5 makijażowych gadżetów, które musisz mieć!

Kosmetyczna przygoda jest naprawdę piękna - pozwala odkrywać, doceniać, szaleć i eksperymentować, a lista zakupów w przypadku każdej kobiety zdaje się nie mieć końca. Cóż - nasza kobieca natura wiedzie nas zawsze tam gdzie jeszcze nieodkryte, dlatego też na rynku pojawia się mnóstwo udogodnień, które tę przygodę mają nam jeszcze bardziej umilić. Kosmetyczne gadżety to akurat ta gama produktów nie jest dla mnie specjalnie interesująca z dwóch względów - nie jestem aż tak wielkim freakiem makijażowym żeby śledzić na bieżąco wszystko to co pojawia się na rynku np. owalne pędzle czy silikonowe narzędzia do nakładania podkładu, a po drugie... odkryłam już swoje ideały dzięki, którym codzienne czynności wydają się prostsze i łatwiejsze... i dziś chciałabym się nimi podzielić z Wami.


Osłonki do suszenia pędzli.


Pranie pędzli to cotygodniowy obowiązek, a jak dobrze wiemy... dobrze eksploatowane pędzle lubią się z czasem odkształcać i mechacić - ja np. tym sposobem w bardzo szybkim czasie musiałam pozbyć się swojego zestawu Hakuro, którego bardzo częste pranie sprawdziło, że zaczęły tracić włosie, a ich kształt z pierwowzorem miał niewiele wspólnego. Jak się okazało i na to jest sposób - a co śmieszniejsze trafiłam na nie całkiem przypadkowo bo dostałam go jako gratis do zamówienia u Ladymakeup. Te bardzo niepozorne siateczki służą utrzymania prawidłowego kształtu włosia pędzli, dzięki czemu po wysuszeniu i wyjęciu wyglądają jak nowe - bez odstawania włosków na wszystkie strony. Dzięki takim osłonkom nie tylko można uniknąć zniekształceń, ale także pozwala to na suszenie pędzli na stojąco - bez potrzeby ich osobnego układania. Pędzle są od siebie odseparowane i po wyjęciu z takiego maluszka wyglądają jakbyście dopiero co je kupiły choć proces suszenia zajmuje nieco więcej (włosie jest ściśnięte), więc musicie mieć to na uwadze. Same w sobie kosztują grosze (dokładnie 12,99 zł.), a takie zestawy składają się z siateczek o różnej szerokości żeby można było je dobrać do swoich narzędzi. Dla mnie - baja!


BrushEgg.


To dopiero zrewolucjonizowało kosmetyczny rynek! Szorowanie pędzli o dłoń nigdy nie należało do najprzyjemniejszych bo znacznie wydłużało czas prania, a i efekty nie zawsze były zadowalające (szczególnie w przypadku pędzli o bardzo zbitym włosiu). To maleństwo zakładane na dwa palce sprawiło, że na nowo pokochałam to robić - pranie pędzli trwa dosłownie sekundy, a wszelkie zanieczyszczenia znikają w mgnieniu oka - co ciekawe silikonowe wypustki absolutnie nie niszczą narzędzi czego szczerze mówiąc trochę się obawiałam. Jego cena to około 30 zł. ale wiem, że dziewczyny zamawiają także jakieś tańsze zamienniki i nie widzą różnicy, więc... Mnie skrycie marzy się wielofunkcyjna mata czyszcząca z Sigmy, ale wydatek rzędu 140 zł. wcale mi się nie uśmiecha tym bardziej, że to małe, wesołe jajo używam już dwa lata... i wygląda jak nowe.



Olej do czyszczenia pędzli i gąbek.


Nic tak genialnie nie radzi sobie z czyszczeniem pędzli i gąbek jak oleje - niegdyś używałam zwykłego szamponu i jego wypłukiwanie z włosia to była jakaś totalna masakra... aż w końcu trafiłam na swój pierwszy olejek marki Isana i zakochałam się w tym sposobie bez reszty. Niestety zapach Isany jest straszny (rybka, aż miło) i kiedy kupowałam nowe jajka BeautyBlender zauważyłam, że w asortymencie dostępny jest także specjalny olej... o rany! Jakiż on jest genialny! Wystarczy go wmasować w suchy(!) pędzel i spłukać ... dziękujemy to wszystko. Ten olejek jest piekielnie wydajny, ślicznie pachnie cytrynami no i radzi sobie ze wszystkim po prostu genialnie -polecam Wam go z całego serca, ale jeśli wolicie tańszą opcję to możecie skusić się też na olejek myjący Nivea lub wspomniana Isana (ale uwaga na zapach).



Tuba/etui/pokrowiec na narzędzia.


No włos mi się jeży na głowie gdy widzę te wszystkie piękne, designerskie toaletki ... i pędzle na wierzchu. Ja naprawdę rozumiem, że jest to mega funkcjonalne, ale skupisko brudu, kurzu i wszystkiego co fruwa w powietrzu osadza się na włoskach z prędkością światła - a potem bach na buźkę i efekt gotowy. Ja swoje pędzle przechowuję zamknięte szczelnie w szufladzie, a lepsze sztuki takie jak Sigma w specjalnej tubie, która chroni przed wszystkimi tymi domowymi "udogodnieniami" i uważam, że to najlepszy sposób na zachowanie ich jakości - po pierwsze nie muszę ich prać częściej niż raz w tygodniu, po drugie nie bawię się w szukanie bo wszystko mam poukładane i posegregowane i po trzecie mam pewność, że nie siedzi w nich żadny domowy pył. Możecie przebierać w niezliczonej ilości pojemników czy pokrowców na pędzle - od takich przez drogie i od podstawowych po bardzo designerskie (jak np. akrylowe z pokrywką i miejscem na ozdobne kamyczki), więc proszę... nie trzymajcie swoich pędzli czy gąbek na toaletkach. 



Gąbka do makijażu.


To chyba największa rewolucja jaką widział świat kosmetyczny - gąbki do nakładania podkładów i produktów płynnych na zawsze wpiszą się w kanon makijażu. Są nieodzownym elementem każdej toaletki i kto raz spróbował dobrej jakości gąbki ten nigdy nie wraca do innych sposobów (no może nie wszyscy, ale większość zdecydowanie). Moją ukochaną gąbką jest BeautyBlender, którego mam w zapasie co najmniej w trzech sztukach (do podkładu, do konturowania i do nakładania pudru na mokro) i nigdy w życiu nie zamienię go na nic innego choć równie dobrym zamiennikiem są gąbki Blend it! oraz Real Techniques, które także używałam, ale nie są one tak trwałe i tak wytrzymałe na pranie jak wspomniany BB. 


Jestem bardzo ciekawa czy i Wy używacie którejś z mojej propozycji - a może jest coś co mogłybyście mi szczególnie polecić? :)

Cudownego weekendu dla Was! :)



20 komentarzy:

  1. Osłonki na pędzle muszę koniecznie dorzucić do koszyka przy okazji następnych zakupów. Na pewno się przydadzą :) Nie wyobrażam sobie, aby moje pędzle do makijażu mogły stać na biurku bez żadnej osłonki - swoje także trzymam w szufladzie, aby uchronić je od wszelkich zanieczyszczeń :) Do gąbeczek nie byłam przekonana, dopóki nie spróbowałam, a jak już spróbowałam to przepadłam i zastanawiałam się, dlaczego tak długo zwlekałam. Ten niepozorny gadżet wiele ułatwia. Beauty Blendera się jeszcze nie dorobiłam, ale Blend it używam z przyjemnością ;) A olejek z Isany rzeczywiście nie pachnie najpiękniej, ale wszystko domywa i jest taniutki, a ja nie lubię wydawać dużo na takie rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Osłonki na pędzle by mi się przydały.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od Brushegg lepsza jest płytka z Rosska. For Your Beauty. Wugodniej się używa, polecam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Magdalena Musińska9 września 2017 19:01

    osłonki na pędzle by mi się przydały, bo niby są w stojaku, ale kurz jak wiadomo może się osadzać. jajeczko do czyszczenia pędzli i gąbkę do makijażu mam, super się sprawdzają :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moim ostatnim odkryciem są osłonki do pędzli. Jak ja mogłam bez nich funkcjonować :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. koniecznie muszę kupić osłonki na pędzle

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystko mam poza Tubądzin etui :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystko mam poza etui - tuba

    OdpowiedzUsuń
  9. Ada Szczepańska9 września 2017 21:35

    A ja właśnie uważam, że BB jest bardziej podatny na zniszczenia niż Blend it! Aczkolwiek BB jest bardziej miękki i lepiej rozcierało i wklepywało mi się nią podkład. I zgadzam się ze stwierdzeniem, że jak już raz użyje się gąbki to nie wraca się do nakładania podkładu pędzlem :D Brushegg zdecydowanie ułatwił mycie pędzli, podobnie jak olejek. Owszem Isana nieładnie pachnie, ale świetnie domywa wszystkie brudki. Już od dawna nie trzymam pędzli na wierzchu, tylko schowane są w kuferku :)) Z twojego zestawienia nie mam jedynie osłonki do suszenia pędzli ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja osłonki mam, ale nie chce mi się ich nakładać;) Pędzle póki co nie odkształciły mi się. Jajeczko jest dla mnie niewygodne:( za to gąbęczki znam i lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam wszystkie gadzety jako typowa gadzeciara nie moze byc inaczej :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Mam te siateczki na pędzle, ale zamówione z Ali i o wiele taniej ;)
    Olejku używam z Isany, faktycznie zapach jest straszny, taki z niego śmierdziuch :)
    Jeżeli chodzi o myjkę do pędzli, muszę sobie kupić, zapewne będzie ona z Ali ;) Tubę na pędzle posiadam, i trzymam tam małe pędzle bo nie jest ona zbyt pojemna ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak naprawdę potrzebuję z tego jedynie płytki do mycia pędzli ;) Pędzle myję regularnie od lat i pomimo braku osłonek na pędzle ich kształt wcale się nie zmienił, olejek do mycia pędzli może rozpuszczać klej w skuwkach, "beauty blendery" przy moich lekkich podkładach są totalnie zbędne (i zabierają i tak już lekkie krycie). Tuba na pędzle byłaby ok, ale trzymam pędzle w zamykanym pojemniku akrylowym ;) Pochwalam zwiększanie świadomości dziewczyn na temat tego, że nie należy trzymać pędzli w otwartych pojemnikach, bo zbierają cały syf z otoczenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. ale fajny post!
    Osłonek jeszcze nie mam, ale większość moich pędzli ma włosie syntetyczne, więc nic się nie rozcapierza, ładnie trzymają kształt.
    Do mycia używam płytki z Rossmanna - jest większa i wygodniejsza niż jajeczko, działa świetnie!
    Kombinowałam też z olejkiem do mycia pędzli, ale nie byłam zadowolona. Wolę myć je delikatnym szamponem, i tak używam głównie "suchych" kosmetyków, więc szampon dopiera bez problemu. Jedynie gąbeczkę myję w olejku Isana i to dla mnie najlepsza opcja. A samą gąbkę mam od niedawna i w sumie trafiła do mnie przypadkiem. Uwielbiam ją, ale używam ją raz na miesiąc, bo tylko wtedy nakładam klasyczny podkład - na co dzień wybieram minerały nakładane pędzlem, lepiej się u mnie spradza. Ale chcę sobie kupić zestaw malutkich gąbeczek Blend it do korektora :)
    Też trzymam pędzle na wierzchu. A przynajmniej te kilka pędzli, których używam za każdym razem, gdy się maluję i które i tak piorę często. Pozostałe pędzle leżą w przegródce w szufladzie. Dla mnie etui byłoby niewygodne :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Oj tak, osłonki na pędzle to wybawienie. Własnie kupiłam kilka w Hebe i choć jeszcze z nich nie korzystałam to już je kocham. Zawsze przy myciu pędzli bawię się z papierem, którym owijam pędzelki, aby się nie odkształciły. W końcu będę mogła z tym kończyć i zaoszczędzić trochę czasu (oraz papieru hehe).
    Burshegg też mam, ale chyba wolę mycie pędzli na dłoni, choć czasami używam też jajka :)
    Gąbka do makijażu to u mnie podstawa :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Beautyblender ma też genialne mydła do czyszczenia! Są cholernie drogie i nie wiem co mają wyjątkowego w składzie, ale gąbki domywają jak nic innego. Nie wierzyłam dopóki nie spróbowałam. :D

    BrushEgg zastąpiłam płytką do czyszczenia pędzli z Rossmanna. Jest większa, wygodniejsza i poręczniejsza. :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Każdego używam, ale nie tak wprost :) Zamiast Brush egg mam płytkę FYB z Rossmanna, zamiast tego olejku mam Isanę :) A zamiast tuby materiałowe etui na pędzle i pojemniki

    OdpowiedzUsuń
  18. Aktualnie poszukuję czegoś nowego do czyszczenia pędzli i bardzo zainteresowałaś mnie tym płynem BeautyBlender. Do tej pory jakoś mnie nie kusił, bo w większości czytałam słabe recenzje, ale Ty jakoś mnie przekonałaś, żeby dać mu szansę. Wrzucam do koszyka w perfumerii Sephora i czekam na promocję ;)
    Mata z Sigmy jest genialna. Mam wprawdzie miniaturę, którą dostałam do zakupów, ale jestem z niej tak zadowolona, że zastanawiam się na wersją pełnowymiarową :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye