Kosmetyki z lodówki - Fridge by yDe i najlepsze kremy jakie kiedykolwiek używałam.

O kosmetykach marki Fridge by yDe dowiedziałam się już bardzo dawno temu i przyznam szczerze, że pałałam do niej miłością platoniczną jeszcze zanim poznałam ją dokładniej. Nie zdarza mi się to często, więc pewnie zapytacie skąd właściwie aż taki zachwyt...  jeśli mówimy o doskonałej jakości i perle na rynku - no cóż... to co stworzyła Magda jest dla mnie usosobieniem sukcesu przy jednoczesnym zachowaniu skromności, niezwykłego talentu i kobiecości - musicie wiedzieć, że Magda, która jest założycielką firmy to nie tylko osoba, która zrewolucjonizowała polski rynek kosmetyków naturalnych tworząc kosmetyki, które są możliwie najświeższymi i najbardziej wartościowymi produktami dla skóry, ale jest przede wszystkim też kobietą (swoją drogą przepiękną!), która miłość do tworzenia ukierunkowała wplatając w ideologię cząstkę swojej duszy - tak to jest zdecydowanie wyczuwalne w przypadku marki FRIDGE BY YDE - każdy kosmetyk jest przemyślany, jest tworzony od samego początku do końca, nie został zmącony ani gramem sztuczności czy chemii tak bardzo popularnej wśród masowych producentów, a sama Magda pracuje nad każdym możliwym szczegółem - zwróćcie uwagę na detale, na te piękne szklane opakowania, na dodatek perełki przy każdej butelce, na tę prostotę i minimalizm, który nie potrzebuje okrzyków i nachalnych reklam bo broni się doskonale sam. Jestem zachwycona, po prostu zachwycona - produktami, Magdą, ideologią... nie mogłam więc dłużej czekać i zdecydowałam się sprawdzić na sobie dwa kremy - 1.4 do twarzy oraz 1.3 pod oczy - jesteście ciekawe co wyniknęło z tej przygody?


 

Z pasji do natury.

To polska, naturalna perła kosmetyczna, którą powinnyście znać - marka FRIDGE by yDe znana jest przede wszystkim z tego, że tworzy swoje kosmetyki z naturalnych, roślinnych składników, a ich formuły przystosowane są do tego by przechowywać je w lodówce. Charakteryzują się prostymi, przejrzystymi i w pełni naturalnymi składnikami oraz minimalistyczną szatą graficzną, która kojarzy się z wyrobami aptecznymi  - FRIDGE by yDe zamyka swoje produkty w szklanych opakowaniach, a dodatkowo nie stosuje absolutnie żadnych konserwantów przez co termin ważności kosmetyków jest bardzo krótki i wymaga specjalnego przechowywania właśnie w lodówkach - dzięki takim rozwiązaniom macie pewność, że Wasz krem zawsze jest świeży, wyrabiany na bieżąco i nie został zmącony żadnymi substancjami chemicznymi. Co ciekawe marka FRIDGE by yDe prowadzi także specjalny program recyklingowy - zużyte, szklane opakowania należy przynieść do salonu by w zamian otrzymać specjalny kwiatek - po zebraniu ich odpowiedniej ilości możecie wymienić je na dodatkowy kosmetyk. Tym sposobem marka wypracowała sobie fantastyczny program lojalnościowy... z dbałością o środowisko.



Fridge by yDe - 1.4 eye


Wiedziałam, że jeśli zacznę swoją przygodę z marką to pierwszym kosmetykiem jaki wypróbuję będzie ten ukierunkowany na pielęgnację okolic oczu, która w moim przypadku jest obszarem najbardziej problematycznym. Jak wiecie - jestem alergikiem i atopowcem, a moje oczy bardzo często cierpią z powodu kolejnych rzutów stąd też muszę być bardzo ostrożna w kwestii swoich wyborów. Postanowiłam więc skorzystać z porady eksperta marki Fridge by yDe i tym samym do moich potrzeb został dobrany krem 1.4 o właściwościach regenerujących i odmładzających. Muszę Wam powiedzieć, że sam fakt trzymania kosmetyku pod oczy to jest wielkie odkrycie dla mnie - nigdy bym nie przypuszczała, że na moje podrażnione okolice zbawienna okaże się mocno zimna formuła - połączenie kremu pielęgnacyjnego z chłodem to dla mnie mistrzostwo świata, natychmiastowa ulga, ukojenie i żałuję, że po tylu latach dopiero odkryłam taki patent. Nasz krem ma pojemność 14 g i należy go zużyć w ciągu dwóch miesięcy od produkcji - przy stosowaniu dwa razy dziennie nie ma z tym absolutnie żadnego problemu. Moich kremów na dzień dzisiejszy już nie ma - zużyłam je w tym samym czasie :) Wracając jednak do problemu, który magicznie się rozwiązał... i aż z tą wiadomością poleciałam wprost do przedstawiciela marki - krem 1.4 całkowicie zaleczył moją atopię na oczach! Jego konsystencja to coś pomiędzy gęstym balsamem a masełkiem, które dość długo się wchłania, ale zostawia po sobie niesamowicie przyjemny, nawilżający film. Zauważyłam, że regularne stosowanie w dość dużej ilości przynosi niesamowitą ulgę mojej atopii, aż w końcu nadszedł dzień, w którym ona po prostu zaczęła zanikać! Czerwone plamki zaczęły się zmniejszać, suchość została zredukowana, aż pewnego poranka zauważyłam, że po atopii nie ma śladu - wierzcie mi lub nie, ale dla mnie to jest mały cud. Mamy tu więc nie dość, że regenerację, to odżywienie, nawilżenie i właściwości kojące. Dla mnie krem 1.4 to chyba największe kosmetyczne odkrycie od lat - jestem naprawdę w szoku. Jetem pewna, że to zasługa dużej zawartości oleju z róży, który wykazuje działanie regeneracyjne i kojące, ale o poszczególnych składnikach porozmawiamy sobie za moment.

Krem pod oczy Fridge by yDe - 1.4 EYE - 165 zł. / 15 g.


Fridge by yDe - 1.3 Face Guard.


Ekspert marki Fridge do mojej cery dobrał także krem miejski 1.3 o właściwościach wzmacniających i nawilżających dla skór wrażliwych oraz naczyniowych. Z tym cudakiem tak naprawdę pokochałam się od pierwszego użycia za sprawą pięknego, naturalnego zapachu, gęstej, budyniowej konsystencji i płaszczyka nawilżającego jaki pozostawia zaraz po nałożeniu. Och rany jak on działa! Jaki on jest intensywny - moja skóra go pokochała na tyle mocno, że odstawiłam dosłownie wszystko co do tej pory używałam i zarówno na dzień jak i na noc stosowałam tylko Face Guard. Magicznym składnikiem tego kremu jest połączenie maseł z olejami - taka mieszanka sprawdziła się u mnie genialnie zarówno na dzień jak i na noc - pod makijaż i typowo w pielęgnacji wieczornej. Obawiałam się jak będzie współpracował z podkładami, ale o dziwo nawet minerały wyglądają na nim doskonale! Nie mam pojęcia w jaki sposób Fridge by yDe to robi, ale to jest jakaś totalna magia - dawno, naprawdę dawno nic nie rozkochało mnie w sobie tak mocno jak te dwa kremy i wierzcie mi, że nie ma w tym ani grama przesady - zrobiłam sobie mały reaserch po użytkowniczkach tych produktów i okazało się, że absolutnie nie jestem sama w swoim przekonaniu. Te kremy po prostu uzależniają! Face Guard pozwalał mi cieszyć się ultra nawilżeniem, odżywieniem i zmiękczeniem od rana do wieczora - polecam Wam go z całego serducha!

Fridge by yDe - 1.3 Face Guard - 219 zł. / 30 g.


Zajrzymy sobie teraz bezpośrednio do składników naszych kremów - rozpisałam Wam poniżej zarówno wszystkie substancje aktywne jak i ich poszczególne właściwości pod kątem pielęgnacyjnym - teraz możecie na spokojnie przeanalizować sobie poszczególne pozycje, a potem scalić je ze sobą i dołączyć do tego moją opinię :)

Pełny skład kremu pod oczy:

Woda, masło shea, olej słonecznikowy, olej różany, emulgator z oliwy z oliwek, gliceryna, emulgator z kwasów tłuszczowych i oliwy, lanolina, ekstrakt z kwiatu chabru, ekstrakt z liści zielonej herbaty, ekstrakt z pestek grejfruta, olej z róży damasceńskiej, wosk pszczeli i olejki eteryczne odpowiedzialne za zapach.

Pełny skład kremu do twarzy:

Woda, olej słonecznikowy, olej różany, masło shea, ester kwasu stearynowego (emulgator, bezpieczny i stosowany także w żywności), niejonowy emulgator i jednocześnie kwas tłuszczowy pochodzenia naturalnego (zmiękcza i nawilża skórę),  masło z nasion z kakaowca właściwego, gliceryna, ekstrakt z nasion grejfruta, wosk pszczeli, guma ksantanowa (emulgator i zagęstik), olej z kwiatu stokrotki, olej z róży damasceńskiej, olejki eteryczne odpowiedzialne za zapach.

Teraz jednak skupimy się na poszczególnym działaniu składników w naszych kremach:

olej słonecznikowy -  posiada właściwości przeciwzapalne, normalizujące, ochronne i odżywcze

olej różany - działa antyseptyczne, kojąco, wzmacniająco na naczynka i rozświetlająco

lanolina - ma właściwości nawilżające, okluzyjne, zapobiegające utracie wody

ekstrakt z kwiatu chabru - posiada właściwości zmiękczające, antybakteryjne, obkurczające naczynka i przeciwzapalne

ekstrakt z liści zielonej herbaty - zmniejsza opuchliznę, redukuje cienie pod oczami, zwalcza oznaki starzenia, ściąga pory

ekstrakt z pestek grejfruta - wykazuje silne działanie antyseptyczne i antyoksydacyjne

olej z róży damasceńskiej - działanie łagodzące, antyseptyczne i kojąco

wosk pszczeli - działa bakteriobójczo, wygładzająco i nawilżająco

olej z kwiatu stokrotki - zwalcza opuchliznę i cienie pod oczami

masło z nasion kakaowca właściwego - ma właściwości nawilżające, regenerujące naskórek, silnie odżywcze i stymuluje procesy kolagenowe w skórze



Gra w szczegóły.


To co bardzo mnie urzekło w marce Fridge by yDe to niesamowita dbałość o detale i kunszt samego "podania" Klientowi produktu. Kosmetyki przyszły do mnie zapakowane w śliczną, kwiatową torbę, dołączone do nich były ulotki oraz kartki, a sama paczka pachniała świeżymi kwiatami. Oprócz tego produkty zapakowane były dokładnie tak jak na prezent - nie brakowało kokardek i dbałości o najmniejszy szczegół. To na co jeszcze zwróciłam uwagę to jakość wykonania butelek - szkło jest grube, matowe, bardzo przyjemne w dotyku i nawet jeśli krem niefortunnie spadnie na podłogę to nic się nie wydarzy, z tyłu na każdym produkcie znajdziecie także naklejkę informującą do kiedy należy zużyć Wasz kosmetyk.

Niesamowicie uroczym dodatkiem jest także ten kryształek, który zdobi butelkę - to niby nic wielkiego, ale dodaje kosmetykom klasy i takiego luksusowego charakteru - niesamowicie mi się to podoba i bardzo doceniam ten fakt.

Najciekawsze jednak rozwiązanie celowo zostawiłam sobie na koniec - tak jak wspomniałam Wam wcześniej marka Fridge by yDe ma uruchomiony specjalny program zwrotu opakowań i tak się zastanawiałam... kto to będzie czyścił z resztek kremu w środku - postanowiłam tam zajrzeć i jakież było moje zaskoczenie gdy okazało się, że krem wcale nie jest umieszczony bezpośrednio w butelce, a w specjalnym woreczku, który z naciśnięciem każdej pompki zaciska się i dozuje krem - wow! Nie dość, że to ultra higieniczne rozwiązanie to jeszcze pozwala na zużycie kremu praktycznie do zera - po skończeniu kosmetyku woreczek wraz z pompką wyciągamy z opakowania i pozostają nam piękne, czyste, szklane buteleczki do zwrotu. Szanuję to ogromnie!


Cóż... nie jestem w stanie powiedzieć absolutnie nic złego o kosmetykach marki Fridge by yDe - jestem zakochana w nich po prostu po uszy. Począwszy od niesamowitej ideologii samej marki, przez opakowania, składy, dodatki, ciekawe rozwiązania dla ciała czy dzieci, na działaniu i dbałości o Klienta kończąc. Tak jak pisałam Wam na samym początku mojej przygody z marką - jest to wielka perła na polskim rynku i ogromnie trzymam kciuki za jej rozwój. Jestem pewna, że nasza wspólna, naturalna podróż dopiero się rozpoczyna - po tak piorunującym, dobrym wrażeniu jakie pozostawiły te dwa cudaki, wiem jedno... chyba znalazłam swój polski ideał!







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye