Ulubieńcy stycznia 2018.

Obiecałam sobie, że w tym roku naprawdę przyłożę się do regularnego opisywania ulubionych kosmetyków danego miesiąca, dlatego jako, że mamy ostatni dzień stycznia przystępujemy do rozliczenia - przygotowałam dzisiaj dla Was cztery ulubione produkty, które wyjątkowo mocno zachwyciły mnie w styczniu, ale nie zabrakło też tutaj jednego maleńkiego rozczarowania, o którym myślę, że warto wspomnieć na końcu tego wpisu. Zauważcie, że styczeń zdecydowanie należy do produktów pielęgnacyjnych i tak się fajnie złożyło, że mamy tu samych przedstawicieli dobrych jakościowo składów - mam więc nadzieję, że znajdziecie tutaj także coś dla siebie.




SUKIN - DETOXIFYING CLAY MASQUE

Odkrycie marki Sukin było dla mnie jak wielka kosmetyczna rewolucja - już naprawdę długi czas nic nie zachwyciło mnie tak mocno, więc kiedy myślałam o wyborze kosmetyków do tego wpisu bez żadnych wątpliwości od razu chwyciłam za pojemniczek z maską detoksykującą. Ten kosmetyk należy do linii Super Greens Sukin i jego składniki pochodzą z gamy tzw. super foods czyli pieczołowicie wybranych spośród wszystkich dostępnych na rynku najbardziej wartościowych i zdrowych składników wpisanych na światową listę zdrowej żywności. W składzie tej maski znajdziemy m.in. olej z baobabu, ekstrakt z jagód goji, spirulinę czy ekstrakt z pietruszki ... i o ile sam skład jest zachwycający tak działanie tej maski przyćmiło absolutnie wszystko co używałam do tej pory. Jej zadaniem jest detoksykacja skóry - dogłębne oczyszczenie, odblokowanie porów, usunięcie oznak zmęczenia i szarego kolorytu skóry i o ile zawsze podchodzę do tych wszystkich obietnic producenta dość chłodno tak tutaj... nie można zaprzeczyć niczemu! To co ta maska robi z moją skórą jest nie do opisania - wspaniale matuje, odświeża... i mam wrażenie, że przy niej można całkowicie zapomnieć o jakichkolwiek peelingach - pory są oczyszczone, skóra jednolita, a przy regularnym używaniu 2 razy w tygodniu zauważyłam, że wyregulowałam tym samym poziom wydzielanego sebum. Po zmyciu ma się wrażenie, że skóra po prostu odzyskała życie. Mój wielki hit i odkrycie... a do tego pachnie najprawdziwszym sokiem wiśniowym - cudo!!! Do kupienia TUTAJ


YVES ROCHER - ZMYSŁOWY KREM DO RĄK KOKOS

Kocham te maluchy! Kocham je za wszystko i nie zamieniłabym tych kremów na żadne inne. Mają przepiękne zapachy - kokos jest moim faworytem, ale warto także zwrócić uwagę na orzeźwiające mango - pachną niesamowicie intensywnie i po nałożeniu aromat jest wyczuwalny naprawdę przez długi czas. Mają naprawdę fajny skład bogaty w naturalne substancje nawilżające takie jak masło shea, olej kokosowy czy olej sezamowy, ale nie brakuje tu także składników typowo okluzyjnych takich jak lekki silikon. Po nałożeniu na dłonie wchłaniają się niemal natychmiastowo i pozostawiają po sobie przyjemne uczucie wygładzenia, nawilżenia i zabezpieczenia. Poza tym to mają naprawdę śliczne, maleńkie i bardzo poręczne opakowania, które bez obaw można nosić w torebce. Są też stosunkowo tanie i często dodawane są jako gratis do większych zamówień w Yves Rocher - ja przy ostatnich zakupach kupiłam dwa i trzeci dostałam gratis :)


NOURISH - KALE ENZYMATIC EXFOLIATOR

Przy regularnym stosowaniu szczoteczki FOREO LUNA 2 i wspomnianej wyżej masce SUKIN nie potrzebuję absolutnie żadnych peelingów mechanicznych o silnym działaniu - jako jednak, że mam świadomość, że skóra od czasu do czasu wymaga złuszczenia sięgam po mojego wielkiego ulubieńca i tak naprawdę wracam do niego po czasie - jest to wegański peeling enzymatyczny jednej z moich ulubionych marek NOURISH o ultradelikatnym działaniu złuszczająco-oczyszczającym, który już po dwóch minutach masażu sprawia, że skóra staje się gładka, miękka i odżywiona - jeżeli szukacie czegoś naprawdę delikatnego i z super składem polecam Wam przyjrzeć się właśnie temu kosmetykowi.


ALBA1913 - METROPOLITAN SKIN GUARD MIST

Uwielbiam tę nazwę :) Kosmetyki ALBA1913 towarzyszą mi już od dłuższego czasu, ale trochę musiało minąć zanim sięgnęłam po tę mgiełkę. Można ją stosować tak naprawdę na trzy sposoby - jako zwykły tonik po oczyszczaniu skóry, jako mgiełkę odświeżającą w ciągu dnia lub jako fixer po wykonanym makijażu bo świetnie scala ze sobą wszystkie warstwy i usuwa nieprzyjemną pudrowość z twarzy. Pachnie genialnie bo... konwaliowo - przynajmniej mi tak się właśnie kojarzy i używanie jej to naprawdę ogromna przyjemność. Pozostawia na skórze warstwę nawilżającą i jest to zdecydowanie wyczuwalne pod palcami - jest też produktem niesamowicie wydajnym, aczkolwiek muszę przyczepić się do dyfuzora, który jak dla mnie jest zbyt intensywny - przez to należy samemu nauczyć się pracować z tym kosmetykiem żeby się zwyczajnie nie pochlapać :) Marka ALBA1913 jest naszą polską perełką z tradycyjami - po raz kolejny namawiam Was żeby po prostu poczytać sobie o samej marce ... możecie się pozytywnie zdziwić :)


SYLVECO - ŁAGODZĄCY KREM POD OCZY

Przyszła pora na rozczarowanie, o którym wspomniałam na początku wpisu. Z marką Sylveco, Vianek czy Biolaven mam dość pokręconą relację bo lubię wiele produktów, ale także naprawdę dużo się u mnie nie sprawdza - nie inaczej jest w przypadku tego kremu pod oczy, który znalazłam w jednym z pudełek beGLOSSY - niestety dla mnie ma fatalną, zbyt rzadką i lejącą się formułę, która nie zapewnia mi ani zabezpieczenia, ani nawilżenia, ani żadnego efektu, o którym warto byłoby napisać. Nie wiem jak zmęczę to 30 ml. opakowanie, ale nie jest to na pewno krem wart Waszej uwagi - coś czuję, że zużyję go po prostu na jedną z nóg bo moja okolica pod oczami prosi się o coś mocno odżywczego, a zanim zużyję ten produkt minie dobre pół roku.


I to byłoby na tyle - dajcie mi znać jak bilans ulubieńców wypada u Was w tym miesiącu :) Pochwalicie się jakimś odkryciem?

Buziaki!

24 komentarze:

  1. Nigdy nie kupowałam kremów Sylveco, z obawy że się u mnie nie sprawdzą, tak wyczułam po próbkach. Pozostałe kosmetyki są bardzo ciekawe, lubię małe kremy do rąk, wszystko to chętnie przetestuję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Katarzyna Kukulska1 lutego 2018 00:39

    Kurczę, nie znam ani jednego kosmetyku z tej listy :) pora to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miałam kiedyś ten krem Sylveco pod oczy i u mnie się sprawdził - jako jeden z niewielu faktycznie zmniejszał zasinienia ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam kosmetyki z Yvech Roche, najbardziej zapachy swiąteczne, ich balsamy są genialne

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam takie małe kremiki do rąk, są idealne do torebki. Tych z Yves Rocher jeszcze nigdy nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ada Szczepańska1 lutego 2018 00:39

    Fajne te kremiki do rąk. Bardziej by mi odpowiadała wersja mango, bo kokos dla mnie fuj fuj ;) Mega mega zainteresowała mnie ta mgiełka Alba1913 - uwielbiam tego typu kosmetyki!

    PS. Właśnie weszłam na stronę - cenią się :o

    OdpowiedzUsuń
  7. No i w sumie niewiele Cię omija :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No tak... nie da się ukryć, że ceny są wysokie. Ale cała idea marki ... geniusz <3

    OdpowiedzUsuń
  9. O widzisz to bardzo się cieszę :))) Jednak co skóra to inne wymagania :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Miałam kiedyś jakąś wersję płynu do kąpieli o zapachu kandyzowanego jabłuszka - była piękna :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ada Szczepańska1 lutego 2018 10:10

    Powiem ci, że tą mgiełkę zapisuje na listę, żeby o niej nie zapomnieć !

    OdpowiedzUsuń
  12. Znam tylko kremiki YR, mam mango i wanilię, ale jakoś tak niespecjalnie mnie zachwycają :) Składy są ok, ale są tak lekkie, że aż niewyczuwalne. Zapach mango jest bombowy!

    OdpowiedzUsuń
  13. Najbardziej kuszą mnie kremy do rąk kokosowe - Musze je wreszcie kupić <3
    Zapraszam www.loveanea.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. kokoski z YR sama musze przetestowac :*

    OdpowiedzUsuń
  15. U mnie krem z Sylveco bardzo dobrze się sprawdził, ale pojemność rzeczywiście jest za duża jak na krem pod oczy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Kremiki YR mam,Krem pod oczy Sylveco też (rzeczywiście lekki). Będę miała na uwadze Sukin i Nourish. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Krem pod oczy z Sylveco miałam parę lat temu i pamiętam, że wtedy dosyć fajnie się u mnie sprawdzał. Od tamtej pory jednak sporo się zmieniło, a moja skóra stała się bardziej wymagająca i jestem pewna, że gdybym sięgnęła po niego teraz, to byłabym zawiedziona.
    Peeling Nourish właśnie zaczęłam stosować. Jestem dopiero po pierwszym użyciu i pierwsze wrażenie jest bardzo na plus ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja muszę znaleźć dobry peeling mechaniczny :) maseczka rzeczywiście niesamowita ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Sulkin muszę w końcu przetestować kiedyś, u mnie zdecydowanie caudalie jest odkryciem a zwłaszcza woda winogronowa i balsam do ciała.

    OdpowiedzUsuń
  20. Mnie ten krem z Syleco nie zachwycił dziwny był ;D

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak na telefonie zaobserwować blog, nie mogę znaleźć tej opcji a do komputera nie mam dojścia. Poproszę o wskazówkę

    OdpowiedzUsuń
  22. Paulina Wilczyńska12 lutego 2018 00:11

    Uwielbiam maseczki z Sukin. W brytyjskim TK Maxx można je często dostać w dobrych cenach.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye