsze efekty, no ale skoro zamiast złuszczania i oczyszczania nie dostaję nic to chyba jest coś nie tak. Chociaż nie... moja skóra łuszczyła się - na brodzie, przez dwa dni. Tak- przez dwa całe dni. Nie zauważyłam jakiegokolwiek wpływu tego kosmetyku na moje pory czy zaskórniki - absolutnie żadnego. Jak były, tak są. No naprawdę nic nie zawiodło mnie tak bardzo jak ten krem... kwas migdałowy 15 % w czystej postaci, który kupiłam za 15 zł przyniósł lepsze efekty niż ten produkt. Niezły paradoks.

Z całej trójki krem na noc ma najfajniejszą konsystencję - puszystą, otulającą i bardzo bogatą. Za to duży plus. W składzie zawiera połączenie kwasu migdałowego 10% oraz glukonalaktonu 5 % - ciekawe, moje chyba wyparowały. Jego cena to uwaga... 173 zł / 50 ml na stronie producenta. Ja nie spodziewałam się cudów, no ale za takie pieniądze to jednak chciałoby się czegokolwiek prawda? Klęska, ogromna klęska tego produktu. Nawet nie chce mi się więcej o nim pisać. Zużyć zużyję i tyle - nie spodziewam się, że cokolwiek się zmieni.

Cóż mogę więcej dodać. Nie chcę nawet podsumowywać kosztu takiej kuracji bo szkoda nerwów, ale ja linii Normacell mówię stanowcze NIE i z wielkim bólem przyznaję, że dawno nie trafiłam na tak złe i nieskuteczne produkty. Tonik i serum nieco ratują sytuację, ale i tak uważam, że kosmetyki te nie są warte swojej ceny. Nie wiem jak wypadają inne linie, ale szczerze to nawet mnie to nie interesuje bo ja więcej nie zdecyduję się na produkty tej marki. 

Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii? Co sądzicie o drogich produktach, też miałyście taką wpadkę ? Dajcie znać jakie jest Wasze zdanie.

Buziaki

104 komentarze:

  1. No i proszę - ktoś w koncu nie pieje nad tymi kosmetykami. BTW jak zwykle focie do schrupania - tak chetnie do Ciebie teraz zagladam a jeszcze niedawno nie znałam Twojego blogaska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie miałam to napisać. Chyba 9/10 blogerek sie nimi zachwycało, albo podpisały "cyrograf rzetelności"

      Usuń
    2. Dzięki śliczne :)
      Te wszystkie zachwyty nie będę mówić czym w większości są podyktowane... Widziałam nawet opinie wystawiane tym kremom po tygodniu stosowania - same ochy i achy. Bardzo ciekawe... :)

      Usuń
    3. No i potem się dziwić, że krąży taka a nie inna opinia na blogerkach ^^

      Usuń
    4. 9/10? :D Hej! Wcale nie. Ja miałam jeszcze to szczęście mieć inną linię, a raczej dwie - dwa produkty z jednej i trzeci z zupełnie innej. Tymczasem tylko tonik okazał się wart zachodu (chyba te toniki mają naprawdę dobre, skoro i Tobie przypadł do gustu:). Nie mogę napisać, że są lepsze od drogeryjnych, bo takie produkty często wysypują moją twarz niemiłosiernie, ale za trochę niższą cenę mam np. krem Norel z jonami srebra, który wydaje przyćmiewa serum.

      Po prostu są. Na pewno nie fenomenalne, złymi też nie mogę określić, ale cena robi swoje - i chociaż w składzie jest kilka naprawdę fajnych dodatków, to mało jest osób, które mogą sobie pozwolić na kupienie takiego kremu.

      Dobrym wyjściem byłyby próbki, bo mnie zaciekawiła seria dla cery trądzikowej i te produkty przeznaczone do stosowania w okolicach oczu. Ciekawska jestem, może znalazłoby się coś na miarę toniku.

      Usuń
    5. Ty jesteś poza wszelkimi schematami i wszyscy dobrze wiemy, że jesteś zawsze szczera :) Ja butelkę toniku też chętnie przygarnęłabym raz jeszcze bo był dobry - nieidealny, ale na pewno dobry :)

      Usuń
  2. Oj widzę że bubelki straszne, jakbym wydała całą kwotę na ich pielęgnację, to bym się nieźle wkurzyła widząc takie efekty, a raczej widząc taką tragedię. Aż mnie ciarki przeszły, jak to wszystko podliczyłam :D Pozdrawiam kochana. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ja nawet nie liczę - nie będę się denerwować. Buziaki Oluś :*

      Usuń
  3. Brawo ! Drogie wcale nie znaczy skuteczne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie ! Tak samo jak tanie nie znaczy złe :)

      Usuń
  4. Szkoda, że się u Ciebie nie sprawdziły. O marce rzeczywiście zrobiło się głośno w ostatnim czasie i do tej pory czytałam o nich w samych superlatywach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo żałuję bo właśnie jakbym kierowała się opiniami innych to bym wdepnęła w niezłe bagno. Na tej podstawie mogę twierdzić, że wiele z tych opinii jest na wyrost - szczególnie te pisane po tygodniu od otrzymania produktów... no ale nie wnikam, może na moją skórę te cuda wianki nie działają :)

      Usuń
  5. Ceny conajmniej kosmiczne :D Kocham Twojego bloga, przepiękna nowa szata graficzna, zawsze idealne zdjęcia i 100% Ciebie w tekstach, które piszesz. Dobra robota :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajjj Dorotko wylałaś miód na moje serce - dziękuję ! :*

      Usuń
  6. Za takie pieniądze efekty powinny byc, no cóż szkoda było czasu i kasy

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie dziwiło mnie co tak dużo pozytywnych recenzji jest na temat tych kosmetyków. Szkoda, że się u Ciebie nie sprawdziły. Ale dobrze jest też poznać jakiś głos krytyki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia jak wypadają inne linie więc nie będę podważać opinii innych :)

      Usuń
  8. Byłam absolutnie zniesmaczona propozycją współpracy z marką. Do dziś jestem. Sama zrezygnowałam. Piękne foty! I szczera opinia, a to jest niezwykle cenne... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o czym mówisz bo sama dostałam tego maila - recenzja po tygodniu ? :D niezły żart. Ja swoją linię otrzymałam na zupełnie innych zasadach jakoś na początku grudnia przed całą tą falą marketingową i to nie bezpośrednio od producenta a Instytutu, który na nich pracował, więc mnie te wszystkie "wymogi" ominęły :)

      Usuń
  9. U, szkoda :( czasem drogie nie znaczy lepsze... Ja miałam wpadkę z clinique all about eyes (na szczęście miniaturą), tańszym, ale z kolei bardzo zachwalanym tym różowym tuszem maybelline (spuchły mi po nim powieki), i kilkoma innymi cudami, ale na szczęście ostatnio mam też sporo farta do udanych kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo... ten krem Clinique też się cieszy powszechnie dobrymi opiniami, a o tuszu nawet nie wspomnę... dobrze wiedzieć :)

      Usuń
    2. Np moja mama ten krem Clinique lubi i używa już drugiego opakowania, więc na dobrą sprawę się nie trafi... Ale ja się nacięłam, jakby na to nie patrzeć, więc obu tych kosmetyków bardzo nie polecam ;)

      Usuń
    3. No właśnie... wszystko to jednak kwestia indywidualna - najlepiej ocenić samemu, chociaż takie wpadki czy to z tanimi czy drogimi produktami zawsze muszą się przytrafić niestety :(

      Usuń
    4. Ooo, szkoda Inga. Ja ten krem miałam kilka razy i naprawdę dawał porządne efekty u mnie, ale niestety nie trafi się czasami:/ a tuszu teraz się będę bała, czeka w zapasie:P

      Usuń
  10. szkoda, że aż tak się nie sprawdziły, ale doceniamy to, że jesteś szczera ;) szczerze mówiąc nie zwróciłam uwagę na tę firmę na innych blogach, ale może dlatego, że ostatnio nie mam za dużo czasu na odwiedzanie nowych :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Coś właśnie były dla mnie podejrzane te wszystkie pozytywne recenzje :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę ręczyć za inne dziewczyny - nie oceniam :)

      Usuń
  12. Na takie luksusy sobie jeszcze nie pozwalam, ale wiem, że tanie kosmetyki (nie te najtańsze) też mogą być dobre. Tyle że od kosmetyków do twarzy wymaga się najwięcej, więc za nowe technologie, patenty i cuda wianki trzeba płacić. Tylko jak odróżnić te wartościowe od tych nie? No i przecież na każdego działają inaczej...
    Akurat ta firma, mimo dużej ilości dobrych opinii, ma ogromny minus za taką a nie inną propozycję współpracy. Tyle że kto o tym wie? A pozytywy w internecie wiszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że tak. Ja mam przykład na serum Bielendy, które dyskwalifikuje wiele markowych produktów. A co do tej propozycji - no zrobili sobie niezły PR nie ma co... ale nie martw się - kto ma wiedzieć ten wie i dzięki temu łatwo jest odróżnić recenzje "pod współpracę " z tymi szczerymi i rzetelnymi.

      Usuń
  13. Czyli jednak nie zawsze warto kupować drogie produkty.
    Zdjęcia mistrzostwo !!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie znam firmy ale fajnie było twoją opinię poczytać :) Fajnie prezentuje się krem na noc a kwasami, chodź piszesz że ich nie czuć ? Ceny fakt konkretne i człowiek tyle wydając liczy na dobrą pielęgnacje , działanie i komfort używania a tu tego zabrakło raczej...
    Bardzo fajne fotki :)

    Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompletnie ich nie czuć... Nic a nic. Dziękuję ślicznie :)

      Usuń
  15. Mnie od tej marki odrzuciło w momencie, gdy dostałam maila od osoby ją reprezentującej, która oferowała absurdalne jak na recenzję warunki testów, a dokładnie czas w jakim miałam taką recenzję przygotować.
    Ogólnie ostatnio mam wrażenie, że wszyscy zachwycają się tymi produktami i jest to chyba pierwsza recenzja, którą czytam i która reprezentuje inne stanowisko. To teraz pytanie czy u kogoś przypadkowo się sprawdziło czy jednak piszą, bo "muszą" pozytywnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam pojęcia jak to wygląda ze strony dziewczyn, które włączyły się do "kampanii", więc nie mogę odpowiadać :) Ja swoją propozycję dostałam jeszcze w grudniu od Intytutu pracującego na tych kosmetykach i to tylko dlatego, że nie zdecydowałam się na zabiegi u nich, więc mnie ta szopka z recenzjami po tygodniu ominęła. A zresztą nawet jakby to był krem za 600 zł to i tak idzie u mnie pod lupę dokładnie tak samo jak ten za 10 zł - bez różnicy. Nie będę ludziom wciskać kitu tylko dlatego, że produkt pochodzi od marki bo nie mam tego w zwyczaju - czy się to szanownej marce podoba czy nie :)

      Usuń
    2. Ja znalazłam recenzje, które były pisane po tygodniu używania. Pamiętałam dokładnie, kiedy paczki zostały wysłane - po tygodniu przedstawiłam trzy produkty na blogu, przeglądam sobie inne strony... i na co trafiam? Ta sama data i pełna recenzja. Że warto wydać na produkt każdą złotówkę. Aż z Justyną napisałyśmy swoje w komentarzu. :)

      Usuń
    3. Hahaha dokładnie pamiętam to - musiałam się wypowiedzieć bo dla mnie to przechodzi ludzkie pojęcie. Potem się dziwić, że mówią o nas tak a nie inaczej.

      Usuń
  16. To chyba jedna z pierwszych tego typu opinii :-) Według mnie jeśli producent tak bardzo reklamuje swoje "rewelacyjne" produkty, a na swojej stronie nie umieszcza składu kosmetyków to zwyczajnie ma coś do ukrycia. I faktycznie..w składach które odszukałam zawarte są składniki, które w kilku krajach są zwyczajnie zabronione ze względu na zabużanie gospodarki hormonalnej. Komisja Europejska walczy o to aby te składniki były zakazane również w Unii Europejskiej..ale jak widać Producenci wygrywają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uuuuuuu.... no to teraz minuta ciszy dla marki Chantarelle - gratulacje.

      Usuń
  17. Właśnie potwierdziłaś dwie tezy - droższe nie znaczy lepsze i to, że nie każda blogerka jest rzetelna - czytałam już kilka tak pochlebnych opinii, że aż ochy i achy leciały w niebiosa.. A szkoda, że dużo osób pisze recenzje po dosłownie kilku zastosowaniach skoro produkty do pielęgnacji potrzebują o duuuużo więcej uwagi podczas testowania. Nawet nie znałam marki, ale w sumie nie żałuję - nie kupuję aż tak drogich produktów i pewnie nawet bym się nimi nie zainteresowała.. Szkoda mi wydać prawie 140 zł na krem na dzień, który okaże się bublem.. Słabo, słabo..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Kochana... Nie można mówić o nierzetelnosci wszystkich z dwóch względów - niektóre dziewczyny naprawdę przełożyły się do recenzji i przede wszystkim nie dały się namówić na te chore warunki recenzji w tydzień a po drugie każdy ma inną skórę :) może moja jest po prostu odporna na te wszystkie cuda? :) nie wiem. Nie wypowiem się o innych recenzjach bo każdy jest inny i nie wszystko musi się sprawdzać jak u innych :) chociaż jak widzę, że ktoś piszę, że krem jest wart każdej złotówki po tygodniu to mi wszystko opada :)

      Usuń
    2. Wiesz, akurat chodziło mi o dziewczyny piszące w samych superlatywach o produktach, które przetestowały zbyt krótko i pisały wprost, że "nie przetestowały ich zbyt długo, ale są takie super.." :) Wiem, wiem, że to co nie sprawdzi się u mnie to nie znaczy, że u Ciebie będzie bublem, ale aż mi się słabo robi, gdy dziewczyny śmiało piszą takie recenzje :( Smutno..

      Usuń
    3. Achhhh no to teraz w pełni rozumiem :) oj tak...ja też strasznie tego nie lubię :( a sama napotkałam się właśnie z recenzją tych produktów po tygodniu i byłam zażenowana, że dziewczyny za głupi krem potrafią być tak nierzetelne... No ale cóż zrobić. Taki mamy klimat :)

      Usuń
  18. Krem matujący roluje się jak serum Skin Perfection Loreala, podobnie pozostawia dziwną warstwę. Wcale nie dziwi mnie Twoje rozczarowanie, bo ja wydając taką kwotę i jednocześnie nie widząc efektów, bardzo bym się wkurzyła..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie ostrzegam przed kupnem :)

      Usuń
  19. Robisz genialne zdjęcia, na prawdę, są boskie. Szkoda, że ta linia kosmetyków to taki niewypał, sama też bym pewnie miała co do nich wysokie wymagania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
  20. hmm a ja o marce jeszcze nie słyszałam, ale też nie będę się za specjalnie w nią zagłębiać skoro nie ma szału :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że większego sensu nie ma :)

      Usuń
  21. Głośno o marce a tu takie buble :). Ceny mocno przesadzone jak widzę wiec nawet szkoda testować inne serie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie przesadzone... wolałabym kupić w tej cenie produkty naturalne :)

      Usuń
  22. ciesze się, że trafiłam na Twoją recenzję, bo inne dziewczyny takie cuda o tych produktach napisały ze sama miałam ochotę w nie zainwestować ;) a tu widzę, że nie ma sensu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie bardzo się cieszę, że pomogłam :)

      Usuń
  23. no popatrz, a jak do tej pory czytałam prawie same pochlebne opinie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Dzięki za szczerą recenzję! O produktach czytałam w blogosferze. Nigdy jednak mnie nie zainteresowały. Buziak na miły dzień :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo proszę :) Szczerość to podstawa. Buziaki również :*

      Usuń
  25. Przeczytałam opinię i żal d... ściska, że robią taki "hype" drogich i niefajnych kosmetyków; ja niestety miałam podobne wrażenia co do wegańskich i naturalnych kosmetyków Arbonne, które są pierońsko drogie a zupełnie się u mnie nie sprawdziły :/ na zakup 2 produktów wtopiłam w zeszłym roku ponad 300 zł :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ułaaaa... ja teraz postawię na naturę, ale dziękuję za ostrzeżenie przed Arbonne :*

      Usuń
  26. Ja też nie jestem zbytnio zachwycona, a miałam możliwość mieć do czynienia z ichnimi kilkoma różnymi produktami.
    Czasami, owszem - warto zapłacić więcej za dobrej jakości i działający kosmetyk, jednak kiedy nic się nie dzieje, to rozgoryczenie jest podwójne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Ogromny niesmak zostawiają we mnie te produkty...

      Usuń
  27. Brawo za rzetelną i szczerą opinię, ojej ja właśnie testuję Arbonne ale to dopiero drugi dzień :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zniechęcaj się Kochana - wcale nie powiedziane, że u Ciebie się nie sprawdzą :)

      Usuń
  28. Spodziewałabym się cud efektów w takiej cenie, a tu totalna porażka! z tym rolowaniem się produktu obrzydziłaś mi obiad:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahah - aż się zaśmiałam :D Wybacz proszę :D

      Usuń
  29. Rzeczywiście beznadzieja :/
    Ale...no cóż - nie mogłam oderwać oczu od Twoich zdjęć! Są przepiękne <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci Kochana - za każdym razem mnie ogromnie chwalisz, aż mi głupio :)

      Usuń
    2. Pamiętaj, że ja tak ze szczerego serca :) Po prostu Twój blog jest dla mnie wielką inspiracją zarówno z uwagi na treść jak i te cudne zdjęcia właśnie. Wczoraj zamęczyłam mojego J. i kupiliśmy pierścienie makro :) Widzisz - wszystko przez Ciebie :D

      Usuń
  30. Wyglądają cudnie, i za to chyba trzeba tyle zapłacić. Działanie w sumie byłoby ok, nawilżają, a krem matujący matuje, ale wygórowane obietnice i cena z kosmosu zupełnie do nich nie pasują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak nie można powiedzieć, ale opakowania są przepiękne - solidne, masywne i ciężkie. Krem z kwasami nie działa kompletnie - krem na dzień paskudnie się roluje... no nie tego człowiek spodziewa się po takich produktach.

      Usuń
  31. Dzięki Bogu za Twoją recenzję, haha! :D Czytam o tej marce ostatnio wszędzie i właśnie wszędzie ochy i achy. A tu w koncu rzetelna recenzja bez żadnego pitolenia, że tak to brzydko nazwę :P Kosmetyki w takiej cenie powinny działać cuda, a nie być jedynie przykrym obowiązkiem zużycia do końca... Na całe szczęście ja na razie idealny krem na dzień znalazłam i nie zamierzam go zmieniać i coś czuję, że żadna marka nie pobije mojego ulubieńca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie pitolić to można jedynie o głupotach, ale jak na poważnie to na poważnie :D A cóż to za krem ? Pochwal się koniecznie :)

      Usuń
  32. Za cenę tych trzech rzeczy to ja wolą iść do S czy D i kupić sobie krem Guerlain czy Chanel :D gipsowa konsystencja, bark działania, same cudowności co nie? ;D Marka powinna odjąć chyba ostatnie cyfry z cen tych 'cudów' ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A i Guerlain czy Chanel też nie są gwarancją dobrego działania :) Full wypas powiedziałabym - cały pakiet koszmarków :D

      Usuń
  33. biorąc pod uwagę, że służy mi naprawdę wiele tanich produktów to nie zwracam uwagi na te drogie.. dzięki temu mam oszczędności na wiele innych ciekawych kosmetyków czy też innych rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fantastycznie :) Moja cera niestety nie lubi się z drogeryjnymi kosmetykami do pielęgnacji ...

      Usuń
  34. Może Twoja twarz jest po prostu za mało luksusowa?:D A tak serio to coś słyszałam o tej aferze z recenzjami po tygodniu, ale nie byłam pewna, o którą markę chodzi. Fajnie;) Ja zresztą nieraz widzę, że blogerki same z siebie piszą tak szybko. Skąd to wiem? Bo pokazują np jakieś nowości na insta z tekstem zaczynam testowanie, a po tygodniu, dwóch bach recenzja kremu;) Czasem ktoś moją recenzję skomentował, że niedługo zacznie testować i co potem widzę? Po tygodniu recenzja ciach;) Po tygodniu to ja mogę napisać recenzję książki albo nawet szybciej bo przeczytam i wiem albo o o jakimś produkcie jednorazowego użytku. Ale krem to wypadałoby minimum miesiąc. Ja najchętniej pisze po całkowitym zużyciu. Czasem jestem do tylu i pojawia sie nawet długo po zużyciu bo nie jestem w stanie wszystkiego na bieżąco opisać. Ale miesiąc to takie absolutne minimum, po którym i tak nie można wydać takiej w pełni miarodajnej opinii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marian - tu nie jest jakby luksusowo ?! :D Haha Kochana będę Cię teraz kojarzyć z tym tekstem na maksa :D Nie wiem, może i to ze mną coś nie tak - lubię profesjonalne produkty naprawdę... ale takiej porażki to ja dawno nie zaliczyłam. Obserwuję dokładnie takie same zjawiska jak Ty - najlepsze jest, że przykładowo na takich blogach nie uświadczysz projektu denko, no bo z czego go zrobić jak ktoś namiętnie testuje po 3 kremy na raz. Ja kremom daje około 3 miesiące :)

      Usuń
    2. Hehe no nie mogłam się powstrzymać by "użyć" Mariana ;D
      Hehe no i dlatego u mnie są duże denka bo ja używam i naprawdę zużywam;) Chyba, że coś jest badziewiem to daję komentarz, że nie podołałam zużyciu;)

      Usuń
  35. aż mi przykro jak to czytam, też nie lubię zawodów szczególnie przy takich cenach! bo wtedy rzeczywiscie wiecej się wymaga ... no cóż, to nie jest pierwszy przykład, że droższe nie zawsze znaczy lepsze :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie... teraz będę jeszcze bardziej na to wyczulona.

      Usuń
  36. I właśnie ten post upewnia mnie jeszcze bardziej w tym, że droższe wcale nie znaczy zawsze lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest - tak samo jak tanie nie znaczy gorsze :)

      Usuń
  37. Jestem pod wrażeniem zdjęć, wyglądają genialnie :D

    OdpowiedzUsuń
  38. Jakoś zupełnie nie ciągnie mnie do tak drogich kosmetyków. Już dawno przestałam wierzyć, że cena jest jakimś wyznacznikiem. Na taki zestaw mogłabym się skusić tylko wtedy gdy miałabym wcześniej próbki..

    A zdjęcia zrobiłaś niesamowite! Napatrzeć się na nie nie mogę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Zdjęcia wynagradzają beznadziejność produktów. Ja też zaczynam się utwierdzać w tym, że cena faktycznie nie jest wyznacznikiem jakimkolwiek...

      Usuń
  39. Już jakiś czas nie miałam okazji zajrzeć do Ciebie czy na inne blogi. Jestem oczarowana nowym wyglądem bloga, wszystko jest pięknie dopracowane i te kolory! Można się rozpłynąć z zachwytu... a zdjęcia Kochana pierwsza klasa. Gratuluję talentu i umiejętności :) Co do kosmetyków tej marki, niestety a raczej stety w tym wypadku nie miałam okazji ich sprawdzić u siebie. Jednak cena tutaj jest przerażająca, kiedy tak się zawiedliśmy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Evely Słoneczko jak dobrze, że wróciłaś :) Dziękuję ślicznie ! Strasznie to miłe i tym bardziej się cieszę, że Ci się podoba w moich progach :)

      Usuń
  40. Suuuper, że napisałaś recenzję po kilku miesiącach używania. Dzięki temu jest mega rzetelna. :) Moja skóra lubi takie biotechnologiczne, "chemiczne" rozwiązania, ale ze względu na cenę najprawdopodobniej nigdy się nie dowiem, czy te kosmetyki mnie by zaspokoiły. :D Generalnie nie jestem zwolenniczką kupowania drogich kosmetyków. Moja dewiza życiowa brzmi: "Nie ma takiego kosmetyku z wyższej półki, którego nie można by zastąpić kosmetykiem z niższej półki". :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba sobie to zapiszę :) Na ten moment już przestałam wierzyć w te wszystkie "profesjonalne" formuły i patenty...

      Usuń
  41. Zdjęcia cudne widzę takie kuleczki jak od łancuszków choinkowych i kryształki szklane i jakaś posypka na pazurki ;)?Kosmetykom mówię zdecydowane nie nie mam ,nie miałam i nie chcę mieć po tym artykule :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuleczki to zwykłe koraliki, kryształki owszem tutaj zgadłaś :) A czarny akcent to piasek ozdobny :) Kupiłam kilka paczek bo fantastycznie wyglądają na zdjęcia :)

      Usuń
  42. Koszt całej kuracji jest jakiś kosmiczny, przynajmniej jak dla mnie :)
    Chyba największe nadzieje pokładałabym w serum, ale skoro nie robi nic spektakularnego z cerą to faktycznie nie ma co przepłacać. Jak widać potwierdza się powiedzenie, że nie zawsze cena idzie w parze z jakością.
    P.S. Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :)
      Serum jak serum za 30 zł - większej różnicy nie ma, więc jak dla mnie ta cena to jakaś pomyłka :)

      Usuń
  43. Hmmm drogie to nie znaczy, że lepsze. Nie znam tej marki i najwidoczniej nic nie straciłam.
    :*

    OdpowiedzUsuń
  44. Weszłam na tego bloga przypadkiem, i co ukazało się moim oczom? Wielkie meh nad produktem który wywalilabym do śmieci jeśli nie byłby tak drogie, luksus luksusem ale zamiast pomoc to tylko mi zaszkodzily. Zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  45. Bardzo ładne zdjęcia.
    Nie słyszałam wcześniej o tej marce, zresztą i tak ceny poza moim zasięgiem.
    Twoja opinia, upewnia mnie w przekonaniu, że droższe nie znaczy lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  46. Szczerze mówiąc pomijam jakiekolwiek recenzje dotyczące tych kosmetyków, bo przejrzałam kilka i jest ich po prostu przesyt! Przesyt ilości, i tego, że niemal samych pozytywnych, i to po krótkim czasie od używania! Przyznam szczerze, że Twoją recenzję przeczytałam, bo bardzo zainteresowały mnie zdjęcia i chciałam je wszystkie obejrzeć, a przy okazji okazało się, że masz odmienne zdanie i bardzo rzetelnie wszystko opisałaś - super! Jak widać droższe, nie zawsze znaczy lepsze!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye