Kire Skin ... premierowe nowości do pielęgnacji skóry wrażliwej.

Nawet nie macie pojęcia, jak bardzo się cieszę, kiedy dostaję wiadomości "będziesz pierwsza!", które oznaczają, że nowości spod skrzydełek moich ukochanych marek trafią do mnie, zanim pojawią się w regularnej sprzedaży. To dla mnie niesamowite wyróżnienie i zawsze cieszę się całym serduchem, a kiedy dostałam taką wiadomość od moich japońskich, najlepszych na świecie dziewczyn z Kire Skin mojej ekscytacji nie było końca. Poszłam w to w ciemno, zupełnie nie zastanawiając się nad decyzją, bo same doskonale wiecie, że marka Kire Skin jest ze mną od dawna, a ja sama zachwycona ich produktami, ideologią, a także działaniem pozostaję jej wierna (szczególnie boskiemu peelingowi, który nawet doczekał się osobnej publikacji). No i tym oto sposobem, zanim jeszcze te dwa cudaki ujrzały światło dzienne trafiły w moje łapki i czujne składowe oko. Dziś, jesteśmy tu razem, a ja wreszcie mogę Wam o nich opowiedzieć więcej!

I zaś będę nudna i przewidywalna, bo właśnie oto nachodzi kolejny post pełen zachwytu. Jak to z Kire Skin bywa już po raz kolejny.


Kire Hada... Kire Skin!


Gwoli małego przypomnienia, dla nieco mniej biegłych w treściach mojego bloga, kilka słów na temat marki.

" Wierzymy, że każda z nas zasługuje na piękną skórę "... i ja się z tym zupełnie zgadzam, dlatego miejsce, które tworzę, jest, jakie jest. Z Kire Skin poczułam się związana od pierwszego wejrzenia. Wiecie, co najbardziej urzeka? Ta prostota, ta siła składów, które za moment Wam pokażę... i tworzenie, a nie produkcja. Musicie wiedzieć, że Kire Skin nie jest masowym producentem - w ofercie znajdziecie zaledwie, albo AŻ cztery podstawowe produkty pielęgnacyjne, które można uzupełnić o autorskie rollery i maseczki w formie tabletek. Jestem całym sercem za tego typu producentami - uważam, że jakość nie idzie w parze z ilością, o czym zresztą najlepiej świadczy nadal porażający stan polskich drogerii. Kire Skin przywraca nadzieje, że da się zrobić to dobrze... bez zbędnego blichtru i reklamy. Jestem całym sercem z Wami! 

Urzeka mnie także szczerość Kire Skin, który otwarcie przyznaje, że z premedytacją zamyka w swoich kosmetykach składniki z całego świata i chce wprowadzić w naszych kosmetyczkach prawdziwą rewolucję! Aż chciałabym teraz pojechać z Dawidem Podsiadło, który swoim ultra miękkim głosem dodaje... i ja to szanuję! No, ale tak właśnie jest. Ja to po prostu ogromnie szanuję. Do tego jasność, pełnia informacji - wystarczy wejść sobie na stronę marki i KAŻDY składnik jest pięknie rozpisany. Żadnej ściemy, żadnych maleńkich kropeczek. Czysto, pięknie... po prostu perfekcyjnie!

Testowałam już serum, testowałam peeling i tonik... przyszła pora na premierowe nowości, którym zamierzam poświęcić dzisiejszy wpis. Tamtaratammmm... poznajcie żel myjący do twarzy na bazie sfermentowanego ryżu oraz krem do twarzy z ekstraktem z fermentowanego granatu!


Urzekająca prostota... i bogactwo składu


Kiedy patrzę sobie na te aluminiowe tubki myślę sobie... minimalizm. Spójrzcie tylko na nie - żadnych udziwnień, żadnych kolorów, ascetyczna wręcz szata graficzna - można nawet mieć skojarzenia z produktami aptecznymi, może nawet leczniczymi, prawda? Naprawdę lubię, kiedy do opakowań przywiązuje się wagę... a ta prostota po prostu mnie urzeka, tym bardziej że po raz kolejny sprawdza się tu stara i znana prawda, że nie szata zdobi... wiecie, co mam na myśli, prawda? No i właśnie w przypadku Kire Skin całe bogactwo nie kryje się w kolorowych, wymyślnych opakowaniach, tylko w składach i formułach. Za moment pokażę Wam, jak wygląda INCI poszczególnych produktów i same przekonacie się, da się zrobić coś perfekcyjnego przy zachowaniu skromności i prostoty bez zbędnego blichtru. I ja to szanuję, naprawdę.


Ferment ponad wszystko!


Mama mówiła, że kiszonki są zdrowe, prawda? Jedz kapustę, chwyć ogórka. Tak było! W każdym domu! A weźcie teraz do ręki jakąkolwiek książkę na temat prawidłowego żywienia i zobaczycie, że wszelakie fermenty to prawdziwa bomba zdrowia i odżywienia organizmu. Ale czy macie świadomość, że fermentowane składniki w kosmetykach również wyróżnia ich niesamowicie duży potencjał pielęgnacyjny, który przewyższa wiele innych substancji? Fermentom w kosmetykach przypisuje się znacznie bardziej intensywne, długotrwałe i dające wyraźniejsze efekty, co niejednokrotnie zostało udowodniono w działaniach klinicznych. Można więc w dużym uproszczeniu powiedzieć, że wszystko, co fermentowane, niezależnie od tego czy w jedzeniu, czy kosmetykach - jest po prostu lepsze. Ale nie zauważyli tego europejscy producenci tylko Ci ... z Dalekiego Wschodu - fermenty są wykorzystywane i znane w kosmetykach azjatyckich już naprawdę długo, przy czym my i nasi producenci... są dopiero w tej materii raczkujący. Nic więc dziwnego, że Kire Skin, który przecież doskonale łączy się z filozofią i rytuałami azjatyckimi swoje produkty tworzy właśnie z ich udziałem. I dziwczyny również w nowościach postawiły na fermenty! Wykorzystały ryż... i granat właśnie w takiej formie - i myślę, że nad tym na chwilę warto się zatrzymać.



Sacharomyces/Rice Ferment Filtrate, czyli sfermentowana woda ryżowa to składnik, który jest niezwykle cennym i bogatym składnikiem, który zawiera w sobie wszystkie witaminy z grupy B, a także witaminę E.  Dodatkowo, zawiera naturalnie występujący kwas fitowy, silny, który jest przeciwutleniaczem, który neutralizując wolne rodniki, opóźnia procesy starzenia się skóry, jednocześnie rozjaśniając przebarwienia. Co więcej, taka sfermentowana woda dzięki zawartości inozytolu stabilizuje pH skóry, zatrzymuje w niej wilgoć, zwiększa elastyczność, zwęża pory, jak i wspomaga leczenie łojotoku. Jest przy tym totalnie neutralna nawet dla najwrażliwszych partii czy obszarów naszej twarzy, przez co z powodzeniem może być stosowana nawet u osób z alergiami.

I to właśnie ona w połączeniu z ekstraktem z kwiatów lotosu (o działaniu silnie łagodzącym) jest głównym składnikiem żelu oczyszczającego do twarzy.

Lactobacillus/Punica Granatum Fruit Ferment Extract to sfermentowany granat, który bardzo silnie aktywuje regenerację komórek skóry. Jest idealnym składnikiem w pielęgnacji skór zniszczonych, uszkodzonych, odwodnionych, a także po zabiegach dermatologicznych. Posiada naturalne związki chroniące przed słońcem i wolnymi rodnikami, tym samym przeciwdziała starzeniu się skóry, a jakby tego było mało doskonale nawilża. Spłyca istniejące już zmarszczki oraz zwiększa sprężystość skóry. Wykazuje właściwości przeciwzapalne i przeciwobrzękowe, może być stosowany przez atopików, alergików... i jest idealny po prostu dla mnie!

Nasz granat w połączeniu z kwasem salicylowym o działaniu bakteriostatycznym i zwężającym pory tworzy najnowszy krem... zobaczcie, jakie to zestawienie składników! Z jednej strony coś stricte regenerującego, idealnego dla wrażliwej skóry, a przy tym dodatek kwasu, który zadziała również na pory i stany zapalne. No mega! To trzeba mieć pomysł :)


Kire Skin Cleansing Gel Fermented Rice Water & Lotus Flower


Oczywiście nasza sfermentowana woda ryżowa i lotos to nie wszystko. Koniecznie muszę Wam pokazać całość tego składu, który jest jak na produkt stricte oczyszczający... po prostu imponujący (aż nie czuję, że rymuję!)

No to zobaczcie:

GLYCERIN, HELIANTHUS ANNUUS SEED OIL, SUCROSE PALMITATE, AQUA, TOCOPHERYL ACETATE, SACCHAROMYCES/RICE FERMENT FILTRATE, ZINGIBER OFFICINALE ROOT EXTRACT, PERILLA FRUTESCENS EXTRACT, BAMBUSA VULGARIS SHOOT EXTRACT, NELUMBO NUCIFERA FLOWER EXTRACT, NYMPHAEA ALBA ROOT EXTRACT, PANTHENOL, CITRUS BERGAMIA OIL, PROPANEDIOL, HYDROGENATED STARCH HYDROLYSATE, PROPYLENE GLYCOL, PENTYLENE GLYCOL, BUTYLENE GLYCOL, BENZYL ALCOHOL, POTASSIUM SORBATE, SODIUM BENZOATE, DEHYDROACETIC ACID, LIMONENE, LINALOOL

No choćbym chciała... to ja się tu osobiście nie mam do czego przyczepić. Na upartego, ktoś mógłby powiedzieć, że olejki eteryczne nie są dobrą opcją dla ultra wrażliwych czy alergicznych skór, ale to jest kwestia tak indywidualna, że nie mogę i nie powinnam tego oceniać - ja atopik od urodzenia, nie mam żadnej nadwrażliwości na olejki eteryczne. Kwestią sporną dla wielu osób mogą być również strasznie demonizowane glikole, w tym propylenowy, którego, choć 100% bezpieczeństwo nie zostało jeszcze udowodnione, to jednak oprócz potencjału alergizującego nie przypisuje mu się większych wad. Pozostawiam Wam więc to do indywidualnej oceny, ja z glikolami o ile nie otwierają INCI nie mam żadnego problemu. Te tutaj są przy końcu, ich stężenie jest naprawdę niewielkie.

Same widzicie, że skład jest mega bogaty w fajne substancje - wielki plus za witaminę E, palmitynian sacharozy, który uwielbiam ... bambus czy ekstrakt z korzenia białej lilii. Całościowo uważam, że jest naprawdę, naprawdę dobry.

To jednak o czym muszę Wam wspomnieć to jego niesamowita konsystencja - po wyciśnięciu z tubki macie do czynienia z przezroczystym żelem, który w kontakcie ze skórą zamienia się w bardzo otulający, dość tłusty produkt myjący, który TAK doskonale zmiękcza i odżywia skórę, że sama jestem... w szoku. Naprawdę. Pierwsze moje spotkanie z tą konsystencją przyprawiło mnie o mały zawrót głowy, bo kompletnie się tego nie spodziewałam - jeżeli używałyście (a mam nadzieję, że tak) serum marki Kire Skin... to będziecie wiedziały o co z tym otulaniem chodzi. No WOW! W połączeniu z wodą i ciepłymi palcami zamienia się w emulsję myjącą, której używa się ultra przyjemnie. Warto też dodać, że mam wrażenie, że to niekończący się produkt - jest niesamowicie wydajny, dosłownie jedna doza (kropla wielkości groszku) wystarcza na dokładne oczyszczenie twarzy.


Kire Skin Moisturizer Fermented Pomegranate &Salicylic Acid


Aqua, Olus Oil, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Coco-Caprylate, Polyglyceryl-3 Stearate, GlycerylStearate, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Camellia Sinensis Leaf Extract, Sodium Ascorbyl Phosphate, Sodium Stearoyl Lactylate, Rosa Damascena Flower Extract, Salvia Officinalis Leaf Extract, Citrus Limon Peel Extract, Citrus Aurantium Dulcis Peel Extract, Jasminum Officinale Flower/Leaf Extract, Lavandula Angustifolia Flower/Leaf/StemExtract, Citrus Aurantifolia Peel Extract, Citrus Aurantium Bergamia Fruit Extract, Pyrus MalusFruit Extract, Dipteryx Odorata Seed Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, Butyrospermum ParkiiButter, Shea Butter Ethyl Esters, Lactobacillus/Punica Granatum Fruit Ferment Extract, BenzylAlcohol, Butylene Glycol, Panax Ginseng Root Extract, Citric Acid, Dehydroacetic Acid,Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Rosmarinus Officinalis Leaf Extract, Salicylic Acid,Tocopherol, Sorbic Acid,Amyl Cinnamal, Citral, Citronellol, Coumarin, Geraniol, Limonene,Linalool

Czy Wy widzicie, jak niesamowicie bogaty jest skład tego kremu? Ogromny udział składników emolientowych - można powiedzieć, że w większości... a do tego ekstrakty oczyszczająco/regulujące plus wspomniany wcześniej kwas. Powiem Wam szczerze, że osobiście nie wpadłabym na połączenie takich składników - mamy tu z jednej strony remedium na wszelkie problemy skór suchych, uszkodzonych, zniszczonych, a nawet odwodnionych... a z drugiej strony składniki idealne w pielęgnacji cer trądzikowych, zanieczyszczonych. Z jednej strony emolienty, z drugiej oczyszczenie i regulacja poziomu wydzielanego sebum czy walka z rozszerzonymi porami. I przyznam, że Kire mi w tym momencie zaimponowało, bo takiego rozwoju spraw to ja się moje Panie nie spodziewałam!

Zadaniem kremu jest więc jednocześnie pielęgnacja cer wrażliwych... i trądzikowych. A umówmy się - takich kremów na rynku nie ma wiele.

Ciekawym zjawiskiem, który zauważyłam w przypadku tego produktu... jest chłodzenie twarzy. Naprawdę, mam wrażenie, że po nałożeniu, moja skóra z automatu staje się chłodna i to jest niesamowite uczucie. Konsystencja kremu jest lekka i przypomina mi balsam - nie polubiłam się z zapachem, który jest mocno ziołowy (a ja od ziół w aromatach stronię równie mocno, co od rosołu), aczkolwiek nie jest to coś, co mocno mi przeszkadza. Na ten moment jest zbyt szybko na większą ocenę kremu, dlatego do tego posta jeszcze wrócę, ale to co zauważyłam... to cudowne nawilżenie i zmiękczenie skóry. Krem doskonale współgra również z makijażem, nie obciąża, nie włazi tam gdzie nie powinien... zapowiada się udana przygoda!



Nie da się ukryć, że pałam sympatią zarówno do dziewczyn, które tworzą markę, jak i do samych produktów i wiem też, że zaraziłam nią wiele z Was. Koniecznie dajcie mi znać, jak podobają Wam się te nowości i czy zamierzacie się na nie skusić.

Buziaki!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye