Kosmetyczne hity ostatnich tygodni.

Ojj zaniedbałam strasznie sferę ulubieńców - nie żeby mi się nie chciało bądź żebym nie trafiała na naprawdę ciekawe produkty, ale czas ostatnio przelatuje mi przez palce - ogrom pracy, obowiązków i chyba to przesilenie jesienne sprawia, że jestem zmęczona zanim na dobre podniosę się z łóżka. Niemniej jednak musicie wiedzieć, że jesień należy u mnie do bardzo intensywnej pielęgnacji - to okres kiedy tak naprawdę zmianie ulega wszystko - począwszy od twarzy na podstawowej pielęgnacji ciała koncząć - jest to dla mnie czas wprowadzania bardziej treściwych i bogatych formuł oraz okres regeneracji po lecie, a to jak wiecie na pewno z doświadczenia punkt kluczowy w sezonie grzewczym. Oczywiście udało mi się uzbierać dla Was kilka perełek z ostanich tygodni - na szczęście tym razem obyło się bez wpadek, więc zapraszam Was dziś na wpis typowych ochów i achów - a co mi tam :)



Kozmetics - Puryfying & Moisturising Face Oil.


To urocze maleństwo znalazłam w pudełku współtworzonym przez Liferię i SHOWROOM - akurat mój ulubiony olej Clochee dobił dna, więc postanowiłam, że zamienię go właśnie na produkt marki Kozmetics, która urzekła mnie od A do Z swoim marketingiem i PR (pozaglądałam, poszperałam... no są po prostu genialni!). Ten 30 ml olejek służy oczywiście do demakijażu i oczyszczania twarzy - jest gęsty, ma żółty kolor i naaaaprawdę bogatą konsystencję. Radzi sobie genialnie z każdym tuszem (testowany na niezdzieralnym Catrice Waterproof), a podkład i inne kosmetyki rozpuszcza dosłownie w kilka sekund. Fakt faktem - ciężko się go zmywa, więc ja po prostu od razu przechodzę do oczyszczania żelem, ale po takiej mieszance skóra jest doczyszczona wprost idealnie. Oczywiście na wielki plus zasługuje tu w pełni naturalny skład.Taki mały cudak, a tyle potrafi!



Szczotka Tangle Angle PRO.


Pewnego słonecznego popołudnia do mojego domu trafiła ona - przepiękna, srebrna szczotka, umieszczona w królewskim opakowaniu i z prezentem, który towarzyszy mi każdego poranka. Wersja podstawowa towarzyszy mi już grubo ponad rok i zdecydowanie wymaga ona wymiany, więc fantastycznie się złożyło, że przywędrował do mnie tak piękny prezent. Prezent naprawdę nie byle jaki bo nasza nowa wersja szczotki nazwana PRO to jest prawdziwy mercedes i naprawde nie skłamię jeśli stwierdzę, że to najlepsze co do tej pory w życiu używałam. Pomijam już jej aspekty wizualne - to co najbardziej mnie w niej zaskoczyło to grube i jednocześnie rzadko rozstawione wypustki, które czynią magię na mokrych włosach - o ile nie zauważam spektakularnej różnicy na suchych kosmetykach, tak na mokrych... totalny cud - aktualnie moje włosy mają długość 62 cm, więc siłą rzeczy... jest co czesać. Tangle Angle PRO to cztery ruchy ... przysięgam. Cztery ruchy. Kiedy zrobiłam to po raz pierwszy pobiegłam pisać do Klaudynki, która także dostała do wypróbowania tę szczotkę żeby natychmiast sprawdziła ją na mokrych włosach. Szok i niedowierzanie. Cztery ruchy na 62 cm...



Biolaven Organic - Płyn micelarny.


Po wielkiej wpadce z micelem Balneokosmetyki (do dziś bolą mnie oczy) grzecznie wróciłam do swojego ulubieńca czyli marki Biolaven - ostatnio złapałam się na tym, że nie wspominałam Wam, że od kilku miesięcy to właśnie on stanowi must have mojej łazienki - próba jego zdrady wyszła mi bokiem (albo okiem), więc uznałam, że to kara za to, że jeszcze Wam o nim nie opowiedziałam. Jeżeli szukacie delikatnego i łagodnego płynu micelarnego - śmiało możecie po niego sięgać. Jest naprawdę ultra delikatny nawet dla moich wrażliwych oczu, nieźle radzi sobie ze ściąganiem pierwszej warstwy makijażu (u mnie to niezmiennie micel-olej-żel), ale nie domywa tuszu, więc musicie mieć to na uwadze. Niemniej jednak... dla mnie pod względem łagodności - mistrz. No i oczywiście wielki plus za bezpieczny, fajny skład i niską cenę.



Timotei - Szampon do włosów PURE Odżywione i Lekkie.


Żadna siła nie przekona mnie do tego by zrezygnować z drogeryjnych produktów do włosów - pod tym względem jestem nieugięta, nie lubię i takiej pielęgnacji i moje włosy potwierdzają tę regułę. Szampony marki Timotei przewijają się przez mój blog tak długo, że właściwie gdybym miała wskazać jeden produkt, z którym od lat się nie rozstaję to właśnie szampony tej marki - przerobiłam naprawdę wszystkie wersje jakie istnieją i teraz wiem, że oprócz ukochanego grejfruta na stałe zagości u mnie ten kokosowy cudak. Jaaaaak on pachnie! Intensywnie, słodko... naprawdę pięknie. Nie to jednak jest w nim najważniejsze - to że oczyszcza wspaniale jest rzeczą, która akurat charakteryzuje Timotei, ale ... tu w składzie naprawdę jest dobrze. Oczywiście zawiera SLS i wszystkie te substancje wyklęte z kanonu dobrego składu, ale jest tu także wysoko sok z aloesu, mleko kokosowe i olej kokosowy. Cała ta mieszanka robi tak niesamowicie dobrze moim włosom, że już w trakcie mycia zachwycam się jakie robią się mięciutkie - naprawdę z całego serca polecam Wam spróbować tę wersję. Jest niesaaaamowita! No i tania jak barszcz :)



I to tyle :) Nie ma tego dużo, ale bezsensem byłoby naciąganie treści - ostatnio naprawdę dużo się dzieje jeśli chodzi o kosmetyki i nowości, dlatego na większe podsumowania zdecydowanie przyjdzie jeszcze czas. Jak zwykle mam nadzieję, że zechcecie się ze mną podzielić swoimi odkryciami - a może znacie coś z mojego zestawienia? Dajcie koniecznie znać. 

Buziaki! :)




18 komentarzy:

  1. Też bardzo lubię ten płyn z Biolaven :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczotka tangle angel pro wraz z przesłaniem cudo !!! Mam tangle teezer oraz tangle angel i uwielbiam je tak bardzo, że aż zachciałoby się mieć jeszcze twoją szczotusię *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. szczotki TT ogolnie sa u mnie hitami ale zgadzam sie Angel wygrywa - ma raczke <3

    OdpowiedzUsuń
  4. levogues.blogspot.com6 października 2017 12:51

    Szczotka jest cudowna!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech ta szczotka to torturadla wzrokowca, pięknie wygląda 😍

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie używałam konkretnie tych samych kosmetyków, ale miałam dwa kosmetyki Biolaven i już wiem, że nie przepadam za nimi

    OdpowiedzUsuń
  7. płyn mnie ciekawi, i muszę mieć tę piękna szczotkę:D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja również bardzo lubię szampony Timotei, ale chyba tej wersji z kokosem jeszcze nigdzie nie widziałam/ Muszę ją znaleźć ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie zapach kosmetyków Biolaven skreśla je na całej linii:(

    OdpowiedzUsuń
  10. plyn miceralny bioloven mam w zapasach :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ogólnie za szamponami Timotei nie przepadam, ale ten bym chciała wypróbować, bo gdzieś o nim już czytałam coś miłego:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wpadła mi w oko ta szczotka ! Jest mega :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie miałam żadnego z tych produktów ;) Kiedyś kusiła mnie Tangle Angel ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Markę Kozmetics mam na oku od jakiegoś czasu.. ciekawi mnie dosłownie wszystko :-D

    OdpowiedzUsuń
  15. Znam micel Biolavena i bardzo go sobie chwalę. :) Będę musiała przyjrzeć się temu Timotei.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie zachwycił mnie micel Biolaven, a Tangle Angel nie polubiłam, tyle że mam wersję klasyczną :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Szampony Timotei też lubię i często po nie sięgam, ale nie wiem jak to się stało, że kokosowej wersji jeszcze nie miałam w swoich rękach :D Szczotka wygląda bosko. O ile wcześniej nie podobał mi się ten motyw ze skrzydłami i uznałam go za trochę koczowaty, tak w tym metalicznym wydaniu się zakochałam. Mam wersję TA Classic, którą uwielbiam i póki co nie zamieniłabym jej na nic innego :)

    OdpowiedzUsuń
  18. jaka ta szczotka piękna! :) z biolaven miałam żel do mycia buzi z tej seri :) spisywał się świetnie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye