AsianBOX III - czy było warto? + KONKURS dla Was.

08:48:00 Hushaaabye 60 Komentarze

Cześć Kochane.

Moda na azjatycką pielęgnację szturmem wbiła się na europejski rynek oraz opanowała blogosferę - jeżeli czytacie mnie regularnie to wiecie doskonale, że i ja mocno uległam temu trendowi, a moją toaletkę opanowały kosmetyki z Dalekiego Wschodu. O ile wszystkie te mody i chwilowe kosmetyczne zawirowania niekoniecznie do mnie trafiały tak jednak azjatyki totalnie zrewolucjonizowały moją pielęgnację z ogromną korzyścią dla skóry, a mnie samą ten temat mocno kręci więc tak sobie dryfuję po tych szerokich azjatyckich wodach. Boxy z kosmetykami to też żadna nowość i też przyznam się bez bicia, że ulegam nim co raz częściej, ale kiedy dowiedziałam się, że na naszym polskim rynku pojawia się połączenie moich dwóch pokus - zwariowałam. Asianbox to nic innego jak pudełko z kosmetykami z Dalekiego Wschodu wypuszczane jednak rzadziej niż te znane nam do tej pory - jednak z większą pompą i rozmachem. Choć na dwie pierwsze edycje pozostawałam (a przynajmniej mocno się starałam) bierna, tak edycja III kusiła niesamowicie... i tak o to po raz kolejny zgrzeszyłam. A jak sprawdziły się produkty z pudełka?
Wiedziałam, że po premierze trzeciej edycji Asianboxa na blogach pojawi się wysyp wpisów prezentujących zawartość, dlatego ja postanowiłam temat ugryźć nieco z innej strony. Wszystkie produkty przetestowałam - obserwowałam ich działanie, robiłam sobie notatki i w końcu ostatecznie zdecydowałam czy warto inwestować w tego boxa swoje pieniążki. Dla przypomnienia - koszt AsianBoxa przed premierą to 99 zł, natomiast po ujawnieniu zawartości cena wzrosła do 139zł. (do kupienia TUTAJ). W pudełku z przepiękną grafiką autorstwa Fancy (KLIK) znalazłam całe mnóstwo nieznanych mi produktów dwóch marek - Holika Holika oraz Lioele. Same pudełko totalnie mi się nie podoba bo wygląda jak pudełko po pizzy i całe szczęście, że Ola uratowała je swoim projektem graficznym bo inaczej byłabym nieco zniesmaczona taką formą podania dobrej jakości kosmetyków.

Water Dro Sleeping Pack Lioele (49,95zł)- produkt pełnowymiarowy.


Pierwszy produkt i pierwsze bardzo mocne uderzenie. W pudełku znalazła się pełnowymiarowa wersja maski całonocnej marki Lioele o prześlicznym świeżym, rześkim zapachu i bardzo leciutkiej, żelowo-wodnej konsystencji. Producent mówi nam iż ma ona za zadanie nawilżać i regenerować skórę w trakcie nocy oraz zapewniać efekt wypoczętej i zdrowej skóry o poranku. Jest odpowiednia do każdego typu skóry (ale ze wskazaniem do suchej i zmęczonej). Minimalistyczna tubka zawiera aż 120 ml produktu więc wystarczy naprawdę na długo.

Nie miałam styczności z maskami całonocnymi nigdy i choć czytałam na ich temat sporo to jakoś tak bardzo sceptycznie podchodziłam do tego typu kosmetyków. Takie produkty używamy dwa razy w tygodniu - zamiast kremu lub w połączeniu z ulubionym serum. Skład tej maseczki jest dla mnie zagadkowy - teoretycznie występują tu naturalne ekstrakty, ale jest też kilka niepokojących rzeczy jak silikon, którego nie lubię w zbyt dużej ilości na twarzy, ale, że to produkt, którego nie używamy codziennie raczej nie trzeba się go obawiać. Maseczka wchłania się błyskawicznie - pozostawia wygładzający film i właściwie to tyle jeśli chodzi o efekt zaraz po jej nałożeniu. Rano na skórze nadal jest wyczuwalna i za każdym razem zastanawiam się czy buzia jest gładka i nawilżona czy oblepiona tymi silikonami, które są w składzie. Fakt faktem, że cera wygląda lepiej - jest rześka, uspokojona i naprawdę bardzo gładka... ale z czego to wynika?

BabyPet Magic Mask Panda (17,95zł) - produkt pełnowymiarowy.


Jak na maskę w płachcie - jest droga i bardzo mnie obecność tego produktu ucieszyła. Uwielbiam poczucie humoru azjatów i choć na karku mam te swoje 24 lata to lubię czasami zamienić się w chmurkę, fokę... czy jak w tym przypadku pandę. Zwierzakowa maska ma za zadanie rozjaśnić skórę i nawilżyć ją, a już najbardziej ma skupić się w okół obszaru naszych oczu i zlikwidować efekt podkrążonych oczu (kolokwialnie właśnie efekt pandy). FANTASTYCZNY produkt od początku do końca - wygląda śmiesznie, pachnie wspaniale, ale wykonuje świetną robotę. Buzia była po niej niesamowicie gładka, mięciutka i taka jakby bardziej elastyczna, ale to co najbardziej mi się podobało to efekt wyrównania kolorytu, który choć nie trwał długo to naprawdę zrobił na mnie wrażenie. Pani Pandzie mówię wielkie TAK!.

Lioele Super Moisture Hyaluronic Acid Dr.Ampoule (54,95zł) - produkt pełnowymiarowy.


Kolejny produkt przeznaczony tak naprawdę do każdego rodzaju skóry - to wysoko skoncentrowane nawilżające serum z zawartością 20% kwasu hialuronowego marki Lioele czyli tej samej, od której otrzymałyśmy maskę całonocną. Zamknięte w szklaną butelkę z pipetą serum nie przekonuje mnie swoją grafiką w żadnym stopniu (ba! totalnie mi się nie podoba), ale samo w sobie było dla mnie produktem o tyle ciekawym, że zabrałam się za jego testowanie w dniu otrzymania boxa... na swojej szyi i dekolcie, które wymagają dogłębnego nawilżenia.

Doktor Ampułka (tylko koreańczyk może wymyślić taką nazwę) pachnie niestety alkoholem... i alkohol ma wysoko w składzie. Właśnie dlatego postanowiłam go przetestować na szyi i dekolcie (moja twarz go nie lubi). Należy pamiętać, że alkohol w wielu przypadkach służy jako nośnik substancji aktywnych do skóry i nie muszą się go obawiać osoby o skórze normalnej, niemniej jednak dobrze wiedzieć, że jest tu obecny. Serum ma konsystencję na pograniczu żelu i olejku - bardzo dziwną, ale przyjemną w rozprowadzaniu (trochę jak baza pod makijaż) choć pozostawia przez pewien czas tłustą, lepką warstewkę. Mam mieszane uczucia w stosunku do tego kosmetyku - fajnie wygładza skórę, mam wrażenie, że lekką ją chłodzi, faktycznie widocznie ją nawilża, ale nie chciałabym go używać na swojej twarzy - nie odpowiada mi jego konsystencja (bałabym się o makijaż) i zapach no i ta zalotna pielęgniarka też do mnie nie trafia - cały czas mam przeświadczenie, że to produkt dla nastolatek. Niemniej jednak produkt jest ciekawy i dla osób, które lubią eksperymentować z czymś nowym może się okazać super (czytałam bardzo pochlebne opinie na innych blogach).

Lioele Jumbo Concealer (42,95zł) - produkt pełnowymiarowy.


Jedyny produkt kolorowy w pudełku - korektor w kredce o delikatnej kremowej konsystencji, który ma kryć niedoskonałości oraz cienie pod oczami. Oooooooo niesamowicie mnie ucieszył ten kosmetyk - nie dość, że ma fantastyczny, żółty kolor to akurat złożyło się tak fajnie, że jest niemalże identyczny jak mój kolor skóry. Choć opakowanie jest dość kiepskie tak produkt sam w sobie okazał się naprawdę dobry. Ma świetne, powiedziałabym nawet, że mocne krycie - radzi sobie świetnie pod oczami oraz w przypadku niespodzianek, nie ściera się, nie wchodzi w zmarszczki... no czego chcieć więcej? Mega niespodzianka i mega udany kosmetyk - zresztą po raz kolejny utwierdziłam się w fakcie, że Lioele robi naprawdę świetną kolorówkę.

Black Snail Care Kit (59,95zł) - produkt pełnowymiarowy.

Celowo nazywam ten zestaw produktem pełnowymiarowym bo w moim odczuciu takim właśnie jest - największe zaskoczenie i największy hit tego pudełka. Przepiękny, luksusowy zestaw miniatur z ekstraktem ze śluzu ślimaka firmy Holika Holika w skład którego wchodzą - maska w płachcie, krem (18ml), emulsja (30ml) i toner (30ml). Ogrooooooooomnie ucieszył mnie ten zestaw! Kosmetyki te w pełnowymiarowych wariantach są bardzo drogie, dlatego cudownie, że My Asia postanowiła obdarować nas czymś wysokopółkowym. Każdy z tych produktów zawiera od 45 do 70% śluzu z czarnego ślimaka, który przyspiesza procesy regeneracyjne w skórze, a także wzmacnia jej odbudową i odnowę.

Powiem tylko jedno... WOW! Pragnę tych kosmetków - ślimaki ze Skin79 nawet w połowie nie urzekły mnie tak jak te od Holika Holika. W tych produktach podoba mi się wszystko - począwszy od zapachu, świetnych leciutkich konsystencji aż po finalny efekt - jedwabistej, miękkiej jak kaszmir skóry. Naprawdę z całą pewnością mogę stwierdzić na podstawie tych miniatur, że seria Black Snail to jest dokładnie to - achhhh już mi się zamarzył cały zestaw.

Jak podsumowuję box? F A N T A S T Y C Z N I E! Gdyby pozostałe firmy mogły się od kogoś uczyć to właśnie od My Asia - box jest wspaniały, a zawartość naprawdę zrobiła na mnie wrażenie. Przyznam szczerze, że już przebieram nogami w oczekiwaniu na kolejne edycje - oby w ładniejszych kartonach, ale za to z równie pięknymi grafikami :)

Buziaki :)

PS. Jeżeli lubicie kosmetyczne BOXY to na moim Facebooku (KLIK) trwa właśnie konkurs, w którym możecie wygrać własnoręcznie przygotowane przeze mnie pudełko pełne tajemniczych produktów, których wartość to aż 200 zł! :)


Inne w tej kategorii

60 komentarzy:

  1. Fajne te azjatyckie boxy. Chyba najlepsze z tych, które są dostępne w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam emulsję z ślimakowej serii HH. Była świetna i przypomniałaś mi ze możnaby kupić cos jeszcze z tej serii hehe

    OdpowiedzUsuń
  3. powiem szczerze,ze na to pudełko z miłą chęcią bym się skusiła :) również jestem świrem jeśli chodzi o pielęgnację i coraz bardziej interesują mnie ich kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pudełko ma fajną zawartość :) Kusi mnie ten konkurs, może wezmę w nim udział

    OdpowiedzUsuń
  5. Pudełko faktycznie zawartość ma rewelacyjną i wartą zakupu ;) Ja jeszcze nie miałam produktów ze ślimakiem ale bardzo mnie kuszą.

    OdpowiedzUsuń
  6. To pudełeczko przebiło wszystkie jakie w ostatnim czasie były :) Zawartość robi wrażenie i super, że większość z kosmetyków jest naprawdę godna uwagi. Ten ślimakowy zestaw sama bym chętnie poznała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. świetna zawartośc pudełeczka, śliczne zdjęcia!

    ZAPRASZAM NA MÓJ BLOG http://www.zoozelooveblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Do trzech razy sztuka! Chociaż mogliby poprawić pudełko, bo niestety ono oszpeca piękną grafię :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Też bardzo się cieszę że je zamówiłam :) Dwa wcześniejsze mi się średnio spodobały, ale to jest naprawdę wow :) I rzeczywiście grafika Oli ratuje opakowanie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Maseczkę "pandową" niedawno kupiłam wraz z całym arsenałem innych koreańskich masek i mimo że mam na karku więcej niż Ty, bo skończone już 26 lat, to cieszę się jak dziecko ;) A sam box mega!

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ciekawa zawartość :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajne to pudełko. Przygarnęłabym gdybym miała wolną gotówkę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zawartość jest naprawdę imponująca :-) Nawet nie wiedziałam, że coś takiego jest dostępne.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zawsze po przeczytaniu takiego posta mam ochotę lecieć i kupować azjatycką pielęgnację. Nawet już sama szata graficzna opakowań jest zachęcająca. Fajny box ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Magdalena Musińska6 listopada 2016 10:53

    zawartość super, grafika idealnie dopasowana do tematyki. Pochwalę się, że Ola (Fancy) narysowała portret całej mojej rodzinki, który wisi w naszej sypialni :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Super kosmetyki. Zestaw ze śluzem ślimaka rzeczywiście najlepszy w pudełku. Niby miniatury, ale wcale nie takie małe.

    OdpowiedzUsuń
  17. Faktycznie pudełko wygląda trochę jak te od pizzy i szkoda, że nie postarali się w tej kwestii. Grafika Oli oczywiście ratuje sytuację :) Zawartość jest fantastyczna, produkty interesujące i dotąd mi nieznane. Chętnie bym je przygarnęła ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Hehe, no fakt, pani pielęgniarka wygląda trochę jak zabawka ;D Ale pudełeczko naprawdę świetne! Ja nie do końca lubię takie koty w worku, zazwyczaj wolę sama dokonać wyboru, ale tutaj widać, że nie warto się obawiać ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Troszkę mnie smuci, że w pudełku firmy się powtarzają, ale za to design opakowania jest fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ogólnie nie przepadam za boxami, ale Naturalnie z pudełka i Asian Box to jedyne pudełka, na które mogłabym się skusić :) Ale i tak się powstrzymuję, bo absolutnie i koniecznie najpierw muszę stopić zapasy :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Dla mnie ta edycja była fantastyczna. Ze swojej I byłam całkiem zadowolona, na drugą się nie zdecydowałam, ale III moim zdaniem wymiotła :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Pudełko super ale nie dla mnie :) Ja wolę jednak te naturalne pudełka :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Monika Majewska6 listopada 2016 18:17

    Żałuję, że przegapiłam to pudełko :(

    OdpowiedzUsuń
  24. Pudełeczko prezentuje się świetnie! Każdy z tych produktów to dla mnie nowość, więc tym bardziej zaciekawiła mnie jego zawartość :). Mam gdzieś kilka próbek Black Snail - muszę ich wreszcie użyć :).

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetne pudełeczko! Jeszcze nie miałam okazji testować azjatyckich kremików i tym podobnych cudeńkiech. Z chęcią bym się skusiła na nie, tym bardziej, bo wiem, że Azjatki mają naprawdę piękną cerą!!!

    OdpowiedzUsuń
  26. O rety, chcę to pudełko tak bardzo mocno! :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Świetna zawartość :) maska pandy przeurocza <3

    OdpowiedzUsuń
  28. Heheh mnie też ona urzekła :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Pozostaje albo zamówić, albo czekać na edycję numer 4 :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ojj Kochana to powiem Ci, że dużo tracisz! Azjatycka przygoda jest bardzo ciekawa!

    OdpowiedzUsuń
  31. Jestem pewna, że ten ślimak na pewno Ci się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Myślę, że można je jeszcze kupić tylko z wyższej cenie niestety. Najlepiej kupować przedpremierowo :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Wiem Kochana wiem ;) Na szczęście i takie już powstają co raz częściej :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Mnie też bardzo podoba się Naturalnie z pudełka - zawartość za każdym razem robi na mnie wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Na szczęście są to dwie bardzo dobre jakościowo marki :)

    OdpowiedzUsuń
  36. No mnie ona nie urzeka pod żadnym względem - wieje mi tu tandetą :P

    OdpowiedzUsuń
  37. Zgadzam się - grafika ratuje wszystko, a pudełko no cóż...

    OdpowiedzUsuń
  38. No dokładnie - a poza tym zestaw niejako zawiera też pełnowymiarową maskę w płachcie, miniatur jest 3... więc dla mnie mega :)

    OdpowiedzUsuń
  39. A i ja mam swojego maluszka w ramce autorstwa Oli :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Azjaci słyną z ciekawych rozwiązań jeśli chodzi o opakowania :)

    OdpowiedzUsuń
  41. A widzisz, cieszę się, że mogłam CI je przedstawić :)

    OdpowiedzUsuń
  42. A widziałam widziałam Twoje zakupy - bardzo fajne marki się tam pojawiły więc mam nadzieję, że zakochasz się równie mocno jak ja :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Mnie pierwsza edycja w ogóle się nie podobała, druga była już całkiem całkiem, no ale ta wymiotła wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  44. No dokładnie :( Gdyby chociaż pudełko było białe, albo miało jakąś ludzką przykrywkę nazwałabym je boxem idealnym :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Masz rację - konkurencja daleko w tyle :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Fajnie jest spróbować, ja byłam neutralna w stosunku do ślimaka, ale dzisiaj wiem, że zachwyty nad tym składnikiem są uzasadnione :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Toner podoba mi się najbardziej <3

    OdpowiedzUsuń
  48. Dokładnie, szkoda tylko, ze nie są dostępne co miesiąc :)

    OdpowiedzUsuń
  49. Bardzo ciekawa zawartość boxa, warty uwagi ;)

    OdpowiedzUsuń
  50. Póki co nie wpadłam w wir azjatyckich kosmetyków, jednak czytając opinie o kolejnych produktach w Twoim wpisie czułam się jak małe dziecko otwierające po kolei okienka czekoladowego kalendarzyka adwentowego :]

    OdpowiedzUsuń
  51. Moim zdaniem to najlepsze pudełko z dotychczasowych azjatyckich boxów. Naprawdę rewelacja! Szczególnie ta pierwsza maska na noc i maseczka z pandą :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Szablon dostosowała Madl-len. Obsługiwane przez usługę Blogger.