Oczyszczająca maska z zieloną herbatą Skin79 Clay Mask - zielony penetrator z Korei.


Cześć Kochane.

Czy walka z zaskórnikami, martwym naskórkiem i zanieczyszeniami z góry skazana jest na klęskę? Niejako tak bo choćby niewiadomo jak ciężkie działa wyciągać (nie mylić z wyciskać) to i tak one wrócą czy tego chcesz czy nie - na to mądrych nie ma. Są jednak kosmetyki sprzymierzeńcy - te, które wybawić nas mają od wszelkiego zaskórnikowego zła i opóźnić kolejną ekspansję nieprzyjaciół, którzy wracają nawet wtedy gdy usilnie błagasz je by przestały. Wśród ogromnego Skinowego asortymentu kryje się niepozorny, mały, zielony rycerz, który swoimi właściwościami ma nie tylko rozprawić się z męczącymi czarnymi kropkami, ale także martwym naskórkiem, wszelkimi zanieczyszczeniami nagromadzonymi w ciągu dnia i do tego zapewnić efekt odświeżenia, nawilżenia i w ogóle samych cudów! Sprawdzimy jak wypadł w praktyce?

Zielona herbata, czerwona fasola i glinka.



Tak w skrócie mogłabym określić trzy główne składniki aktywne składające się na naszego zielonego cudaka. Pachnąca świeżo ściętymi kwiatami maska o pistacjowej barwie w głównej mierze bazuje na zielonej herbacie wykazującej działanie regenerujące, tonizujące, a także łagodzące stany zapalne skóry (przez co maska nadaje się także dla osób z trądzikiem), ale w swoim składzie zawiera także bardzo cenny kaolin znany Wam na pewno z tego, że genialnie oczyszcza i jednocześnie odświeża skórę (to ten efekt ekstremalnie czystej i napiętej skóry). Oprócz kaolinu w Clay Mask występuje drugi rodzaj glinki - bentoitowej, który jest naturalną "odtrutką" dla skóry i odpowiada za wzmocnienie efektu przeciwzapalnego. Wspomniana przeze mnie czerwona fasola występuje tu w roli pudru, który ma naturalnie złuszczyć martwy naskórek - wyczuwalna jest głównie pod palcami w trakcie aplikacji maski na twarz, ale działa bardzo subtelnie.


Chłodzenie i oczyszczanie w jednym.


Maska ma fantastyczną konsystencję, która niejako przypomina mi mus oczyszczający Yum Yum - jest jakby napowietrzona, bardzo plastyczna i jedwabista w dotyku. Jest to produkt niezwykle wydajny bo już wielkość odpowiadająca pestce śliwki wystarcza na pokrycie całej twarzy (i to wcale nie małą ilością) naszej maski. Produkt oczywiście stosujemy na oczyszczoną skórę twarzy - można pokusić się o wcześniejszy peeling by wzmocnić efekt, aczkolwiek nie jest to konieczne. Maska w regularnej cenie kosztuje 110 zł, jednak obecnie jest promocja i można ją złapać już za 74,90 zł (KLIK). Jak każda produkt bazujący na glince zastyga on bardzo szybko napinając przy tym skórę - producent zaleca trzymać ją na buzi przez 10 minut po czym wykonać lekki masaż twarzy i zmyć ciepłą wodą. Moment, w którym należy wykonać masaż jest troszeczkę inny niż znany nam do tej pory, ponieważ produkt jest praktycznie suchy i może Wam się wydawać, że to nie ma sensu... a jednak znacząco wpływa na efekt końcowy (sprawdziłam z masażem i bez).

Potęga oczyszczenia.


Samo zmywanie maski jest łatwe bo pod wpływem wody zaczyna się po prostu rozpuszczać. Zapomniałam Wam wspomnieć, że w trakcie nakładania jej na buzię będziecie odczuwać lekki i bardzo przyjemny chłód. Raczej nie skupiałabym się w przypadku tego kosmetyku na właściwościach peelingujących bo tak jak wspomniałam na początku jest to bardzo subtelne - najważniejszy jest efekt po zmyciu kiedy skóra zyskuje na życiu. O masce mogłyście też poczytać u Klaudynki (KLIK) i ja całkowicie zgadzam się z Jej opinią - po zmyciu buzia emanuje wręcz swoją gładkością! Jest tak miła w dotyku, tak cudnie napięta i tak jedwabista jakbyście zastosowały coś na bazie korundu. Świetnie łagodzi, wyrównuje koloryt, pozostawia skórę matową. Zapytacie co z czarnymi nękającymi nieprzyjaciółmi... są nadal i będą zawsze, ale spłycone, jakby mniej widoczne... zupełnie tak jakby poukrywały się gdzieś na widok naszego zielonego bohatera.

Jak często?


Pokuszę się o stwierdzenie, że co dwa dni bez żadnego problemu - maska wbrew pozorom jest naprawdę delikatna i nie zrobi krzywdy żadnej skórze (no może poza tą skrajnie wrażliwą). Warto zaznaczyć, że osiagnięcie widocznych i trwałych rezultatów uzyskamy przede wszystkim REGULARNOŚCIĄ - trudno spodziewać się cudów po pierwszym użyciu, a im bardziej będziecie się pilnować tym lepszy efekt osiągnięcie. Ja po swoją maskę sięgam co dwa-trzy dni... i cóż. Uwielbiam ją... co mogę dodać więcej. Chociaż fanką tego opakowania nie jestem bo mi się rozleciało na dwie części...

A jak Wam się podoba? Skusiłybyście się na tego zielonego cudaka?
Buziaki!

50 komentarzy:

  1. Mam tę maskę i nie podzielam zupełnie Twojej opinii. Poza tym zawiera w sobie silikon co jest totalnym absurdem przy masce oczyszczającej - na włosy ok no ale silikon w maseczce to za dużo dla mojej cery. Gdybym znała skład nigdy bym jej nie kupiła. Lubię produkty skin79 ale ta maska to drogi niewypał.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem Cię, aczkolwiek ja osobiście nie spotkałam się z podobną opinią do Twojej, a czytałam ich wiele :) Mnie silikon absolutnie nie przeszkadza, ponieważ pełni on tu funkcję poślizgową, a i tak jest zmywalny podczas końcowej fazy używania produktu, więc nie ma prawa zrobić krzywdy. Co innego gdyby to była maska całonocna.

    OdpowiedzUsuń
  3. "nie ma prawa zrobić krzywdy"
    Do zmycia tego konkretnego silikonu niezbędny jest detergent, nie zmywa się wodą, stąd pewnie ten efekt gładkiej skóry o którym mówisz. Używałam wielu masek (głownie oczyszczających) i ropne gule miałam tylko po tej i po srebrnym glamglow (też dimethicone). Jestem w stanie jej używać tylko jeśli po niej porządnie "wyszoruję" twarz żelem a to mija się z celem. Za to lubię tę drugą maskę oczyszczającą skin79 w słoiczku, pore minimazing, polecam wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię zieloną herbatkę, opakowania skin79 zmieniły się ostatnio bardzo pozytywnie, ale niestety zdecydowanie to nie produkt dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Żeby nie fakt że obkupiłam się w maseczkach, bym po tę sięgnęła z wielką chęcią. Szkoda tylko, że opakowanie się rozleciało, ale dobrze działanie rekompensuje tę wadę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wygląda zachęcająco. Zawsze kupuję ich maski w płachcie, ale trzeba się skusić na coś bardziej oczyszczającego ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Anna Grzybowska14 grudnia 2016 11:49

    Ta maska plus mydło ( zieloną herbatą lub węglem) oraz odpowiednie nawilżenie i moja skóra wygląda genialnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja na pewno się skuszę. <3 Jak tylko opanuję swoją skórę, od razu sięgam po samą koreańską pielęgnację i nie zawaham się sugerować Twoimi recenzjami, ostrzegam! :D Buziaki! :*

    OdpowiedzUsuń
  9. eterycznyswiat14 grudnia 2016 12:39

    nie powiem, że mnie ta maska nie zaintrygowała....chociaż moja skóra nie cierpi masek

    OdpowiedzUsuń
  10. Ehhh...no i co począć...wygląda na to, że niedługo nowa maseczka zagości w moim domu :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Być może, aczkolwiek ja zawsze zmywam tego typu maski jeszcze czymś. Musisz być wyjątkowo wrażliwa na silikony, więc współczuję bo mnóstwo produktów go zawiera. Dziękuję za polecenie na pewno sobie spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  12. mam teraz zapas maseczek oczyszczajacych,ale wpisuje ta maseczke na liste. musze ja koniecznie wyprobowac :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Karolina Horsi14 grudnia 2016 16:35

    Bardziej kusi mnie ta oczyszczająca pory, która niestety nie będzie już produkowana;/

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak zachwalasz, że normalnie nic, tylko kupić już-teraz-natychmiast :D Zdecydowanie czuję się skuszona, będę pamiętać o tej masce przy okazji przyszłych zakupów :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo ją lubię ;) Podobna do tej błotnej z Sephory, aczkolwiek zdecydowanie lepsza :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Interesting product. I'm your new GFC follower # 1302 ♥

    http://teresaemme.blogspot.it/

    OdpowiedzUsuń
  17. mam teraz wielką fazę na maski i teraz też bym i tą wyprobowałą:)

    OdpowiedzUsuń
  18. kolejny kuszący produkt ze Skin79 :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Lubię produkty z zieloną herbatą także chętnie bym przygarnęła :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Hahah no z tym opakowaniem to kiepska sprawa bo mi odleciało denko całkowicie :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja też do tej pory używałam wyłącznie ich masek w płachcie, ale to miła odmiana :)

    OdpowiedzUsuń
  22. o ja uwielbiam przed oczyścić sobie jeszcze twarz tą ich francuską pastą... wtedy jest efekt wow :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Oł :D To ja się już boję bo Twojemu wnikliwemu oczku nic nie umknie :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Maski oczyszczające i u mnie goszczą bardzo często - właściwie innych nie używam :)

    OdpowiedzUsuń
  25. O to nawet nie wiedziałam, że została ostatecznie wycofana :/

    OdpowiedzUsuń
  26. U mnie na blogu zazwyczaj są same ochy i achy bo mnie się najzwyczajniej w świecie nie chce robić sesji bublom :D

    OdpowiedzUsuń
  27. Ja też :D właśnie ten sezon jesienno-zimowy to u mnie wzmożone używanie masek, latem jakoś mi do nich nie spieszno...

    OdpowiedzUsuń
  28. Wyrzuciłam pudełko :( Ale poszukam i wstawię :)

    OdpowiedzUsuń
  29. A ja szczerze mówiąc do tej pory nie używałam nic z zieloną herbatą. Możesz coś polecic od siebie? :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ale to ruina dla portfela! :)))

    OdpowiedzUsuń
  31. Ja bardzo polubiłam ich maseczkę oczyszczającą i żałuję że ma być wycofana :(

    OdpowiedzUsuń
  32. Tak to prawda - mam świadomość, ale skoro ja bankrutuję to ciągnę Was ze sobą hahaha :)

    OdpowiedzUsuń
  33. No właśnie dziewczyny tu piszą i jestem zawiedziona :(

    OdpowiedzUsuń
  34. Nawet mnie zaciekawiła, choć dla mnie przydałaby się jakaś do starej skóry ze zmarszczkami (zobaczyłam swoje nowe zdjęcia i zwątpiłam ;-))

    OdpowiedzUsuń
  35. na pewno dawno temu miałam szampon z zieloną herbatą, ale nie pamiętam jakiej firmy, nie mogę coś w googlach znaleźć :/ fajny też jest krem z GP, ma dość ciężką konsystencję, ale świetnie nawilża i sprawdza się na noc (mają też m.in. żel do mycia twarzy). Koleżanka też mi polecała masło shea do ciała z Orientany z herbatą właśnie:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Bardzo mnie ciekawi to cudo, uwielbiam wszystko co oczyszczające ;D

    OdpowiedzUsuń
  37. Agnieszka MamAli15 grudnia 2016 00:02

    Kurcze czemu ja nie miałam nigdy nic tej marki? A glinki.... mmmm uwielbiam! Ostatnio jestem wierna Agafiowej maseczce, ale kto wie może pokuszę się na tą?

    OdpowiedzUsuń
  38. "Penetrator" :D hahaha sorki ale mnie to rozbawiło :*

    OdpowiedzUsuń
  39. Ojojojoj. :D Ale miałaś jakiegoś pustaka, żeby przełożyć zawartość? :P

    OdpowiedzUsuń
  40. Bardzo interesujący kosmetyk, choć efekty które opisałaś po jego użyciu przypominają mi moją skórę po użyciu dziegciowej maski oczyszczającej Babuszki Agafii :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Ja borykam się z zaskórnikami tak zwanymi zamkniętymi, więc nie wiem czy ten zielony rycerz zdziałałby wiele, ale dla samego efektu gładkiej i napiętej skóry - z chęcią bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Ta maska tez dolaczyla do mojego grona topowych kosmetykow, uwielbiam to uczucie swiezej, czysiutkiej cery! <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye