Miejska pielęgnacja twarzy z Hebe - Skin in the city.

Hebe po raz kolejny zaskoczyło i wprowadziło do swojego asortymentu wyprzedzając przy tym nadchodzące mrozy oraz chłody ciekawą linię produktową Skin in the city, której producentem jest Torf Corporation znany Wam z pewnością z kosmetyków Tołpa. Skin in the city jest linią dedykowaną skórom narażonym na kontakt z miejskim powietrzem i zanieczyszczeniami - stąd też pomysł na nazewnictwo marki i grafikę nawiązującą do aglomeracji. Jej zadaniem jest zabezpieczenie skóry przed czyhającymi na nią negatywnymi czynnikami środowiskowymi i odseparowaniem jej od wszystkiego co szkodliwe. Zamysł jest bardzo ciekawy szczególnie, że nadchodzą mrozy, a składniki zawarte w produktach działają okluzyjnie. Dziś razem z Wami przyjrzę się trzem nowościom - balsamowi, kremowi do rąk oraz specjalnej maseczce-serum.




Zabezpieczenie ponad wszystko.

Produkty Skin in the city, które od jakiegoś czasu testuję działają przede wszystkim zabezpieczająco lub jak kto woli okluzyjnie - na zasadzie otulenia skóry składnikami filmotwórczymi, których zadaniem jest odesparowanie jej od środowiska zewnętrznego. Jako, że mamy tu do czynienia z produktami drogeryjnymi składnikami, o których wspomniałam są: gliceryna, parafina lub silikony. O ile nie pokusiłabym się o używanie ich na swojej twarzy tak z produktami do ciała nie mam absolutnie żadnego problemu - ich zadanie w tych produktach jest odgórnie określone i absolutnie nie należy się ich obawiać no chyba, że z natury jesteście wrażliwe na tego typu substancje to warto mieć to na uwadze. W przypadku produktów pielęgnacyjnych (a raczej zabezpieczających) obecność parafiny naprawdę ma ogromne plusy - w przypadku skóry bardzo suchej lub odwodnionej będzie stanowić tarczę ochronną przed dodatkowym odparowywaniem wody, a z kolei jeśli mowa o dłoniach i nadchodzących mrozach zabezpieczy je przed wysuszaniem. Jeżeli więc borykacie się z podobnymi problemami - myślę, że te produkty mogą Was zainteresować.


Skin in the city - Nawilżający krem do rąk i paznokci.

Moja atopowa skóra dłoni od zawsze jest dla mnie ogromnym problemem - ciągłe przesuszenia, pieczenie i pęknięcia są codziennością, więc jak się zapewne domyślacie ... nie rozstaję się z kremami do rąk. Ten tutaj proponowany przez markę Skin in the city bazuje na glicerynie, parafinie i triglicerydach, a dodatkowo wzbogacony jest alantoiną i wyciągiem z bawełny. To co mnie w nim urzekło to bardzo poręczna tubka idealna do torebki i prześliczny delikatny zapach kojarzący mi się z dziecięcym praniem - naprawdę bardzo bardzo przyjemny. Jego konsystencja jest bardzo leciutka - po nałożeniu szybko się wchłania i pozostawia po sobie jedwabisty film zabezpieczający. By wzmocnić jego działanie dodaję do niego kilka kropel oleju konopnego lub oleju jojoba i tym samym tworzę sobie nawilżająco-zabezpieczającą mieszankę idealną na co dzień. 


Skin in the city - Nawilżający balsam do ciała.

Bliźniaczym niemal produktem do kremu do rąk jest balsam do ciała o pojemności 200 ml. Zamknięty w prześlicznej tubie ma równie leciutką konsystencję i nieco słodszy zapach, ale nadal utrzymującym się w tonie tej dziecięcej, cudownej pudrowości. W przypadku tego produktu składnikami zabezpieczającymi są parafina, triglicerydy, mocznik i silikon (tego ostatniego chętnie bym się pozbyła ze składu) - oprócz tego mamy tu też odżywcze masło shea i ekstrakt z liści... uapaca bojeri (dowiedziałam się, że jest drzewo dziko rosnące na Madagaskarze). Całość tworzy lekką, ale naprawdę intensywną mieszankę, która przez długi czas jest wyczuwalna na skórze. W tym przypadku także można pokusić się o wzbogacenie formuły czymś stricte nawilżającym - można dodać do niego kilka kropel aloesu lub oleju ze słodkich migdałów. Produkt tego typu sprawdzi się najlepiej na szczególnie przesuszonych partiach ciała - osobiście używam go na kolana, łokcie i jako zabezpieczenie na stopy pod wspomniany olej ze słodkich migdałów i tu sprawdza się naprawdę fajnie.


Skin in the city - maska- serum wielozadaniowa 7w1.

Nawilża, niweluje oznaki zmęczenia, rozświetla, wygładza, liftinguje, oczyszcza i odświeża - tak właśnie rozpisuje się na jej temat producent. Jako, że to produkt jednorazowy nałożyłam go na swoją skórę w trakcie pisania tego posta - właśnie przed sekundą ją zmyłam i to co czuję to przede wszystkim jedwabista gładkość. W przypadku tej maseczki skład jest naprawdę bardzo fajny - mamy tu wspomniane już triglicerydy, masło shea, glicerynę, glinkę i ekstrakt z liści naszego madagarskiego drzewka o nazwie, której nie jestem w stanie wypowiedzieć na głos. Z całej trójki pod względem składowym zdecydowanie wybija się na prowadzenie. Gdy dotykam teraz swojej skóry czuję, że jest bardziej miękka, nawilżona i naprawdę gładka, aczkolwiek nie zauważyłam by w jakiś sposób rozświetlała czy oczyszczała skórę. Być może należałoby używać ją tak jak zaleca producent - dwa razy w tygodniu po jednej saszetce. Rokuje jednak naprawdę super.



Skin in the city jest marką typowo drogeryjną, która na stałe i na wyłączność rozgościła się w Hebe. W skład linii pielęgnacyjnej wchodzą  także kosmetyki do twarzy (kremy, żele i inne cuda), więc jeśli czujecie się zainteresowane to możecie się za nimi już rozglądać. Pod względem zabezpieczającym sprawdza się naprawdę dobrze - jedyne czego mi brakuje w balsamie i kremie do rąk to nieco bardziej intensywnie działających składników nawilżających. Jeżeli jednak szukacie czegoś co pomoże Wam zabezpieczyć suchą skórę przed czyhającymi w powietrzu zanieczyszczeniami i nadchodzącymi chłodami (brrr na samą myśl) to śmiało możecie po nie sięgać. Ogólnie muszę przyznać, że bardzo podoba się zamysł powstania marki - same wiecie na pewno co potrafi dziać się w dużych miastach zimy, więc chęć stworzenia czegoś stricte zabezpieczającego przed smogiem, oparami i miejskimi zanieczyszczeniami w moim odczuciu jest naprawdę na plus.


Co ciekawe - produkty te są naprawdę tanie.
Krem do rąk to koszt 4,99 zł.
Balsam do ciała 9,99 zł.
Maseczka - 3,99 zł.

Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii i kosmetykach okluzyjnych - używacie takowych czy raczej stronicie od podobnych składników? Dajcie mi koniecznie znać.

Buziaki! :)

5 komentarzy:

  1. Mam podobne problemy z dłońmi, krem do rąk wydaje się zachęcający:)

    OdpowiedzUsuń
  2. No cena mega przystępna ;) Chętnie sama sprawdzę chociaż jeden produkt.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bardzo lubię kupować w Hebe :)Można znaleźć tam różne kosmetyczne nowości :) Ta linia wygląda bardzo ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zamysł marki fajny, a ceny zachęcające :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Właśnie zakupiłam na promocji w Hebe krem-emulsję nawilżającą do twarzy owej marki, i będę testować;) Po wstępnych oględzinach krem jest mega, mega lekki, więc nie wszystkim może podpasować, a co do skuteczności, zobaczę po rozpoczęciu opakowania;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye