Podrażnienia skóry kontra koreańska, naturalna pielęgnacja.

Nie mam łatwo. Nigdy nie miałam i mieć nie będę. Moja skóra to istny kalejdoskop. Raz wygląda wspaniale i choćbym traktowała ją chemicznymi kosmetykami to wygląda idealnie, a okresowo zdarza się tak cokolwiek na nią nie nałożę reaguje zaczerwieniem, suchością i rzutami atopowymi. Mój lekarz stwierdził, że taka moja natura  i po prostu powinnam do tego przywyknąć. Od lat więc oscyluje w okół bezpiecznych produktów pielęgnacyjnych do ciała choć robię sobie od nich przerwy my móc zgrzeszyć jakimś cudownie pieniącym się i pachnącym żelem czy masłem, których nie potrafię sobie odmówić. Wiosna to jednak czas kiedy muszę być bardzo ostrożna - na ten moment muszę uważać co nakładam na swoje ciało i bardzo bacznie obserwować jak reaguje. Na szczęście teraz mam swoich dwóch małych pomocników, o których naprawdę warto opowiedzieć. Jeżeli Wasza skóra potrzebuje ukojenia, albo po prostu szukacie czegoś z doskonałym składem to koniecznie musicie poznać duet WHAMISA.


WHAMISA Organic Fruit Body Cleanser.


Bazowy produkt jakim jest żel do mycia z dobrym składem to rzecz niemalże niespotykana w naszych drogeriach - osoby więc borykające się z problemem takim jak ja mają niełatwe zadanie. Marka WHAMISA pojawiła się już u mnie na blogu za sprawą dwóch produktów do twarzy (KLIK), a że zostałam bardzo mocno zauroczona ich działaniem postanowiłam pójść o krok dalej i sprawdzić czy stricte organiczne i naturalne kosmetyki do ciała sprawdzą się u mnie dobrze. Ten ogromny 500 ml żel na bazie aleosu możecie kupić TUTAJ w cenie 120 zł (obecnie 79 zł.) - tak to zdecydowanie bardzo duża jak na żel pod prysznic, ale te wychodzące z koncernu The Body Shop z naturą niewiele mają wspólnego, ceny w stosunku do pojemności niewiele się różnią, a schodzą jak świeże bułeczki. Jeśli miałabym więc wybierać i analizować pod tym kątem - wybieram WHAMISĘ.

72% czystego aloesu.


Wspominałam Wam przy okazji ostatniego posta, że cenię sobie markę za podawanie składów w stężeniach, dzięki czemu wiem z czym tak naprawdę mam do czynienia. Bazą i głównym składnikiem żelu jest aloes w towarzystwie naturalnych kwasów tłuszczowych, olejków naturalnych i wyciągów roślinnych. Nie ma tu ani grama sztucznej chemii toteż możecie się domyślać, że żel ten nie będzie miał właściwości spieniających. Jego zapach również jest mocno podstawowy - nie jest ani ładny, ani brzydki, ale w tym produkcie chodzi przede wszystkim o bezpieczeństwo i komfort dla podrażnionej skóry. W trakcie mycia tworzy się delikatna warstwa myjąca, która znika od razu w kontakcie z wodą natomiast to jak ten żel wspaniale wpływa na skórę jest nie do opisania! Kompletnie nie reaguje z moimi atopowymi zmianami - ba! powiedziałabym nawet, że robi im dobrze bo suchość znika. Zauważyłam, że nie podrażnia miejsc po depilacji i zdecydowanie można nim myć także twarz - spróbowałam i ośmielę się stwierdzić, że jest lepszy w tej kwestii niż 80 % moich produktów oczyszczających.


WHAMISA Organic Fruit Body Lotion.


Do kompletu z żelem nie mogło zabraknąć czegoś nawilżającego co w przypadku okresowych podrażnień czy suchości jest dla mnie rzeczą absolutnie niezbędną. Ten niepozorny i zamknięty w skromnym opakowaniu balsam to prawdziwe remedium dla wszelkich uszkodzeń! Wielki plus za pompkę i fajny, leciutki zapach słodkich kwiatów. Muszę Wam powiedzieć, że to chyba najszybciej wchłaniający się balsam jaki miałam w życiu (w trakcie pisania tego akapitu nałożyłam go na swoją suchą plamę i już nie czuję go na skórze) - wydaje się jakby moja skóra po prostu go piła. Jego cena też jest niemała, ale obecnie trwa na niego fajna promocja (standardowo 120 zł - obecnie 79 zł.)


Wapń, magnez, cynk, chrom, selen, sód...


... potas, żelazo, miedź i mangan. Tak to właśnie składniki naszego balsamu. 80% stanowi tutaj aloes, 6% oliwa z oliwek, 5% oleju z orzechów laskowych i 1,5% masła shea - reszta natomiast to mikroelementy oraz witaminy A,C i E. Robi wrażenie, prawda? To ogromnie dużo jak na balsam do ciała i same przyznajcie, że to nie ma szansy na porażkę. Balsam ten jest niesamowicie lekki - wprost niewyczuwalny, ale to co robi ze skórą jest cudowne. Po pierwsze... wygładzenie. Dosłownie jakby ktoś musnął skórę jedwabiem. Po drugie... delikatność. Najważniejszą cechą takiego balsamu jest przede wszystkim to, że wspaniale koi zmiany, redukuje szorstkość i nie reaguje kompletnie z wysypem alergicznym czy egzemowym. Przyczepiłabym się o jego właściwości odżywcze - trochę brakuje mi w nim ekstremalnego nawilżenia, ale jako, że 80 % produktu stanowi sam aloes to ciężko spodziewać się czegoś stricte natłuszczającego czy nawilżającego.

Czy naturalna pielęgnacja ciała to dobry wybór?


Kwestia ta ma dwie strony medalu. Z jednej strony całkowite bezpieczeństwo i delikatność z drugiej brak wszystkich tych cech za które kochamy produkty pielęgnacyjne do ciała czyli zapachy, kolory, piana i cała ta otoczka. Ja w okresach takich jak teraz wiem, że mogę zaufać marce WHAMISA i to dla mnie najważniejsze - oba produkty są ogromne więc wystarczą mi naprawdę na długi czas. Wybór musi pozostać w Waszej indywidualnej kwestii, aczkolwiek jestem bardzo ciekawa jak to wygląda u Was - dajcie mi koniecznie znać czy używacie naturalnych kosmetyków do ciała czy zdarza Wam się nagrzeszyć.

Tymczasem życzę Wam udanego wieczoru i do napisania w kolejnym poście - będzie duuuuużo ulubieńców :)

9 komentarzy:

  1. Cenowo jest drogo, ale składy mają bardzo ładne, ja kupiłam miniatury, aby od nich zacząć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zupełnie nie znam marki, zresztą koreańska pielęgnacja to dla mnie nadal temat rzeka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam, ale bardzo mnie zaciekawiła ta marka :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłaś rąbać drzewa w lesie? :D Bosko to wygląda :) Whamisę pokochałam za olejek myjący do demakijażu i wiem, że chcę więcej. Uwielbiam piękne zapachy, ale czasem lubię sobie taką naturalną kąpiel przygotować ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwszy raz ją widzę, ale po opisie wnioskuję, że to kosmetyki dla mojej cery!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja i grzeszę, i używam naturalnych kosmetyków - balansuje to na równi ;) Czasem mam tak, że te naturalne kosmetyki wywołują u mnie większą "krzywdę" niż, te drogeryjne słynące z nieciekawych składów. Opisywane przez Ciebie kosmetyki spotykam pierwszy raz - bardzo mnie zaciekawiły :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja na szczęście nie mam większych problemów z cerą czy skórą w ogóle i mogę sobie pozwolić czasem na taki "fastfood dla skóry" typu pachnąca piana i akcent na tę część uprzyjemniającą :) jednak w dłuższej perspektywie też powoli przestawiam się na pielęgnację bliższą natury. Zdania są podzielone, ale patrząc tak na x lat stosowania czegoś dzień po dniu, parabeny i konserwanty faktycznie mogą mieć wpływ nie tylko na wygląd od zewnątrz, ale i ostatecznie mieszać w samym organizmie. Świetnie się zapowiadają te kosmetyki!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo interesująca marka, prawdziwa gratka dla miłośniczek naturalnej pielęgnacji. Ja nie znałam jej wcześniej, a uwielbiam kosmetyki na bazie lub o wysokiej zawartości aloesu. Z tego duetu prędzej skusiłabym się na balsamik do ciała, akurat takie szybko wchłaniające się kosmetyki są u mnie mile widziane w okresie wiosenno- letnim. Cudne zdjęcia ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Przymierzam się do tej marki ponieważ strasznie mnie kusi. Jednak wybiorę na pewno produkty do pielęgnacji twarzy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye