Moja naturalna, wiosenna pielęgnacja twarzy.

Po bolesnej i bardzo drogiej koreańskiej wpadce z Misshą długo zastanawiałam się co zrobić by doprowadzić swoją skórę do dobrego stanu - niestety początkowy zachwyt serią wybielającą w konsekwencji długiego używania przyczynił się do pojawienia się na mojej buzi bolących, czerwonych plamek, a pory zatkały się tak bardzo, że żaden makijaż nie wyglądał na mnie dobrze. Niestety moja ciekawość tym razem została przypłacona bardzo słono i zmuszona byłam do całkowitej zmiany w swojej pielęgnacji, a z racji swojego wieloletniego doświadczenia z kosmetykami naturalnymi wiedziałam, że muszę się bardzo mocno przeprosić z Matką Naturą, która o dziwo póki co nie zawiodła mnie nigdy - moja twarz wyjątkowo dobrze dogaduje się ze składnikami naturalnymi ( oczar jedynie wywołuje lekkie podrażnienia, ale za to potwierdza regułę), więc swój zestaw ratunkowy postanowiłam skompletować właśnie w tej gamie kosmetycznej. Wybór padł na pielęgnację organicznej marki Nourish stworzoną przez Dr Pauline Hill specjalistkę w dziedzinie ekologii, która swoje kosmetyki tworzy w oparciu o składniki z tzw. linii "superfood", które stymulują skórę do naturalnej regeneracji.



Najwyższa jakość kosmetyku naturalnego.


Głównym punktem determinującym misję Nourish jest stworzenie kosmetyków, które będą ekologiczne, etyczne, wegańskie i nietestowane na zwierzętach - marka certyfikowana jest przez Soil Association czyli czołowej brytyjskiej instytucji w dziedzinie produktów ekologicznych. Sama założycielka pragnie by jej produkty oprócz działania przyczyniały się do naturalnego procesu regeneracji skóry, a efekty były widoczne nawet po długim czasie. Musicie przyznać, że wszystko to brzmi niesamowicie ciekawie i to właśnie to stało się przyczyną tego, że zdecydowałam się powierzyć marce swoje problemy skórne. Zdecydowałam się od razu na pełen zestaw - wybrałam ten przeznaczony do skóry normalnej, który zawiera w sobie cztery kosmetyki do codziennej pielęgnacji czyli kompleksową pełną kurację, dzięki której miałam odzyskać równowagę. Jego cena to 334 zł (w chwili obecnej został całkowicie wykupiony, ale z pewnością wróci do oferty) natomiast każdy z kosmetyków można kupić także osobno. Dziś moje opakowania są całkowicie puste - siedzę przed komputerem całkowicie bez makijażu i nie boję się spojrzeć w lustro - a teraz opowiem Wam jak to się stało...


Nourish Purifying Cleanser


Pierwszym i zarazem bazowym produktem zestawu jest emulsja myjąca czyli produkt stricte oczyszczający. Jego skład to 97% składników pochodzenia naturalnego, a kluczowym składnikiem aktywnym jest mącznica lekarska, która wykazuje działanie rozjaśniające. Oprócz niego znajdziemy tu także sok aloesowy, olej słonecznikowy, ekstrakt z róży perskiej (odpowiada też za zapach produktu) oraz bardzo ciekawy ekstrakt z bobu tonka, który ma właściwości odżywcze. Zamknięty jest w butelce z atomizerem o pojemności 100 ml, a jego cena poza zestawem to 84,80 zł.


Mleczna emulsja do delikatnego oczyszczania


Nie nazwałabym tego kosmetyku mocno oczyszczającym - jego leciutka, mleczna konsystencja bardziej przypomina mi balsam myjący do twarzy aniżeli żel czy płyn. Jest ona wodnista i dość lejąca przez co szybko należy ją nakładać na buzię, ale za to nie trzeba mieszać jej z wodą. Jej działanie jest bardzo delikatne - na twarzy zachowuje się jak krem do mycia, nie pieni się i kompletnie nie reaguje z oczami. Po zmyciu wodą zostawia skórę niesamowicie gładką i lekką napiętą. Jest to produkt, który sprawdzi się wyłącznie do oczyszczania o poranku tudzież po zmyciu makijażu płynem micelarnym - nie radzi sobie z resztkami makijażu i nie zmyje dostatecznie oleju, więc musicie mieć to na uwadze. Niemniej jednak jest bardzo przyjemna w użyciu - to ciekawa odskocznia od pieniących się żeli, no i pachnie bardzo przyjemnie nieznanymi mi kwiatuszkami.


Nourish Refreshing Tonning Mist


To zdecydowanie mój ulubiony produkt z całej czwórki i z przykrością muszę stwierdzić, że skończył się najszybciej... Jako drugi krok pielęgnacji tonik stanowi jeden z punktów, którego nigdy absolutnie nie pomijam i traktuję nawet bardziej poważnie niż sam krem. Nourish w zestawie proponuje nam tonik na bazie aloesu i składników niemalże identycznych jak w przypadku emulsji oczyszczającej - ich składy są do siebie bardzo zbliżone jednak tonik ukierunkowany jest oczywiście na odświeżenie skóry i przygotowanie jej do wchłaniania substancji aktywnych z produktu, który nałożymy zaraz po nim (serum lub krem). Niestety nie jestem w stanie doszukać się jego ceny, ponieważ został wykupiony (no no... chyba te kosmetyki naprawdę mają ogromną rzeszę fanek), ale strzelam, że będzie to okolica 70 zł za 100 ml.

Niezależnie od okazji


To, że zużyłam tę mgiełkę jako pierwszą świadczy fakt, że zakochałam się w niej od pierwszego użycia i miałam ją po prostu zawsze przy sobie - czy to na biurku, czy w ogrodzie czy w torebce - służyła mi dzielnie i niezależnie od tego czy miałam na sobie makijaż czy też nie. Przede wszystkim ma genialny aplikator, który dozuje prawdziwą chmurkę, która nie narusza ewentualnego makijażu i która nie spływa po twarzy jak po spotkaniu z ogrodowym zraszaczem. Ma bardzo przyjemny, lekko kwiatowy zapach, ale co najważniejsze... genialnie odświeża skórę. Mam wrażenie, że daje skórze prawdziwy zastrzyk energii - kiedy jest ściągnięta, kiedy się przesusza lub kiedy makijaż przestaje wyglądać zbyt dobrze. Uwielbiam, a raczej uwielbiałam ten kosmetyk za jego wielofunkcyjność i jednoczesne przywracanie komfortu dosłownie w kilka sekund. Strasznie żałuję, że mi się skończył...


Nourish Brightening Moisturiser


Trzeci produkt z zestawu to krem właściwy bez którego nie wyobrażam sobie pielęgnacji. Mycie, oczyszczanie, tonizowanie i finalne nawilżenie to taka moja mała podstawa, którą ewentualnie mogę uzupełnić, ale nigdy nie byłabym w stanie z niej zrezygnować. Krem marki Nourish to produkt na bazie ekstraktu z bobu tonka, który odgrywa tutaj kluczową rolę. Jego właściwości skupiają się w okół nawilżenia, odżywienia i leciutkiego rozświetlenia. Brakuję mi jego pełnego składu, ale w opakowaniu zestawu krem nie miał pudełka, a i na stronie jest w tej chwili całkowicie wyprzedany, więc mogę posiłkować się tylko tym co znalazłam na etykietce - szkoda, że informacji tej trzeba się doszukiwać bo przecież skład z całą pewnością jest bardzo dobry (95% składników organicznych). Znów muszę strzelać z ceną - myślę, że poza zestawem jej przedział będzie się wahał między 90 a 110 zł. za 50 ml.

EDIT - Krem ma zmienione opakowanie - teraz jest dostępny w butelce z pompką (jeszcze lepsze rozwiązanie) i kosztuje dokładnie 127,70 zł (KLIK) - dodatkowo skład bez problemu jest do odnalezienia! Super! :)


Ultralekka konsystencja


Jak już zapewne zdążyłyście zauważyć w przypadku serii do skóry normalnej mamy do czynienia z wyjątkową delikatnością i lekkością - co zresztą przy obecnie panującej pogodzie to świetne rozwiązanie. Nie inaczej jest z kremem - mamy tu bardzo leciutką konsystencję, która wchłania się w kilka chwil pozostawiając na skórze efekt bardzo wyraźnego nawilżenia i wygładzenia. O ile na dzień i pod makijaż taka formuła kremu to świetne rozwiązanie, tak na noc czegoś mi w niej brakowało więc wspierałam się serum, ale w ciągu dnia te trzy kroki, które opisałam to całkowite zaspokojenie moich potrzeb. Finalnie po zużyciu wszystkich produktów (zostało mi jeszcze troszkę emulsji) zauważyłam, że moja skóra potrzebowała dokładnie tego - lekkości, prostoty i delikatności. Linia Nourish sprawiła, że pory odblokowały się, plamki zniknęły, a ona sama nabrała, ładnego zdrowego koloru i nie wymaga już takiego krycia jak w przypadku azjatyków, do których strasznie się zraziłam.


Nourish Radiance Rejuvenating Peptide Serum


To ostatni produkt z zestawu - skoncentrowane serum odmładzająco-nawilżające z peptydami i składnikami bioaktywnymi wzbogacone roślinnymi ekstraktami (można się pogubić w tej nazwie) budziło moją ciekawość od początku. Jego zadaniem pobocznym jest rozświetlenie skóry i przywrócenie jej naturalnego blasku - serum to oprócz skóry normalnej ukierunkowane jest także ku osob, których cera jest szara i zmęczona.  Stosowałam go tylko i wyłącznie na noc pod krem - wtedy osiągałam efekt pełnej, intensywnej nocnej pielęgnacji, ale i tak zdążyło mi się skończyć jeszcze przed kremem. Ogólnie można powiedzieć, że produkty Nourish są dość mało wydajne. Serum jest najdroższym produktem - jego cena poza zestawem to 133,20 zł./30 ml.


Żel, woda czy serum?


Ten produkt zaskoczył mnie najmocniej z całej czwórki - już przy pierwszej aplikacji zauważyłam, że określenie serum nijak ma się do tego jak wyobrażam sobie formułę tego kosmetyku. Nourish proponuje nam ultraleciutkie, żelowo-wodne serum, które po nałożeniu na skórę automatycznie ją wygładza i tak wspaniale nawilża, że ciężko jest mi uwierzyć, że taka konsystencja ma w sobie taką moc! Taka maleńka buteleczka, a taki efekt - coś niespotykanego. W połączeniu z kremem daje wyraźny zastrzyk energetyczny i mimo, że dwa produkty są bardzo lekkie tak w połączeniu ze sobą naprawdę nie potrzeba mi niczego więcej. Co ciekawe - serum stosowałam także pod moją bardzo wymagającą okolicę oczu i ku mojemu zdziwieniu - sprawdziło się lepiej niż mój ostatni krem. 


Moja kuracja Nourish przyniosła mi praktycznie same korzyści - żałuję, że kosmetyki te szybko się kończą bo chętnie kontynuowałabym naszą przygodę, ale niemniej jednak zawdzięczam im ogromną pomoc w walce z problemami. Dzięki nim moje pory wróciły do normalnego stanu - są ładnie zwężone i praktycznie niewidoczne. Odzyskałam jednolity stan skóry - wszystkie czerwone plamki i przesuszenia jakie zapewniła mi Missha (naprawdę dam sobie spokój z pielęgnacją wybielającą) zniknęły bezpowrotnie, a ja mogę się cieszyć optymalnie nawilżoną, świetlistą skórą. Postanowiłam sobie, że więcej nie będę eksperymentować - moja buzia kocha naturę i absolutnie nigdy nie sięgnę już po żadne azjatyckie mieszanki do wybielania/oczyszczania/odmładzania. Dzięki Ci Matko Naturo!

Znacie markę Nourish?

Życzę Wam wspaniałego poniedziałku! Ps. Dajcie znać jak podoba Wam się nowy wygląd bloga - właśnie intensywnie nad nim pracujemy :)

Buziaki!

27 komentarzy:

  1. Nie znam tej marki, ale kosmetyki naturalne uwielbiam, więc możliwe, że po te kosmetyki sięgnę.
    Ps. Cudownego poniedziałku, a blog wygląda super 😉

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykro mi, że Missha się nie sprawdziła :( Ale tak to czasem jest.... Wspaniały nowy wygląd bloga :) A co do kosmetyków: stosuję teraz pielęgnację od Nourish dla cery przetłuszczającej się (zielona, pachnie jabłkiem!) i jestem póki co bardzo zadowolona :) A z tej serii bardzo mnie interesuje emulsja myjąca.

    OdpowiedzUsuń
  3. kompletnie nie znam tej firmy, ale mnie zaciekawiło :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nowa marka jeszcze nie słyszałam o jej kosmetykach ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Aneta Michalak29 maja 2017 12:08

    Ja również nie znałam tej marki ale bardzo mnie interesowałaś mini :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojj kusisz :) Zdjęcia przepiękne ! Pełen profesjonalizm

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję Marzenko <3 to bardzo miłe :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Warto ją poznać jeśli jesteś fanką natury :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję! :)

    O zielona seria też jest bardzo ciekawa, ale ja to chyba muszę zaprzestać używania kosmetyków do cer tłustych...

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się, że Ci się podoba <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie znam totalnie tej marki, ale cena dosyć wysoka moim zdaniem. :) Zdjęcia cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Gabriela Jaworska29 maja 2017 16:48

    Pierwszy raz słyszę cokolwiek o tej firmie :) ale kusi kusi :D
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  13. Urszula Dębska29 maja 2017 18:02

    Ładny wygląd bloga I zdjęcia. Ceny kosmetyków bardzo wysokie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo chętnie widziałabym ten zestaw u siebie. Ilekroć przeglądam stronę Costasy to zatrzymuję się na chwilę przy Nourish, chociaż przed zakupem póki co powstrzymują mnie trochę ceny, które do najniższych nie należą. Co prawda przywykłam już, że naturalne kosmetyki kosztują trochę więcej niż te z drogerii, ale mimo wszystko najpierw sprawdzam te z niższej półki, chociaż też określane mianem naturalnych :)
    A na blogu zrobiło się jeszcze piękniej niż wcześniej (a myślałam, że to już niemożliwe) :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojej! Bardzo bardzo dziękuję! :)))

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo polecam zapoznać się z marką! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Hahah Kochana - zawsze może być lepiej! :) To co jest obecnie to póki co prototyp :)

    OdpowiedzUsuń
  18. nie znam marki zupełnie :) pierwszyraz o niej słyszę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Cały zestaw pięknie się prezentuje! Przyjrzę się bliżej tej marce :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wszystko pięknie się prezentuje :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Niesamowicie pięknie się prezentują :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Kocham Nourish, miałam już kilka kosmetyków i zawsze jestem in love :** <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye