Lifestyle

Zmanipulowana, zazdrosna i zakompleksiona.

08:55:00 Hushaaabye 30 Komentarze

Zazdrość - to uczucie, które towarzyszy nam w życiu bardzo często choć jestem pewna, że żadna z nas nie chce i nie lubi się do tego przyznawać. Mimo, że co raz bardziej akceptujemy siebie, mamy świadomość własnych zalet i umiejętnie potrafimy maskować to co nas przytłacza to i tak zalewające z zewsząd idealne twarze, wypracowane sylwetki czy nienaganne makijaże powodują, że gdzieś tam w środku czujemy ukłucie zazdrości - jestem pewna, że nie raz czy nie dwa takie uczucie towarzyszyło każdej z Nas. Mimo tego, że świat idzie naprzód... nadal producenci kosmetyków utrzymują tendencję do promowania kobiecych ideałów - nieskalanych zmarszczkami, niedoskonałościami, z bujnymi pięknymi włosami i z wymiarami, o których większość z nas może jedynie marzyć, a my oglądając katalogi, filmy czy światowej sławy Youtuberki czujemy się jak szare myszki nawet z tą potężną dawką wiedzy o kosmetyce, wszelkich nowinkach i designerskich pędzlach, które mają uczynić nas piękne w kilka chwil. Gdzie tkwi przyczyna? Czy to właśnie w głównej mierze nie telewizyjne i prasowe ideały, nie są przyczyną zazdrości i kompleksów innych kobiet? Czy same nie tworzymy tej rzeczywistości w pogoni za ideałem?



Spójrz teraz na dowolne pismo obok siebie - idealna twarz, piękna fryzura, talia osy i zęby za kilkadziesiąt tysięcy. Szara, kolorowa rzeczywistość - choć brzmi to niezwykle abstrakcyjnie. Stosy kosmetyków pielęgnacyjnych i produktów do makijażu, które gromadzimy i ciągłe poszukiwanie kosmetyków idealnych służy przede wszystkim temu, żeby czuć się dobrze - dobrze dla siebie, dla swojego mężczyzny czy w otoczeniu ludzi z pracy. Ale czy tak naprawdę nie jest to mały zalążek tego o czym wspomniałam we wstępie - chęci osiągnięcia nienagannego, perfekcyjnego wyglądu ? Czy nie jest to tak, że pod warstwą podkładu skrywacie swój największy kompleks czyli blizny, albo stosujecie kremy przeciwmarszczkowe żeby ukryć upływający czas? Przedłużamy paznokcie, zagęszczamy rzęsy, uczymy się sztuki konturowania twarzy - dlaczego ? Przecież jeszcze kilka lat temu nikt o tym nie słyszał i nie myślał - czy nie jest tak, że mimowolnie i mechanicznie poddajemy się temu co aktualnie promowane jest w sieci czy telewizji? Zastanówmy się tak nad tym czysto teoretycznie... dlaczego kiedyś to krem Nivea stanowił podstawę pielęgnacji, a mimo to nasze babcie w wieku młodzieńczy były jednakowo śliczne? Czy nie jest po prostu tak, że ślepo wierzymy w trwające trendy, możliwość przeskoczenia czasu i wzajemnie nakręcamy tę pogoń za czymś tak bardzo odrealnionym... przecież wiemy, że każda z Nas ma swoje wady, a mimo to zamiast je akceptować skrywamy pod kolejną warstwą podkładu.

Najbardziej w tym wszystkim boli mnie fakt, że producenci żerują na naiwności i braku wiedzy swoich klientek - przeciętna kobieta, która nigdy nie słyszała o tym co to jest skład lub czym tak naprawdę napychane jest większość słoiczków w sklepach brnie w ślepy zaułek. "Krem upiększający", "Serum odmładzające" "Multifunkcyjny krem na niedosknałości" lub w końcu "Krem-laser, odmłodzenie w 30 dni" - to już niestety standard w drogeriach. Osoby funkcjonujące w blogosferze, z wykształceniem kosmetologicznym czy chociażby te z Was, które się tym interesują nie dadzą się złapać w tę marketingową pułapkę - niestety jednak większość typowych kobiet jest w stanie zapłacić ogromne kwoty pieniędzy za obietnice producenta. I naprawdę to smutne, że w dobie dzisiejszego rozwoju nadal wiele kosmetycznych produktów opierane jest wyłącznie o prężny marketing, piękne opakowania, a ich działanie pozostawia wiele do życzenia. A już w ogóle najgorsze jest to, że robione jest to świadomie - świadomie ze względu na propagowany ideał piękna, tego nieskazitelnego, wiecznie młodego i nieskalanego najdrobniejszym wypryskiem. Czy zatem producenci kosmetyków także nie podchwycili całego tego trendu? Dlaczego na opakowaniu kosmetyku nie jest napisane " zachowaj zdrowie skóry" a nie tylko w kółko " upiększanie, redukowanie, maskowanie".

Wszystko to jednak jest małą grą psychologiczna - dlaczego w reklamach tuszy do rzęs za każdym razem występuje kobieta z ewidentnie doczepianymi kępkami? Dlaczego na reklamach produktów do ujędrniania ciała występują katalogowe modelki? A no właśnie dlatego, żebyśmy i my zapragnęły tak wyglądać - żeby podziałać na nasz kobiecy zmysł zazdrości... i w konsekwencji kupić dany produkt. To wszystko jest sprytnie przemyślane, a najnowsze sondaże wyraźnie pokazują, że to właśnie reklama i występujące w nich piękne kobiety przyczyniają się w głównej mierze do zakupów produktów. Według badań to właśnie cery i jędrnego ciała zazdrościmy najbardziej - to w tej kwestii mamy największe kompleksy i jesteśmy wydać najwięcej pieniędzy na walkę z tymi problemami. Zauważcie, że na reklamach pasty do zębów każda z Pań świeci idealnie wyrzeźbionymi licówkami za więcej niż wynosi średnia roczna wypłata Polaka. 

Wcale nie jestem inna - skłamałabym pisząc, że nie zazdroszczę. Mimo, że lubię siebie i gdzieś tam nauczyłam się akceptować swoje pociążowe rozstępy czy dużą bliznę po przebytej ospie na twarzy to ja też obserwuję inne kobiety - i zazdroszczę. Nie jest to jednak uczucie, które jakoś destrukcyjnie wpływa na mnie i odbiór swojej osoby, chociaż same dokładnie wiecie, że jest wiele takich dziewczyn, które naprawdę mają z tym problem. Rzeczywistość jest dokładnie taka jaką ją odbieramy i to od nas zależy czy podejdziemy do tematu racjonalnie czy zbyt emocjonalnie. Najbardziej zazdroszczę tym dziewczynom, które mają bujne i gęste włosy - moje są cienkie, wiecznie oklapnięte i zawsze z ukłuciem spoglądam na dziewczyny, które cieszą się wspaniałą objętością i mają możliwość wymyślania fryzur. Nie oznacza to jednak, że przez to stosuję milion różnych produktów optycznie powiększających moją fryzurę i nie myślę nawet o ich przedłużaniu u fryzjera. Tak jest - akceptuje to i nie mam z tym problemu. Moim ogromnym kompleksem są także dłonie - niestety mam grube palce a do tego nęka mnie wieczna egzema przez którą wyglądają jak u starszej Pani - nawet nie wiecie jak zazdroszczę osobom ze smukłymi długimi palcami i zdrową, napiętą skórą. Ale z tym też sobie radzę - wynagradzam sobie zadbanymi, długimi paznokciami - i wcale nie spędza mi to snu z powiek. Nie ślęczę nad gazetami, nie opłakuje swojego życia i nie kupuję miliona specyfików z dopiskiem "trylion w jednym".

Tak - uważam, że przyczyną zazdrości i kompleksów są ideały promowane przez media. Zazdrość i kompleksy, które prowadzą do czystej, paskudnej i ohydnej manipulacji. Dlatego tak bardzo darzę sympatią markę Dove, która choć produkty ma przeciętnej jakości jako jedna z nielicznych w swoich reklamach pokazuje kobiety takimi jakimi są - z krągłościami, tłuszczykiem, piegami i zmarszczkami, a promując swoje kosmetyki nie obiecuje magicznego odmłodzenia w 30 dni. Tak jak już napisałam - obserwacja innych kobiet to naprawdę nic złego, podziwianie piękna także dopóki nie prowadzi to do zachwiania własnego poczucia wartości. Świadomość i jeszcze raz świadomość - a producentom ślepo oszukującym swoje klientki życzymy rychłego upadku i zestarzenia w tak szybkim tempie w jakim obiecują swoje cuda. Bądźcie piękne, pewne siebie i szczęśliwe mimo wszystko - z grubymi palcami, piegami, dużym nosem czy cellulitem.

Jestem bardzo ciekawa Waszego zdania na ten temat. Jak Wy radzicie sobie ze swoimi niedoskonałościami ? Czy jest coś czego zazdrościcie innym? A może zechcecie się pochwalić co najbardziej kochacie w swoim wyglądzie ? Piszcie śmiało ! :)

Inne w tej kategorii

30 komentarzy:

  1. Paulina Wlezień4 kwietnia 2017 09:12

    Zgadzam się z Tobą i to bardzo - wszystko to chore manipulacje mediów... Gratuluję szczerości - z włosami mam to samo. Kiedyś się tym przejmowałam, ale dla mojego męża jestem najpiękniejsza i widzę to w jego codziennych spojrzeniach ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję :)

    Gratuluję Ci wspaniałego męża i życzę Wam obojgu niekończącego się szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem tak..... wcześniej kiedy nie prowadziłam jeszcze bloga, zawsze starałam się być świadomą klientką i interesowałam się mniej więcej co w kremie siedzi i czy warto zainwestować w niego kasę. Producentom kosmetyków należy się ograniczony limit zaufania..... niestety :-/ Dla swojego zdrowia psychicznego staram się unikać gazet i telewizji śniadaniowej, która to moim zdaniem robi najgorszą robotę w utwierdzaniu młodych kobiet w ich kompleksach.

    OdpowiedzUsuń
  4. u mnie sprawa jest prosta. Cudze zalety i chodzące ideały nie mają żadnego negatywnego wpływu na moje podejście do samej siebie. Mogą jedynie być motorem napędowym do działania i zmiany tego, co chce zmienić. Jeśli czegoś ewidentnie się nie da, czy nie można, trzeba się z tym pogodzić i po prostu o danej kwestii zapomnieć, a skupić się na innej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny post. <3

    Niestety nowe technologie mocno mieszają w naszym poczuciu własnej wartości. :( Mnie nie ruszały jakieś ideały z gazet, dopóki nie pojawił się Internet. Tu najbardziej dociera do mnie idealne życie i idealny wygląd dziewczyn z filmików na YT, bo tam dotykam tego najgłębiej. Czasem niezdrowo denerwuję się, że ktoś ma lepiej niż ja, jest ładniejszy, zgrabniejszy, ma długie nogi, ale tylko jeśli nie wzbudza mojej sympatii. Wtedy zasmucona wyłączam filmik i rozkminiam, co w moim życiu poszło nie tak. :D Mam natomiast kilka takich postaci w Internecie, których przewaga nad moimi słabościami bardzo motywuje mnie do rozwoju, bo bardziej dołują mnie jakieś braki emocjonalne, socjologiczne albo intelektualne niż te w wyglądzie. Internet pozwala mi więc zobaczyć większe możliwości.
    Pochodzimy z tego samego miasta, więc nie wiem, czy też masz takie doświadczenie, że w małej miejscowości nie widzi się wszystkich możliwych perspektyw. Dopiero podróżując, poznając innych ludzi i ich doświadczenia nawet online, zaczynam dostrzegać mnóstwo możliwości, o których bez Internetu nie miałabym pojęcia. Dlatego bardzo lubię oglądać "idealne" życie "idealnych" ludzi czy to w gazecie, reklamie, filmie, czy na YT.

    A jeśli chodzi o wygląd, nigdy nie miałam problemu z akceptacją swoich wad. Nie lubię w sobie wielu rzeczy, wiele niemiłych komentarzy w swoim życiu już usłyszałam na temat mojego czoła, nosa, uszów, ale mam taki charakter, że to po mnie spływa. Jeden mnie uzna za brzydulę, drugi za piękność - kwestia gustu. :D Np. mój mąż uwielbia kobiety z dużymi nosami, dlatego kiedy krzyczę przed lustrem, że zrobię sobie operację mojego nosa, zaczyna się wojna. :D Bo jestem zwolenniczką operacji plastycznych itp. upiększaczy. Każdy dzięki temu żyje jak chce, może wyglądać tak jak sobie zamarzy i być szczęśliwszy. :)) Dobry sposób na radzenie sobie z kompleksami, takie antidotum na problemy psychiczne, które serwują nam media. :D Z tym że ten sposób jest zdrowy tylko wtedy, kiedy zmieniamy swój wygląd dla samych siebie, a nie dla kogoś. :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie to napisałaś 😊 ja jeszcze 10 lat temu nie byłam w stanie zaakceptować krzywego nosa po złamaniu (dostałam w łeb na koszykówce) moje dłonie zdobiły szpetne tipsy, bo nie mogłam zapuścić swoich paznokci (tylko sobie nimi zaszkodziłam) i odwieczny mój kompleks - mały biust. Potem urodziłam córcie i...przeszłam jakąś przemianę wewnętrzną - stałam się kobietą w wieku 25 lat. Do poprzedników doszły kolejne "wady zewnętrzne". Mój tyłek zdobił piękny cellulit, brzuch i (o Eureko w końcu duże) piersi rozstępy po ciąży, ale wtedy też zrozumiałam że przecież to się nie liczy. Jestem matką, kobietą i mam pełne prawo do posiadania kompleksów. Zaakceptowałam krzywy nos, krótkie paznokcie, cellulit i rozstępy, a nawet niestety chwilowo powiększone cyce. I teraz po 10 latach choć doszły kolejne utrapienia mam to gdzieś. Lubię siebie, lubię moje mankamenty, bo to one tworzą we mnie tę wyjątkowość. I wkurza mnie również to co piszesz, że media przedstawiają nam zazwyczaj nieskazitelny obraz, idealny i piękny, który z rzeczywistością nie ma nic wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
  7. Brawo!
    Ja mam mnóstwo kompleksów. Największy udział w nauce ich akceptowania miało u mnie studiowanie, pracowanie a teraz mieszkanie w wawie. Może brzmi to dziwnie, ale w tej mieszance i różnorodności ludzi człowieka przestaje wiele rzeczy dziwić i wiele rzeczy nauczyłam się akceptować, również w sobie. W poprzednim miejscu zamieszkania nie wyszłabym do sklepu w starych dresach, nieświeżych włosach i bez makijażu. Teraz nie mam z tym problemu, pomimo że moim osiedlowym sklepikiem jest wielki hipermarket.
    W takim skupisku ludzi człowiek staje się anonimowy i chyba na więcej luzu może sobie pozwolić :D oby tylko z tym luzem nie przesadzić :D

    OdpowiedzUsuń
  8. O tak, zgadzam się ze wszystkim. Niestety media kreują ideały, a my się w nie wpatrujemy. Przez to też oprócz zazdrości rośnie niestety hejt. "Ale jest gruba! Ma krzywy nos! Co za zęby! Zrób coś z tymi włosami" - to się widzi wszędzie. Założę się, że po drugiej stronie ekranu nie siedzą ideały, bo idealny nie jest tak naprawdę nikt. To co widzimy w gazetach i tv to grube warstwy kosmetyków i kilogram photoshopa. Przestajemy akceptować siebie i wbijamy szpile innym. Tylko po co? Całe życie zmagam się z oskarżającym wzrokiem "ale ona jest gruba" i mimo, że mam na karku już prawie 25 lat, to nadal jest w stanie mnie to zasmucić w głębi serca. Bo nikt nie zastanowi się czemu tak jest, tylko od razu oskarży o pochłananie tony czekolady :) Niestety bardziej stawia się na piękno, niż na zdrowie. Marketingowcy doskonale wiedzą, gdzie uderzać. A generalnie to jest tak, że ludziom brakuje empatii i chwili na zastanowienie się nad tym co mówią, piszą i...myślą. A szkoda :) Uff, wylałam swoje żale :D Świetny tekst!

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz rację. W pogoni za ideałem sami nakręcamy trendy... i wpadamy w błędne koło.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trudno jest się nie zgodzić z tym co piszesz:) Jestem chyba najlepszym przykładem osoby, która kupiła by wszystko, co tylko możliwe żeby wyglądać lepiej, szczuplej, bardzo kobieco a tymczasem efekt mizerny. Zadowolenia u mnie brak. Ciągle widzę u siebie mnóstwo niedoskonałości i wiele pracy do zrobienia. Nie pamiętam czy kiedykolwiek byłam w pełni zadowolona z własnego wyglądu. Teraz kiedy trochę schudłam trochę przychylniej spoglądam na siebie i staram się podnieść moje poczucie własnej wartości.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mogę pozazdrościć jedynie zdrowia. Nie mogę sobie nic zarzucić, mimo że nie jestem idealna według kanonów teraźniejszych piękności. Cieszę się tym co mam i cieszę się, że jeszcze to funkcjonuje. Jedynie co, to wybieliłabym sobie zęby, wszystko inne może pozostać takie samo :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdarza się oczywiście że zazdroszczę komuś np. pięknych dłoni bo moje nie są idealne i mam dość nieładne paznokcie, zazdroszczę pięknych włosów, czy też zgrabnej figury po ciąży.

    Jest tego, jasne że tak....ale nie jest to zazdrość z taką wrogością, absolutnie. I nie jest to coś co wpływa negatywnie na moje funkcjonowanie, nie myślę o tym dzień w dzień. Trzeba myśleć o tym bardziej co mamy fajnego niż to czego nie lubimy u siebie, to zdecydowanie bardziej wpływa na pozytywne postrzeganie świata ;)

    Ale to prawda że w prasie, telewizji kreowane jest wszystko takie idealne. Trzeba po prostu trzeźwo patrzeć na to, nie gonić za tym, bo w większości te "ideały" z gazety wcale nie są ideałami ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się z Tobą, media sporo psują - zwłaszcza jeśli chodzi o trendy w modzie i urodzie. Mnie np. dziwi ta moda na fit, bo to już nie jest robione dla zdrowia ale dla biznesu. Według mnie robiąc zakupy kosmetyczne trzeba utrzymać rozwagę, co mnie dziwi to kremy dla kategorii wiekowych np. 35+, 45+ - toż to bujda, w krajach azjatyckich nie ma czegoś takiego, bo przecież to nie tak, że krem 45+ nie działa na młodsze osoby. Na pewno każdy z nas ma kompleksy, ale to nie oznacza, że musimy się kłaść na stół aby osiągnąć perfekcję mniemaną przez media. Jak ze wszystkim - trzeba zachować racjonalne myślenie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O tak - telewizje śniadaniowe to też ogromnie długa historia...

    OdpowiedzUsuń
  15. Pięknie! Właśnie takie podejście chwalę najbardziej! Jesteś mądrą i świadomą kobietą :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję Martynka <3

    Ty i kompleksy?! To niemożliwe :) Ale sama widzisz... punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Pamiętam jak w podstawówce każda z dziewczyn chciała być tak mądra jak Ty :) Minęło tyle lat, a doskonale pamiętam jak moja kuzynka wychwalała Cię pod niebiosa :) Ale masz rację - w naszym mieście odczuwa się to zupełnie inaczej. Kiedy wyjechałam na studia poczułam się bardziej anonimowa i szczerze wróciłabym do tej sytuacji... u nas jest zupełnie inna mentalność - tutaj zamiast być kimś prędzej staniesz się obiektem plotek.

    Ps. Gdzie ten nos bo go nigdy nie widziałam!

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiesz... najgorsze jest chyba to, że to nie zmieni się nigdy. Czytałam kiedyś komentarze pod kampanią Dove gdzie pokazane były kobiety w rozmiarze L+ - to niesmaczne, nikt nie chce tego oglądać, obrzydliwe i jak to w ogóle można... to wszystko jest tak głęboko zakorzenione w naszej podświadomości, że mam wrażenie, że będzie tylko gorzej.

    OdpowiedzUsuń
  18. Oooo to to! Pamiętam jak na studiach mieszkałam w dużym mieście i tak naprawdę mogłabym paradować w majtkach i nikogo by to nie zdziwiło - obecnie tu gdzie jestem wystarczy ubrać buty na obcasie i już wszyscy patrzą :)

    OdpowiedzUsuń
  19. To temat rzeka, w wielu aspektach się z Tobą zgadzam, ale nie ze wszystkim. Tak na marginesie, to pisałam pracę magisterską o wizerunkach kobiet kreowanych na blogach kosmetycznych ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Haha, o matko, ale mnie zawstydzasz! :D Właśnie jak wyjechałam na studia poczułam się głupia, a teraz za granicą już w ogóle na każdym kroku czuję, że zmarnowałam mnóstwo czasu na głupoty albo niepotrzebne zajęcia, podczas gdy inni się rozwijali. Żałuję, że nie urodziłam się w jakimś Waszyngtonie... :D

    Haha, no jak to gdzie on jest - na twarzy! :D Na zdjęciach muszę przez godzinę próbować różnych póz, żeby ukryć tego dziada, hahaha. :D I tylko dlatego bym go zoperowała, bo na co dzień mi nie przeszkadza. :)) Choć w życiu bym nie wpadła na to, że komuś on się może podobać, dopiero po kilku latach związku zajarzyłam, że mojemu się takie kobiety podobają, co za fetysz... :D:D Także nie ma co mieć kompleksów, bo "każda potwora znajdzie swojego amatora". :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja chyba po prostu dojrzałam do tego, żeby zaakceptować siebie. Dotarło do mnie, że chuda nie będę chyba nigdy, więc po prostu staram się nie tyć za bardzo. Długich paznokci pewnie nie będę miała nigdy, bo są zbyt miękkie i nic na nie nie działa, więc po prostu staram się, żeby były krótki, ale zadbane. Czy zazdroszczę? Jasne, każdy zazdrości, choć nie każdy się przyznaje :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo mądry tekst. Zgadzam się, że ciężko nam się przyznać do swoich mankamentów. Ale pierwszy krok do wyleczenia ich to akceptacja. I ja już się nauczyłam, że jestem zazdrosna, ale ciężko się z tym walczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. wydaje mi się ze zakompleksione są najbardziej młode osoby. Ja widze po sobie i kolezankach, ze im jestesmy starsze, to na mniej rzeczy zwaracamy uwage. Po prostu to co kiedys, 10 lat temu, nam spedzalo sen z powiek, nie ma teraz takiego znaczenia. Teraz liczy sie bardziej rodzina, by dzieci byly zdrowe i szczesliwe. Wiadomo, nie znaczy to, że się zapuszczamy i nie dbamy o siebie, ale dodatkowe kilogramy czy rozstepy po ciazy są naprawde malo istotne :) Ja jak patrze na swoje zdjecia sprzed 15 lat, naprawde się dziwie, skad sie brały moje kompleksy... :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Oczywiscie ze zazdroszcze wielu rzeczy innym. M.in fajnej figury, prostych wlosow :) ale umiem zyc ze swoimi niedoskonalosciami, choc czasami jest ciezko :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Izabela Cetera4 kwietnia 2017 21:04

    W obecnych czasach my kobiety musimy mieć ogromny dystans do życia i całej tej otoczki bycia piękną , nieskazitelną i wiecznie młodą.Niestety pewnych procesów w naszym organizmie nie zatrzymamy ale możemy z godnością i z pełną akceptacją pogodzić się z faktem przemijania młodości. Od dekady panuje kult młodego i pięknego ciała.I na tym bazują i firmy kosmetyczne i gabinety chirurgii estetycznej , etc.Jest to ogromny rynek , który rozwinął się na nasze potrzeby.Sztuka w tym wszystkim aby akceptować się i polubić.I rozsądnie z pełną świadomością i wiedzą korzystać z obecnych ofert upiększających nasze ciało.Życie jest zbyt krótkie aby płakać nad krzywym nosem czy jedną zmarszczką na czole...Uwierzmy w siebie bo piękno jest w nas ...tylko pozwólmy ujrzeć je w sobie.

    OdpowiedzUsuń
  26. Ja byłam okropnie zakompleksiona.
    Jakbym miała Ci wymienić ile jest (lub było) u mnie mankamentów urody to złapałabyś się za głowę, uwierz :)
    Byłam smutna, wiecznie przybita i marudząca na wszystko wokół.
    Do momentu aż nie natrafiłam na faceta, który przewartościował moje życie i który w każdym momencie mówił mi, że jestem dla niego najpiękniejsza. I starał się akceptować fakt, że przez pierwsze tygodnie naszych spotkań chciałam widywać się z nim wyłącznie nocami, bo wtedy nie widział co się dzieje na mojej twarzy...
    To jest dopiero chore ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Powiem szczerze, że czasem zazdroszczę komuś figury. A tak to się raczej nie przejmuję rzeczami, na które nie mam wpływu - odstający tyłek, małe oczy, zbyt wąskie usta. I jakby poprawić to wszystko, to nie będę sobą tylko kimś innym, kim się "inspiruję" i co mi po tym? Skoro wszyscy inni są zajęci, to trzeba pozostać sobą i pokochać siebie ze wszystkimi mankamentami, których nie możemy lub nie chce nam się poprawić ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Zazdrość nie jest obcym mi uczuciem. Zazdroszczę mojej koleżance, która może jeść wszystko i w każdej ilości, a mimo to ma figurę modelki. Zazdroszczę sąsiadce, która ma piękne, białe i równiutkie zęby. Zazdroszczę Pani, którą mijam niemal codziennie na ulicy wielkich, błękitnych oczu i zgrabnych nóg, które sięgają niemal do nieba. To chyba normalne, ale mimo to, że inni są zgrabniejsi, piękniejsi, mają zdrowszą cerę i lśniące włosy to jednak mimo swoich wad - akceptuję siebie i wiem, że nigdy idealna nie będę. Mam trochę za duży nos, kilka kilogramów ponad program, cellulit i rozstępy i jeszcze kilka innych rzeczy mogłabym tutaj wymienić, ale na co dzień staram się jednak koncentrować na pozytywnych aspektach. :) Zazdrość to zdrowe uczucie, ale tak jak piszesz - nie zapominajmy o sobie, pamiętajmy że każda z nas jest piękna!

    OdpowiedzUsuń
  29. Bo ja wiem, czy to głównie wina mediów. Popatrzmy na mężczyzn - w telewizji też idealny facet to ten z kaloryferem, pięknymi zębami, itd. a panowie jakoś nie popadają w kompleksy tak jak my. Myślę, że same nawzajem się nakręcamy na bycie ideałami.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Szablon dostosowała Madl-len. Obsługiwane przez usługę Blogger.