CIAŁO

Naturalnie z Nacomi - kokosowe szaleństwo, owocowa wariacja i naturalne spodoby na domowe SPA.

12:21:00 Hushaaabye 64 Komentarze

Cześć Kochane.

Pielęgnacja ciała naturalnymi produktami nadal mocno kuleje i o ile w kwestii twarzy jesteśmy w stanie całkowicie się przewartościować tak jednak skórę na ciele traktujemy nieco po masoszemu. Zgodzicie się ze mną na pewno, że większość z nas nadal wybiera peelingi w sklepach (często z plastikowymi drobinkami szkodzącymi zarówno środowisku jak i zwierzętom) czy kremuje swoje ciało tradycyjnymi balsamami. Nie będę Was kłamać, że robię inaczej, ale postanowiłam za sprawą Nacomi spróbować takiej stricte naturalnej pielęgnacji ciała i sięgnęłam po sztandarowe produkty, o których dziś chciałabym Wam co nieco opowiedzieć. Jestem pewna, że firmę Nacomi znacie doskonale - to jedna z tych marek, która oferuje dobre jakościowo produkty z fajnymi, przyjaznymi składami a przy okazji nie odziera naszego portfela do zera. To jak? Przekonamy się jak wypadły w praktyce?

Naturalny peeling kokosowy.


Niech mnie piekło pochłonie jeśli ten peeling to nie jest najprawdziwszy kokos na świecie! Nie wyobrażacie sobie nawet jak fantastycznie pachnie ten kosmetyk... to prawdziwy, czysty, słodziutki zapach kokosa, który wspaniale otula ciało i utrzymuje się na nim bardzo długi czas (dosłownie jakbyście zanurzyły się w paczce wiórek kokosowych). Zamknięty w przepięknym opakowaniu o pojemności 150 ml peeling ma zbitą konsystencję, która w trakcie kontaktu ze skórą zaczyna się rozpuszczać i zamieniać w olej... 

... niesamowicie wręcz nawilżając skórę. Trzeba przyznać, że peeling ten wydajnością nie grzeszy, ale że nie jest drogi (23zł KLIK) to można mu to jakoś wybaczyć. W składzie tego kosmetyku znajdziemy cukier, organiczny olej kokosowy, olej ze słodkich migdałów, wiórki kokosowe i octan tokoferylu (organiczny ester kwasu octowego i witaminy E)... i to tyle. Jak zapewne się domyślacie - peeling z racji tego, że jest cukrowy to szybko rozpuszcza się na ciele, a w połączeniu z olejami tworzy na skórze cudnie pachnącą, kokosową otoczkę. UWIELBIAM! Jest dość mocny, ale nie podrażnia skóry w żaden sposób i jestem pewna, że nawet wrażliwcy mogą śmiało po niego sięgać.

A może by tak kawy?


Wielbicielki kawowych aromatów również znajdą dla siebie coś fajnego. Ale zaraz zaraz... czy my tego skądś nie znamy? Papierowa torebka, intensywnie pachnący peeling kawowy, który nakładamy na ciało i pozostawiamy na ciele... tak tak oto przed Wami tańsza (46 zł KLIK) alternatywa dla peelingów BodyBOOM. Producent nazywa go suchym peelingiem z racji tego, że w swoim składzie zawiera wyłącznie "suche składniki" w połączeniu z naturalnymi olejami. Trochę nie za bardzo rozumiem ideę tego nazewnictwa, ale nie mnie to oceniać. Produkt przeznaczony jest przede wszystkim dla skór z problemem cellulitu i nadmiernego tłuszczyku, więc bazuje na kofeinie, która jak wiadomo nie od dziś jest w kwestii rozwiązywania tych bolączek najlepsza (pamiętajcie, że takiego peelingu nie wolno stosować w ciąży!).

W składzie naszego suchego peelingu znajdziemy przede wszystkim kawę robusta, która ma większe działanie antycellulitowe niż normalna, a także cukier trzcinowy i sól morską wzmacniające proces złuszczania naskórka. Oprócz tego doszukałam się tutaj naturalnych wiórek kokosowych odpowiedzialnych za zapach kokosowy w peelingu, ale także szereg substancji nawilżających jak masło kakaowe, olej kokosowy i olej ze słodkich migdałów. Przyznać trzeba, że zabieg takiego złuszczania połączonego z wykonaniem maski (peeling nałożyć i zostawić na 10 min.) potrafią nieźle ubrudzić wannę i narobić w okół bałaganu, ale po spłukaniu nie trzeba na skórę nakładać żadnych dodatkowych balsamów - jest świetnie wygładzona, lekko napięta i super nawilżona.Skład tego peelingu jest nieco lepszy niż BodyBoom i trzeba przyznać, że cena także moco przemawia na korzyść właśnie Nacomi. Lubicie takie rozwiązania?


Owocowe muśnięcie skóry.


Jednym z najciekawszych rozwiązań w asortymencie Nacomi są nawilżające musy o wspaniałej, lekko jogurtowej konsystencji, która sunie po skórze niczym jedwab. W asortymencie znajdziemy wersję malinową, borówkową, mango oraz ciasteczkową dla wielbicieli słodkości. Każdy z nich to koszt 25 zł/150 ml (KLIK). Z racji, że jestem wielbicielką owocowych zapachów nie mogłam się oprzeć wypróbowania wersji borówkowej choć malina też niesamowicie mnie kusiła. Teoretycznie borówka ma za zadanie dodatkowo wzmocnić działanie wygładzające, ale tutaj bym się raczej cudów nie spodziwała. To po prostu przepięknie pachnący, nawilżający balsam do ciała o bajkowej konsystencji, dzięki której ma się ochotę zanurzyć w słoiku (Boże broń przed wersją ciasteczkową).

Bazą naszego musu jest masło shea oraz olej ze słodkich migdałów... choć dalej jest naprawdę równie ciekawie. Mamy tutaj olej z dzikiej róży, który regeneruje skórę i zapobiega powstawaniu rozstępów, olej słonecznikowy wzmacniający barierę skórną, ekstrakt z borówki zwiększający gęstość kolageno i wzmacniający gęstość w tkankach, a także wosk pszczeli, alkohol cetylowy (wzmania wnikanie składników aktywnych) i witaminę E chroniącą przed wysuszaniem skóry. Robi wrażenie prawda? Konsystencja, o której wspomniałam jest leciutka, ale silnie odżywcza, sama więc nie wiem czy ten produkt lepiej używać latem czy może właśnie w okresie jesiennym - zapach kojarzy mi się z latem, a że balsam wchłania się szybiutko pozwala mi jednak sądzić, że to w trakcie upałów sprawdzi się lepiej. Szczerze przyznam, że szkoda jest mi go używać :) W moim mieście niestety nie ma dostępu do Nacomi, więc oszczędzam ten mus jak tylko mogę bo odpowiada mi w nim dosłownie wszystko. Skóra jest mięciutka, pięknie pachnąca, nawilżona na długo... czego chcieć więcej!

Jeden produkt setki możliwości.


O czystym maśle shea słyszała na pewno każda z Was. Jest to jeden z naturalnych produktów, które wykazuje szereg dobroczynnych działań na skórę i zawsze dobrze jest mieć go w swoim domu. To masełko, które widzicie kosztuje tylko 14,43 zł/100 ml (KLIK) a tak naprawdę ze wszystkich kosmetyków, jakie dziś tu pokazuję jest najbardziej przydatny i najsilniej działający. Masło przychodzi do nas w zbitej konsystencji, która pachnie no...mocno specyficznie (a tak naprawdę to pachnie kozą i za to nie lubię czystego masła shea, więc po prostu staram się nie zaciagać), ale z tego co widzę Nacomi posiada także wersje perfumowane, więc może to jest dla mnie lepsze rozwiązanie. Masło pod wpływem ciepła rąk rozpuszcza się do formy olejowej.

O właściwościach czystego masła shea można rozprawiać godzinami. Jest to produkt wilofunkcyjny i chyba prościej byłoby powiedzieć, że można go używać do wszystkiego. Intensywnie nawilża, pielęgnuje suche i zniszczone włosy, łagodzi stany zapalne, nie dopuszcza do wyszuszania skóry, jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym, można używać go w pielęgnacji noworodków, nie powoduje powstawania zaskórników i nie zapycha skóry, wygładza blizny, zapobiega starzeniu skóry a także zmniejsza swędzenie skóry. Jednym słowem panaceum na wszelkie możliwe dolegliwości - przy tak niskiej cenie i mnogości zastosowań warto go mieć w każdym domu. Ja już jestem w połowie opakowania - moje stopy pokochały shea i nigdy wcześniej nie wyglądały tak dobrze jak dziś. Przesuszone usta? Poszły w zapomnienie. Okolice oczu? Żaden problem. Od dziś shea będzie gościć u mnie na stałe!

Z glinką Ci do twarzy.


Ostatni produkt też z pewnością znany jest każdej z Was. O glinkach mówi się głośno i co raz częściej wymyśla się im nowe zastosowania - od tradycyjnego wykorzystania je jako maski do twarzy, po zastosowanie je jako odżywki do włosów... ale ja dziś zaproponuję Wam oczyszczającą kąpiel w glince zielonej, którą można kupić za 14,43 zł/100g (KLIK) co daje nam mniej więcej trzy takie zabiegi. Oczywiście glinkę zieloną możecie wykorzystać tak jak chcecie, jednak ja kiedy po raz pierwszy zafundowałam sobie tonizującą kąpiel w wersji niebieskiej uwielbiam raz w miesiącu zafundować sobie takie domowe SPA.

Po co właściwie kąpać się w glince? A no właśnie po to by zapewnić skórze na całym ciele prawdziwą kurację czy to odżywczą, czy tonizującą czy łagodzącą... albo oczyszczającą tak jak w przypadku glinki zielonej, która jak zapewne wiecie wykazuje działanie regenerujące, oczyszczające i złuszczajacę. Taka 20 minutowa kąpiel zapewni Wam przyjemne ściągnięcie, skrzypienie skóry od czystości, wygładzenie i zmatowienie (dla osób borykających się np. z trądzikiem na plecach to naprawdę świetny zabieg), a wszystko to co później na nią nałożycie zostanie wręcz wypite przez skórę, która dozna zastrzyku odżywczego z kolejnego zastrzyku. Jeśli nigdy nie próbowałyście czegoś takiego... polecam chociaż raz zrobić sobie taką kąpiel. Wanna będzie brudna, będzie troszkę sprzątania, ale efekt jaki osiągnięcie będzie mało porównywalny z czymkolwiek innym. Ps. Moja uluiona glinka do kąpieli do niebieska, przy której skóra aż piszczy z oczyszczenia.

Jestem prawie pewna, że znacie Nacomi dlatego na koniec moja prośba do Was - co jeszcze warto przetestować? Macie jakieś swoje ulubione produkty? Mam mega ochotę na coś do włosów, więc jeśli możecie mi coś polecić to bardzo proszę :)

Buziaki i cudownego weekendu!

Inne w tej kategorii

64 komentarze:

  1. dla mnie kokos to jeden z najpiękniejszych zapachów, może i nawet najpiękniejszy :D gdybym była mniej leniwa, to pewnie bym się zachwycała takim peeligiem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tak... chcę wszystko! Szczególnie peeling kokosowy, już mam włączoną stronę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ten peeling kokosowy jest fantastyczny, a jak pachnie- bajka, podobnie jak mus, ale ja mam wersję ciasteczkową, bardzo apetyczną

    OdpowiedzUsuń
  4. Do tego tradycyjnego możesz być i leniuszkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahah :D no czyli udało mi się przekonać :D szalej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie jeszcze ogromnie ciekawi mus mango... to musi być bajka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kocham zapach kokosa,dlatego pierwszy peeling z kokosem mega mnie zainteresował ;)
    www.beautybloganeta.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Do mnie leci właśnie suchy peeling kokosowy i tradycyjny kawowy :) Już się doczekać nie mogę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam glinkę z nacomi, a reszta produktów to dla mnie nowość, ale za to jaka zachęcająca nowość :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Takie peelingi lubię robić sama :) A czyste masło shea miałam i nie pachniało mi kozą :D Nie wiem :D Ciekawe to Nacomi, muszę się przyjrzeć tym kosmetykom :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cudne zestawienie ❤ Nie wiedziałam,że Nacomi ma tak ciekawe produkty, kojarzyłam markę głównie z olejami. Takowe mazidła uwielbiam tworzyć sama, ale tu prezentują się tak zachęcająco, że może przy jakiejś okazji skuszę się na "gotowca" :) Skoro oleje Nacomi są w ofercie Hebe, powinnam też znaleźć tam pozostałe ich produkty, prawda? Orientujesz się może? :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kuszące produkty:) lubię takie rozpieszczanko;) Ciekawe czy peeling przebiłby moje kochane BodyBoom:P

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetne są te kosmetyki <3 Mam trochę z Nacomi na wish liście :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem wielką fanką marki Nacomi od przeszło 2 lat <3 Na szczęście w mojej okolicy jest sklepik z produktami eko, gdzie mają też kosmetyki Nacomi, więc mam do nich stały dostęp. Nie wiem czy wiesz, ale Nacomi dostaniesz także w Hebe.
    Muszę koniecznie wypróbować ten peeling w saszetce, bo do tej pory miałam tylko te w słoiczkach. Musy pachną obłędnie, borówkowy to mój ulubiony.
    Akurat do włosów nic nie miałam, ale za to mogę polecić arganowy kremik pod oczy, wspaniale nawilża :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo mnie zachęcają te opakowania, super wyglądają i chętnie bym sobie je przygarneła. Peeling organiczny szcególnie dla mnie do wypróbowania bo ja bardzo się skupiam na 100% naturalnych produktach :) Jak byś miała czas i ochotę to zapraszam do siebie na Jesienną inspirację http://szymkowerobotki.blogspot.ie/p/romwe-fashion.html

    OdpowiedzUsuń
  16. No ciekawa jestem jakie będą Twoje wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń
  17. I nie rujnująca portfela na szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja mam zawsze mega pecha bo każde masło shea (wyłączając Indigo) pachnie mi kozą :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Myślę, że na spokojnie :) Z tego co widziałam w Hebe są dostępne wszystkie te produkty :) wiec nic tylko brać, kupować i się zachwycać :)

    OdpowiedzUsuń
  20. No nie mów ;p Przyznam szczerze. że wszystko co kokosowe musi być moje ;D do tego, baaardzo zachęcił mnie peeling, gdyż tak jak piszesz jest mocny, ale nie narobi szkód :) Kusisz.

    OdpowiedzUsuń
  21. Zapachem nie, ale działanie takie samo :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Wiem Kochana o Hebe, ale w mojej mieścinie go nie ma :(

    Krem pod oczy zapamiętam <3

    OdpowiedzUsuń
  23. No przyznam szczerze, że ten peeling to mnie zabił i składem i zapachem <3 cudowny produkt.

    OdpowiedzUsuń
  24. Tak nie narobi bo to tylko cukier - wiadomo na początku ostry, ale z dłonią i ciepłą wodą szybko się rozpuszcza :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Najbardziej skusiłaś mnie peelingiem i masłem shea (ale musiałabym wziąć wersję perfumowaną) :D A no i mus borówkowy też wydaje się świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Są na pewno cudowne i chciałabym im kiedyś dać szansę; choć ja niestety miałam raz peeling Nacomi do twarzy, który po jednym czy dwóch użyciach mi się zważył i niestety nie do końca się sprawdził. Za to do ciała bardzo sobie chwalę naturalne peelingi Yasumi czy Bania Agafii :)

    OdpowiedzUsuń
  27. A, i zapomniałam Ci powiedziec, że uwielbiam Twoje InstaStory! :) wczoraj padłam, jak uczciłaś minutą ciszy saszetki zwane produktami pełnowymiarowymi w pewnym znanym boxie kosmetycznym ;) xoxo

    OdpowiedzUsuń
  28. Zainteresowały mnie peelingi. Jak moje się skończą to się skuszę. A z Nacomi mam mus Mango i to, że na skórze zamienia się w olej jest takie średnie dla mnie, bo nie lubię za tłustych mazideł.

    OdpowiedzUsuń
  29. Do tej pory z Nacomi miałam jedynie oleje. Ciągle kuszą mnie inne kosmetyki, ale właśnie ich ceny nie zawsze są współmierne do ilości. Wszystko co prawda zależy od punktu widzenia, ale w końcu pewnie sięgnę po więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Muszę w końcu wypróbować coś z Nacomi.

    Nie wiedziałam, że mają takie musy. Fajnie to wygląda! :-)

    OdpowiedzUsuń
  31. Koko koko euro spoko...
    A nie, to o kokosie miało być. No cóż, ten zapach uwielbiam i zapożyczę się w Twoje stwierdzenie 'biorę w ciemno!' :D A chociaż kawy często nie pijam, to coś tak czuję, że i z tą wersją by było cacy cacy. Przerwy mi trzeba. Długiej kąpieli. Pachnideł i fajnych kosmetyków. A co!

    OdpowiedzUsuń
  32. Uwielbiam masło shea <3 Glinkę również pokochałam.

    OdpowiedzUsuń
  33. Dokładnie, chociaż nadal glinki rosyjskie wychodzą najtaniej :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Miałam peeling BodyBoom i był świetny, więc zaciekawiła mnie wersja Nacomi, ale niestety 46zł to nadal bardzo dużo jak na kawowy peeling ;( Zostaję przy tym domowym ;)

    OdpowiedzUsuń
  35. Zachęciłaś mnie do tych produktów, nie miałam jeszcze nic z Nacomi. Na razie muszę wykończyć zapasy balsamów, które mam. Mam jedno zarąbiste masło prosto z Grecji i już nie mogę się doczekać, aż się za nie wezmę :D Najbardziej kusi mnie ten borówkowy mus ... :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Markę znam jedynie ze słyszenia i opinii innych, natomiast sama jak dotąd nie skusiłam się na ich produkty. Uwielbiam jednak w kosmetykach zapach kokosa i do peelingu mnie skutecznie przekonałaś ;)

    OdpowiedzUsuń
  37. Najbardziej zainteresował mnie peeling, bo uwielbiam chyba wszystkie rodzaje scrubów do ciała. Ciekawa jestem tego zapachu, bo bardzo lubię aromat nierafinowanego oleju kokosowego, który pachnie jak soczyste wiórki kokosowe :)

    OdpowiedzUsuń
  38. A co takiego? Może powiększę swoją :D

    OdpowiedzUsuń
  39. No no jak shea to tylko perfumowane, bo doznania są dość ekstremalne :D

    OdpowiedzUsuń
  40. Ojej, to już wiem czego nie brać :/

    OdpowiedzUsuń
  41. Hahahhaha :D Dzięki Kochana :D Zawsze się śmieję później z tego Insta bo to wszystko tak spontanicznie wychodzi, a potem się zastanawiam czy wstydu sobie nie robię :D

    OdpowiedzUsuń
  42. No to akurat kwestia bardzo indywidualna, a jak z zapachem mango? :)

    OdpowiedzUsuń
  43. No przykładowo ten suchy peeling czy oleje do włosów już mają dość wysokie ceny więc zgadzam się z Tobą :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Musy bajkowe, spróbuj koniecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Oj tak, ja długo nie doceniałam masła shea... jeszcze gdyby zechciało pachnieć troszkę lepiej to chyba bym zużywała kilogramami :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Masz rację - to i tak jest wysoka cena :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Uuuuu... a cóż to za masełko? Uwielbiam greckie zapchy!

    OdpowiedzUsuń
  48. Oj no to ten pierwszy cudak na pewno by Cię rozkochał bo to taki najprawdziwszy, soczysty kokos :)

    OdpowiedzUsuń
  49. Dokładnie! Mokre, puszyste wiórki kokosowe to idealne określenie dla tego peelingu :) Jest cudny :)

    OdpowiedzUsuń
  50. masło z firmy Rizes Crete. Z oliwą z oliwek, papają i granatem. Bez parabenów, silikonów i olejów mineralnych. Do tego mam jeszcze peeling , który jest mega porządnym zdzierakiem. Kończę peeling z Lirene i balsam z La Roche-Posay i biorę się za te dwa cudeńka :D

    OdpowiedzUsuń
  51. Akurat z marką Nacomi się mijam, więc nie pomogę :(

    OdpowiedzUsuń
  52. Ja uwielbiam ich peelingi do ciała, szczególnie pomarańczowy!

    OdpowiedzUsuń
  53. Ja uwielbiam peeling do ciała pomarańczowy, pachnie przecudnie a działanie pewnie ma podobne do innych peelingów Nacomi. Mam też bardzo fajny peeling do twarzy z korundem no i maseczki algowe ;)

    OdpowiedzUsuń
  54. Nie, no coś Ty! Jest git :)

    OdpowiedzUsuń
  55. Mus borówkowy najbardziej mnie zainteresował, ale w codziennej pielęgnacji sprawdziłby się pewnie każdy z tych kosmetyków:).
    Świetne zdjęcia♥

    OdpowiedzUsuń
  56. Kocham Nacomi, a ich peeling pomarańczowy polecam z całego serca.

    OdpowiedzUsuń
  57. Uwielbiam Nacomi, choć szczerze mówiąc, dopiero odkrywam jakie skarby wydają na rynek. W czwartek kupiłam mus do ciała o zapachu ciasteczek - istny geniusz! Ale chyba muszę dokupić ten borówkowy, bo kusisz! :)

    OdpowiedzUsuń
  58. Bardzo lubię kosmetyki Nacomi - mam z nimi styczność już kilkanaście miesięcy i jeszcze na żadnym z nich się nie zawiodłam :) Szkoda tylko, że tak mała ich ilość dostępna jest stacjonarnie, a nie zawsze mam ochotę na zamawianie kilku z nich :C



    Najbardziej ciekawi mnie chyba peeling kawowy, muszę go kiedyś przetestować :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Szablon dostosowała Madl-len. Obsługiwane przez usługę Blogger.