3 nowe, pielęgnacyjne linie kosmetyczne na polskim rynku, które warto sprawdzić!

Wpadłam na pomysł żeby pokazywać Wam cyklicznie nowości, ale w troszeczkę odmienionej formie - skupiając się nie na poszczególnych produktach, które trafiają do mojej kosmetyczki, ale przedstawiając Wam ich całe linie. Tak się fajnie złożyło, że w ostatnim czasie miałam przyjemność poznać aż trzy zupełne nowości na naszym rynku, więc postanowiłam, że pokażę je Wam właśnie w takim nieco innym wydaniu. Mam nadzieję, że taka forma prezentacji Wam się spodoba i podzielicie ze mną swoimi spostrzeżeniami na temat tych produktów - ja jestem ich ogromnie ciekawa, jeszcze ich nie testowałam, ale już upatrzyłam sobie wśród nich cudaki, które szybciutko dobiorą się... do mojej skóry.




Bielenda - linia Zielona Herbata.


Widziałam tę serię już w zapowiedziach nowości na innych blogach i przyznam szczerze, że byłam jej ogromnie ciekawa tym bardziej, że Bielenda naprawdę mocno ostatnio pracuje nad składami i ulepszaniem formuł za co ma ode mnie odwiecznego wielkiego plusa. Nowa linia Zielona Herbata przeznaczona jest do pielęgnacji skóry mieszanej, a jej głównym zadaniem jest ochrona antybakteryjna, nawilżenie... i ochrona przed zanieczyszczeniami! Sam producent mówi o niej, że jest to specjalnie stworzona linia "antysmogowa", która ma sprawić, że skóra w okresie jesienno-zimowym będzie miała swoistą tarczę przed wszystkim co fruwa w powietrzu. Brzmi to naprawdę obiecująco, a cała, swoją drogą prześliczna, zielona seria składa się aż z pięciu produktów do kompleksowej pielęgnacji twarzy. W skład linii Zielona Herbata wchodzą:

- matujący krem (18,99 zł.), którego zadaniem jest rozjaśnienie przebarwień, ściągnięcie porów i zmniejszenie ich widoczności, nawilżenie, wygładzenie, zmniejszenie trądziku, poprawa wyglądu i kondycji naskórka + wszystkie cuda opisane wyżej. Trochę tego dużo jak na jeden krem, a jego skład świadczy o tym, że będzie się bardziej nadawał pod makijaż aniżeli do typowej pielęgnacji (silikon) odżywczej, ale nie zmienia to faktu, że naprawdę bardzo mi się podoba. Jest też dostępna wersja na noc)

- serum o działaniu normalizującym i nawilżający (27,50 zł.), który ma niesamowicie fajny skład bo zawiera w sobie olejek z drzewa herbacianego, azeloglicynę, witaminę C, kwas migdałowy oraz witaminę B12, które mają dać antyoksydacyjnego kopa naszej skórze, wzmocnić naturalne mechanizmy obronne, regulować wydzielanie sebum, nawilżać, koić, zapewniać miękkość i wygładzenie. Urocza zielona buteleczka z mini pipetką skradła moje serce od samego początku - za to serum zabieram się od razu jak skończę swoje arganowe od Nourish.

- maseczka peel-off (4,25 zł.) o działaniu oczyszczającym i obkurczającym pory, która ma dodatkowo nawilżać i odświeżać skórę (jedno opakowanie ma wystarczyć na dwa zabiegi)

- żel micelarny (18 zł.), który ma spełniać oczywiście funkcję oczyszczającą. Producent mówi o nim, że dodatkowo ma pielęgnować skórę za pomocą dodatku witaminy C, oleju z drzewa herbacianego i oczywiście ekstraktu z zielonej herbaty w połączeniu z micelami, które wychwytują zabrudzenia. Dla zainteresowanych : żel zawiera SLS na drugim miejscu w składzie. (Jeżeli nie lubicie żeli micelarnych, w ofercie jest także płyn)

- hydrolat 3w1 (18 zł.) o formule bezalkoholowej, który ma tonizować, normalizować i nawilżać skórę, a przy tym przywracać jej komfort, odświeżać i usuwać nadmiar sebum. Tutaj też chwalę za skład bo o ile nazwa hydrolat w jego przypadku jest dość mocno naciągana tak jednak jako tonik i to z drogerii... brawo brawo! :)



Przyznam szczerze, że jestem ogromnie ciekawa jak wypadnie ta linia w trakcie pielęgnacji. Tak jak wspomniałam składy są naprawdę fajne i choć oczywiście daleko im do kosmetyków naturalnych to jednak uważam, że Bielenda jest jedną z najlepszych marek drogeryjnych pod tym względem. Za serum zabieram się niebawem, maseczka jeszcze dziś pójdzie w ruch i cóż... życzmy Bielendzie powodzenia.


SESAMIS - linia rozświetlająca, maski w płacie i krem BB.


Byłam bardzo pogniewana na kosmetyki azjatyckie za sprawą wybielającej serii Mishy, która urządziła na mojej twarzy takie pobojowisko, że blisko pół roku nie tknęłam się żadnego z kosmetyków azjatyckich. Po rozmowie z Panią Dorotą, która jest od bardzo długiego czasu zaprzyjaźniona z moim blogiem, i która w sieci prowadzi swój sklep Sachi.pl - dałam się namówić na przetestowanie nowej marki SESAMIS, która zawiera w sobie cały ogrom składników naturalnych, które ostatecznie mnie przekonały. Oczywiście - podobnie jak Bielenda nie jest to wypust stricte naturalny i zawiera w sobie także składniki laboratoryjne, ale dam jej szansę i spróbuję tym bardziej, że w oko wpadła mi niebieska linia rozświetlająca, która obiecuje naprawdę dużo. Nie chciałam szaleć od razu z całą serią bo nie wiem jak zareaguje na nią moja skóra, ale ostatecznie zdecydowałam się na trzy typowe azjatyckie kroki

- toner rozświetlający (69 zł.) z wyciągiem z zielonej herbaty, jagód, korzenia pochrzynu japońskiego, chrząśnicy kędzierzawej (tak tak) i olejku z liści mięty pieprzowej, których zadaniem jest łagodzenie skóry wrażliwej i podrażnionej oraz przygotowanie jej do kolejnych zabiegów pielęgnacyjnych. Toner w Europie funkcjonuje po prostu pod nazwą toniku choć jest znacznie bardziej skoncentrowany i ma nieco inną, gęstszą formułę. 

- lotion rozświetlający (a przez producenta nazwany intensywnym rozświetlającym nawilżaczem) - 79 zł. - to coś na zasadzie leciutkiego kremu do twarzy również z dodatkiem zielonej herbaty, jagód, listownicy japońskiej oraz olejek z nasion brokułów, którego zadaniem jest intensywne i długotrwałe nawilżenie skóry i zwiększenie jej napięcia. Zauważyłam w nim jednak lekki silikon, więc będę go stosować typowo pod makijaż (podobna historia jak z Bielendą) natomiast bardzo duże wrażenie robi na mnie dalsza część składu dosłownie wypchana składnikami naturalnymi. Może być ciekawie.

- rewitalizująca multi-zadaniowa esencja do twarzy (89 zł.) na bazie ekstraktu z lotosu, kwiatu hialuronowego, zielonej herbaty, jagód i pochrzynu japońskiego, która z kolei ma nawilżać, odżywiać i działać strice przeciwzmarszczkowo. Esencję stosujemy przed lub zamiast serum pod krem właściwy, ale za tonerem i lotionem (tak wiem wiem) jako krok dający skórze największego kopniaka odżywczego. Cóż nam z tego wyjdzie... zobaczymy.



SESAMIS ma w swojej ofercie także ciekawe (i mniej ciekawe) maski w płacie w fajnej cenie 9,90 zł. za sztukę. W ofercie możecie znaleźć wersje:

- żeń-szeń o właściwościach odżywczo-rewitalizujących
- mleczko pszczeleo właściwościach regeneracyjnych
- JEJU MAYU (tłuszcz koński...) o właściwościach nawilżająco-odżywczych
- ekstrakt z ptasich gniazd o właściwościach odmładzających 

Tak jak wspominałam Wam na Instastories - dwie pierwsze wersje wypróbuję z wielką ochotą natomiast do pozostałych dwóch niestety nie jestem w stanie się przekonać i z pewnością powędrują one do osób, które nie mają problemu ze stosowaniem tych dwóch kontrowersyjnych u nas, a bardzo popularnych w Korei składników odżywczych. W ramach ciekawostki - i takie cuda istnieją i są do kupienia w Polsce.



Marka SESAMIS ma także w swojej ofercie krem BB o bardzo ładnej, neutralnej tonacji i leciutkiej jak piórka konsystencji, która rozprowadza się na twarzy idealnie, a przy tym nie tworzy maski, którą można sobie bardzo łatwo sprawić w przypadku kremów BB innych marek. Ma on właściwości wygładzające i dopasowujące się do skóry, a przy tym wzbogacony jest ekstraktem z zielonej herbaty, wyciągiem z jagód i olejkiem z nasion brokułów. Póki co testy idą nam bardzo dobrze - za wiele nie chcę jeszcze mówić, ale ... może być z tego naprawdę wielka miłość. Jego cena to 69 zł.



ORGANIQUE - Shine Ritual Limited Edition


To absolutnie urzekające pudełko z nowościami dotarło do mnie niedawno... i zachwyciłam się nim od pierwszego... powąchania. Jest to świąteczna, limitowana edycja marki Organique, która rozkochuje w kilka chwil. Musicie wiedzieć, że seria Shine Ritual oprócz tego, że wzbogacona jest rozświetlającymi refleksami to jeszcze pachnie domowym ciepłem - jestem od samego początku zachwycona aromatem tej serii i tak jak pisałam Wam już w zapowiedzi ... pachnie ona dla mnie rodzinnym ciepłem. Nie wiem jak inaczej ubrać to w słowa, ale zapach ten jest taki rozkoszny, przytulny i bardzo domowy... musicie koniecznie sprawdzić gdy będziecie miały okazję. Linia Shine Ritual składa się z sześciu produktów do kompleksowej pielęgnacji ciała:

- pachnąca kula do kąpieli (17,90 zł.)... jak na Organique przystało o właściwościach nawilżających i pielęgnujących z ukierunkowaniem ku skórom suchym

- ekskluzywny krem do rąk (28,90 zł.), który przeznaczony jest do aktywnej pielęgnacji dłoni również z wyróżnieniem skóry suchej, wrażliwej i zniszczonej. Wzbogacony jest mocznikiem, ekstraktem z prawoślazu, witaminą E, olejem kokosowym i olejem ze słodkich migdałów. Już go uwielbiam!

- glicerynowe mydło do rąk (16,90 zł.) - w przepięknej, perłowo złotej odsłonie do delikatnego oczyszczania dłoni suchych.

- ekskluzywne masło do ciała (49,90 zł.) do skór suchych i wrażliwych o bogatej, odżywczej formule. Zawiera w swoim składzie oleje, ekstrakt z żeń-szenia, miłorzęb oraz witaminę E, a jego głównym zadaniem jest otulenie ciała długotrwałym zapachem i dogłębne nawilżenie przy zachowaniu lekko wchłaniającej się formuły

- balsam z masłem shea (37,90 zł.) czyli mój ukochany rodzaj kosmetyku marki Organique w formie gęstego, tłustego masła, który zapewnia tak niesamowitą dawkę nawilżenia, że czuć ją przez długie godziny z taką samą intensywnością.

- ekskluzwyny żel pod prysznic (36,90 zł.) o delikatnej formule myjącej i z dodatkiem składników pielęgnacyjnych takich jak żeń-szeń, alantoina, pantenol, witamina E i gliceryna roślinna. Już nie mogę się doczekać naszego świątecznego spotkania w długiej kąpieli podczas świąt! Będzie magia :)



Jestem bardzo ciekawa czy już znacie te nowości i miałyście z nimi styczność - koniecznie dajcie mi znać czy coś Wam się spodobało i czy macie na coś ochotę. A tymczasem życzę Wam cudownego dnia i zdecydowanie więcej słonka bo mnie go strasznie, ale to strasznie brakuje.

Buziaki!



14 komentarzy:

  1. SESAMIS prezentuje się bardzo ciekawie. Z chęcią przejrzę sobie ich asortyment.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam to serum z Bielendy i bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  3. organiaque ma swietne kosmetyki bielende tez znam i lubie

    OdpowiedzUsuń
  4. Z Bielendy mam większość tej serii, czeka na użycie :)
    A Organique i Sesamis wyglądają świetnie

    OdpowiedzUsuń
  5. Juz wiem czego bede poszukiwac na urlopie w PL ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten "hydrolat" mnie kusi najbardziej :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Zielona herbata wygląda znajomo.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam ten krem z Bielendy matujący i bardzo go lubię, jest taki fajny orzeźwiający. No i nie wysusza skóry :)

    zapraszam do mnie na nowy wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Milena Błażejak8 grudnia 2017 11:13

    Herbata Zielona działa cuda☺

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowności u Ciebie ;) W moje łapki z Bielendy wpadły dwa produkty (krem, serum), z tej różowej serii. Ale czekają na wykończenie jeszcze aktualnego.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bielenda bardzo mnie ciekawi, pozostałych serii opisywanych przez Ciebie jeszcze nie znałam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ciekawe nowości. Organique interesuje mnie zdecydowanie najbardziej. Ależ te produkty muszą pachnieć 😍😍😍

    OdpowiedzUsuń
  13. Agnieszka Janiak10 grudnia 2017 21:47

    od jakiegoś czasu czaje się na tą serię od Bielendy i czekam, aż wykoncze swoje zapasy;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystkie serie bardzo ciekawe! Czekam na recenzje. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye