Moja rutyna pielęgnacyjna. Jakich kosmetyków do twarzy używam na co dzień?


Nie wiem, jak Wy, ale ja bardzo lubię podglądać, jak wygląda rutyna pielęgnacyjna u innych osób. Zawsze mnie to ciekawi, nie raz podpatrzę u kogoś jakiś fajny kosmetyk lub odkryję coś ciekawego, więc postanowiłam, że i ja stworzę taki wpis i pokażę Wam, jakich kosmetyków do twarzy używam na co dzień. Dla małego przypomnienia lub osób, które są tu pierwszy raz - mam skórę mieszaną, w niektórych partiach bardzo wrażliwą, a przy tym alergiczną. Głównym problemem z moją skórą jest jej zmienność i nieprzewidywalność, dlatego nie pozwalam sobie na większe eksperymenty. Moja cera lubi podstawowy schemat pielęgnacyjny, jest wrogiem kwasów i mocnych ingerencji w jej strukturę, dlatego w ciągu długich miesięcy wypracowania sobie świadomości pielęgnacyjnej, wiem jakich składników potrzebuje i raczej rzadko zdarza mi się wdrażać jej cokolwiek totalnie nowego. Jak za chwilę zauważycie - w mojej pielęgnacyjnej rutynie nie ma niczego skomplikowanego, a kosmetyki dobrane są oczywiście pod kątem nie tylko wspaniałych składników aktywnych, ale także w całościowych ujęciach pod względem składu... i opakowań. Staram się wdrażać coraz więcej szkła i plastiku typu 5, co zresztą za moment same zauważycie. Odkąd wiem czego używać - postanowiłam, że podciągnę się też w kwestii opakowań i póki co, idzie mi naprawdę dobrze. Jeśli jesteście więc ciekawe, czego aktualnie używam, to zapraszam Was na krótką wycieczkę po moich produktach.


Moja rutyna pielęgnacyjna - Santaverde - Żel do oczyszczania z sokiem z aloesu.


Oczyszczanie jest dla mnie absolutnie najważniejszym elementem pielęgnacji. W tej chwili wiernie służy mi żel oczyszczający marki Santaverde z sokiem z aloesu, który jest niesamowicie delikatny, lekki, a przy tym nie narusza warstwy hydrolipidowej skóry. Uwielbiam go za jego łagodny charakter, fakt, że mogę go używać na oczach, wydajność i wspaniałe uczucie oczyszczenia bez efektu ściągnięcia. Żel łączę naprzemiennie ze szczoteczką FOREO Luna 2 wieczorem i gąbką Konjac o poranku.

Plus za opakowanie wykonane z plastiku typu 5, który nadaje się do ponownego przetworzenia.

Cena: 99,99 zł. do kupienia TUTAJ.



Moja rutyna pielęgnacyjna - Santaverde - Tonik odświeżający z sokiem z aloesu.

Po oczyszczaniu kolejnym niezbędnym elementem jest dla mnie tonik. Po raz kolejny gości u mnie marka Santaverde i ich ultra delikatny, odświeżający, kojący i nawilżający tonik, którego zużyłam już chyba z dziesięć butelek. Ten produkt do jedyny kosmetyk w mojej historii pielęgnacyjnej, do którego wracam jak bumerang, nigdy do tej pory nie zdarzyła mi się aż taka wierność produktowi, ale z ręką na sercu - nie znalazłam do tej pory lepszego i bardziej uniwersalnego toniku na rynku. Szklane opakowanie z atomizerem sprawia, że produkt jest mega wydajny i wystarcza mi na jakieś 4 miesiące codziennego używania (a wcale go sobie nie żałuję i używam w ponadprzeciętnej ilości) - naprawdę z pełną świadomością polecam Wam wypróbować.




Moja rutyna pielęgnacyjna - La Fare 1789 - Krem wokół oczu.

Nie ma właściwej pielęgnacji twarzy bez szczególnej dbałości o okolice oczu, a moje nie należą do najłatwiejszych. Po latach katowania mnie sterydowymi kuracjami (tak się kiedyś leczyło AZS) moja skóra pod oczami jest bardzo wrażliwa, cienka i wymaga szczególnej troski. Aktualnie w użyciu krem marki La Fare 1789, który należy stosować zarówno pod jak i na powierzchni oczu. Jest bardzo delikatny, super nawilża, idealnie współgra z makijażem, jest zamknięty w szkle, ma sporo składników wspierających walkę ze zmarszczkami... i konsystencję wodno-kremową, która wchłania się w kilka sekund. Jestem oczarowana tym maleństwem.




Moja rutyna pielęgnacyjna - Santaverde - Ultramatujący krem nawilżający z sokiem z aloesu, bławatkiem i kwasem salicylowym.

Poranna pielęgnacja to dla mnie oczyszczenie, tonizowanie, krem pod oczy... i krem właściwy. Widzicie już teraz, że jestem prawdziwą fanką marki Santaverde - to trzeci produkt, który u mnie gości i który jest dla mnie idealnym kremem na dzień z trzech powodów. Przede wszystkim jego zadaniem jest nawilżenie, co niejako jest dla mnie podstawą, ale do tego ma fantastyczne funkcje matujące, a przy tym jest doskonałą bazą pod makijaż. Seria Pure gości u mnie od niedawna, ale jestem pewna, że jeszcze zrobi niezłe zamieszanie w mojej kosmetyczce. Naprawdę, naprawdę kocham się w tej marce!





Moja rutyna pielęgnacyjna - Kire Skin - Serum Fermentowany korzeń żeń-szeń i nasiona papai.


Pielęgnacja wieczorna w moim przypadku musi być intensywna, odżywcza i dająca sporego kopa składników aktywnych. Co drugi dzień używam serum Kire Skin, które ma genialną, otulającą, olejowo-żelową konsystencję, dzięki której czuję się, jakbym nałożyła maskę całonocną. Jeszcze jest za wcześnie, żeby ocenić je całościowo, ale póki co jestem nim totalnie oczarowana. Skład jest perfekcyjny, bogaty... opakowanie masywne, ciężkie i szklane, do tego wyszukane składniki aktywne z pielęgnacji azjatyckiej. Czuję, że to będzie hit... ale jeszcze dam mu odrobinę czasu.



Moja rutyna pielęgnacyjna - FOM LONDON Firm&Contour.

Naprzemiennie z serum Kire Skin używam produktu stricte anti-age od marki FOM London, które niestety... nie spełnia moich oczekiwań. Jestem trochę zła na siebie, ponieważ zachwycona składem, opakowaniem i ogólnie samą marką postanowiłam zaopatrzyć się w to serum, które niestety, ale oprócz wygładzenia i lekkiego napięcia ... nie robi nic. Oczywiście zużyję je do końca, ale przyznam, że nie pałam do niego żadnym wyższym uczuciem - mam, używam, ale tak naprawdę nic poza tym. Na pewno będę szukać dla niego zamiennika. Takich pieniędzy to ono na pewno nie jest warte.



Moja rutyna pielęgnacyjna - Nourish Antioxidant Multi-Tasking Balm.


Stosunkową nowością, ale już hitem jest u mnie wielozadaniowy balsam z antyoksydantami od marki Nourish, którą kocham równie mocną miłością, co Santaverde. Jest to dla mnie produkt z gamy ratunkowych, czyli takich, które są niezbędne w momencie kaprysów skóry. Ten cudak doczeka się niebawem osobnego wpisu, dlatego nie zdradzę Wam dużo, ale jeśli szukacie czegoś, co zregeneruje, odżywi, a przy tym jeszcze wygoi niespodzianki... musicie koniecznie śledzić kolejne wpisy. To będzie totalny hicior tego roku! Wiecie, że można go używać zarówno do mycia twarzy... jako maskę i maść ratunkową? Jestem nim zachwycona, ale o tym niebawem.



Tak prezentuje się obecnie moja rutyna pielęgnacyjna. Mam nadzieję, że uda Wam się wyłuskać także coś dla siebie. Napiszcie mi koniecznie, czy znacie te produkty i miałyście okazje ich używać. A może same chciałybyście pochwalić się, co aktualnie gości na Waszych buźkach? Czekam na Wasze komentarze. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye