WHAMISA czyli o organicznych kosmetykach prosto z Korei.

Do pełni kosmetycznego zaspokojenia potrzeba mi dwóch rzeczy - produktu koreańskiego i z dobrym, naturalnym składem, ale jeśli mogę mieć to wszystko w jednym... można by to podciągnąć już pod ekstazę. Oto na polskim rynku pojawia się WHAMISA - całkowicie nowa marka, która tworzy swoje kosmetyki na bazie tylko i wyłącznie składników naturalnych co w Korei jest rzeczą dość rzadko spotykaną. Czy trafiłam do swojego małego kosmetycznego raju? Przekonajcie się same.



Mała, wielka rewolucja w składach.


Jeszcze zanim otworzyłam pierwsze opakowanie kosmetyku WHAMISA moja uwaga skupiła się na składnikach... podanych w stężeniach! Niech mi ktoś teraz wskaże paluszkiem markę, która robi coś podobnego - przerobiłam już dziesiątki różnych produktów, ale nigdy nie spotkałam się z tym, żeby każdy, absolutnie każdy składnik oprócz nazwy w INCI zawierał dokładne jego stężenie - dzięki temu możecie łatwo ocenić, że WHAMISA to naprawdę produkty wysokiej jakości, które nie mają absolutnie nic do ukrycia, a składniki pochodzenia naturalnego nie są niczyim wymysłem. Czarno na białym możecie sprawdzić co drzemie w Waszym produkcie, w jakiej ilości i dopasować kosmetyk do swoich potrzeb. Tak niewiele, a jednak! BRAWO!

Prostota i minimalizm.


Zanim opowiem Wam o dwóch produktach, które używam w ostatnim czasie muszę zwrócić Wam jeszcze uwagę na opakowania, które są... bardzo skromne. Dużo koreańskich znaczków niezrozumiałych dla 99% europejskich kobiet, plastikowe, proste butelki i to właściwie tyle, a ceny mogłyby wskazywać na coś zupełnie innego. WHAMISA nie należy do tanich marek, ale w tym przypadku jest to absolutnie uzasadnione czego nie można powiedzieć o wielu koreańskich produktach - tutaj płacimy za składniki naturalne, które jak za moment zobaczycie... nie należą do powszechnie znanych. Jeśli macie więc ochotę na małą, organiczną podróż w nieznane musicie poznać markę WHAMISA.

WHAMISA Organic Flowers Cleansing OIL.


Absolutna baza mojej łazienki czyli olej do demakijażu - te dotychczas mi znane z Korei zazwyczaj opierały się na mało fajnych składnikach, natomiast w pełni naturalne sprawiały, że proces demakijażu trwał strasznie długo (głównie chodzi mi o uporczywe domywanie tłustej warstwy) natomiast WHAMISA łączy w sobie dwie najlepsze cechy - super skład i lekką, dobrze zmywalną formułę bez tłustych zacieków, ściereczek i innych znienawidzonych przeze mnie "skutków ubocznych". Śmiało mogę już na wstępie napisać, że to jeden z najlepszych olejów do demakijażu jakie używałam - a łącznie zużyłam ich już dobre kilka litrów.


Orzechy leszczyny pospolitej.


42,95% naszego oleju to właśnie ten z orzechów leszczyny pospolitej (przyznam bez bicia, że dotychczas nie znałam). Dalej mamy 15% oliwy z oliwek, 1% oleju z awokado i śladowe ilości mnóstwa innych, naturalnych dobrodziejstw (ich stężenie to około 0,1% czyli bardzo niewiele). Umówmy się więc, że to po prostu połączenie oleju z orzechów + oliwa z oliwek w towarzystwie naturalnych ekstraktów (m.in peonia) oraz kilku filtratów. Olej ten nie zawiera żadnych chemicznych substancji! Ani jednej pozycji, do której mogłabym się przyczepić :) Cud, miód i orzeszki... w dosłownym tego znaczeniu.

Skuteczność i lekkość w jednym.


Tak jak wspomniałam - najbardziej urzekającą cechą tego oleju jest fakt, że zmywa się go banalnie prosto (wystarczy lekko ciepła woda) co np. przy Clochee było rzeczą niewyobrażalną. Ma bardzo ładny, lekki, cytrusowy zapach, wygodną pompkę i właściwie to robi dokładnie to co powinien robić dobry olej do demakijażu - rozpuszcza wszystko, łącznie z tuszem do rzęs w kilka sekund. Nie jestem fanką opakowania i jego designu - umówmy się, że dla mnie jest po prostu brzydki, ale naprawdę mogę go Wam polecić z pełną świadomością - jest łagodny dla oczu, domywa nawet Wunderbrow (a to wyzwanie), szybko się zmywa... czego chcieć więcej? Może jedynie niższej ceny bo to aż 150 zł/150ml (aktualnie w promocji za 99 zł KLIK).


WHAMISA Organic Flowers Olive Leaf Mist.


Mgiełki do twarzy... jak ja kocham te produkty! Ktoś kto wpadł na pomysł stworzenia czegoś leciutkiego, idealnego do torebki i potrzebnego w awaryjnej sytuacji powinien dostać Nobla. Generalnie nie ma u mnie lata bez mgiełki - to produkt wybawienie i jest ze mną w torebce zaraz obok butelki z wodą. Nie mogłam więc oprzeć się pokusie by spróbować mgiełki WHAMISA tym bardziej, że moją uwagę przykuły dwa pływające w środku listki drzewa oliwnego. Taki niby gadżet, ale jednak... coś w sobie ma. Dodam tylko, ze mój zachwyt nad tym produktem podziela także moja przyjaciółka Klaudynka - a ta to ma dopiero wymagania! :)

Aloes, aloes i jeszcze raz aloes.


93,44% mgiełki to ekstrakt z aloesu, który wszyscy kochamy i wielbimy od wieków (zastanawiam się dlaczego zrobiło się o nim głośno dopiero teraz). Dalej mamy ekstrakt z liści drzewa oliwnego i mnóstwo, naprawdę mnóstwo dodatków w postaci różnych substancji naturalnych (zielona herbata, dzięgiel, rumianek, chryzantema lub dandelion). Niestety jej cena jest równie wysoka - to 80 ml maleństwo kosztuje 129 zł (KLIK)... no i ponownie ma brzydkie opakowanie choć sam aplikator jest bardzo dobrze skonstruowany bo dozuje solidną, ale delikatną ilość produktu na twarz.

Mrowi mnie!


Zastanawia mnie jedno... co ona ma w sobie, że mrowi mnie zupełnie jak Carmex. To jest dokładnie takie samo uczucie, jednak na całej twarzy - znika po kilku minutach. Co ciekawe dzieje się tak tylko jak nałożę ją zaraz po umyciu twarzy, a nie przykładowo na makijaż. Zresztą muszę Wam szczerze przyznać, że z makijażem to ona średnio współpracuje - ma naprawdę mocno nawilżającą formułę i z matującym pudrem to nie będzie dobre połączenie (sprawdziłam i nie polecam). Najlepiej jest stosować ją więc solo... o rany jak ona nawilża! Kiedy wymieniałyśmy z Klaudyną pierwsze spostrzeżenia na jej temat to obie zgodnie stwierdziłyśmy, że zapewnia nawilżenie na mistrzowskim poziomie - ja odnoszę wrażenie, że skóra momentami jest aż natłuszczona! Tyle od mgiełki? Bardzo ciekawe, same przyznajcie. Jest też świetnym pomocnikiem przy maseczkach glinkowych - można ją stosować zamiast toniku i nie ma potrzeby omijania okolic oczu. Fantastyczny produkt.

To wcale nie jest koniec mojej przygody z marką WHAMISA - niebawem pokażę Wam równie świetny duet do pielęgnacji ciała. Czy warto się nią zainteresować? Zdecydowanie! Mimo naprawdę wysokich cen ich jakość idzie ze sobą w parze - o uczciwości firmy świadczy też fakt podawania dokładnych stężeń składników oraz uzyskane certyfikaty (BDIH) - WHAMISA popiera walkę o środowisko naturalne, wspiera recykling, jest przeciwko testowaniu produktów na zwierzętach i nie zawiera GMO, a każdy produkt pozbawiony jest wszelkiej chemii. Dla fanek organicznych i naturalnych produktów... pozycja obowiązkowa :)

Jak Wam się podobają? Znacie już WHAMISĘ?


18 komentarzy:

  1. Jak dobrze nawilża to chcę :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Marka szanuje zwierzaki i środowisko, to się chwali!

    OdpowiedzUsuń
  3. Czaję się na Whamisę i czekałam, aż ktoś o niej napisze. Poczułam się jeszcze bardziej zachęcona! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Idea, skład , opakowania wszystko przemawia na ich korzyść :) Jeszcze nie stosowałam ale jestem niby zainteresowana w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak zawsze zachwycasz profesjonalnymi zdjęciami ! Przyznam, że ta marka mnie zaciekawiła - lubię aloes w kosmetykach :D

    OdpowiedzUsuń
  6. bardzo lubie olejki do demakijazu i chetnie bym ten wyprobowala :) mgiełki to rowniez i dla mnie wybawienie :) ceny faktycznie dosc wysokie porownujac do innych znanych mi produktow ale grunt ze sie sprawdzaja :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zainteresowałaś mnie tą marką :) A zdjęcia przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  8. Owocem leszczyny pospolitej jest orzech laskowy - to on jest rośliną olejodajną, opis jest nieco mylący. Posiadam sporo produktów marki Whamisa i muszę przyznać, że są bardzo dobrej jakości. Mgiełkę Olive bardzo lubię to wykończenia makijażu mineralnego, olejek jest bardzo lekki, ale dobrze radzi sobie z zanieczyszczeniami, natomiast hitem jest dla mnie Water Cream, szampon do włosów tłustych oraz genialne płatki oczyszczające nawilżające, które niestety, nie są dostępne u polskiego dystrybutora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mega mocno mnie zainteresowały :D Ale wiesz opakowania wcale nie są brzydkie :D są po prostu minimalistyczne :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawe produkty! Super filozofia firmy, rzeczywiście nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobnymi oznaczeniami składu:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Whamisę znam z glow recipe, byłam zakochana w tej firmie zanim u nas się pojawiła, a teraz jak jest w Polsce to jestem w raju, olejek niestety nie dla mnie, ale mgiełka oliwkowa to mój ulubieniec - ten cudowny zapach, świetny skład i piękny design, podoba mi się też, że marka na swojej oficjalnej stronie podaje informację dot. nazwy - skąd się wzięła i co oznacza. Teraz mam ochotę na krem do twarzy i pod oczy, ale to za jakiś czas dopiero jak zużyje zapasy, za to poszło wczoraj zamówienie za produkty do włosów z nadzieją, że lepiej się sprawdzą niż moje obecne :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie znam tej marki kompletnie i chyba nawet słyszę o niej pierwszy raz w życiu ☺ Plus za świetne składy i przyjemne działanie. To mrowienie przez mgielke mnie zaciekawiło - lubię takie atrakcje ☺

    OdpowiedzUsuń
  13. "olej z orzechów" napisali czyli że z laskowych właśnie, nie ma tam nic mylącego :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Madzia (I love dots)17 kwietnia 2017 18:37

    Kocham koreańskie kosmetyki ale Ty swoimi zdjęciami możesz sprzedać wszystko :P Nie mogę tu zaglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. To mrowienie jest zastanawiające, u mnie przy Carmexie nic takiego nie występuje, ale to indywidualna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo fajny pomysł z tym podawaniem dokładnego stężenia poszczególnych składników. Plus za to dla marki ♥
    Olejek mnie mocno zainteresował, a raczej to, że łatwo się go zmywa :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Z Whamisy mam już krem z filtrem, a dokupiłam sobie jeszcze balsam z serii organic flowers.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye