Lifestyle

Dlaczego nie warto kupować na promocjach -49%?

08:44:00 Hushaaabye 116 Komentarze


Jak bumerang wraca temat promocji w sieciach drogerii - mam wrażenie, że nigdy, ale to nigdy nie minie dziki szał na obniżki na kosmetyki kolorowe. To zjawisko urosło do takiej skali, że mam wrażenie, że gdyby drogerie wycofały się z tego typu akcji to upadałyby jedna po drugiej - setki postów, tysięcy list, rozważań, szukania informacji... po to by po raz kolejny wydać dużą sumę pieniędzy na produkty, które były są i będą ZAWSZE w zasięgu ręki. Blogosfero opanuj emocje - dziewczyny nie dajcie się zwariować! Dziś wbrew wszystkiemu i wszystkim postanowiłam jednak przekonać Was, że bitwy pod szafami wcale nie są Wam potrzebne do szczęścia. Dlaczego nie warto korzystać z takich promocji?



... bo spotkasz się z chamstwem i prostactwem.


Są dwa gatunki żeńskie - kobieta i babsko. I o ile kobieta jest w stanie powiedzieć przepraszam i kulturalnie czy z szacunkiem do pracowników i innych klientów robić zakupy tak babsko nie zna żadnych granic. Babska można też podzielić na kilka kategorii - są bardziej kobiece i zrównoważone tzn. nie rzucają się z łapami i nie rozpychają łokciami niczym słynna Radomianka choć potrafią zablokować szafę na dobre kilkanaście minut, ale najgorszym i chyba najbardziej ohydnym zjawiskiem są te, które hamulce znają tylko z roweru. Widziałam już cuda! Malowanie brudnych paznokci, malowanie ust nowymi produktami i odkładanie ich na półkę, wyklinanie, szturchanie, albo mafie składające się z kilku bab, które opracowały strategię na kilka szaf na raz. Co ciekawe - to gatunek głuchy. Nie reaguje na nic. Można osiwieć - przysięgłam sobie po jednej z akcji w bydgoskim Rossmanie kiedy na własne oczy widziałam jak babsko malowało spierzchnięte, chore usta pomadką L'Oreala po czym odłożyło ją na miejsce, że nigdy więcej nie skorzystam z tej promocji. 


... bo kupisz za dużo.


Kiedy promocje tego typu zaczęły pojawiać się w drogeriach i cudem przedostałam się do szafy z kosmetykami kupowałam o wiele za dużo z bardzo trywialnych powodów - bo to przecież super, mega i niepowtarzalna okazja. Później okazało się, że tego typu akcje pojawiają się cyklicznie i wcale nie trzeba robić zapasu rocznego tuszy do rzęs w świetnej cenie. Poza tym nie oszukujmy się - to po prostu jest ogromna pokusa szczególnie jeśli mowa o tańszych producentach gdy kosmetyki wychodzą dosłownie za grosze. Później okazuje się, że w szufladach brakuje miejsca, a Ty toniesz w stosie niepotrzebnych, okazyjnych łupach. Znamy to? Znamy doskonale.

... bo istnieje ryzyko kupienia wadliwego produktu.


Macaczy i obłapiaczy jest tyle samo co komarów w lecie - pojawiają się nie wiadomo kiedy i zostawiają po sobie ślad w miejscu, o którym nigdy byś nie pomyślała. Nie raz i nie dwa nadziałam się na otwarty tusz do rzęs, kremowe cienie czy lakiery do paznokci - normalnemu człowiekowi przez myśl nie przejdzie żeby odkręcać w sklepie lakiery czy milion podkładów, ale wszystkie doskonale wiemy jaka jest rzeczywistość. Tego nie da się wyplenić i naprawdę jestem za tym, żeby w trakcie takich promocji obok szafy czyhał ochroniarz z wielką pałką i wprowadzał porządek. Niestety trzeba się przygotować, że huragan, który przejdzie przez szafy może narazić Was na kupno wadliwego, rozkręconego i macanego produktu - moja wyobraźnia bywa bujna i nie chcę sobie wyobrażać kto wcześniej gdzie trzymał swoje paluchy. 

... bo ceny wcale nie bywają tak niskie.


Tego typu promocje pojawiają się w kilku sieciach drogerii - nie będę rzucać nazwami, ale któregoś roku głośno było o tym, że na kilka dni przed promocją bazowe ceny zostały zwiększone tak by z rabatu -50% zrobiło się -35%. Musicie mieć to na uwadze i co ciekawe ten fakt też jest bardzo łatwy do sprawdzenia bowiem przy plakietkach z ceną powinna być wydrukowana data jej nadania - jeżeli została wydrukowana dwa czy trzy dni przed promocją możecie śmiało podejrzewać, że ktoś próbuje zrobić Was w balona.

... bo w tej samej cenie kupisz produkty online.


Wiemy doskonale, że standardowe ceny kolorówki w drogeriach już dawno zostały przebite przez internetowe sklepy. Generalnie gdyby ktoś się uparł na dane produkty to jestem pewna, że znajdzie je w podobnych przedziałach cenowych w trakcie drogeryjnych promocji o każdej porze roku bez najmniejszego problemu. Przykład? Podkład Revlon, którego cena w drogerii to 60 zł w internetowych sklepach sprzedaje się jak świeże bułeczki za niecałe 30 zł i jest tak odkąd tylko pamiętam. Nie wspomnę już o szafach Bourjois czy L'Oreal gdzie ceny są tak strasznie zawyżane, że w życiu nie przeszłoby mi przez myśl, żeby kupować je po standardowej kwocie. Wcale nie trzeba bić się o Healthy Mix w najjaśniejszym kolorze - wystarczy wyszukać go o wiele taniej online i w spokoju cieszyć się zakupami.

... bo to nudne i monotonne.


Z biegiem czasu te promocje po prostu mi się przejadły. Tak po ludzku. My kobiety lubimy różnorodność, lubimy mieć wybór więc 75% z nas ma taki zapas kosmetyków, że korzystanie z tego typu akcji każdorazowo kompletnie nie ma sensu. To prowadzi tylko i wyłącznie do zbieractwa i marnotrawienia pieniędzy. Zauważcie, że przykładowo Rossmann wprowadza już nieco inne akcje - były już produkty do twarzy, niedawno 1+1 w kategorii ciała czy włosów... być może też zauważył spadek zainteresowania klientek? Warto podejść do tego wszystkiego racjonalnie. Zresztą... na Boga czy naprawdę nie przejadły Wam się wpisy na temat tego co warto kupić? To się ciągnie już latami.

Jestem ogromnie ciekawa jakie jest Wasze zdanie w tej kwestii. Korzystacie z tych promocji czy raczej podobnie jak ja omijacie je szerokim łukiem? A może znacie jakieś zabawne historie "spod szafy"? Dajcie koniecznie znać.

Buziaki :)


Inne w tej kategorii

116 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą w 100%! Ja zresztą nigdy z tych promocji nie korzystałam, bo nie lubię tłumów i bydła w sklepach, zawsze wolałam zakupy online. Niemniej, taki ochroniarz z pałką to nie głupi pomysł ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Albo pałą! Co niektóre baby potrzebują mocniejszych argumentów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem zupełnie tego samego zdania. Zresztą, pisałam już o tym we wpis przy poprzedniej promocji, bo sama byłam nieco zdegustowana tym, co się działo. Wciąż ciężko mi uwierzyć, że kobiety wpadają w ten promocyjny szał po kilka lat z rzędu. Liczy się ilość, a nie jakość. Byle kupić, byle mieć się czym pochwalić. Nie sprawdzą czy kosmetyk regularnie nie pojawia się w dobrej cenie, czy w innej drogerii nie bywa czasem w lepszej ofercie. Osobiście wolę kupić kilka pigmentów z Kobo, niż kolejna paletkę w Rossmannie, która będzie miała od dziś nowe zadanie - zbierać kurz.
    Ale niestety całą tę promocję nakręca w dużym stopniu blogosfera. Niektóre dziewczyny myślą, że jak polecamy tyle produktów, to muszą je wszystkie mieć. Wtedy nie biorą pod uwagę, że niektóre z Nas są wizażystkami, stąd tyle kosmetyków albo że wiele produktów dostajemy w ramach współpracy i przecież dobrego produktu nie wyrzucimy, ale nie oznacza to, że koniecznie musimy mieć w szufladzie tych dziesięć ulubionych rozświetlaczy, bo równie dobrze poradzimy sobie z jednym.

    W tym roku promocje całkowicie omijam, w tamtym uzupełniłam tylko kredki do ust Wibo i Lovely. Warto wspomnieć, że takie promocje bywają fsjne, ale w przypadku tych tanich marek - one rzadko pojawiają się na promocji, więc wtedy jest to prawdziwa okazja. Tymczasem inne marki często robią wyprzedaże, promocje i to w różnych drogeriach. A online to już dopiero można je dostać w fajnej cenie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Paulina Wlezień14 kwietnia 2017 09:05

    Babska są wszędzie, nie znoszę! :P Ja nie korzystam, kupuję na bieżąco co potrzebuję, bo i na co dzień są dobre promocje. Jeśli akurat zbiegnie się z promocją brak któregoś kosmetyku to zamawiam online, a znajome ze sklepu wkładają dla mnie nie otwierane produkty ;) inaczej bym nie miała odwagi kupić, brr....

    OdpowiedzUsuń
  5. Uważam, że większość opisu jest tutaj przesadzona. Co do kupowania za dużo wystarczy chyba silna wola- ja w przyszłym tygodniu idę jedynie po puder i korektor, ponieważ ich potrzebuję i jestem pewna, że niczego więcej nie kupię, ponieważ znam asortyment, czyli nic innego mnie nie zachęci, mam postawione sobie ograniczenia budżetowe, których będę przestrzegać, ponieważ czekają mnie także inne wydatki. Poza tym, na jednej z promocji kupiłam perfum, którego normalnie nie kupiłabym ze względu na wysoką cenę, nawet w internecie. Także uważam, że to kwestia nastawienia. Przede wszystkim polecam silną wolę, przydaje się!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dokładnie tak! Nie robiłam nigdy wpisu o tym, co warto kupić i o moich łupach, bo po prostu widzę to wszędzie. Jak widzę co się dzieje, to naprawdę nie mam ochoty kupować. W tym roku chciałabym tylko dokupić inny kolor z pomadek Lovely ;) A niektóre babska to bym wytargała za kudły :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tylko raz trafiłam na taki bajzel, o którym wszyscy piszą, a za każdym razem byłam w innej drogerii, w innym mieście. Zawsze idę zaraz po otwarciu - jest porządek, nie ma pootwieranych kosmetyków, pod szafami dużo miejsca, nawet testery były świeżo przygotowane. :D (Większe jaja widuję w Rossmannie na co dzień - dokładnie tak jak to opisałaś, brrr! :D) Można zamówić też online w Rossmannie i odebrać zamówienie na spokojnie, ale ja uwielbiam emocje podczas maziania rąk testerami i szukania odpowiedniej pomadki - trochę ze mnie takie "babsko"... :D :D Nie kupuję jednak rzeczy, które są dostępne na co dzień w niskich cenach online. Stawiam głównie na Wibo i Lovely albo jakieś nowości, które dopiero co weszły do sprzedaży. :) Mam za słabą wolę, żeby zrezygnować z czegoś, co kryje się za słowem "promocja"... :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Kilka lat temu te promocje jeszcze robiły na mnie wrażenie, a teraz? Teraz już nie, bo tłumy, walka o kosmetyki, dotykanie wszystkiego, otwieranie produktów i ścisk przed każdą szafą bardzo mnie zniechęcają do odwiedzania Rossmanna w te dni. Raz się zdarzyło, że byłam akurat w jakimś hipermarkecie, na którego terenie była właśnie ta drogeria i weszłam. I przeżyłam szok, bo nie było praktycznie nikogo i kosmetyków też wszystkich nie wykupili. Wtedy skorzystałam, ale wzięłam tylko puder i korektor ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pewnie zahaczę o Rossmana idąc do szkoły, poproszę (o ile jeszcze będzie) o podkład Fit Me Matte+Poreless z szufladki z dołu :) Żeby mieć pewność, że nie był już wymacany czy odkręcony. Na promocji kupuje tylko to, co aktualnie jest mi potrzebne, nie piszę listy miesiące przed i czekam, jak na zbawienie haha :) Nie ma co się moim zdaniem nastawiać na obkupienie się, potem wchodzi się do drogerii i zazwyczaj to, co fajne już nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Anna Grzybowska14 kwietnia 2017 10:48

    Ja pisałam co polecam, ale chyba w zeszłym roku też miałam podobny wpis dlaczego na tą promocję nie idę. Od dawna wolę kupowac online, bo dostaję produkt zafoliowany i nie mam ryzyka, że ktoś już się w nim babrał.

    OdpowiedzUsuń
  11. A wiesz, że ja w zeszłym roku podczas tej promocji zamówiłam online cień w kremie Color Tattoo, ale z odbiorem w sklepie, a nie z dostawą. Po odbiór poszła mama i jak przyniosła cień do domu i otworzyła, to zobaczyła w środku pięknie odciśnięty paluch! Czyli wydali Jej cień z szafy, a nie z magazynu! Ależ byłam zła wtedy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się ze wszystkim.
    Ja unikam jak ognia kupowania w drogeriach produktow, ktore nie sa zabezpieczone przed otwarciem.
    Raz widziałam jak laska sprawdzała pilniki do pazdokci - wyjmowala je z folijek i kolejno kazdym piłowała paznokcie.... Testowanie cążków do wycinania skórek też widziałam. Na szczescie coraz wiecej akcesoriów jest pakowanych tak, ze nie da sie ich "przetestować" bez zniszczenia opakowania.
    Szkoda, że kolorowka nie jest foliowana. Wydatek dla producenta nie byłby duży a życie klientek prostsze :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja kiedyś kupowałam na tej promo zdecydowanie za dużo bo taaaka promo:) Od zeszłego roku korzystam jednak z umiarem. Teraz zamierzam kupić tylko coś z Provoke bo lubię te produkty i to naprawdę się opłaca gdyż online nie kupi się ich w takich cenach:) Może jeszcze coś do pielęgnacji ust lub bibułki matujące jeśli i tym razem promocja będzie je obejmowała. Mam nadzieję, ze nie popłynę. A co do niegodnych zachowań i wymaganych produktów to ja chodzę tam gdzie jest małe zainteresowanie i problem z głowy:) plus np kosmetyki Provoke sa w zaklejonych kartonikach więc na macane nie trafiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Tak właśnie myślałam z tym zamawianiem online w sklepach stacjonarnych :D potwierdziłaś moje podejrzenia. Dziekuję 😘
    Też początkowo myślałam, że zamawianie online w rossie to świetny plan na przechytrzenie macaczy :D ale któregoś razu widziałam w sklepie ekspedientkę pakującą do koszyka produkty z listy, która trzymała w ręku i zwątpiłam w swoją przebiegłość 😀

    OdpowiedzUsuń
  15. Kupuję na promocji w Rossmannie, ale nie chodzę toczyć bojów pod szafami. Zamawiam kosmetyki online, opłacam je i idę odebrać jak człowiek, bez przepychanek, chamstwa i dodatkowych, zbędnych zakupów. W tym roku nie mam żadnych potrzeb, do Rossmanna mam 20 km, więc pewnie nie kupię nic i jakoś specjalnie nie ubolewam. Poza tym, Rossmann postępuje trochę nie fair, bo już podniósł ceny kosmetyków.

    OdpowiedzUsuń
  16. Do to trzeba na miejscu otworzyć i sprawdzić dziewczyny! :D Ja raz tak roztropnie postąpiłam i nie sprawdziłam, na szczęście nie były zmacane, ale koleżanka już nie miała tego szczęścia ;p

    OdpowiedzUsuń
  17. Masz absolutną rację.
    Ale problem jest taki, że nie zawsze macanie produktu przez kogoś zostawi widoczny ślad.... Ja wychodziłam z założenia, że zamówienie netowe są przygotowywane przez magazyn, że to co dostaje nie stało wcześniej na sklepowej półce. Jeśli bowiem są to produkty zdejmowane z półki to już wolę je sama wybrać :D

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja raz gadałam z babką, która pracuje w Rossmannie i mówiła mi, że jak przychodzi im zamówienie online, to one biorą kosmetyk z półki i pakują :D Dlatego wolę sobie chodzic sama :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja takie promocje traktuje jako możliwość zakupienia np. zapasu podkładów po nieco niższej cenie :D Nie robie jakiś wielkich zakupów.

    OdpowiedzUsuń
  20. coraz mniej kupuje na tych promocjach bo rossmann podnosi ceny przed promocja poza tym w drogeriach internetowych sa czasem nizsze ceny niz w rossmannie na promocji :) przerażają mnie tłumy nastolatek i wszystko sie obmacane

    OdpowiedzUsuń
  21. Masz rację, doszłam do podobnych wniosków. Poprzednie edycje odpuściłam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Niestety, prosiłam mamę żeby sprawdziła - i tusz sprawdziła, ale cienia już nie. Też myślałam, że przechytrzę system, a tu niespodzianka :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Pierwszy raz post inny niż wszystkie "co macie upatrzone ,co kupicie na wyprzedaży w Rossmannie itd "
    Ja w zeszłym roku też miałam zapas kosmetyków kupionych z reguły właśnie przez internet i to nie rzadko w bardziej korzystnych cenach niż te z promocji lub po tych samych .Dość miałam stania w kolejkach pod szafami ,ubolewam ,że nie ma u mnie dwóch drogerii w których co chwilę są promocje i łatwo wszystko kupić bez kolejki ;)Te produkty macane ,połamane z paluchem odbitym w środku ohydne .Teraz kilka rzeczy by mi się przydało nie wiem czy skorzystam z promocji w jakiś dzień czy nie ,a jak już to Rossmannie w którym byłam jak były tańsze paletki pewnej firmy i byłam w totalnym szoku ,bo wszystko pięknie ułożone ,zapakowane nie macane , wybór spory ,obsługa miła ,brak tłoku przy szafach .Jestem ciekawa jak na tych słynnych promocjach będzie ,ale tam chodzi ochrona oprócz kamer po sklepie i obserwuje ,sprzedawczynie mówią ,że dbają o produkty i starają się pilnować ,żeby nie było dotykania itd od tego jak ktoś już usilnie chce sprawdzić są testery używane przez wiele osób na własne ryzyko.

    OdpowiedzUsuń
  24. Kinga Zielińska14 kwietnia 2017 13:07

    Zachowania stadne, ale trzeba dość nisko upaść, żeby walczyć o podkład, albo szminkę jak lwica ;p

    OdpowiedzUsuń
  25. No właśnie... tak naprawdę nie muszą to być promocje w drogeriach - wystarczy zobaczyć co dzieje się regularnie w Lidlu. To jest jakaś smutna mentalność jeszcze z dawnych czasów mam wrażenie :(

    OdpowiedzUsuń
  26. Przesadzona czy nie - najważniejsze, że to przykłady z życia wzięte. Być może nie widziałaś jeszcze jak stado potrafi się zachowywać co akurat jest z korzyścią dla Ciebie. Niemniej jednak szanuję Twoje zdanie i także uważam, że silna wolna jest bardzo ważna - poza tym kultura i szacunek do innych :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ty w Naturze też pewnie niejedno widziałaś :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Dziewczyny w takich sytuacjach warto korzystać ze sklepu online, ale z dostawą kurierem - co prawda trzeba wtedy troszkę więcej zapłacić, ale produkty idą z głównego magazynu w Łodzi. Sama korzystałam i byłam bardzo zadowolona - w środku formularz zwrotu, paragony, wszystko pięknie zabezpieczone. Naprawdę polecam! :)

    OdpowiedzUsuń
  29. I ja mam dokładnie takie samo zdanie jak Ty - to jest po prostu już nudne i niesmaczne. Bo o ile zrozumiałabym taką akcję raz w roku tak niestety teraz kiedy trend podchwyciły praktycznie wszystkie sklepy to naprawdę nie ma się o co zabijać...

    OdpowiedzUsuń
  30. To bardzo dobry pomysł - Panie zawsze są pomocne, więc to dobra strategia by prosić o produkt z szufladki :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Dokładnie! Spokojnie, bez nerwów i prosto do drzwi :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Oooooooooooooooooo fuj! Normalnie wytargałabym za włosy takiego osobnika. Obleśne :((((

    OdpowiedzUsuń
  33. Ja też - wierz mi, że szłam tam generalnie "po coś" bo jest tańsze. Później miałam mega wyrzuty sumienia, że zamiast jednego, dobrego i sprawdzonego produktu kupiłam masę pierdół, które później przeleżały na dnie szafki.

    Co do Provoke to się zgadzam - warto polować! U mnie niestety nie ma tej szafy :(

    OdpowiedzUsuń
  34. No właśnie - i wcale się z tym gorzej nie czujesz :) A jak czytam co niektóre listy i plany zakupowe to aż mnie głowa boli jak bardzo ten temat jest nacechowany emocjami :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Mam dokładnie takie samo podejście :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Oczywiście, że to jest dobra okazja by kupić to co się potrzebuje - ważne jednak, żeby zachować zdrowy rozsądek i nie wystawać pod sklepem od 7 rano jak widziałam w Bydgoszczy.

    OdpowiedzUsuń
  37. Dokładnie - w tamtym roku było bardzo głośno na ten temat...

    OdpowiedzUsuń
  38. Ja w tamtym roku kupiłam tylko najpilniejsze rzeczy, ale online z magazynu w Łodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Szczerze powiedziawszy ja już nawet nie zaglądam do tych postów - znudziły mi się po ludzku. Cieszę się, że jest tak wielki odzew <3

    OdpowiedzUsuń
  40. Podpisuje się pod tym wpisem obiema rekami! Czasami nawet widziałam, jak niezbyt schludna kobieta robiła sobie cały makijaż kosmetykami w drogerii, które później po prostu odłożyła na półkę. Jeżeli ktoś już bardzo chce coś kupić na takich promocjach, to warto brać kosmetyki z samego końca albo sprawdzić czy nie zostały wczęściej otwarte. Czasami np. Zatyczka od podkładu jest bardzo ubrudzona albo ewidentne widać, ze kredka do powiek była juz używana. Nigdy nie kupuje szminek i błyszczyków w drogieriach, wole zapłacić pare gorszy więcej i kupić je online, bo tak zawsze przychodzą fabrycznie zapakowane. Chamstwo między paniami nie zna granic, dlatego żeby nie psuć sobie nerwow, lepiej omijać rossmanny i inne sklepy tego typu szerokim łukiem podczas wyprzedaży. :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Dobrze wiedzieć :)
    Tylko jak ja mam rossa co kilkaset metrów to płacenie za dostawę kurierem tego, co mam w 10 miejscach po drodze z domu do pracy, w tym pod samą pracą i pod samym domem, jest trochę..... no wiesz :D

    OdpowiedzUsuń
  42. oj tak.....
    Kiedyś zwracałam uwagę takim osobom, ale parę razy zostałam w rewanżu słownie zaatakowana a obsługa sklepu udawała, że ich to nie dotyczy. Więc przestałam reagować, bo nie dość, że odwalam za nich robotę to jeszcze nikt się nawet nie wtrącił i nie poparł mojej racji.

    OdpowiedzUsuń
  43. Ja mam zamiar jeśli się uda kupić tusze do rzęs bo mi się kończą,całą resztę omijam póki nie zużyję tego co mam w toaletce

    OdpowiedzUsuń
  44. Wszystko prawda, ale zarówno do promocji jak i do zakupów trzeba podchodzić z głową. Fajnie, że piszecie takie ocucające posty :) Ja generalnie nie lubię kupować stacjonarnie i do Rossmana, który jest 20 m od mojego domu, chodzę raz na pół roku z konkretną listą. Już dawno wyzbyłam się emocjonalnego kupowania. Szkoda mi kasy po prostu i zanim coś wrzucę do koszyka to porządnie to przemyślę. A co do podwyższania cen przed promocją to grzeszek wielu sklepów niestety...

    OdpowiedzUsuń
  45. Już jakiś czas temu zdałam sobie sprawę z podnoszenia cen, i ostrożniej podchodzę do promocji.

    OdpowiedzUsuń
  46. U mnie akurat na takich promocjach był tylko tłum, rzecz znośna, żadnych przepychanek itd. Może zwyczajnie mam szczęście mieszkać w mieście, gdzie kultura jeszcze nie umarła.

    OdpowiedzUsuń
  47. Brawo za ten wpis,mam takie samo zdanie.Nie mogę znieść tego tłumu kobiet rozpychających się przy szafach,otwierających wszystkie kosmetyki po kolei i kupujących po 15 podkładów.Sama z promocji korzystam,ale wychodzę jedynie z rzeczami,których aktualnie potrzebuje i których ceny rzeczywiście są promocyjne.Nie rozumiem tego szału i robienia mega zapasów,skoro promocje pojawiają się tak często.

    OdpowiedzUsuń
  48. Też nie rzucam się na promocję, wychodzę z tego samego założenia, że one zawsze będą a promocje co chwila się pojawiają. Nie ma co wariować.

    OdpowiedzUsuń
  49. Dokładnie. Ja kiedyś zwróciłam uwagę Pani, która odkręcała lakiery to mnie nazwała paniusią... także od tamtej pory dałam sobie spokój.

    OdpowiedzUsuń
  50. No tak. To by nie było zbyt mądre :D

    OdpowiedzUsuń
  51. Pomyślałam, że dobrze będzie ugryźć temat od zupełnie innej strony tym bardziej, że strasznie mnie drażni wysyp wpisów o jednej i tej samej tematyce...

    OdpowiedzUsuń
  52. Ja mam dokładnie tak samo. Kosmetyczny minimalizm jaki staram się wprowadzić przede wszystkim tyczy się zakupów - to co przychodzi do mnie to już i tak ogrom produktów, które później gdzieś tam rozdaje, ale na zakupy pozwalam sobie tylko i wyłącznie kiedy istnieje realna potrzeba, a nie wybryk dla tyłka tak zwany :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Wspaniałe napisany tekst! Też kiedyś wystawałam pod drogerią i robilam listę rzeczy do kupienia, a w efekcie wracałam z torbą niepotrzebnych produktów. Nigdy więcej! Nie dajmy się zwariować, kosmetyki są fajne, ale tylko te zapakowane, czyste i nowe! :)

    OdpowiedzUsuń
  54. O żesz!
    Mnie najbardziej wkurzyło, że obsługa umyła ręce od sytuacji....

    OdpowiedzUsuń
  55. I tak trzymamy. Lepiej mniej, a bardziej przemyślane :)

    OdpowiedzUsuń
  56. Ja w ogóle te promocje od ponad roku omijam szerokim łukiem. Idę ewentualnie odebrać przesyłkę zamówioną przez Internet i tyle. Nie cierpię tych przepychanek, stania w kolejce po konkretny produkt i tłumów dziesiątek kobiet. Uzupełniam kolorówkę w ciągu roku, bo promocje pojawiają się co chwilę - przykładowo w Super-Pharm. Chyba już po prostu z tego wyrosłam :) A jak widzę setny post "co warto kupić" albo "moje zakupy w promocji w Rossmannie" to mam ochotę z takiego bloga wyjść...

    OdpowiedzUsuń
  57. Mnie poniosło chyba tylko za pierwszym razem, ze dwa lata temu. Chciałam kupić wszystko, bo tanio, bo promocja, bo świat się zawali jak nie będę tego miała. I później miałam zapas niektórych kosmetyków na rok. Później podchodziłam do tego bardziej z głową, dokupowałam np. kolejne kolory pomadek Bourjois (wiem że za niewiele więcej można je upolować online, ale dochodzą koszty przesyłki), czy jakieś inne pojedyncze kosmetyki. Teraz prawdopodobnie kupię tylko korektor pod oczy, bo mi się skończył i nie mam żadnego. A jak nie kupię, to nie będzie tragedii - jak nie Rossmann to Hebe, jak nie Hebe to Natura itd. :)

    OdpowiedzUsuń
  58. Justyna Koptyńska-Tomulka14 kwietnia 2017 19:31

    A ja dokładnie wiem co chcę kupić i nie kupię ani jednego produktu więcej, tylko tusz i krem BB :)

    OdpowiedzUsuń
  59. Ja też się z Tobą zgadzam, irytują mnie tłumy przy szafach kosmetyków, wolę dołożyć te kilka złotych niż przepychać się w drogerii. Poza tym sama zauważam, że nie jestem w stanie "przerobić" (w znaczeniu zużyć) kosmetyków, które posiadam. Kolejna szminka do kolekcji? To już nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  60. Co do jak ja to nazywam "testerek sklepowych" to dziś w sklepie widziałam jak młoda kobieta robiła sobie peeling jakąś szczotką...tak to mnie zdenerwowało że zaczęłam się zastanawiać po co jest ochrona?! Ja po prostu się brzydzę tam kupować. Nie ochroniarz z pałką nie ale z kulturalnym pytaniem: kupuję Pani czy dzwonimy po policję?! Dokładnie jak do złodzieja może się nauczą z czasem. Nie wierzę że nie widzą więc czemu nie reagują? Za dużo ludzi tam kupuję... Widziałam podobne i inne sceny do opisanych wyżej i brak mi już słów... Wybieram produkty fabrycznie zabezpieczone przez producenta. W ogóle uważam że drogeria powinna zabezpieczać produkty przed testerkami sklepowym kiedyś to powiedziałam pracownicy Rossmanna a ona prawie oburzona że dużo by mieli pracy....

    OdpowiedzUsuń
  61. Gdy wprowadzono tą promocję, cieszyłam się ponieważ mogłam dostać dobre kosmetyki w niskiej cenie. Leczy czy rzeczywiście? Na swoim przykładzie mogę powiedzieć, ze Rossmann podnosi ceny. Dzień przed rozpoczęciem promocji, poszłam z koleżankami wybrać odcień podkładu. W dniu promocji był on 12 zł droższy. No cóż, tak wyglądają promocje ;)

    OdpowiedzUsuń
  62. A mnie zastanawia skąd co pół roku te wpisy? Przecież kolorówka drogeryjna praktycznie się nie zmienia - w 95% to niezmiennie te same kosmetyki!
    Mam Rossa tuż przy wyjściu z klatki, a podczas tych promocji w ogóle już nie wchodzę...

    OdpowiedzUsuń
  63. Ja nawet nie zamierzam iść choćby z tego względu że owszem może niektóre kosmetyki mam mocno zużyte ale póki są nie kupuję nowych bo by poszły w odstawkę ( np puder) dlatego zużywam i dopiero kupuję. Zresztą rej zasady trzymam się już od jakiegoś czasu. ( mam trochę zapasów ale to produkty które dostałam na spotkaniu blogerek) natomiast sama dawno nic nie kupowałam. Kolejny punkt te laski przepychające się do półek i otwierające enty ten sam produkt jakby nie mógłby sprawdzić testera to na samą myśl już mi się nie chce.

    OdpowiedzUsuń
  64. Zgadzam się z Tobą! Mogłabym skorzystać z promocji, jeżeli faktycznie akurat potrzebuję czegoś "na już" i jest dostępne w Rossmannie, a cena wychodzi korzystna. W przeciwnym razie - wolę zakupy online. Dobra cena, 100% niezmacane kosmetyki, brak chamstwa. No i zakupy przyjeżdżają do domu, nie muszę jechać do R. :D

    OdpowiedzUsuń
  65. Dlatego ja muszę sobie przygotować listę, posprawdzać co, gdzie i za ile i dopiero pójść na zakupy. Na początku, gdy odkryłam te promocje, trochę bardziej szalałam, ale z roku na rok coraz bardziej rozsądnie do tego podchodzę. No i nigdy nic nie wezmę, jeśli zauważę, że jest otwarte czy ruszone w jakikolwiek sposób. Testerów na twarz też bym nigdy nie kładła, jedynie na rękę, coby sprawdzić odcień. Masz rację, trzeba uważać.

    OdpowiedzUsuń
  66. Do wczoraj miałam odmienne zdanie niż Twoje, ale analizując to, rzeczywiście masz rację. Bardziej opłaca się zamówić online niż iść do Rossmanna. W internecie można znaleźć taniej kosmetyki niż na tej promocji. Ja ewentualnie kupię sobie tusz do rzęs, nie będę szaleć jak rok temu.

    OdpowiedzUsuń
  67. Ja nigdy jeszcze nie brałam udziału w szale wyprzedażowym - nie jestem typem zbieracza i kupuję to co mi jest niezbędne, no może z małymi wyjątkami ;)

    OdpowiedzUsuń
  68. Ja w sumie mało korzystam na tych promocjach :) Ostatnio rzeczywiście trafiły do koszyczka 3 eyelinery i to w sumie tyle :) Teraz, jeśli już, to planuję tylko zakup tuszu So Couture i to wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  69. Ja uważam, że wchodząc do rossmanna na -49% trzeba odczekać z 10 minut i odzyskać przytomność, w sensie otrząsnąć się z magii wyprzedaży. Tak jak mówisz - na internecie często w normalnej cenie znajdziemy produkty o połowę taniej niż w Rossmannie, a co dopiero na promocji, poza tym jak już kupić coś w rossmannie na promocji to online - wtedy mamy pewność, że produkt nie był macany a pochodzi z magazynu :) Jak na moje - gdyby była pielęgnacja to czułabym się mocniej skuszona niż na kolorówkę :)

    OdpowiedzUsuń
  70. Nie mam niczego przeciwko tej promocji, w moim Rossku nigdy żadnego "bydła" nie było, podobnie jak sztucznego podnoszenia cen :P A już najbardziej nie przemawia do mnie często podnoszony argument mówiący o tym, że w drogerii WSZYSTKIE kosmetyki są zmacane, a online są świeżutkie - nic bardziej mylnego! Nigdy nie zapomnę korektora kupionego w znanym sklepie internetowym, który po otwarciu okazał się być cały uwalony od wewnątrz, jakby był jakimś testerem z drogerii! Co najmniej 10 osób musiało go używać przede mną :P Ponadto lubię wpisy o tym, co warto kupić na promocji, bo niejednokrotnie dowiedziałam się z nich o kosmetykach, których wcześniej nie znałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  71. Zgadzam się z Tobą, że szał na promocje w drogeriach już się przejadł. Wprawdzie sama skorzystałam z raz czy dwa z dni, kiedy kosmetyki kolorowe były o połowę tańsze, ale wraz ze wzrostem ilości tych promocji, mój zapał osłabł. Przede wszystkim ze względu na fakt, że nie specjalnie chce mi się bić pod szafą z kosmetykami. Nie wspominając już o podnoszeniu cen przez drogerie, czy nadmierne zapasy w szafach. Na posty "co kupić w Rossmanie/Naturze/etc." patrzę też z co raz większą obojętnością, chociaż w niektórych można odkryć ciekawe kosmetyki, o których do tej pory nie miało się pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
  72. Niestety, przy zamówieniach online Rossman bierze produkty do pakowania z półek. Już nie raz dziewczyny narzekały, że przyszły zmacane produkty.

    OdpowiedzUsuń
  73. Ja korzystam z promocji -50%, ale jak coś faktycznie potrzebuję (nie robię już mega zapasów) i musi to być z szuflady, nie wezmę z półki.

    OdpowiedzUsuń
  74. Mam dokładnie takie samo zdanie. Nie kupuję w drogeriach na tych dużych promocjach i nawet tam nie zaglądam. A kiedy widzę, jak ktoś później chwali się, że kupił 10 tuszy do rzęs to łapię się za głowę. Wojny nie ma, sklepów nie zamykają, a promocje jeszcze będą. I nie warto się bić, przepychać i urządzać polowania na kosmetyki w niższej cenie. A do tego niejednokrotnie pootwierane i używane. Nie wiadomo przez kogo.

    OdpowiedzUsuń
  75. Pamiętam jak w tamtym roku na Instagramie był jakiś chory konkurs na to kto kupił więcej... aż byłam w szoku jakie ilości dziewczyny przynosiły do domu.

    OdpowiedzUsuń
  76. Jasne zgadzam się, że można przy tych wpisać poznać ciekawe produkty, ale jest ich taki wysyp, że nawet już tam nie wchodzę - męczy mnie ten temat naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  77. No oczywiście, że od każdej reguły są wyjątki- przykro mi, że miałaś podobną sytuację natomiast cieszę się, że nie byłaś świadkiem chorych sytuacji w Rossmanie :)

    OdpowiedzUsuń
  78. Jeżeli zamawiasz z opcją dostawy kurierem a nie z odbiorem osobistym to produkty idą z głównego magazynu z Łodzi - sprawdzona informacja :)

    OdpowiedzUsuń
  79. Popieram, popieram i popieram raz jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  80. Oczywiście - jeszcze wczoraj z ciekawości sprawdzałam jak ma się oferta drogerii internetowych na co dzień i wcale nie ma większych rozbieżności :)

    OdpowiedzUsuń
  81. Ja też na początku z nich korzystałam i to baaaaaardzo nierozsądnie - brałam po prostu dużo ... bo tanio. Dzisiaj nie popełniłabym już tego błędu :)

    OdpowiedzUsuń
  82. Otóż to! :) Na spokojnie możesz wybrać, zastanowić się... dla mnie same zalety :)

    OdpowiedzUsuń
  83. I to jest najlepsze z możliwych podejść - najpierw jedno później drugie. Nic tylko chwalić! :)

    OdpowiedzUsuń
  84. A no dlatego, że to są najbardziej poczytne i dobrze pozycjonowane wpisy... statystyki Kochana :)

    OdpowiedzUsuń
  85. Aaaaaa no i właśnie! To jest to :)

    OdpowiedzUsuń
  86. Mój Boże... jakie to obrzydliwe... ja czasami się zastanawiam jaką amebą trzeba być żeby w ogóle robić takie rzeczy! Zgadzam się z Tobą całkowicie - mógłby też funkcjonować nakaz kupna produktu, który się maca. Oooj dopiero byłoby jak w pudełeczku.

    OdpowiedzUsuń
  87. ... powiem Ci, że ja nawet w te posty już nie wchodzę. Ileż można...

    OdpowiedzUsuń
  88. Miałam kiedyś dokładnie tak samo jak Ty - brałam bo tanio... ważne żeby wydać jak najmniej za jak najwięcej - padało więc na Lovely i Wibo, a później okazywało się, że 3/4 rzeczy przeleżało aż całkowicie zmarniało. Gdzie tu logika?

    OdpowiedzUsuń
  89. Pięknie! Trzymam kciuki żeby się udało :)

    OdpowiedzUsuń
  90. Myślę, że do takich wniosków dochodzi się dopiero po latach :)

    OdpowiedzUsuń
  91. Domyślam się ;)
    Chociaż w gruncie rzeczy asortyment drogeryjnych marek zmienia się co jakiś czas, a nie da się wszystkiego testować. Z drugiej strony rzetelne recenzje konkretnego nowego produktu jakoś bardziej przemawiają do mojej wyobraźni niż kilka zbiorczych postów informujących o tym co się kupi, a czego nie na promocji w drogerii.

    OdpowiedzUsuń
  92. Madzia (I love dots)17 kwietnia 2017 18:34

    Nie jestem istotą stadną - jak widzę tłum mam ochotę uciekać w drugą stronę. Na promocje w zeszłych latach zaglądałam i zazwyczaj wychodziłam z pustymi rękami. Jak miałam smaka na coś konkretnego to oczywiście nie było :)

    OdpowiedzUsuń
  93. Zgadzam się z tobą w 100% ja na pewno nie skorzystam z promocji w Rossmanie.Nie cierpię tych bab,które tak się pchają do szaf z kosmetykami ba o mało się nie pozabijają ,czy z rąk czegoś nie wyrwią.Otwierają wszystko i dlatego strach coś jak wszystko wypaćkane.No i ceny teraz je podnieśli i to sporo więc defakto wcale ta promocja taka wow nie będzie.Nie rozumiem tych kobiet przecież w internecie te kosmetyki zawsze kosztują o połowę taniej niż w drogerii i mamy pewność ,że jest to nowe bo zawsze jest świetnie zapakowane .

    OdpowiedzUsuń
  94. Wróciłam do tego wpisu, zwróciłam na niego uwagę przed Świętami;)
    Mądre słowa i ze wszystkim się zgodzę ;)
    Już któryś rok z kolei nie uczestniczę w tej sławnej promocji. Już nawet nie chodzi o zachowanie klientek i o to co się dzieje w drogeriach. Całe to zachowanie jest nakręcane na blogach, YT i innych już kilka tygodni przed promocją. Chodzi o to, że produkty kupione przeze mnie na tejże promocji często gęsto nie było przeze mnie używane ! Zapas nowości, cieni, kredek, pomadek bo się opłaca, leżał nieużywany. Już po którejś z takich akcji stwierdziłam, że to bez sensu! Kupuję kosmetyki na bieżąco kiedy mam ochotę, dużo zamawiam online z niższych cenach. Ta promocja -49% jest zgubna bo w ostatecznym rozrachunku wydajemy o wiele więcej pieniędzy niż normalnie i nici z promocji ;).
    Do dziś pamiętam moją koleżankę ze studiów, na tejże promocji kupowała zawsze dwa tusze z Maxfactora False Lash Effect, który używała na co dzień i tyle. Często prosiła, żeby świeży produkt został jej podany z szafy. Cena tuszu często była o kilka zł wyższa niż normalnie. Chyba tylko i wyłącznie w takim wypadku ta promocja ma jakiś sens ;)
    pozdrawiam :**

    OdpowiedzUsuń
  95. Aaaaa, to nie wiedziałam. Czyli kurierem najbezpieczniej brać.

    OdpowiedzUsuń
  96. Dokładnie. Plany każdy snuć potrafi tym bardziej, że ZAWSZE kupimy i tak coś w ciemno...

    OdpowiedzUsuń
  97. Haha i ja mam dokładnie tak samo! W tamtym roku obeszłam pół Warszawy za pudrem Lirene... nie znalazłam.

    OdpowiedzUsuń
  98. To wszystko moim zdaniem jest nakręcane przez blogerki - jakoś nie widuję reklam tej promocji chociażby w telewizji na dzień dzisiejszy...

    OdpowiedzUsuń
  99. Bardzo się cieszę, że wróciłaś - to najlepszy dowód na to, że warto pisać! :) <3 Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  100. Tak zdecydowanie :) Wszystko jest czyściutkie, zabezpieczone i niemacane :) A w środku jest nawet formularz odstąpienia także jak dla mnie super sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  101. Jakoś nigdy nie miałam ochoty roztrząsać na blogu, "co warto kupić na promocji w Rossmannie", chociaż przyznam, że podczas tych pierwszych faktycznie sporo kupowałam, ale też nie miałam wtedy prawie w ogóle kosmetyków, więc kompletowałam kosmetyczkę, no i chciałam testować, wszystko mnie ciekawiło. Teraz wiele się zmieniło i korzystam z tej promocji, tylko jeśli mam ochotę sprawdzić jakiś kosmetyk, który jest naprawdę drogi - głównie z szaf dr Eriny Eris i L'Oreala. Inne kupuję, gdy jest jakaś ciekawa promocja, nawet niekoniecznie te -49% czy -50%. Tak rzadko sprawiam sobie nową kolorówkę, że nie mam parcia, żeby czekać, aż w "wielkiej promocji" zapłacę parę złotych mniej. Nie mówiąc już o tym, że te tabuny oszalałych zakupowiczek wpychających paluchy we wszystko też mnie skutecznie odstraszają ;/

    OdpowiedzUsuń
  102. Jak zawsze w punkt, jakbym sobie z ust wyjęła <3

    OdpowiedzUsuń
  103. Ja już od dawna większość kosmetyków kupuję online, więc można powiedzieć, że takie promocje mam non stop ;) Do Rossmanna się nie wybieram, niczego nie potrzebuję :)

    OdpowiedzUsuń
  104. Był taki czas, że nieco szalałam na tych promocjach, ale już od jakiegoś czasu nie poddaję się tej fali pożądania kolorówki. Gdyby to jeszcze była pielęgnacja, to może bym coś kupiła, chociaż w zasadzie kosmetyki których używam i które chciałabym wypróbować nie są dostępne w Rossmannie. :)

    OdpowiedzUsuń
  105. Agnieszka Janiak20 kwietnia 2017 23:04

    Dzisiaj miałam "przyjemność" być w Rossmanie i przeżyłam potężny szok, w jeden dzień, wszystkie półki ogołocone, tłumy wielkie jak po bułki przed świętami, wszystko wysmarowane, testery oczywiście zniknęły, szuflady dosłownie wyrwane z zawiasów, kurcze ludzie, nie można po ludzku? Chciałam kupić jeden produkt ale niestety, patrząc na to wszystko... W potrzebie kupiłam, ale będę chyba omijać te promocje WIELKIM łukiem.

    OdpowiedzUsuń
  106. A ja jako eks-pracownik drogerii i perfumerii pragnę zaznaczyć, że to, co jest w szufladzie często wcześniej leżało na półce, więc to również sprawy nie rozwiązuje:)

    OdpowiedzUsuń
  107. Zgadzam się :) Na szczęście w UK praktycznie zawsze są promocje 3 za 2 i ceny nigdy nie są zawyżane, a wszystkie produkty typu tusze czy pomadki są zaklejone, więc bez tej promocji nie kupuję wogóle :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Szablon dostosowała Madl-len. Obsługiwane przez usługę Blogger.