Kosmetyczne hity 2016 - część 3 CIAŁO i WŁOSY

Cześć Kochane.

Pora na ostateczne podsumowanie roku 2016 i trzecią będącą zwieńczeniem tej mini serii odsłonę najlepszych kosmetyków. Dziś zapraszam Was na małą wycieczkę przez produkty do pielęgnacji ciała i włosów - nie będzie tego dużo, ale za to zrobi się baaaaardzo pachnąco i kolorowo bo poprzedni rok zdecydowanie obfitował w całe grono produktów kąpielowych. Mam nadzieję, że jak zwykle znajdziecie tutaj coś dla siebie i zechcecie się ze mną podzielić swoimi ulubieńcami w tej dziedzinie - bardzo ciekawią mnie w szczególności odkrycia włosowe, więc piszcie śmiało.



HIT w kategorii kosmetyków myjących.



Żel pod prysznic o naturalnym, dobrym i łagodnym składzie to rzadkość, ale wierzcie mi, że warto spróbować chociaż raz. Mimo, że jest droższy niż tradycyjne to cechuje go niezwykła delikatność co jest nie bez znaczenia dla skór wrażliwych czy atopowych takich jak moja. Ma prześliczny zapach, jest pozbawiony SLS i sztucznych barwników, a oczyszcza równie dobrze jak tradycyjne żele pod prysznic. Umieszczam go w hitach z tego względu, że chciałabym Was zainteresować samą marką, która jest mocno niedoceniana - ma fantastyczne składy, ogromny wybór kosmetyków pielęgnacyjnych i przyjazne ceny w stosunku do innych kosmetyków naturalnych. 

HIT w kategorii kosmetyków peelingujących.



Kawowe, suche peelingi to moje wielkie odkrycie poprzedniego roku - absolutnie genialne, naturalne i silnie nawilżające BODYBOOM wkradły się do mojego domu i zostaną w nim na stałe. Spośród czterech wersji jakie posiadam wyróżniam miętę, która daje takiego energetycznego kopa, że aż ciężko jest to opisać. Bardzo intensywny zapach wchodzi w nos, a w łazience tworzy coś w rodzaju rześkiej chmurki, która unosi się w powietrzu jeszcze długi czas. Mięta ma to do siebie, że po wykonaniu peelingu i pozostawieniu go na czas 10 minut niesamowicie chłodzi skórę i ciepła piżamka jest wskazana.

HIT w kategorii kosmetyków pielęgnacyjnych.



Czekoladka, która rozkochała mnie w sobie jeszcze wiosną i mimo, że skład ma raczej średni to i tak nie powstrzymało mnie przed tym żeby hurtowo zużyć aż trzy 400 ml butle. Jest fantastyczny przede wszystkim dlatego, że jego konsystencja jest lekka, a działanie znaczące. Bardzo fajnie nawilża, odżywia i wygładza skórę - szczególnie wyczuwałam to na udach, no a przy tym pachnie taaaaaaaaaak, że robię się głodna na samo wspomnienie. Ma bardzo poręczną pompkę, jest dostępny w różnych wersjach pojemnościowych i stosowany regularnie naprawdę sprawia, że skóra staje się bardziej miękka.

HIT w kategorii pielęgnacji stóp i dłoni.



Produkt niesamowicie uniwersalny i tak naprawdę jeden z niewielu, który powinien znaleźć się w każdym domu. Czyste masło shea marki Nacomi używam do stóp i dłoni gdzie borykam się z okresowymi przesuszeniami jednak przez wzgląd na jego silne, odżywcze właściwości można je stosować właściwie wszędzie - poczynając od włosów przez kolanach i łokcie, a na ustach kończąc. 

HITY w kategorii kąpielowych umilaczy.



O świątecznej kolekcji Bomb Cosmetics pisałam Wam stosunkowo niedawno, więc nie będę się powielać, ale nadal uważam, że to przegenialne kosmetyki do kąpieli i po prostu trzeba jen wypróbować! Spójrzcie na te urocze kształty, buźki i kolory. Są niezastąpione i goszczą w moim domu na stałe.


Nie sposób też nie wspomnieć o najpiękniejszych i najbardziej realistycznych muffinach kąpielowych jakie w życiu widziałam! Sweet Bath jakiś czas temu uraczyło mnie całą kolekcją tych cudów i przyznam szczerze, że sprawiało mi ogromną frajdę nie tylko używanie ich, ale także robienie zdjęć - spójrzcie czy nie wyglądają po prostu jak przyniesione wprost od najlepszego cukiernika?


HIT w kategorii mycia i odżywiania włosów.



Niesamowity produkt 2w1, który używam już od pół roku - obecnie mam na wykończeniu trzecią butelkę i nadal uwielbiam ponad wszystko inne. Zastępuje mi zarówno tradycyjny szampon jak i odżywkę - po jej użyciu nie ma sensu używać niczego innego. Wspaniale nawilża włosy, dociąża je i sprawia, że układają się z łatwością - prostowanie trwa o wiele krócej, a czesanie na mokro nie stanowi najmniejszego problemu. Ma świetną konsystencję bitej śmietany, rozprowadza się na włosach w sekundę - cud miód!

HIT w kategorii zabezpieczania włosów.



O tym produkcie wspominałam Wam nie raz i nadal pałam do niego wielkim uczuciem - słodko orientalna mieszanka zapachowa zamknięta w butelce z atomizerem służy mi do zabezpieczania końcówek. Jest bardzo intensywna w swoim działaniu i potrafi nieźle obciążyć, więc używam mikroskopijnej ilości co skutkuje tym, że swoje opakowanie mam grubo ponad kilka miesięcy i praktycznie nie widać by ubywała. Cudownie nawilża, zabezpiecza i otula włosy mocno wyczuwalnym aromatem, który utrzymuje się dosłownie cały dzień. No a fakt, że moje końcówki mimo, że nożyczki widziały prawie rok temu wyglądają naprawdę dobrze mówi sam za siebie.

HIT w kategorii olejowania.



Długo zastanawiałam się, który z olejów wybrać bo przez bardzo długi czas używałam także mieszanki Yves Rocher, ale finalnie zdecydowałam, że wyróżnię rosyjski olej Bani Agafii. Ta przepiękna butelka z fiolką ziół służy mi już długi czas i choć ostatnio wypadłam z obiegu jeśli chodzi o olejowanie tak mogę go polecić w 100% każdej z Was niezależnie od tego jaką porowatość mają Wasze włosy. Najbardziej lubię go po całonocnej kuracji bo wtedy pokazuje maksimum swoich możliwości - moje włosy są wtedy miękkie jak puszek, wspaniale lśnią i idealnie się rozczesują. Polecam Wam go z całego serca.

Uff. Cykl podsumowań uważam za zakończony :) Ogromną przyjemność sprawiło mi tworzenie tych trzech postów, a Wasz odzew był niesamowity więc tym bardziej jest mi miło, że mogłam się podzielić aż tyloma perełkami. Póki co odpoczniemy trochę od ulubieńców i skupimy się na tym co używam w tej chwili - mam dla Was kilku ciekawych koreańczyków, więc będzie się działo! Zachęcam też do śledzenia mojej strony na Facebooku bo tam z kolei mocno działamy w kwestii konkursów, a to dopiero początek... :)

Buziaki!

24 komentarze:

  1. Masło shea też lubię. Teraz mam go w kawałku balsamu z Mydlarni Franciszka i używam nawet do ust. Co do Banii Agafii to olejku nie znam, ale u mnie w tym roku mile zaskoczyła biała glinka myjąca tej marki. Peelingi kawowe są cudne. Kupiłam jeden z ciekawości, ale ze względu na cenę, która jest dla mnie jak nie z tej ziemi, pozostanę przy samorobionym :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam okazję poznać tylko muffinkę Sweet Bath i to od koniec roku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z powyższych hitów znam tylko kule Bomb Cosmetics i muszę przyznać, że bardzo je lubię :D Patrząc na ich uroczy wygląd, aż żal ich używać :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Na peeling kawowy mam mega ochotę:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Co+Wash uwielbiam, genialny produkt. Bomby do kąpieli będę musiała przetestować choć chyba szkoda będzie mi je wrzucać do wanny, są przesłodkie :D.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurcze jak to możliwe,że nie miałam okazji sprawdzić żadnego z Twoich ulubieńców?:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Masło shea Nacomi jest super :) pisałam kiedyś o nim :) dwa dni temu pisałam o kanu które jest bardzo podobne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Peelingi z Body Boom zamierzam wypróbować w tym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Te wszystkie kosmetyki do włosów mnie ciekawią bardzo, a zwłaszcza Nuxe :)

    OdpowiedzUsuń
  10. muszę w końcu się zdecydować na te peelingi kawowe :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie to dalej marzy się ten kawowy peeling :C Tylko ta ich cena rozkłada na łopatki...

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak mnie kuszą te peelingi, ale cena trochę odstrasza :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Masło shea z Nacomi jest super ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. To my byśmy chcieli... Wszystko!

    OdpowiedzUsuń
  15. Palmers lubię, ta firma ogólnie pod względem kosmetycznym wypada nieźle w moich oczach. Peelingi kawowe i babeczki do kapieli to jeste teraz to czego najbardziej potrzebuję z Twojego zestawienia :)

    OdpowiedzUsuń
  16. To w takim razie muszę się rozejrzeć za olejem Bani Agafii. Babeczki do kąpieli to również mój plan. :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Zakochałam się w tych mufinach do kąpieli. Wyglądają, tak że chciało by się je zjeść, a nie wrzucać do wanny :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Same cuda! Ubolewam, że nie mam wanny, bo te muffinki wyglądają bezbłędnie <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Balsam z Palmers uwielbiam i mimo próbowania nowości to zawsze wracam właśnie do niego. Z Nature Moi miałam żel brzoskwiniowy i u mnie się nie sprawdził, straszne wodnisty i nie wydajny. Zdecydowanie lepszy jest z CD lilia wodna. Body boom to hit wśród peelingów 😁

    OdpowiedzUsuń
  20. Te babeczki kąpielowe wyglądają rewelacyjnie! :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Izabela Cetera7 stycznia 2017 16:40

    Muffinki wyglądają tak apetycznie.Peeling kawowy dla mnie rewelacja.Pozostałych kosmetyków nie mialam sposobności uzywać.Skuszę się na nawilżającą odzywkę do włosow.

    OdpowiedzUsuń
  22. Muffinkowe kule jak dla mnie wygrywają - nie mogę sie na nie napatrzeć! <3 Chyba żal by mi było wrzucić taką do wody ;D

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie znam żadnego z nich z autopsji :P
    Planuję jednak zakup olejku Bani Agafii, bo czytałam o nim mega opinie :))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye