Kosmetyki azjatyckie,

Serce koreańskiej pielęgnacji czyli esencja do twarzy. | Skin79 Silk Essence Face Fit.

11:00:00 Hushaaabye 73 Komentarze

Cześć Kochane.

Dziesięcioetapowy rytuał pielęgnacyjny jaki stosują Koreanki spędzał mi sen z powiek odkąd tylko się o nim dowiedziałam. Znacie to uczucie gdy wkraczacie na nieznane wody i kiedy łakniecie tę część wiedzy, o której wcześniej nie miałyście pojęcia pragniecie tylko więcej i więcej? Dla mnie taki element stanowi pielęgnacja Koreanek i choć nie powtarzam jej krok w krok, ani ślepo nie podążam za wszysytkimi jej ideałami to jednak są pewne sfery, które niezwykle mnie zainteresowały i sprawiły, że chciałam przekonać się na własnej skórze w czym tkwi jej sekret. Krok piąty w rytuale pielęgnacyjnym naszych kobiecych ideałów piękna to właśnie ten, który chciałam zagłębić jak najszybciej - określana sercem pielęgnacji, najważniejszym punktem i tak naprawdę kwintesencją dbałości o skórę esencja to produkt, który był mi do tej pory całkowicie nieznany...


Niezbędnik czy dodatek?

Znana nam wszystkim pielęgnacja to przede wszystkim oczyszczanie, tonizowanie, nakładanie serum oraz nawilżanie - generalnie te cztery kroki mogłyby zamknąć etatp pielęgnacyjny większości kobiet w naszym zakątku świata. Pomijając fakt podwójnego, a nawet potrójnego oczyszczania czy ogromnej dbałości o ochronę przeciwsłoneczną nakładanie esencji na twarz jest krokiem następującym po tonizowaniu a poprzedzającym wklepywanie serum. Jej głównym zadaniem jest przede wszystkim wzmocnienie działania kosmetyków, które będą nakładane w następnej kolejności, ale także jeszcze większe odżywienie, nawodnienie, nawilżenie czy rozświetlenie naszej skóry. Jest więc swego rodzaju intensyfikatorem tego co chcemy osiągnąć. A sama esencja brzmi niezwykle dostojnie i ma się wrażenie, że stosując tego typu produkt dajemy skórze wszystko co najlepsze.

 

Pielęgnacja po królewsku?

Kiedy po raz pierwszy wpisałam nazwę esencja i zaczęłam przeszukiwać sklepy w poszukiwaniu czegoś co mogłabym wypróbować... przeraziły mnie ich ceny. Najtańszy kosmetyk jaki znalazłam opiewał na kwotę ponad 200 zł co biorąc pod uwagę czysty eksperyment wydało mi się czymś kompletnie szalonym. Okazało się jednak, że moja ulubiona koreańska marka Skin79 włączyła do oferty jedwabistą esencję, która nie dość, że działa na zasadzie bazy pod makijaż, zawiera oleje roślinne i proteiny zbożowe to kosztuje mniej niż większość tego typu kosmetyków na rynku (99zł KLIK). Jest co prawda tylko częścią serii Face Fit skupiającej się w okół pielęgnacji przeciwstarzeniowej i rozświetlającej, ale na dobry początek mi wystarczyła. A gdy po raz pierwszy sięgnęłam po swoją esencję...


Wielwymiarowe zaskoczenie.

... pomyślałam, że będzie zbędna. Dość wodnista konsystencja, bezzapachowa i właściwie bez żadnych cech szczególnych nie do końca mnie przekonała. Kiedy jednak po raz pierwszy zetknęła się z moją buzią zrozumiałam, że to produkt, który należy obserwować i wcale nie powiedziane, że efekty jakie zapewni będą oczywiste do określenia. Ta esencja nałożona na skórę wchłania się w kilka sekund i pozostawia na twarzy lekki, ale wyczuwalny film. Jeżeli znacie uczucie po bazie silikonowej to jest to efekt bardzo porównywalny. Twarz zostaje automatycznie wygładzona i mam wrażenie, że bardziej napięta. Jest to idealny produkt pod makijaż - trzyma go w ryzach, sprawia, że podkład lepiej się rozprowadza, a tępe wykończenia mocno matujących produktów nie są już takie straszne.

 

Zagadka niedoodkrycia?

Czy da się jasno określić działanie tego produktu? Biorąc pod uwagę jego działanie przeciwstarzeniowe - musimy uwierzyć na słowo bo żadna z Nas nie będzie w stanie sprawdzić czy faktycznie obiecane przez producenta pobudzenie komórkowe zachodzi na tyle na ile powinno. Sytuacja ma się podobnie ze wzmocnieniem działania kosmetyków, które używamy na co dzień - faktycznie nałożony pod serum czy dany krem nawilżający samoistnie sprawi, że będziemy odczuwać większy poziom nawilżenia i odżwienia, ale nie sprawi ono też, że nagle znienawidzony krem zacznie działać cuda. Ja sobie cenię ten kosmetyk za rewelacyjne wykończenie jakie daje - buzia jest świetlista, gładka i zupełnie taka jakby potraktować znienawidzonym przez wiele osób silikonem. 

Zagadkę więc pozostawiam Wam...

Jak myślicie - jest to produkt, który warto włączyć do swojej pielęgnacji czy jest to raczej koreańskie udziwnienie? Powiem Wam skrycie... mnie to przekonuje, jakkolwiek by nie działało mam wrażenie, że dopieszczam tym swoją skórę - i to mi wystarcza w zupełności :)

Buziaki :)

Inne w tej kategorii

73 komentarze:

  1. Anna Grzybowska12 lipca 2016 11:40

    Ja mam esencję drożdżową z Mizon i czeka na swoją kolej, ale Twój post zachęcił mnie, żeby od razu po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  2. eterycznyswiat12 lipca 2016 11:41

    może być całkiem fajny produkt- spróbuj;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna ta esencja, już sam jej wygląd kusi oko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze niedawno w mojej pielęgnacji obecny był wyłącznie krem, ale powiem szczerze, że im więcej czytam i co najważniejsze im więcej używam produktów uzupełniających tę pielęgnację, tym bardziej mnie do siebie przekonują.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie wszystko co przedstawiasz przekonuje :D więc zamilknę i zamknę oczy, bo znowu coś kupię :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Już sam wygląda buteleczki sprawia, że mam chęć go wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Iwona Angelika12 lipca 2016 12:24

    Piękna buteleczka , Ale jeszcze nie miałam okazji skorzystać z kosmetyków tej firmy :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnio dużo dobrego o niej słyszę. Ale mnie akurat nie kusi już ta marka. A kiedyś kusiła aż za bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O ja z kolei mam esencję drożdżową od Missha i też czeka na swoją kolej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Prawda, że ma piękne opakowanie ?:)

    OdpowiedzUsuń
  11. O tak - wygląda ślicznie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam dokładnie tak samo... powiem Ci, że ta wieloetapowa pielęgnacja jest naprawdę wciągająca :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak to prawda - ma coś w sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ojojoj! Musisz to koniecznie zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Rozumiem :) Ja też pomału zaczynam zdrady :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dokładnie. Lubię markę Skin 79. Praktycznie wszystko co od nich używałam było dosyć dobre :-)

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak będzie kiedyś ranking na największego kusiciela blogosfery to Cię zgłoszę, masz gwarantowane pierwsze miejsce :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Wielopokoleniowo 312 lipca 2016 13:04

    Sama jestem ciekawa, jaka jest odpowiedź na tę zagadkę.... :-) Może faktycznie działa i wzmacnia działanie dalszych kosmetyków, tylko na efekty trzeba długo, długo czekać? Tylko czy ewentualne dobre efekty będą zasługą tej esencji, czy może serum, albo kremu? ;-)

    OdpowiedzUsuń
  19. O widzisz! Zawsze chciałam być w jakimś rankingu :D !

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja miałam tak samo - od kremów BB, przez maski czy na peelingu kończąc :)

    OdpowiedzUsuń
  21. A no właśnie - bardzo nieoczywisty ten produkt :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo podoba mi się opakowanie i mnie chyba też jednak przekonuje, więc chętnie bym ją wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Esencja to samo serce pielęgnacji i mimo wysokich cen, wiem, że warto zainwestować. Twarz w końcu jest naszą wizytówką. Kusi mnie to cudo i ufam Skin79, więc pewnie prędzej czy później do mnie trafi :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Z bb kremami to u mnie różnie bywa, ponieważ w większości przypadków są dla mnie zbyt jasne, ale Crystal Peeling to zrobił na mnie ogromne wrażenie :-)

    OdpowiedzUsuń
  25. Miałam kiedyś serum z proteinami zbożowymi, ale o ile w miarę dobrze spisało się na cerze, to kompletnie nie nadawało się pod oczy, bo po całonocnej kuracji o poranku widziałam tylko jedno - uwydatnione zmarszczki:/, a więc musiało przesuszyć.
    Mimo wszystko zaintrygowałaś mnie różnego rodzaju esencjami. Będę szukać takich bez zbożowych akcentów;).

    OdpowiedzUsuń
  26. Magdalena Musińska12 lipca 2016 14:42

    O ile żele, peelingi, toniki cze sera stosuje codziennie to esencje nadal mnie intrygują. dopóki nie spróbuję to nie będę wiedziała, czy faktycznie jest o co robić szum :-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Po przeczytaniu Sekretów urody Koreanek również esencja zainteresowała mnie najbardziej. Jakoś nigdy nie pomyślałabym, że ktoś nakłada jeszcze jedną warstwę pod serum, a tu proszę ;) Mam ochotę jakąś wypróbować, ale tak jak mówisz, ceny są niemałe.. ale zobaczymy, może kiedyś ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ja póki co mam całą pielęgnację mizon, ale już powoli kompletuje sobie pielęgnację Dr. G :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Iwona Angelika12 lipca 2016 16:46

    Muszę Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Nigdy nie miałam koreańskich kosmetyków, może czas spróbować:)

    OdpowiedzUsuń
  31. sama dlugi czas szukalam jakiejs fajnej esencji;) duzo dobrego slyszalam o tej od kiehlsa ale kosztuje wlasnie kolo 200zl;/ choc ich koncentrat super sie sprawdza,sama nie wiem czy na chwile obecna bym sie na nia zdecydowala;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Póki co taki produkt wydaje mi się zbędny, ale może kiedyś odczuję potrzebę wypróbowania :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Jak mnie wygładzi i napnie to biorę ;D

    OdpowiedzUsuń
  34. Mnie by się na inne partie przydało jeszcze coś takiego :D

    OdpowiedzUsuń
  35. Pewnie, że tak - to taki kosmetyk eksperymentalny :)

    OdpowiedzUsuń
  36. no 200 zł to już są bardzo duże pieniądze... :/ musiałabym mieć milionową pewność, że zadziała, żebym zdecydowała się kupić, a że produktów Kiehlsa nie znam w ogóle to pewnie bym tego nie zrobiła :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Miałam dokładnie tak samo jak Ty - zaintrygowało mnie to niesamowicie, dlatego koniecznie chciałam spróbować :) A w kolejne czekają już dwa następne haha :D

    OdpowiedzUsuń
  38. Dokładnie Kochana - tutaj trzeba się samemu przekonać czy jest to element dodatkowy czy stanie się niezbędnikiem :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Ojej... z tego co widziałam wiele esencji ma je w składzie :( Ja teraz czekam na butelkę esencji drożdżowej i sprawdzę czy tam też się ukrywają...

    OdpowiedzUsuń
  40. i teraz jestem na 200% pewna, że go chcę <3 brzmi lepiej niż dobrze <3

    OdpowiedzUsuń
  41. ach skradł moje serce, piękne zdjęcia <3

    OdpowiedzUsuń
  42. Myślę, że taka pieszczota i mi się przyda :) Piękne zdjęcia kochana!

    OdpowiedzUsuń
  43. Mam dokładnie to samo z BBikami, ale Crystal to do tej pory mój numer 1

    OdpowiedzUsuń
  44. Oj dziękuję Kochana! Od Ciebie taki komplement <3

    OdpowiedzUsuń
  45. Dziękuję Madziu, cieszę się, że Ci się podobają :*

    OdpowiedzUsuń
  46. Hahaha :D My to nie musimy nic mówić żeby się rozumieć :D

    OdpowiedzUsuń
  47. Jak to mówią... albo grubo albo wcale hahaha :D Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  48. Rozumiem rozumiem... ja z kolei próbuję zdradzić swój Orange z innymi markami i kiepsko mi idzie...

    OdpowiedzUsuń
  49. Przyznam szczerze, że czytając pierwsze zdania pomyślałam sobie "ee, po co mi jeszcze dodatkowy krok", ale kończąc pochłanianie posta (jak zwykle zresztą przyjemnie i lekko napisanego) stwierdziłam, że... chcę! PS. piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  50. Dla mnie to jednak udziwnienie. Chyba nigdy nie zrozumiem fenomenu 10 kroków w pielęgnacji. Jak się znajdzie odpowiedni krem, to nie trzeba już innych warstw pod nim.

    OdpowiedzUsuń
  51. Kosmetycznie nawiedzona13 lipca 2016 14:38

    Dla mnie to kosmetyk zbędny. O wiele bardziej wolę zainwestować w lepszy krem i dostać od niego to wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  52. kosmetyki firmy Skin79 kuszą mnie co raz bardziej, lista powiększa się z każdą ciekawą recenzją :) na pewno chcę kupić słynny krem BB i mus do demakijażu, ten produkt też będę musiała rozważyć :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Ha ha ha a już myślałam, że jestem jakaś dziwna :-P Crystal rządzi!

    OdpowiedzUsuń
  54. Na pewno jest to fajny produkt, który warto wypróbować, aczkolwiek trochę bałabym się tego "silikonowego" wykończenia. Nie zapycha Cię? Poza tym z jednej strony fajny i ciekawy, a z drugiej mam wrażenie, że chcą wcisnąć nam coś, co jest po prostu... serum, ale o innej nazwie :D

    OdpowiedzUsuń
  55. Świat Kosmetykoholiczki13 lipca 2016 22:37

    Co prawda nie czytałam Sekretów... ale kosmetyki te ciekawią mnie od kiedy o nich uslyszałam, w końcu skoro Azjatki go stosują i wyglądają pięknie, to chce się ich spróbować by wyglądać choć w namiastce jak one ;) Jednak przeraziły mnie ceny, bo tak jak piszesz, krążą w okolicy 200 zł, a tyle bym za kosmetyk nie dała, przynajmniej nie na dzień dzisiejszy. Ale skoro Skin79 ma je w swojej ofercie i to o połowę tańsze to już jest szansa że się skuszę :D Ech, mogli by się tak nie rozwijać jako marka, bo tylko czytam recenzje ich nowych produktów i powiększam listę życzeń z ich asortymentu :/

    OdpowiedzUsuń
  56. Nigdy nie stosowałam koreańskich kosmetyków, ale chętnie bym wypróbowała. :)

    OdpowiedzUsuń
  57. Ada Szczepańska16 lipca 2016 14:10

    Jak na razie wydaje mi się zbędny, aczkolwiek gdy sama go wypróbuję pewnie zmienię zdanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  58. Dość droga jak na "nieokreślone" działanie ;) Najważniejsze, że krzywdy nie robi ;)

    OdpowiedzUsuń
  59. niesamowity produkt, chcę taki przetestować
    zapraszam do obserwowania http://fantastic-brand.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  60. Właśnie dostałam do swoich rąk esencję z IOPE, jestem jej bardzo ciekawa i chciałabym jak najszybciej zacząć testowania, ale mam do wykończenia Shiseido.

    OdpowiedzUsuń
  61. Ta japońska marka jest mega, niezastąpiona!

    OdpowiedzUsuń
  62. Mam te esencje i fakt, skora jest swietlista, gladka, wyglada na znacznie odzywiona :) Bardzo lubie ja stosowac i na pewno znowu ja kupie :)

    OdpowiedzUsuń
  63. Aleksandra58930 marca 2017 14:39

    ej wygląda świetnie ! nie widziałam jeszcze tej esencji, ale używałam BB triple i się zdecydowanie sprawdził. teraz przymierzam się do zakupu żelu głęboko oczyszczającego. Podoba mi się, że cena jest adekwatna do jakości i efektów :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Szablon dostosowała Madl-len. Obsługiwane przez usługę Blogger.