Kosmetyczne składniki, którym mówię stanowcze NIE.

Zdawać by się mogło, że ciągły rozwój koncernów kosmetycznych będzie szedł ku zdrowiu, naturze lub składnikach opracowywanych laboratoryjnie... ale w sposób nieszkodliwy dla środowiska, zwierząt i klientów, którzy decydują się na zakup danego produktu. Mam jednak wrażenie, że idziemy w co raz gorszą stronę... osiągnęliśmy obrzydliwy próg konsumpcjonizmu. Nasza chęć odkrywania, ulepszania i ciągłego upiększania prowadzi do eksperymentów pod względem używanych składników.. i owszem - rośnie nasza świadomość, przestajemy dawać nabijać się w butelkę, mamy większą wiedzę, doświadczenia i niejako zmuszamy tym samym producentów do zmiany formuł swoich produktów - kto by pomyślał, że Garnier czy Dove zacznie zmieniać składy na lepsze i bardziej naturalne, prawda? Ale ... nie macie wrażenia, że zaczynamy przesadzać w drugą stronę? Kosmetyki na bazie spermy, łożysk czy napletków już naprawdę stają się czymś zupełnie powszechnym, ale mam wrażenie, że sami do tego doprowadzamy. Co więcej... zaczynamy szukać głębiej, dziwniej i naprawdę mnie to wszystko już przeraża. Dziś porozmawiamy o składnikach kosmetycznych, którym ja osobiście mówię stanowcze NIE. 



HORSE OIL


Tłuszcz koński. Czy naprawdę muszę dodawać coś więcej? Nie jestem wegetarianką, ani tym bardziej weganką, ale nie wyobrażam sobie przykładać ręki do kupna produktów bazujących na tego typu składników. Nie mam pojęcia, nie chcę wiedzieć, ani nie chcę sobie nawet wyobrażać gdzie i w jakich warunkach pozyskiwany jest olej (albo tłuszcz koński), ale na samą myśl robi mi się autentycznie niedobrze. Doszukałam się informacji, że pobiera się go najczęściej z kopyt właśnie w Azji gdzie ubój koni jest czymś zupełnie powszechnym i robionym na szeroką skalę.  Co ciekawe... kosmetyki na bazie właśnie tej substancji są obecnie wielkim hitem w pielęgnacji azjatyckiej i ich rynek jest dosłownie wypchany kosmetykami, których jest głównym składnikiem. Podobno wykazuje działanie antybakteryjne i zwiększa produkcję kolagenu typu 1. Pomaga też przy oparzeniach, zmiękcza i nawilża skórę, a szczególnie ceniony jest w produktach do włosów... mam ochotę zwymiotować na samą myśl o wcieraniu podobnych specyfików w swoją twarz czy włosy nie wspominając już o tym, że dla mnie koń istnieje tylko po to by móc go podziwiać...


JASKÓŁCZE GNIAZDA


A dokładnie ekstrakt ze śliny samców budujących te gniazda. I to nie takich zwykłych samców... a szczególnego gatunku Salangana, który naturalnie występuje w Azji, Australii i na wyspach Pacyfiku. Podobno pozyskiwanie tej substancji jest kuriozalnie trudne bowiem ten szczególny gatunek jaskółek swoje gniazdka uwija... tylko w jaskiniach wapiennych. Z pewnością domyślacie się, że kosmetyki na bazie tego składnika kosztują krocie... prawdziwy, oryginalny ekstrakt z jaskółczych gniazd jest jednym z najdroższych składników stosowanych w przemyśle kosmetycznym co też determinuje cenę takiego produktu. Jak działa? Mówi się, że oddziałuje na komórki macierzyste skóry, stymuluje produkcję kolagenu i elastyny, ale ... mimo wszystko wywołuje u mnie to niesmak. Ślina bogu ducha winnego ptaszka co to swoje gniazdko uwija dobre kilka dnia w jakiejś jaskini wapiennej gdzieś na Pacyfiku nie jest czymś co jest mi potrzebne do kosmetycznej egzystencji.


PLASTIKOWE DROBINKI


Ten temat już w szczegółach przerabiałam na moim blogu i zdania nie zmieniłam. Mamy cukier, sól.. mamy łupinki orzechów, pudry i naprawdę cały ogrom możliwości jeśli chodzi o ścieranie naskórka i naprawdę nie trzeba używać kosmetyków, które zawierają drobinki z plastiku. Dlaczego to złe? Dlatego, że te trafiają do wód powierzchniowych - nie są wychwytywane przez filtry w oczyszczalniach i trafiają w obieg, a zwierzęta często traktują je jako pokarm - w Stanach Zjednoczonych już od dawna zakazano produkcji kosmetyków z ich dodatkiem natomiast u nas kuleje to jeszcze bardzo mocno, więc jeśli decydujecie się na zakup peelingu (szczególnie w drogerii) to zwróćcie uwagę na jego skład. Mnóstwo firm nadal pakuje te drobiny w swoje produkty, a można to łatwo i tanio zastąpić... więc po co bezsensownie szkodzić?


BIMATOPROST


Czyli bardzo znana substancja dodawana do odżywek do rzęs. Tak naprawdę jest to składnik, który stanowi bazę kropli do oczu u osób chorujących na jaskrę lub nadciśnienie wewnątrzgałkowe - to właśnie badania tych kropli udowodniły, że "skutkiem ubocznym" ich stosowania jest mocno zauważalny wzrost rzęs co szybko zostało podchwycone przez producentów kosmetycznych właśnie ukierunkowanych na odżywki stymulujące. Faktem niezaprzeczalnym jest, ze bimatoprost znacznie przyspiesza wzrost rzęs - zagęszcza te, które już są, znacznie je wydłuża i stymuluje wzrost nowych... ale nie można zapominać, że jest to lek, a każdy lek niesie ze sobą szereg skutków ubocznych. Może powodować przekrwienie spojówek, stany zapalne rogówki, pieczenie, łzawienie, pogorszenie ostrości widzenia, bóle oczu i głowy, a także... zmiany w pigmentacji tęczówki o charakterze stałym! Cóż - wcale nie powiedziane, że wszystko się zdarzy... ale jeśli się zdarzy to do kogo będą pretensje? Piękne rzęsy to niewątpliwie atut, ale na szczęście możemy wybrać serum/odżywkę z dobrym i bezpiecznym składem, które przyniesie bardzo podobne rezultaty w nieco dłuższym czasie.


FORMALDEHYD


To nic innego jak silnie trujący gaz, który podrażnia i skórę i drogi oddechowe. Działa on rakotwórczo, toksycznie, powoduje uczulenia, wysypki, podrażnienia śluzówek, ale... jest naprawdę genialnym konserwantem i jest wykorzystywany do utwardzania i wzmacniania paznokci. Na szczęście już niedługo zostanie on zabroniony w przemyśle kosmetycznym i bardzo dobrze bo szczerze mówiąc... wzdryga mnie na samą myśl, że kiedyś nieświadomie używałam odżywek do paznokci z tym składnikiem. Formaldehyd utwardza płytkę paznokcia - nałożony na niego działa jak... trucizna - stymuluje zdrowy paznokieć do obrony, który zaczyna szybciej rosnąć i pozornie zdaje się być mocniejszy by po odstawieniu produktu wrócić do pierwotnego stanu, albo i gorszego bądź z dodatkiem onycholiozy, o której z pewnością słyszałyście. Tak jak wspomniałam - zostanie on jednak niebawem zabroniony do użytku w nawet najmniejszym stężeniu. Ciekawe co na to Eveline...?

To wszystko o czym napisałam jednak nie zaskoczyło mnie tak bardzo jak informacja o marce, która wykorzystuje napletki do produkcji kosmetyków przeciwzmarszczkowych... nawet nie chciałam się zagłębiać w temat, ale ... czy to nie jest szokujące?

Dajcie mi koniecznie znać jakich Wy składników unikacie - jestem bardzo ciekawa przed czym się wzbraniacie i jaki macie stosunek do tego co napisałam wyżej. Życzę Wam cudownego tygodnia pełnego dobrej energii i widzimy się niebawem :)




27 komentarzy:

  1. Nie wiedziałam, że można spotkać takie substancje...

    OdpowiedzUsuń
  2. O mamo, tłuszcz koński i ekstrakt ze śliny ptaszków??? Co jeszcze ludzie wymyślą? :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem szczerze, że jestem przerażona jak i zniesmaczona (podobnie do ciebie). Osobiście wolałbym nie używać całej tej chemii, ale nie zawsze się to udaje. Miałam słynna odzywkę L4L i po przeczytaniu w necie o skutkach ubocznych odstawiłam, jednak wolałam nie ryzykować nie potrzebnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tłuszcz koński mnie przeraża... totalnie :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też kiedyś miałam odżywkę z tym składnikiem i nieświadoma jej używałam... później gdy do mnie dotarło jak bardzo ryzykuję już więcej nie sięgnęłam po takie specyfiki tym bardziej, że na rynku naprawdę mamy wybór...

    OdpowiedzUsuń
  6. Z tym bimatoprostem to racja, raz miałam taką odżywkę i owszem, przyniosła świetne rezultaty, ale chyba nie chciałabym dogrywki, będąc obecnie bardziej świadoma. Niemniej jednak z pełną świadomością zgodziłam się na testy (bardzo pomyślne) odżywki do brwi z tym składnikiem i tu już byłam dużo spokojniejsza o odległość od oka :) Z tymi plastikowymi drobinkami to też jest fakt, który warto rozpowszechniać. Jestem przekonana, że 90% Polek nie zaprząta sobie głowy takimi sprawami. Ba, ja też nie byłam tego świadoma, dopóki tego gdzieś nie przeczytałam... Mało kto wpadnie na to sam z siebie, dlatego warto uświadamiać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Podpisuje sie rekoma i nagami!!!! Nie lubie skladnikow pochodzenia zwierzecego w kosmetykach i co najlepsze moja skora reaguje na nie bardzo zle ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Martyna Tuchcińska11 grudnia 2017 17:36

    Masakra co się dzieję w tych czasach mi bardzo szkoda tych biednych jaskółek 😭

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy wpis, o wielu składnikach nie słyszałam do tej pory.

    OdpowiedzUsuń
  10. Takie dziwne składniki są najczęściej w produktach azjatyckich. Podobnie z olejem z krokodyla czy aligatora, czymś dziwnym z konika morskiego. Nie, nie, nie i tysiąc razy nie. Jedyne co osobiście dopuszczam to raz na jakiś czas odżywka z bimatoprostem, ale zawsze dokładnie obserwuję czy nic się nie dzieje z oczami i przestrzegam wszelkich zasad bezpieczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ada Szczepańska11 grudnia 2017 20:30

    Dwa ostatnie składniki znam i raczej staram się unikać, o tych wcześniejszych gdzieś tam słyszałam, ale się nie zagłębiałam. I nawet nie chcę. W życiu bym nie kupiła kosmetyku z tłuszczem końskim :o :/ obrzydliwe!

    OdpowiedzUsuń
  12. Otóż to Basiu - zgadzam się z Tobą w 200% :)

    OdpowiedzUsuń
  13. No widzisz - czyli Twoja skóra jest bardzo rozsądna!: )

    OdpowiedzUsuń
  14. Cieszę się, ze Ci się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jeśli obserwujesz to bardzo dobrze! :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Prawda? Mnie aż wzdryga na samą myśl...

    OdpowiedzUsuń
  17. Eveline już ma odżywkę bez formaldehydu i musze powiedzieć ze jest całkiem niezła.

    OdpowiedzUsuń
  18. o fuuuuj niektóre składniki faktycznie są hmmmm mało atrakcyjne :P jedyny składnik który jest "ohydny" ale który toleruję w kosmetykach to śluz ślimaka :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ślimaczek mnie jakoś nieszczególnie przeraża, ale tylko pod warunkiem, że pozyskiwanie śluzu nie odbywa się na zasadzie szorowania tym biedakiem po szorstkiej powierzchni...

    OdpowiedzUsuń
  20. dwa ostatnie skladniki rowniez unikam :) olej konski, az mi w gardle stanela kolacja, fuj...

    OdpowiedzUsuń
  21. Prawdę mówiąc, nie miałam pojęcia, że w składach kosmetycznych występuje coś takiego, jak tłuszcz koński :/

    OdpowiedzUsuń
  22. Katarzyna Jolanta Ba13 grudnia 2017 11:56

    O niektòrych składnikach wiedziałam, a reszta o ktòrych piszesz...jestem w szoku i również przeciw.

    OdpowiedzUsuń
  23. Na tłuszcz koński w składzie jeszcze się nie natknęłam ;) Ale słyszałam kiedyś o maści końskiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. o tych pierwszych dwóch nie słyszałam...ale skoro można robić kosmetyki ze śluzem ślimaka, to już chyba nic mnie nie zadziwi.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye