Mleczka do demakijażu - dlaczego odeszły do lamusa? La Fare 1789 i produkt, który pachnie... tak jak wygląda.

Oleje, płyny micelarne, dwufazówki, gorące ręczniki, magiczne ściereczki... sposobów na demakijaż jest naprawdę wiele i niezależnie od tego, jaką metodę wybieramy, liczy się przede wszystkim jego efektywność. Doskonale wiemy, że demakijaż stanowi absolutnie największą podstawę właściwej pielęgnacji i nie ma mowy o zachowaniu dobrej kondycji skóry, gdy ta kwestia pozostaje zaniedbana. Abstarahując jednak od efektywności... chcę Wam dzisiaj przypomnieć, o produkcie, który niegdyś był pionierem w dziedzinie demakijażu, a o którym dziś mówi się- zdecydowanie zbyt rzadko. Jeśli cofnęłbyśmy się kilka lat wstecz, a nawet zapytały się naszych mam, jakich produktów używały do demakijażu, to te bez wahania wskazałyby właśnie... mleczko. Jestem niemalże pewna, że większość z Was, które właśnie czyta ten wpis, mleczko do demakijażu miało w swoich łapkach naprawdę dawno, dawno temu. Mam rację? No właśnie! I pora to zmienić. Bo zupełnie tak jak niegdyś Pawlak nie zgadzał się z tym, że koń to przeżytek, tak ja w kwestii mleczek mam dokładnie takie samo zdanie! One są naprawdę fantastyczne i dziś na przykładzie mleczka La Fare 1789 postaram Was się przekonać, do tego, że tym produktom naprawdę warto dać szansę.



Dlaczego mleczka do demakijażu odeszły do lamusa?


To bardzo proste! Przez fatalne niegdyś składy, które bazowały głównie na parafinie i jakichś tłustych, totalnie mało wartościowych substancjach, które kobietom kojarzyły się przede wszystkim z trudnościami, dziwną powłoką na skórze, łzawieniem, pieczeniem oczu... i zapychaniem skóry. Kiedyś uważano, że mleczko do demakijażu załatwia sprawę - producenci gwarantowali, że nie należy ich zmywać, a konsekwencja takiej przygody w 99% przypadków kończyła się tragicznie. Stąd też zaczęto odchodzić od tego typu formy demakijażu i zaczęto poszukiwania czegoś prostszego w obsłudze. Tak mniej więcej w skrócie można opisać zanikający fenomen mleczek. ALE! Wraz ze wzrostem świadomości, a także zalet płynących ze stosowania właśnie takiej formy do pozbywania się resztek makijażu ... zaczęto nad nimi pracować. I same zauważycie, że na rynku jest ich coraz więcej. Ja sama postanowiłam sobie zrobić mały eksperyment właśnie na bazie mleczka od marki La Fare 1789 ... i chcę Wam teraz powiedzieć, że to naprawdę może mieć moc większą, niż mogłoby się wydawać!



Jakie są zalety stosowania mleczek do demakijażu?


No właśnie. Zapytacie na pewno... ale po co sobie utrudniać, skoro można użyć płynu micelarnego. A co, jeśli powiem Wam, że "prostota obsługi" mleczka i micela jest tak naprawdę taka sama? I jedno i drugie aplikujemy na wacik... ba! mleczko możecie wylać sobie nawet na dłonie, oba produkty należy domyć żelem, a efekt jest nieporównywalny.

Przede wszystkim używając mleczka do demakijażu, poczujecie różnicę w sposobie rozpuszczania poszczególnych kosmetyków - tak naprawdę mleczko jest totalnie najdelikatniejszym sposobem demakijażu, który sprawdza się w przypadku cer suchych, odwodnionych i wrażliwych. Używanie mleczka nie wymaga absolutnie żadnego pocierania, tarcia i używania szmatek - wszystko dzieje się za pomocą naszych opuszków lub wacika, jest ultra delikatne i naprawdę przyjemne. Można go sobie połączyć z lekkim masażem twarzy i same zauważycie, że skóra nawet po umyciu żelem, będzie zupełnie inna - bardziej miękka, gładsza i odżywiona już na poziomie pierwszego etapu pielęgnacji. Jak to możliwe, skoro produkt i tak jest zmywalny w dalszej fazie?

Składy dobrych jakościowo mleczek do demakijażu są bogate w substancje zmiękczające, odżywcze i wygładzające. W trakcie wykonywania demakijażu realnie działają na skórę i choć mogłabym tu pisać Wam poematy na ten temat - to prostu trzeba wypróbować, żeby na własnej skórze porównać efekty stosowania mleczka pomiędzy różnymi produktami. Idę o zakład, że będziecie równie mocno zachwycone, co ja.



Mleczko do demakijażu La Fare 1789


Ten przepiękny produkt zainspirował mnie do tego wpisu - przeglądając ofertę marki La Fare 1789, natknęłam się, właśnie na mleczko do demakijażu, zerknęłam na jego skład... i stwierdziłam, że to będzie idealny produkt do poruszenia tego zapomnianego tematu. Spójrzcie tylko na nie - kiedy zobaczyłam je po raz pierwszy, skojarzył mi się... z tradycją, pasją do natury i Prowansją, dlatego postanowiłam zinterpretować go właśnie w ten sposób, który widzicie na zdjęciach. Strasznie, strasznie podoba mi się wizualnie - zapomniany produkt, w tak cudownej, tradycyjnej otoczce... jestem naprawdę zakochana i czuję się, jakbym cofnęła się gdzieś w czasie... i wcale tego nie żałuję.

 Zerknijmy sobie na początku do składu.


Zacznijmy od tego, że mamy tutaj bardzo mocną dawkę składników stricte odżywczych - spójrzcie tylko: wyciąg z aloesu, masło shea, nagietek, słonecznik, szarotka alpejska, liść oliwny, algi Chondrus Crispus, zielona herbata, a jakby tego było mało... oleje: sezamowy, palmarozowy, cedrowy i cytrynowy. Takie połączenie składników naturalnych sprawia, że produkt nie dość, że jest po prostu cudownie kremowy, to już na poziomie demakijażu zapewnia nam skuteczne pozbycie się makijażu, nawet wodoodpornego (za sprawą olejków), odżywienie, nawilżenie i to cudowne wygładzenie! Zaczynam się bardzo mocno rozkochiwać w marce La Fare 1789 i to mleczko jest kolejnym argumentem do tego, by próbować jeszcze więcej ich produktów.

Ciekawym dodatkiem w składzie jest olejek ze skórki cytryny, który naturalnie dodaje blasku i z reguły jest świetnym składnikiem rozjaśniająco-rozświetlającym.

Przy sporej ilości olejków eterycznych obawiałam się o zapach tego kosmetyku... o rany jak bardzo się pomyliłam! Kocham, naprawdę kocham ten zapach, ponieważ jest on połączeniem kremu z lekko cytrusowo-ziołową nutą. WOW! Dawno nie miałam tak pięknie pachnącego produktu naturalnego i powiem Wam szczerze... że ja ten zapach oddałam na zdjęciach. On pachnie dokładnie tak, jak wygląda. Pachnie tradycyją i naturą. CUDO.


Czy ten produkt przekonał mnie do tego, by wrócić do mleczek? Jak najbardziej! Jestem przekonana, że po tej butelce, zagości u mnie kolejna. Co prawda mam jeszcze ogrom innych produktów do zużycia, ale kiedy tylko pozbędę się zapasów, poważnie przemyślę, żeby micele zamienić właśnie na takie mleczka. Produkt jest oczywiście certyfikowany przez ECCOCERT, a udział skłaników naturalnych w formule to prawie 97%. Kosztuje 56,99 zł za 200 ml (a ono wystarczy naprawdę na długo), więc jak dla mnie same plusy... no i jestem zakochana! La Fare 1789 ... nadchodzę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye