Nowy wymiar luksusu z kosmetykami By Terry.

Cześć Kochane.

Jestem kobietą z krwi i kości i choćby nie wiadomo jak głębokie analizy psychologiczne przeprowadzać oraz zasięgać rad ekspertów i naukowców... jedno jest pewne - każda z Nas uwielbia czuć się wyjątkowo, prawda? Chęć muśnięcia luksusu siedzi zakorzeniona w naszej podświadomości i choć absolutnie nie musi być to żaden życiowy wyznacznik tak podobnie jak przy pierwszym stwierdzeniu i tutaj jestem pewna, że gdyby istniała taka możliwość choć na moment przeniosłybyśmy się do świata luksusu... po to chociażby żeby zaspokoić swoją ciekawość. Dlaczego o tym mówię? Dziś chciałabym Was zaprosić do krainy marki ByTerry stworzonej przez Terry de Gunzburg - kobietę będącą uosobieniem luksusu, najwyższej jakości i niewyobrażalnej finezji, która tworzy swoje produkty na bazie najbardziej wyszukanych i najrzadszych na świecie pigmentach.


Małe, wielkie skarby.


Produkty By Terry są po prostu perfekcyjnie pod względem wizualnym - ciężkie, masywne puderniczki z lusterkiem skrywają w zależności od rodzaju kosmetyku gąbeczkę lub specjalny pędzel - są zabezpieczone z każdej możliwej strony foliami ochronnymi, a one same niczym maleńkie skarby dodatkowo zaopatrzone są w specjalne jedwabne bądź zamszowe pokrowce, które mają chronić kosmetyk przed działaniem słońca, kurzu... i zazdrosnych koleżanek. Oprócz tego przychodzą do nas w przepięknym fioletowo srebrnym pudełku z sygnaturami By Terry i sprawiają, że już u progu przygody zaczyna mocniej bić serce. Co ciekawe - kosmetyki kolorowe w swojej fakturze także posiadają tłoczenia związane z marką - jak same za chwilkę zobaczycie są dopracowane w każdym najmniejszym szczególe.

W ramionach luksusu.


By Terry to marka niszowa - dostępna jest na wyłączność w perfumeriach Mon Credo. Cała ta piękna otoczka, wyjątkowość produkcji i filozofia mają odzwierciedlenie w swoich cenach, które mogą przyprawić o niemały zawrót głowy, ale wierzcie mi... rzesza fanek By Terry mogłaby swoją liczebnością zaskoczyć Was jeszcze mocniej niż ceny produktów. W asortymencie może znaleźć zarówno produkty pielęgnacyjne, kolorowe jak i perfumy. Dziś pokażę Wam duet do policzków Terrybly Densiliss (320 zł) oraz puder wygładzający Teint Terrybly (320 zł), którymi cieszę się od jakiegoś czasu i traktuję jak prawdziwe Ferrari wśród wszystkich kosmetyków jakie posiadam.


By Terry Teint Terribly.


To puder łączący w sobie aż trzy właściwości - kryjące, chroniące przed powstawaniem nowych zmarszczek, oraz wygładzanie tych, które już się pojawiły. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się niczym szczególnym (pomijając jego walory wizualne oczywiście) - w gamie dostępne jest kilka kolorów w neutralnych tonacjach tak by móc dopasować się do cer niezależnie od ich rodzaju. Cała siła tego pudru tkwi w jego konsystencji, która jest przede wszystkim kaszmirowo mięciutka - czuć to wyraźnie pod palcami, ale także w trakcie aplikacji produktu na pędzel. Trzeba pracować z nim ostrożnie (nie tylko dlatego, że kosztuje tak dużo), ale przede wszystkim dlatego, że już odrobina wystarczy na dokładne pokrycie twarzy. Tak - pokrycie bowiem w tym przypadku mamy do czynienia z pudrem o bardzo wysokim pigmencie - dla cer o dobrej kondycji może okazać się bazą całego makijażu. Jego zadaniem nie jest matowienie skóry, ale i tu radzi sobie naprawdę dobrze choć bardziej skłaniałabym się w jego przypadku do leciutkiej satyny nadającej zdrowy odcień wypoczętej i rześkiej skóry. Nakłada się go z ogromną przyjemnością... sunie po twarzy jak prawdziwy magik, a gdy tylko dotkniecie buzi po aplikacji nie będziecie w stanie uwierzyć jaka jest gładka. Nie powiedziałabym, że maskuje zmarszczki, ale świetnie zmniejsza widoczność porów. Dodatkową zaletą jest fakt, że może być stosowany także jako baza pod cięższy podkład.


By Terry Terrybly Densiliss Contouring.


Duet do konturowania w najpiękniejszych kolorach jakie widziałam! Spójrzcie jak cudownie są skomponowane - mamy tu niesamowicie delikatny odcień różu, który fenomenalnie będzie prezentował się na porcelanowych skórach oraz bronzer w kolorze ciepłej kawy z mlekiem. Jestem absolutnie zakochana w tych kolorach - miałam do czynienia z mnóstwem duetów do policzków, ale nigdy nie spotkałam się z tak idealną kombinacją. Do puderniczki dołączony jest pędzelek, którego akurat fanką nie jestem i nie będę używać choć wizualnie to podobne cudo jak samo opakowanie. Oba kolory są delikatnie skrzące - na pierwszy rzut oka wyglądają jak typowe maty, jednak w słońcu zauważam w nich drobniutkie, złociste refleksy. Osobiście spełnieniem wszelkich marzeń byłoby dla mnie połączenie skrzącego różu z matowym brązem jednak i tak uważam, że By Terry w tej puderniczce zamknął pewną dozę magii. Niebawem planuję Wam pokazać te kosmetyki w akcji więc śledźcie mnie proszę na bieżąco. Co ciekawe - kolory te można ze sobą łączyć. Generalnie dość kłopotliwe jest ich wydobywanie puchatym pędzlem więc wszelkie skośne narzędzia do typowego konturowania są tutaj wręcz niezbędne. Niemniej jednak... o rany jakie one są piękne!

Cena kontra jakość.


W przypadku produktów luksusowych wymagania podświadomie rosną - decydując się na kosmetyk w takiej cenie od razu wymagamy od niego nienagannej jakości i trwałości. W przypadku produktów By Terry oprócz przepięknego i dopracowanego designu otrzymujemy wspaniałą jakość i poczucie, że ktoś biorący udział w procesie ich tworzenia dołożył wszelkich starań by odpowiadały na wszystkie możliwe potrzeby. Puder na mojej mieszanej skórze utrzymuje się cały dzień choć satyna w pewnym momencie zamienia się w glow i zaczyna się pomaleńku ścierać (taki perfekcyjny wygląd to okolica 5-6 godzin przy normalnym funkcjonowaniu). W przypadku duetu do konturowania pierwszy zanika róż później bronzer - czyli właściwie tak jak w przypadku wszystkich kosmetyków, które mam. Co ważne - kosmetyki wspaniale się ze sobą łączą, a blendowanie to sprowadza się do kilku muśnięć pędzlem.

Jestem bardzo ciekawa jaki jest Wasz stosunek do kosmetyków luksusowych. Piszcie koniecznie :)
Buziaki!

27 komentarzy:

  1. Miałam styczność z kilkoma kosmetykami marki By Terry i niestety według mnie ich jakoś nie jest adekwatna do ceny - niestety. Z żadnego kosmetyku, który miałam u siebie nie byłam zadowolona, więc z biegiem czasu marka przestała być dla mnie atrakcyjna :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jedynie nie polubiłam się z podkładem - jego cena faktycznie była nieadekwatna do jakości natomiast tutaj absolutnie nie mam nic do zarzucenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kompletnie nie znam tej marki, pierwszy raz o niej czytam i szczerze mówiąc nie więc co sądzić.
    Wiem, że często przy takich sytuacjach, jaką tutaj mamy - płaci się za osobę, za markę, a niekoniecznie w stu procentach za jakość. Osobiście wolę chyba wydać pieniądze na produkty, które znam bądź które chcę poznać za mniejsze pieniądze bez rozsławienia marki, niż później żałować, że wydałam 1/4 wypłaty przeciętnego polaka ;p
    Chociaż nie ukrywam, poznać taki kosmetyk osobiście to musi być bardzo ciekawe doświadczenie, pozazdrościć! :)

    https://myfantasyandme.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie da się zaprzeczyć, są piękne :D A cena faktycznie luksusowa i nie dla każdego ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. O marce słyszałam dość dużo, chyba najwięcej o kultowym już balsami do ust :). Nigdy nie miałam z nimi styczności jednak z chęciom coś bym wypróbowała. Uwielbiam kosmetyki luksusowe ale warto pamiętać żeby się w tym nie zatracić bo jak same wiemy nie zawsze cena przekłada się jakość :). Mnie ostatnio kusi mocno marka Hourglass mają świetne produkty ale tak samo cena jest kosmiczna.

    OdpowiedzUsuń
  6. nie znam, ale pięknie sie prezenetuje.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj widziałam ! Są mega drogie ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie znam tej marki kompletnie. Oba produkty wyglądają pięknie i luksusowo, ale nie są dla mnie. Cena jak dla mnie nie do przeskoczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Marzy mi się kilka produktów By Terry :-) Chwilowo miałam tylko okazję próbować perfum.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wyglądają luksusowo :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie słyszałam o nich nigdy, kolorystycznie mogłyby być za jasne dla mnie. Wyglądają pięknie natomiast mi wystarczy że produkt jest dobry i spełnienia swoje wymagania :) nie musi być luksusowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Marzena Markiewicz1 marca 2017 13:45

    Ceny naprawdę powalają, no ale za luxusy trzeba zapłacić jak wszędzie

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj, wyglądają cudownie :) Niestety cena mnie powala, więc nie mogę sobie pozwolić, ale nie ukrywam, że dostaję ślinotoku na widok takich piękności :)

    OdpowiedzUsuń
  14. chętnie zobaczyłabym róż i bronzer w akcji :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciekawe i bardzo piękne, ale sporo jest racji w tym co piszesz - marketing, reklama, opakowanie i składniki mają swoje przełożenie na cenę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oj tak nie ma co zaprzeczać :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dokładnie - trzeba bardzo uważać. Sama nadziałam się na wiele produktów Lancome...

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie da się ukryć, że większa część nie może sobie na taki wydatek pozwolić :)

    OdpowiedzUsuń
  19. I jak i jak? Mam w planie jakiś flakon :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Oczywiście, że tak - kluczową rolę odgrywa tutaj jakość :)

    OdpowiedzUsuń
  21. To chyba każda z Nas tak ma Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Wyglądają cudownie, to prawda :) jednak za tę cenę mogę mieć kilka innych dobrych produktów ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye