Minimalistyczny makijaż na co dzień. Konkurs z marką Lily Lolo.

To już trzeci i ostatni wpis w naszym cyklu z Costasy - zostańcie ze mną do końca, ponieważ mam dla pięciu z Was małą niespodziankę :) Rozmawiałyśmy w środę o lekkim makijażu na lato, pisałam Wam jaki powinien być, jakie cechy spełniać by nie obciążył skóry i jednocześnie zapewnił piękny, świetlisty wygląd, a dziś pójdziemy sobie o krok dalej i porozmawiamy na temat pełnego makijażu... ale w minimalistycznym stylu. Czy to w ogóle można ze sobą połączyć? Oczywiście, że tak i za chwilę udowodnię Wam, że z kosmetykami mineralnymi marki Lily Lolo nawet pełny makijaż można wykonać w sposób bardzo wyważony, elegancki i co najważniejsze nieobciążający skóry o każdej porze roku. Chcecie poznać sekret minimalistycznego makijażu idealnego na każdą porę roku? Zapraszam więc do dzisiejszego wpisu.


Skóra muśnięta zdrowiem.


Jeśli mówimy o pełnym makijażu to nie możemy oczywiście pominąć najważniejszego elementu jakim jest wyrównanie kolorytu naszej skóry. A co powiecie na połączenie składników pielęgnacyjnych z kryjącym pigmentem? Taka kombinacja zdecydowanie nie obciąży skóry, a wręcz przeciwnie - zadba o nią z najwyższą troską. Nasza propozycja więc to znany i uwielbiany zarówno przeze mnie jak i przez rzeszę klientek Lily Lolo krem BB o leciutkiej jak piórko konsystencji, optymalnym kryciu i właściwościach nawilżających oraz przeciwstarzeniowych. Krem może stanowić bazę pod podkład mineralny jeżeli macie ochotę na mocniejsze krycie natomiast w minimalistycznym makijażu, o którym dzisiaj sobie rozmawiamy to właśnie on gra główne skrzypce - delikatnie wyrówna koloryt cery, nada jej zdrowego blasku, a przy okazji dzięki swoim składnikom pielęgnacyjnym wzmocni działanie kremu nałożonego przed nim i zintensyfikuje właściwości odżywcze. Skóra po nałożeniu kremu jest świetlista, wygląda na świeżą i wypoczętą - dodajmy do tego bardzo dużą wydajność, przyjemną konsystencję i minimalistyczne, eleganckie opakowanie - można by śmiało rzec, że to takie all inclusive dla naszej cery.

Lily Lolo - Krem BB (75,50 zł./40 ml.)

 

 Delikatne utrwalenie.


Krem BB ze względu na swoje właściwości pielęgnacyjne zdecydowanie musi zostać utrwalony pudrem - to sprawi, że na skórze utrzyma się znacznie dłużej i spowoduje, że nawet w ciągu dnia, jedzenia czy picia nie zacznie się nieestetycznie zbierać w naszych naturalnych załamaniach. Tak jak wspomniałam Wam w ostatnim wpisie - dobry puder jest podstawą udanego makijażu, ale jeśli chcemy zachować zarówno dobry smak naszego wyglądu i zdrowe, świetliste wykończenie pamiętajcie żeby nie decydować się na wersję matową, a satynową, która łączy w sobie cechy utrwalające z lekko rozświetlającymi. Mój ulubiony od przeszło dwóch lat Flawless Silk marki Lily Lolo spełnia absolutnie wszystkie moje potrzeby - nie daje tępego, sztucznego wyglądu, a jednocześnie pięknie utrwala zarówno podkład mineralny jak i krem BB. To za co cenię go i polecam Waszej uwadze to fakt, że zawiera w sobie lekko rozświetlające pigmenty - stąd też nienachalny, ale zdrowy efekt, który sprawia, że skóra jest po prostu ładna. Różnica pomiędzy pudrem satynowym, a matowym jest widoczna gołym okiem i jeśli stawiacie na minimalistyczny makijaż, który podkreśli Waszą naturalną urodę to wersja Flawless Silk będzie dla Was idealnym rozwiązaniem bo po prostu... wygląda jak lepsza wersja Waszej własnej skóry.

Lily Lolo - Puder Flawless Silk ( 81,90 zł.) 


Bez brwi ani rusz!


Wszystkie doskonale wiemy, że pięknie podkreślone brwi to rama naszej twarzy - odkąd nauczyłam się robić to prawidłowo nie wyobrażam sobie żeby kiedykolwiek móc zrezygnować z tego elementu makijażu. Niestety nadal gdzieś panuje trend na mocno wyrysowane, wręcz karykaturalne brwi, które rzucają się w oczy z daleka - nam zdecydowanie nie chodzi o taki efekt :) Pełny makijaż nie może obejść się bez odpowiedniego podkreślenia naszych łuków brwiowych, ale musimy pamiętać, że w minimalizmie i dobrym smaku pozostaje umiar i odpowiednia konsystencja produktu. Delikatny, dzienny i nienachalny efekt najprościej uzyskać jest cieniami - przy odpowiednim pędzelku i sprawnych dłoniach brwi można podkreślić w kilka sekund. Lily Lolo proponuje swoim użytkowniczkom praktyczne zestawy składające się z cienia i utrwalającego wosku - bardzo lubię te duety ze względu na fakt, że cienie nie są mocno napigmentowane, nie osypują się i nie można zrobić sobie nimi krzywdy - da się nimi wyczarować idealny dzienny efekt bez zbędnego przerysowania, a skryty obok cienia wosk pozwala na jego utrwalenie. Co ciekawe - kolory są skomponowane w taki sposób, że bez problemu cienia można użyć także w załamaniu powieki, albo nawet do zastąpienia eyelinera. Praktycznie, minimalistycznie... i co najważniejsze - w pełni naturalnie.

Lily Lolo - Zestaw do brwi (48,50 zł.)



 Naturalne podkreślenie rzęs.


I to w dosłownym znaczeniu tego słowa! Dziś chciałabym Wam pokazać (i nie tylko jak zobaczycie na końcu) naturalną nowość marki Lily Lolo Big Lash Mascara, z którą możecie wyczarować przepiękny efekt na swoich rzęsach bez sztucznych dodatków! Doklejanym rzęsom i kępkom w minimalistycznym makijażu zdecydowanie mówimy NIE i po raz kolejny chcę Wam podkreślić, że w wyważonym makijażu chodzi o to by wyglądał jak najbardziej naturalnie. Nowość Lily Lolo to tusz o właściwościach wydłużających i pogrubiających pozbawiona wszelkich chemicznych dodatków - jest stworzona dla osób z oczami wrażliwymi, alergicznymi i noszącymi soczewki. Ma świetnie zaprojektowaną szczoteczkę, która dociera nawet do najmniejszego włoska, a efekt jest zauważalny już przy pierwszej warstwie - jeżeli chcecie aby Wasze rzęsy wyglądały zupełnie naturalnie, a były jedynie lekko podkreślone już przy pierwszej warstwie możecie skończyć swój makijaż - jeżeli jednak chcecie by nieco bardziej się wyróżniały bądź podkreśliły oko - dwie warstwy załatwią sprawę - szybko, prosto, naturalnie, bez niebezpieczeństwa nawet dla alergików. Oby więcej takich produktów na naszym rynku!

Lily Lolo - Big Lash Mascara (75,50 zł.)

nowa mascara lily lolo

szczoteczka od tuszu

Zoom na oko?


No dobrze, ale jak pogodzić kwestię pełnego makijażu z minimalizmem jeśli mówimy o oczach? Co wybrać żeby nie przesadzić, nie trudzić się z blendowaniem, a jednocześnie sprawić żeby oko było zauważalne? Mineralny cień w formie sypkiej - do dziś zastanawiam się jak funkcjonowałam bez tych małych cudaków (na dzień dzisiejszy mam ich 9 w różnych kolorach) bo makijaż z ich użyciem sprowadza się dosłownie do dwóch ruchów pędzelkiem. Cienie mineralne marki Lily Lolo charakteryzują się piekielną wręcz wydajnością - zużycie jednego takiego słoiczka zajmie Wam długie miesiące, a fakt, że zarówno ich konsystencja jak i kolory są po prostu niesamowite sprawia, że sięgam po nie naprawdę często. Dziś chciałabym zaproponować Wam niezwykle uniwersalny, świeży i dziewczęcy kolor Sand Dune, który ma lekko brzoskwiniowo-różowe tony z przepięknymi, świetlistymi refleksami. Dlaczego właśnie ten kolor? Przez jego subtelność, delikatność i ożywiający każdy makijaż charakter - będzie pasować dziewczynom o każdym typie urody, a jego aplikacja to po prostu nabranie produktu na puchaty pędzelek i omiatanie powiek - dwa, trzy ruchy, a Wasze powieki lśnią przepięknym kolorem, nie rzucają się w oczy, nie są nachalne, ale jednak króluje na nim dziewczęca delikatność. Uwielbiam tego cudaka i szczerze Wam go polecam tym bardziej, że śmiało może występować także w roli rozświetlacza na kościach policzkowych.

Lily Lolo - Cień mineralny Sand Dune ( 36,90 zł.)


Soczyste usta.


W minimalistycznym makijażu ust paradoksalnie rządzi...błysk. Ale nie nie - wcale nie mam tu na myśli brokatu czy refleksów, ale tradycyjne, klasyczne wykończenie błyszczyku bez zbędnych dodatków. Jeżeli dodatkowo zdecydujecie się na kolor maksymalnie zbliżony do Waszego naturalnego koloru uzyskacie przepiękny, zdrowy efekt mokrych ust bez podkreślania suchości czy innych nierówności, które charakterystyczne są dla modnych wciąż matów. Naturalne błyszczyki Lily Lolo dostępne są w ogromnej gamie kolorystycznej, ale kiedy myślałam o czymś idealnym na co dzień od razu do głowy przyszedł mi odcień English Rose - przygaszony, kobiecy odcień różu, przy którym pokusiłabym się o stwierdzenie, że będzie pasował tak naprawdę każdemu. Błyszczyk ten oprócz swoich estetycznych walorów ma także właściwości pielęgnacyjne - zawierają witaminę E oraz olejek jojoba, które łączą makijaż z odżywieniem. Wierzcie mi, że nie ma bardziej świeżej i rześkiej odskoczni od typowego makijażu niż lekkie przeciągnięcie warg takim błyszczykiem - różnica zauważalna jest natychmiastowo. Zakochacie się w nich nie tylko ze względu na konsystencję i kolory... ale też przez iście kakaowy, uzależniający zapach :)

Lily Lolo - Błyszczyk English Rose (48,50 zł.)



Wbrew panującym obecnie trendom... to właśnie minimalistyczny makijaż jest w stanie najbardziej podkreślić nasze kobiece walory - to właśnie on wydobędzie z nas to co najlepsze, bez zbędnego przerysowania, zmiany naszego charakteru. Mam niestety nieodparte wrażenie, że od takiej formy odchodzi się co raz częściej - czyżby nasze naturalne piękno nie było warte podkreślania, czy naprawdę podobamy się w sobie w wersji full makeup, która z rzeczywistością niewiele ma wspólnego? Sztuczne rzęsy, przerysowane brwi, usta w wymyślnych kolorach - daleko mi do takich trendów i mam nadzieję, że i Wy nie dacie się w tym wszystkim zatracić. Pamiętajcie, że najpiękniejsze jesteśmy... po prostu sobą.

A teraz niespodzianka...


Razem z marką Lily Lolo przygotowaliśmy dla pięciu z Was najnowsze maskary Big Lash, o których była mowa w dzisiejszym wpisie - konkurs odbywa się na moim Facebooku, więc jeśli macie ochotę zwieńczyć razem ze mną koniec cyklu z Costasy i przetestować najnowszy, naturalny tusz - wpadnijcie do mnie koniecznie :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye