Kosmetyki azjatyckie

Sfermentowana woda drożdzowa w walce o idealnie nawilżoną skorę | Esencja Missha The Treatment Intenisve.

19:34:00 Hushaaabye 25 Komentarze

Cześć Kochane.

Kolejnym przystankiem podczas mojej azjatyckiej, cudownej i naprawdę udanej przygody jest marka Missha - marka znana na całym świecie, ceniona przez ogrom kobiet no i swego rodzaju jeden ze Świętych Graali azjatek. Missha to prawdziwa gratka dla fanów azjatyckiej pielęgnacji bowiem ich produkty są totalnie inne niż wszystko -bazują na naprawdę ciekawych składniakch, ich działanie ukierunkowane jest w stronę chyba wszystkich kobiecych problemów skórnych, o których możemy pomyśleć no i kusi swoim niesamowitym designem... produkt, który dziś Wam pokażę był dla mnie totalną nowością i bez bicia przyznam się, że wzięłam go w ciemno skuszona obietnicami producenta. Naprawa skóry na poziomie komórkowym, niesamowite nawilżenie a wszystko to zamknięte w lekkim, krystlicznym płynie. Poznajcie esencję Missha The Treatment Instenive - na bazie sfermentowanej wody drożdżowej.

Remedium na problemy skórne?


Obecnie zmagam się z naprawdę dużym rzutem AZS - swoją pielęgnację ograniczyłam do absolutnego minimum i  właściwie towszystko co robię ze swoją skórą oparłam na esencji Misshy. Oszalałam? Kosmetyki z Azji i to jeszcze na dermatologiczny, zaawansowany problem? Kiedy zagłębiłam się w skład oraz właściwości pielęgnacyjne esencji Misshy zrozumiałam, że nie będzie mi ona w stanie zrobić krzywdy. 80% tego kosmetyku stanowi tytułowa sfermentowana woda drożdżowa ma podobną strukturę do ludzkich komórek, a ich skład przypomina tzw. NMF czyli naturalny składnik nawilżający. Esencja Misshy miała mi zapewnić łagodzenie podrażnień, naprawdę mocno wyczuwalne nawilżenie, ale także poprawę jędrności, wyrównanie kolorytu i drobne wygładzanie zmarszczek. Czy aby nie za dużo jak na jeden produkt?

DN-AID.


Kolejny niezwykle tajemniczo brzmiący składnik, który opracowywany był długimi latami we współpracy Misshy z francuskim Sero Biologiques - pochodzący z liści afrykańskiego drzewa Cassia Alata uchodzi za składnik, który regeneruje skórę już na poziomie komórkowym, ale przy tym naprawia uszkodzone jej partie w obszarze DNA i niweluje przy tym działanie wolnych rodników. Właśnie to przekonało mnie do tego by spróbować tą esencją walczyć ze swoim AZS, które przecież charakteryzuje się niesamowicie wysuszoną, uszkodzoną i bardzo szorstką fakturą. Zaufałam Misshy... i naprawdę tego nie żałuję, bowiem wreszcie znalazłam produkt, który nie nie podrażnia zmian, nie wywołuje pieczenia a wspaniale łagodzi to co niestety każdego roku atakuje mnie w mniejszym lub większym stopniu.

Nie tylko dla wrażliwców.


Naszą esencję tak naprawdę może stosować każdy - oczywiście osoby z problemami czy nadmiernym przesuszeniem skóry docenią jej właściwości w większym stopniu, ale tak naprawdę nie ma przeciwskazań do tego by mogły ją używać osoby w każdym wieku i z każdym rodzajem cery. Esencja do tej pory kojarzyła mi się z podobną konsystencją jak serum - Missha jednak jest płynna, zupełnia tak jak woda, praktycznie bezzapachowa a jej aplikacja polega po prostu na wklepianiu w skórę (producent zaleca stosowanie na dłoń i później na twarz, bez wacików). Wchłania się błyskawicznie, nie pozostawia na twarzy żadnego filmu - wydobycie jej z tej pięknej bądź co bądź butli jest troszkę kłopotliwe, ale przyzwyczaiłam się do niej na tyle, że już mi to kompletnie nie przeszkadza.

Siła tkwi w środku.


Ten duży, bardzo ciężki i wykonany z matowego szkła flakon zrobił na mnie wrażenie od momentu wyciągnięcia go z pudełka. Missha słynie z pięknych opakowań swoich produktów, ale ta esencja uderzyła we mnie swoją prostotą i skromnością - tak naprawdę to nic wielkiego, ale tworzy niesamowicie piękną, dostojną całość. Zupełnie tak jak skromna dama nienawykła do obnoszenia się swoimi zaletami. Za 150 ml esencji musimy zapłacić 160 zł (do kupienia TUTAJ) - jest to naprawdę wysoka kwota i na początku wydawało mi się, że to lekka przesada, ale kiedy doceniłam jej właściwości łagodzące moje zmiany AZS, z którymi nie radziło sobie do tej pory nic oprócz sterydowej farmakologii... dzięki Missho, że jesteś.

Intensywny ratunek.


Misshę stosuję dwa razy dziennie - po wchłonięciu się leku, który mam zapisany od dermatologa (skuteczny, ale pozostawia po sobie skrajnie wysuszoną skórę, która odchodzi płatkami) w celu wzmocnienia jego działania i pozbycia się się właśnie wspomnianych skutków ubocznych bez pieczenia i rozgrzewania skóry, które stało się już właściwie częścią mojego życia. No ale przejdźmy do meritum - takkkk to działa! Missha w niewyobrażalny sposób nawilża skórę - przynosi ukojenie, otula buzię i tworzy na niej swego rodzaju kompres. Niesamowicie przyjemne uczucie gdy nagle po kilku tygodniach walki coś przynosi inne uczucie niż swędzenie. I za to kocham tę esencję - myślę, że to genialny produkt do walki z problemami skórnymi, ale nie tylko tymi mojego pokroju. Mamy teraz jesień i czas kuracji - czy to kwasy czy witamina C - skóra będzie potrzebowała dużej dawki nawilżenia. Jeśli dysponujecie takimi pieniążkami i szukacie czegoś podobnego - bierzcie Misshę w ciemno! Ulga, ukojenie, wyrównanie kolorytu, komfort i cudowne uczucie miękkości - wszystko to zamknięte w tej nadwyraz skromnej butelce - jak na prawdziwą damę przystało.

Buziaki :)

Inne w tej kategorii

25 komentarzy:

  1. Brzmi doskonale, flakon faktycznie piękny. Widząc drożdżowa i jeszcze sfermentowana, obawiałam się zapachu, ale fajnie, ze piszesz, że właściwie go nie ma. Myślę, ze 160 zł to cena całkiem ok za skuteczny kosmetyk.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie słyszałam o takim kosmetyku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cena faktycznie wysoka, grunt że kosmetyk się spisał jak należy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana moja życzę żebyś szybko pozbyła się tego nawrotu, dużo cierpliwości, piękna. A o takich cudeńkach kosmetycznych, z idealnym składem i pozytywnymi efektami po aplikacji - uwielbiam czytać. ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę, że alergie i AZS w jednym momencie atakuje - możemy sobie przybić piątkę, chociaż u mnie bardziej mi organizm całościowo zaatakowało niż skórę (i też missha pomogła, ale olejkiem). Właśnie o drożdżach sfermentowanych i różnych innych cudach dzisiaj troszkę doczytywałam informacji - takie składniki to samo dobro wychodzi na to, a tak wiele osób boi się fermentacji. Miałam kiedyś próbkę tej esencji i byłam z niej zadowolona, chętnie sięgnę jeszcze raz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli ma dobre działanie łagodzące na skórę to myślę, że warto wydać trochę więcej. Też mnie atakują alergie skórne, chętnie się przyjrzę bliżej tej esencji :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To jest genialne! Muszę sie za tym rozejrzeć, bo do tej pory nawet nie wiedziałam, ze istnieje :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kosmetyczna Obsesja18 września 2016 09:31

    OOO jaaa cieee! Daj coś takiego :D.

    OdpowiedzUsuń
  9. Można ten produkt zamówić za 106zł (!) na iherb.
    http://pl.iherb.com/Missha-Time-Revolution-The-First-Treatment-Essence-Intensive-150-ml/68557
    Ogólnie polecam tę stronę,jest trochę kosmetyków koreańskich i mnóstwo naturalnych/eko/organic z pięknymi składami. Chociaż strona to też mnóstwo produktów spożywczych, supli itd.Bardzo fajnie stworzona,no ale tu nie o tym. Tak czy siak przebitka jest spora.
    Po wpisaniu tego kodu:WDK797 otrzymacie 5$ rabatu. Ten jest mój,potem też taki dostaniecie i możecie dalej przekazać i z tego coś się ma,ale jeszcze nie wiem dokładnie jak to działa,ale jest sporo innych fajnych myków jak kredyt lojalnościowy,łączone oferty itd.

    Właśnie dopiero złożyłam zamówienie,ale myślę,że przy najbliższym się skuszę,bo ten opis brzmi mega zachęcająco! I chyba podrzucę mojemu mężczyźnie z AZS. Wodą się może pochlapie,bo smarować olejkami to nie chce dziad!

    Pozdrawiam i życzę powodzenia w walce o zdrową skórę:)

    M.

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajnie, że kosmetyk Ci się sprawdził w takim momencie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak dobrze, że znalazłaś tę markę... Lepiej polować na promocje i wydać więcej, niż narażać organizm na środki ze sterydami.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam miniaturkę tego produktu i używam jej na specjalne okazje. Naprawdę fajnie działa, cieszę się, że Cię nie podrażnia :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nazwa odstrasza, ale skoro łagodzi zmiany AZS, to chyba chciałabym tę "sfermentowaną" wodę mieć :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Przydałoby mi się takie cudo ale w wersji dla małych dzieci. Sama już nie wiem czy mały ma alergię pokarmową czy AZS, dermatolog też się plącze w zeznaniach...

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo Ci współczuję takich problemów skórnych, ale super, że znalazłaś coś, co Ci pomaga :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Magdalena Musińska19 września 2016 11:54

    ja oprócz suchości nie mam większych problemów ze skórą, ale mój mąż ma AZS i widzę, że ten kosmetyk przydałby mu się

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja całe szczęście nie mam takich problemów ze skórą, ale mimo wszystko produkt mnie zaciekawił. Ze względu na cenę jednak raczej go nie wypróbuję, chociaż nie pogardziłabym takim prezentem ;))

    OdpowiedzUsuń
  18. Świat Kosmetykoholiczki19 września 2016 13:39

    Właściwości brzmią niezwykle kusząco, jednak dla mnie cena trochę za wysoka :/ Zwykle nie sięgam po tak drogie kosmetyki, no chyba, ze mają mi pomóc w walce z jakimś upierdliwym problemem ;) Ale skoro pomaga na coś, co reagowało jedynie na sterydowe leczenie- szacun :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ło matko, Kochana, jak Ty często zmieniasz pielęgnację ;P Produkt bardzo ciekawy! Tej marki znam tylko maseczki w płacie i są bardzo przyjemne ;) Testowałam też krem BB, ale akurat nie pasował mi kolorem ;(

    OdpowiedzUsuń
  20. Moim remedium na suchą, podrażnioną a nawet atopową skórę jest woda z mojego filtra prysznicowego z systemem kdf - uratował mi skórę nie raz i nie dwa

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam takie piękne matowione szkło. Wygląda luksusowo i tak też się spisuje jak czytam

    OdpowiedzUsuń
  22. Cena wysoka, ale za jakość się płaci. Piękne minimalistyczne opakowanie a w środku esencja która jak widać działa :) Kusisz, oj kusisz <3

    OdpowiedzUsuń
  23. cieszę się, że pomogło na twoje problemy :) ciekawy produkt :) zastanawiam się, z czego jeszcze wymyślą kosmetyki :D

    OdpowiedzUsuń
  24. jeśli mogę ci coś poradzić na zas-ja się zmagałam przez 8 lat z egzemą. Okazało się że przyczyna jest błacha ale bardzo ciężka do wychwycenia. Spróbuj wyeliminować wszystkie kosmetyki które zawierają methylisothiazolinone i methylchloroisothiazolinone. To konserwanty które wywołują plagę egzem. Są wszędzie nawet w płynach do naczyń. Ja od kiedy wycofałam kmpletnie ten składnik problem zniknął . Mało tego moich kilka koleżanek i kuzynka też odstawiły i też się "wyleczyły" . Może to nie to u Ciebie jednak warto spróbować. Mi wystarczy ze dotknę produktu z tym składnikiem i mam mega wysyp egzemy, masakrę. Wiem że w Europie już zabronili produkcji kosmetyków które to zawirają ale tylko w formie takiej że zostają na skórze(jak balsamy, odżywki itp.)ale nadal jest w użyciu w produktach zmywalnych. W Polsce niestety jeszcze jest wszędzie...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Szablon dostosowała Madl-len. Obsługiwane przez usługę Blogger.