O fenomenie masek w płachcie. Za co pokochały je Koreanki? | Test masek Skin79.

Cześć Kochane.

Wiem, że bardzo lubicie posty na temat azjatyckich produktów i ciekawostek z tego niezwykle  bogatego w kosmetyki i zabiegi pielęgnacyjne zakątka świata więc z ogromną przyjemnością zawsze zabieram się do kolejnego wpisu na ten temat. Świat azjatyckich kosmetyków wciągnął mnie na tyle mocno, że ciągle szukam informacji, ciągle staram się wchłonąć więcej i więcej... gromadzę informację, testuję i w końcu po wnikliwej obserwacji mogę się z Wami podzielić wyciągniętymi wnioskami. Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o jednym z najważniejszych punktów koreańskiej pielęgnacji - maskach w płachcie, które stały się nieodłącznym elementem moich małych co tygodniowych rytuałów piękna. Skąd się wziął ich fenomen? Za co kochają je Koreanki i dlaczego są lepsze od tradycyjnych maseczek? Dziś na przykładzie trzech różnych masek marki Skin79 postaram się przekonać Was do tej małej (lepszej) modyfikacji.


Kiedy zagłębiałam się w tajniki azjatyckiej pielęgnacji jednym z najciekawszych elementów były dla mnie właśnie maski w płachcie. Do tej pory zupełnie obojętnie przechodziłam obok takiej formy odżywiania skóry i mimo, że widziałam je w drogeriach to zawsze gdzieś podświadomie wybierałam te zamknięte w saszetkach. Maski w płachcie były dla mnie jakimś totalnym wymysłem - nie dość, że droższym to jednorazowym i w dodatku w jakiejś dziwnej żelowej formie, która zapewne spłynie z buzi, będzie nieprzyjemna... i tyle. Tak właśnie myślałam - myślałam dopóki nie zaczęłam zagłębiać się w tajniki pielęgnacji Azjatek, które maski w płachcie stosują co najmniej dwa razy w tygodniu i traktują je jako jeden z najważniejszych elementów swojej pielęgnacji. Później już tylko zostały mi zakupy... i zmiana toru myślenia na właściwy.


Maski w płachcie to nic innego jak nasączona substancjami aktywnymi bawełna skrojona na kształt twarzy, którą nakładamy na oczyszczoną i stonizowaną skórę na 20 minut. To, że wykonane są ze 100% bawełny nie pozostaje bez znaczenia - żaden Azjata nie pozwoliłby na profanację masek w płachcie i nie wykonał je z innego materiału lub nawet z domieszką czegokolwiek innego, ze względu na fakt, że czysta bawełna uchodzi za jeden z najlepszych materiałów ułatwiających przepływ substancji aktywnych do skóry. Maski w płachcie dosłownie ociekają swoimi substancjami. Są bardzo mokre i należy nakładać je na buzie niezwłocznie po wyjęciu z opakowania... a resztę magicznego eliksiru wsmarować w szyję i dekolt. Maski te są jednorazowego użytku i po 20 minutach należy je po prostu wyrzucić. Nie myślcie jednak jak ja - cały fenomen tych kosmetyków polega na tym, że efekt zauważalny jest po pierwszym użyciu. Są to swego rodzaju zastrzyki dla skóry stanowiące szybką, jednorazową rewitalizację skóry.


Skin79 Fresh Garden Mask Glacial Water (15zł./szt.).

Zacznę od swojego ulubieńca. Przed Wami maska w płachcie, której zadaniem jest silne nawilżenie skóry poprzez wnikanie substancji aktywnych wgłąb skóry dzięki krystalicznie czystej wodzie z lodowca niesamowicie bogatego w minerały, które pobocznie odpowiadają także za wzmocnienie struktury naszej buzi. Woda z lodowca została celowo wybrana do wykonania tej maski - jest ona niemalże identyczna z tą występującą naturalnie w naszej skórze co tworzy swego rodzaju zgodność komórkową i wzmacnia proces nawilżania oraz wchłanialność pozostałych składników z maski.


Dlaczego stała się moim ulubieńcem? Jako, że głównym zadaniem tego produktu jest nawilżenie - skóra po takim dwudziestominutowym zabiegu staje się niesamowicie gładka i miękka. Uwielbiam ten efekt po zdjęciu maski - ma się wrażenie, że ktoś potraktował nas niesamowicie odżywczym, otulającym kremem. Buzia jest lekko napięta, a jej koloryt wyrównany. Taki zabieg będzie świetnym rozwiązaniem po opalaniu, przed ważnym wyjściem lub w momencie gdy cera boryka się z problemami przesuszenia czy rogowacenia.


Skin79 I'm Refreshing Vital Energy. (15zł/szt.)

Tym razem maska dedykowana skórze poszarzałej, zmęczonej, z nadmiarem sebum, zanieczyszczonej i z rozszerzonymi porami... jednym słowem gratka dla cer tłustych lub osób chcących dać swojej skórze zastrzyk energii. Głównymi składnikami maski są skwalen, olej z nasion słonecznika oraz witaminy dodatkowo uzupełniające wilgoć. Jest to świetny wybór na aktualną porę roku - maska ta może pomóc na wszelkie problemy z pozostałością po zimie.... choć zalecałabym sobie stosowanie jej regualarnie w celu wzmocnienia efektu.

Kiedy po raz pierwszy przeczytałam o tej masce wiedziałam, że będzie to produkt dla mnie. Moja skóra po zimie była naprawdę nieładna - szara, bez życia... no i w wesołym towarzystwie rozszerzonych porów. Po zabiegu z użyciem tej maski mam wrażenie, że jest bardziej rozświetlona i nawilżona. Na pory wpływa minimalnie - nie usuwa ich, a lekko spłyca. Po zdjęciu lekko chłodzi i daje uczucie dużej sprężystości. Myślę, że regularne jej używanie powiedzmy dwa razy w tygodniu przez dwa trzy tygodnie przyniosłoby świetne rezultaty.


Skin79 I'm Smoothing Ultra Light (15zł/szt.)

Maska wybielająca to w tłumaczeniu na nasz europejski język... maska rozświetlająca. Koreanki mają naprawdę ogromnego bzika na punkcie świeżej i rozświetlonej skóry dlatego maski tego typu to najczęściej spotykany produkt w ich sklepach. Tutaj producent obiecuje nam świetlistą i gładką skórę dzięki składnikom takim jak róża, aloes, wiśnia, olejek z limonki czy anyżu gwieździstego. Dodatkowo dzięki przenikaniu w głębsze warstwy skóry ma zatrzymywać wilgoć.


Właściwie gdyby zestawić maskę I'm Refreshing i I'm Smothing to ich działanie jest bardzo porównywalne. Pomarańczowa wersja maski idzie jednak bardziej w kierunku wyrównania koloru skóry i jednoczesnego jej uspokojenia natomiast różowa skupia się przede wszystkim na rozświetleniu. Po zdjęciu płachta buzia ma zdecydowanie ładniejszy odcień skóry i jest lekko nawilżona. Mam wrażenie, że odzyskuje życie i wygląda po prostu o wiele bardziej zdrowo niż przed zabiegiem. Fajny efekt, choć gdybym miała wybrać - wybrałabym wersję różową.


Wszystko to co napisałam oprócz odżywczych zabiegów dla skóry sprowadza się też jednak... do relaksu. Nałożenie takiej maski dla Koreanek oznacza rozpoczęcie małego zabiegu nie tylko dla skóry, ale także dla ducha. 20 minut podczas których maska zaczyna działać na skórę możemy wykorzystać na kąpiel w wannie czy czytanie ulubionej książki. Ważne, żeby sprawiało Wam to przyjemność i nie stanowiło nudnej rutyny...a  miłe oderwanie od rzeczywistości. Nie bądźcie ignorantkami jak ja - dajcie się porwać czemuś innemu :)

Buziaki :)




97 komentarzy:

  1. Ja to bym chciała wypróbować i te i zwierzaczki! :) Do tej pory miałam tylko arbuzową :C

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię maski w płacie, jednak z tej firmy jeszcze nie stosowałam żadnej ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. głośno o nich ostatnio :) chętnie wypróbuje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam też napisany post na temat takich masek i może okażę mu łaskę i ukaże się jeszcze w maju:D Ja te maski lubię, ale jednocześnie mnie wnerwiają:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie miałam nigdy żadnej z tych masek
    ale chętnie bym je wypróbowała, bo bardzo mnie nimi zaciekawiłaś ;)
    pozdrawiam MARCELKA♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam wszystkie Azjatyckie kosmetyki zawsze są mega kolorowe i dodają powera już samym patrzeniem

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam te maski, od jakiegoś pół roku stosuję regularnie i jestem naprawdę zachwycona ;) Glacial Water to mój ulubieniec z linii Fresh Garden <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Muszę się w końcu skusić na jakąś z tych maseczek :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Jeszcze nie miałam takiej maski ale kiedyś wpadnie w moje łapki :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. To bardzo ciekawa odmiana :) naprawdę polecam spróbować chociaż raz :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeżeli jeszcze nie miałaś to koniecznie spróbuj :)

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja to bym chciała spróbować tej Twojej ślimakowej <3

    OdpowiedzUsuń
  13. O tak masz sporo racji :) to najbardziej radosne kosmetyki jakie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Spróbuj :) nie masz nic do stracenia a zyskać można wiele :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Głośno owszem :) ale naprawdę warto o nich mówić :)

    OdpowiedzUsuń
  16. A jakie inne stosowałaś? :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj tak ja też chętnie spróbowałabym zwierzątka :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Na pewno są wygodne - nie trzeba nic mieszać i rozrabiać :D i nie da się nimi raczej pobrudzić wszystkiego xd

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja chyba jestem zbyt skąpa bo szkoda mi wydac 10 zł na maska na raz a żeby były efekty długotrwałe to bym musiała kupić ich wiele,wiele więcej a wole swoje naturalne sposoby pielęgnacji

    OdpowiedzUsuń
  20. Inga Nowicka10 maja 2016 17:27

    bardzo je lubię,ale sięgam po nie dość rzadko. Głównie dlatego, że nie należą do najtańszych i preferuję błotka na twarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wypróbowałam całą kolorową serię od Skin79 i akurat te dwie maski wypadły u mnie najsłabiej. Najbardziej polubiłam się maską brązową. Teraz na użycie czekają jeszcze dwie maski ze ślimakiem i jedna z jadem węża :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Właśnie kupiłam dwie, nie mogę się doczekać aż je wypróbuje :D.

    OdpowiedzUsuń
  23. Uwielbiam maski na płacie bawełnianym!

    OdpowiedzUsuń
  24. I znowu śliczne zdjęcia u Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja się nad nimi zastanawiam. Mam chyba 5 konkretnych na liście, ale 10-15 zł troszkę mi szkoda jak na jednorazową maskę. Bo np. z Norela dam za maskę 44 zł, ale ona jest na dłuższy czas, a nie tylko na kilka użyć. I nie wiem co mam zrobić. Z jednej strony czuję się skuszona, a z drugiej po przekalkulowaniu wszystkiego wychodzi, że to niezbyt opłacalny biznes :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Wszystkie trzy bym z chęcią przetestowała, czuję się skuszona ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. No tak jest w tym sporo racji, ale ja to bardziej traktuję jako formę jednorazowego zastrzyku dla skóry :) maseczkę jak kupisz to trzeba ją używać i używać, a tutaj jest duże pole do eksperymentów :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja też :) świetna odskocznia :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Daj znać jak się sprawdzą :)

    OdpowiedzUsuń
  30. A widzisz ja nie mam porównania n niestety z innymi :( miałam Pande... Ale mnie po niej niestety wysypało na skroni ;(

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja też bardzo lubię błotka...Ale nie lubię się z nimi bawić :(

    OdpowiedzUsuń
  32. Rozumiem - każdy ma inne podejście :)

    OdpowiedzUsuń
  33. A ja jestem straszna sierota i zawsze brudzę :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Działanie fajne, ale one takie obślizgłe w obejściu i mi też ciężko tak leżeć z maską:D

    OdpowiedzUsuń
  35. Działanie fajne, ale one takie zimne i obślizgłe są:D

    OdpowiedzUsuń
  36. No w sumie racja. Ja jak miałam maseczki Bania Agafii (wszystkie wersje), to robiłam je codziennie, ale u mnie się nie sprawdziły. Dokładnie je przetestowałam i wiem to na pewno :) Natomiast teraz mam maskę żelową antybakteryjną z Norela, i ją robię 2 razy w tygodniu nie więcej, bo wiadomo ona może zbyt wysuszać cerę. Ale niedługo mi się skończy i będę szukała właśnie czegoś nowego :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Uwielbiam te ich maski, wszystkie bez wyjątku. Lubię różnorodność. :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Nakładając maskę w płachcie mam wrażenie, że działa ona mocniej niż taka w saszetce. Taki efekt placebo :) Szkoda tylko, że te koreańskie maski są tak drogie. Nawet jeden zabieg w tygodniu trochę zakosztuje.

    OdpowiedzUsuń
  39. le masque Paris, mooya, beauty face, beauty formulas, med beauty.... tyle przyszło mi do głowy, choć chyba było ich więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  40. O no to ja mam dokładnie tak samo :) wydaje mi się, że to po prostu działa intensywniej :) no ale masz rację... Nie jest to najtańsza opcja :(

    OdpowiedzUsuń
  41. Ja też :) nie muszę się ograniczać do jednej i to jest super :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Ojej! A ja z kolei uwielbiam dziegciowa Banie... Dla mnie niezastąpiona na pory :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Hahah no w sumie racja :D ja nie lubię ich wyciągać z opakowania :D

    OdpowiedzUsuń
  44. O dziękuję Ci ślicznie! :) sprawdzę sobie na pewno ;)

    OdpowiedzUsuń
  45. Uwielbiam maseczki w płachcie! Dzięki nim czuję, że produkt działa, a efekty widzę nawet kilka dni później :) Chodzi mi o nawilżenie! Mega :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Ja ubolewam tylko nad faktem że te maski są ogromne :D mam jakąś ich zieloną ale czeka na użycie ;D

    OdpowiedzUsuń
  47. Madzia (I love dots)10 maja 2016 21:19

    Uwielbiam maski w płachcie :) Aktualnie używam wielkiej paki japońskich maseczek od Berdever, są świetne a w dużym opakowaniu kosztują 2 złote za sztukę :)

    OdpowiedzUsuń
  48. Od Skin79 masek jeszcze nie miałam, wybierałam te polskie odpowiedniki ;) I nie kończę na jednorazowym użyciu...Powinnam się wstydzić, ale i tak dalej będę to robić ;)

    OdpowiedzUsuń
  49. Barbie-is fantastic.10 maja 2016 21:55

    Wkrótce mam zamiar robić zakupy na Skin79 Polska i chyba dorzucę sobie taką maseczkę!

    OdpowiedzUsuń
  50. Ada Szczepańska10 maja 2016 22:00

    Nie zwracałam na nie jakoś uwagi widząc je gdzies w czeluściach internetu. Ale powiem Ci, że po przeczytaniu twojego postu jestem skłonna je kupic. I dla mnie najlepsza maska zdecydowanie bedzie wersja pierwsza :) powiedz mi proszę ile musimy zapłacić za taki luksus ?;)

    OdpowiedzUsuń
  51. Podobają mi się te maseczki, najbardziej niebieska ;) Muszę bardziej zagłębić się w świat azjatyckich kosmetyków, bo wszyscy chwalą i chwalą, a ja z nimi zbyt dużego doświadczenia nie mam ;)

    OdpowiedzUsuń
  52. To naprawdę ciekawa podróż :) polecam ogromnie przeczytać chociaż słynne Sekrety Urody Koreanek :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Kochana ceny podane są przy nazwach masek :)

    OdpowiedzUsuń
  54. A pewnie, że tak :) tym bardziej, że często są w promocji 1+1

    OdpowiedzUsuń
  55. O nie! Udaję, że tego nie czytałam!

    OdpowiedzUsuń
  56. Ooo mam je w swoich zapasach! :) niebawem się dobiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  57. No ja mam zawsze problem bo mi na brodzie odstaje wszystko :D

    OdpowiedzUsuń
  58. Tak to prawda :) nic dodać nic ująć :)

    OdpowiedzUsuń
  59. Ada Szczepańska10 maja 2016 22:36

    O widzisz jaka gapa ze mnie, przeoczyłam. Dziękuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  60. Nie kłam, Panda ładnie przylegałam ;D Mi zawsze spadają ;D

    OdpowiedzUsuń
  61. Glacial Water jest na mojej wishliście :) Ciesze się, że u Ciebie się sprawdziła ;) całkiem możliwe ze i u mnie da zbliżony efekt :)

    OdpowiedzUsuń
  62. Nie miałam okazji ich wypróbować, ale zachęciłaś mnie.:D

    OdpowiedzUsuń
  63. Wiele dobrego słyszę teraz o takich maskach, planuję ich zakup jak i prawdziwy azjatycki krem bb ;]

    OdpowiedzUsuń
  64. Świat Kosmetykoholiczki11 maja 2016 11:12

    O tych azjatyckich maskach jest już tak głośno, że i ja mam wielką ochotę je wypróbować, tym bardziej że rzeczywiście działają, a nie tylko interesująco wyglądają :D

    OdpowiedzUsuń
  65. Zamówiłam na pierwszy ogień Glacial Water, nie muszę chyba mówić, że jesteś głównym powodem moich braków w portfelu...Ciągle coś fajnego pokazujesz :D Zamówiłam do tego miniatury kremów BB, nie używałam wcześniej azjatyckich kosmetyków więc jestem ciekawa jak się sprawdzą :)

    OdpowiedzUsuń
  66. Kinga Bylina11 maja 2016 11:36

    Uwielbiam je :)

    OdpowiedzUsuń
  67. zrelaksowana11 maja 2016 11:49

    Maseczki w płachtach stają się teraz coraz bardziej popularne. Mnie czeka obecnie spotkanie z kupioną niedawną maską Lbiotica :)

    OdpowiedzUsuń
  68. Jestem dokładnie na tym etapie, na którym Ty byłaś jakiś czas temu. Niby spoko, niby wiem, że działają, ale jakoś nie jestem do nich pozytywnie nastawiona. Zawsze wybieram tubki i saszetki nie wiedzieć czemu :)

    OdpowiedzUsuń
  69. U mnie żadna nie przynosiła efektów. Właśnie Norel antybakteryjny dopiero coś zadziałał :)Ale podobno na pory i zaskórniki dobre są też wszelkiego rodzaju plasterki :)

    OdpowiedzUsuń
  70. Muszę w końcu kiedyś je wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  71. Ta pomarańczowa wersja byłaby w sam raz dla mnie :D Ja dopiero poznaję tajniki azjatyckiej pielęgnacji i prawdę mówiąc przed użyciem pierwszej maseczki na twarz tak trochę szkoda było mi wydać 10-15 zł za jednorazową przygodę, ale... było warto, bo spodobał mi się efekt końcowy :)

    OdpowiedzUsuń
  72. Nigdy nie miałam takiej maseczki. Nadal jestem na tym etapie, że nie sięgam po nie bo są droższe i jednorazowe i ogólnie jakoś tak... Ale coś czuję, że trzeba zmienić myślenie :)

    OdpowiedzUsuń
  73. Małgorzata Omelańska12 maja 2016 00:34

    Miałam ta że slimakiem złotą, cera po niej była idealna wręcz , taka jędrna, delikatna super uczucie. Muszę przetestować którąś z tych które zaprezetowałaś.

    OdpowiedzUsuń
  74. mialam okazje uzywac, naprawde pozytywnie wspominam :-)

    OdpowiedzUsuń
  75. Miałam dwie maski z serii Fresh Garden i bardzo się z nimi polubiłam <3 narobiłaś mi ochoty na maskę z wody z lodowca i pomarańczową :D

    OdpowiedzUsuń
  76. Kiedyś nie przepadałam za taką formą maseczek, ale polubiłam je dzięki Starskin :) Może kiedyś na te też się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  77. Dorzuć dorzuć :) Naprawdę warto :)

    OdpowiedzUsuń
  78. oooo azjatycki krem BB to świetny wybór :)

    OdpowiedzUsuń
  79. Dokładnie :) I wyglądają i działają :)

    OdpowiedzUsuń
  80. O nie :D a potem jakby co to pretensje do mnie? :D sprytnie hahah :D

    OdpowiedzUsuń
  81. Miałam wersję dotleniającą i była naprawdę fajna :)

    OdpowiedzUsuń
  82. No to myślisz jak na początku drogi :) Dlatego tym bardziej zachęcam żeby się chociaż raz przełamać :)

    OdpowiedzUsuń
  83. Kochana nie raz nie dwa na Skin79 można je kupić w promocji 1+1 i to w obniżonej cenie co daje 5 zł za sztukę :)

    OdpowiedzUsuń
  84. Spróbuj raz :) Nie zaszkodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  85. oooo muszę ją koniecznie dorwać skoro tak chwalisz :)

    OdpowiedzUsuń
  86. Cieszę się, że jesteś zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  87. Lodowiec wymiata pod każdym względem :)

    OdpowiedzUsuń
  88. Ooj czytałam u Ciebie o tych maskach Starskin :) Musze się kiedyś skusić na nie bo Twoje posty bardzo mnie przekonały :)

    OdpowiedzUsuń
  89. Muszę je wreszcie wypróbować, bo na razie kupiłam jedną koleżance na urodziny :D

    OdpowiedzUsuń
  90. A ja właśnie fanka takich masek w płacie nie jestem... Miałam juz kilka, ale niestety zdania nie zmieniłam :( mam wrażenie, ze taka maska słabiej działa, do tego irytuje mnie fakt, ze nie mozna podczas jej noszenia robić normalnych czynności, tylk trzeba uważać, zeby sie nie zsunęła. No nie wiem... Kiedys bardzo chciałam taka przetestować, a jak juz spróbowałam, to sie mocno zawiodłam...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye