Zatrzymaj lato na dłużej ... z kosmetykami FLUFF.

 Kiedy myślę o lecie to niewątpliwie w kwestii pielęgnacji kojarzy mi się ona z lekkością, delikatnością i świeżymi owocowymi zapachami. Lato to okres, w którym zdecydowanie rezygnuję z ciężkich maseł, perfum czy olejów i jestem pewna, że wiele z Was również dokonuje tego typu modyfikacji. Od zawsze uwielbiałam bawić się pielęgnacją i szukać czegoś na lato, co jednocześnie spełni swoją bazową funkcję, ale będzie też cieszyć i rozpieszczać niczym ciepły deszcz po upale. No i tu wchodzi ona - marka FLUFF, która niedawno pojawiła się na rynku, a już pokochały ją tysiące kobiet. Cudowne formuły, nazwy, kolory, super składy ... bajeczna otoczka, która nieodzownie kojarzy mi się z latem! Pielęgnacyjne jogurty, śmietanki, mleczka - plejada barw, składników aktywnych i fantastyczna cena w stosunku do pojemności. O tym wpisie myślałam już od dawna, ale to właśnie końcówka lata zmotywowała mnie do tego, żeby zrobić to właśnie teraz. Dlaczego? Bo kosmetyki FLUFF pozwalają je zatrzymać ... na bardzo długo!


Mleczka, które skradają serca ... i rozbudzają apetyt!

Jeśli to nie jest najlepszy produkt z całej marki FLUFF to niech mnie kule biją. No spójrzcie tylko na te cudaki. Do wyboru aż 5 wersji i cóż...czułam, że to się tak skończy! Nie wiedziałam, na które mleczko się zdecydować... więc wybrałam aż trzy. No nie ukrywam, że one mnie przyciągnęły chyba najbardziej z całego asortymentu (no może jeszcze jogurty miały podobną siłę przyciągania) marki FLUFF - są tak piękne, tak apetyczne i tak ślicznie pachną, że po prostu nie mogłam im się oprzeć! I zaś srocza natura pokonała zdrowy rozsądek. Zdecydowałam się na matującą zieloną herbatkę, nawadniające liczi i nawilżającą malinę. Wszystkie kocham i nie wiem, które używać! Są cudownie lekkie, nie kleją się, pięknie nawilżają no i cieszą oko niesamowicie. Jestem ciekawa czy i na Was robią równie duże wrażenie, czy to ze mną jest coś nie tak? No spójrzcie tylko na nie - czy nie wyglądają po prostu przepięknie? Oczywiście jednak nie wygląd jest w ich przypadku kluczowy, a działanie. W ofercie marki znajdziecie:

  • mleczko borówkowe dla osób zmagających się z naczynkową, skłonną do podrażnień cerą
  • mleczko malinowe dla osób zmagających się z cerą zniszczoną i pozbawioną blasku
  • mleczko liczi dla osób zmagających się z bardzo suchą skórą
  • mleczko z żeń-szeniem dla osób, które chcą zapobiec powstaniu zmarszczek i zniwelować już istaniejące
  • mleczko z zieloną herbatą dla osób, które mają już dość błyszczącej cery i powiększonych porów

 


Pod moją zapowiedzią na Facebooku padło jednak wiele pytań, jak właściwie używać tych mleczek i na którym etapie pielęgnacji. Warto zatem zaznaczyć, że każdą z wersji można używać jako serum, krem, maseczkę, lub zamiast serum i kremu. Dodatkowo można również dodać to mleczko do podkładu. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam je wszystkie! Liczi pachnie jak koktajl mleczny, malina jak jakiś pyszny jogurt a zielona herbata ma naturalny, lekki i świeży aromat ziół. Na ten moment w trakcie wnikliwych testów zielona herbata - już niebawem dam Wam znać jak spisuje się po dłuższym używaniu. Dajcie koniecznie znać czy macie już jakiś produkt u siebie!

Cena: 34,50 zł. za 40 ml

 

 

Śmietanka do ciała ... o zapachu mandarynek!


Lekka jak chmurka, idealna na upalne dni śmietanka zachwyciła mnie przede wszystkim swoją konsystencją ... i kolorem! Różowy, leciutki balsam wchłania się na skórze dosłownie w kilka sekund pozostawiając po sobie bardzo wyraźny efekt nawilżenia i wygładzenia. Wersja mandarynkowa oprócz działania stricte odżywczego ma również składniki, które działają ujędrniająco - to właśnie z tego powodu FLUFF określa ją jako antycellulitową, choć w sekrecie powiem Wam, że ja po prostu smaruję się nim cała! Składniki aktywne w naszej śmietance (swoją drogą genialna nazwa!) wzbogacona jest ekstraktem z grejfruta i olejem z orzechów macadamia, które są naturalnymi składnikami ujędrniająco-uelastyczniającymi, a tym samym wyciągają ciężkie działa przeciwko problemowi cellulitu. Zapach mandarynek jest tu jednak czymś przełamany - mam wrażenie, że czuję tu również jakieś zioła z domieszką czegoś gorzkiego. Najbardziej doceniam w niej fakt, że wchłania się błyskawicznie w ciało i tak doskonale nawilża i wygładza skórę, że ma się wrażenie używania jakiegoś rodzaju serum do skóry - ogólnie uważam, że FLUFF zrobił bardzo dobrą robotę w kwestii produktów do ciała i to one są na piedestale asortymentu marki. 

Skład: Aqua, Cocos Nucifera Oil, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Cetyl Alcohol, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Parfum, Shorea Robusta Seed Butter, Citrus Grandis Fruit Extract, Sodium Lauroyl Glutamate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, CI 45100

 
 

Lekkie i pyszne jogurty do ciała ... malina i arbuz


Od jogurtów do ciała rozpoczęłam swoją przygodę z marką FLUFF, gdy tylko hucznie pojawiła się na kosmetycznym rynku. Nie wiem jak Wy, ale ja radością reaguję już na samą nazwę "jogurt" i jak tylko usłyszałam, że takowe pojawiają się w ofercie postanowiłam zamówić sobie malinę... i tak już mam jej drugie opakowanie, do którego właśnie dołączył arbuz. Oj pokochałam te kosmetyki od pierwszego użycia. Tutaj wspaniałe jest totalnie wszystko - począwszy od realnej jogurtowej konsystencji, cudownych zapachach, świetnych opakowaniach aż po bajeczne nawilżenie, które pokochała nawet moja mama (co to jest z tych, że zawsze wszystko się lepi i śmierdzi naturą!). Kiedy myślę o lecie i pielęgnacji ciała to właśnie tego typu produkty od razu przychodzą mi na myśl - nie wiem jak Wy, ale latem, kiedy temperatura jest wysoka, używanie ciężkich konsystencji, olejów czy maseł jest dla mnie po prostu nieprzyjemne i nie sprawia mi żadnej radości - tego typu propozycje jak FLUFF są zatem idealnym rozwiązaniem. Przede wszystkim dlatego, że wchłaniają się w kilka sekund, nie lepią się do ubrań, nie są tłuste no i mają mega wakacyjne, lekkie zapachy. Wiem, że wiele z Was poszukuje arbuzowych kosmetyków z dobrym składem (nie wiem co ma w sobie takiego arbuz, ale ja też kocham jego zapach) i FLUFF właśnie ma takiego cudaka w swojej ofercie. Och jak on pachnie! Jaki on prawdziwie arbuzowy, pyszny, soczysty... ja się nie dziwię, że na opakowaniu jest znaczek zakazujący spożycia, bo pokusa jest ogromna. UWIELBIAM i polecam absolutnie z całego serca!

Skład: Aqua, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Cocos Nucifera Oil, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Parfum, Stearic Acid, Hydrolyzed Rice Protein, Sodium Lauroyl Glutamate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, CI 42090, CI 47005, CI 73015, Hexyl Cinnamal, Farnesol.

 
 

Puszysty mus do mycia twarzy z malinami


Ten mały słodki cudak to delikatny mus do codziennego mycia twarzy. Przyznam szczerze, że ultra przyjemnie się po niego sięga. Całkiem niedawno na łamach mojego Facebooka robiłam dla Was pełną analizę jego składu, więc jeśli jesteście ciekawe to zapraszam Was TUTAJ Jego konsystencja jest naprawdę wspaniała i wbrew pozorom to maleńkie opakowanie wystarczy na długi czas. Uwielbiam uczucie, w którym się po niego sięga, bo macie wrażenie jakbyście swoją dłoń wsadzały... do ptasiego mleczka albo czegoś równie pysznego i słodkiego - mus jest jakby napompowany powietrzem, dzięki czemu po prostu wygląda jak porcja dobrego deseru. Ja wiem, że to może zabrzmi infantylnie, ale jeśli producent oprócz super kosmetyku daje mi inne wizualno-dotykowe bajery to moja ocena z automatu wzrasta. Co ciekawe, mus ten fantastycznie współgra ze szczoteczką soniczną i choć zapach malin jest tutaj mocno przytłumiony migdałową nutą to całość wypada moim zdaniem fantastycznie i jeśli szukacie czegoś innego, niebanalnego i niespotykanego do mycia swojej buzi to ja polecam się tym musem mocno zainteresować. Mój właśnie dobija dna!

Skład: Aqua, Glycerin, Coco-Glucoside, Sodium Cocoyl Isethionate, Sorbitol, Disodium Lauryl Sulfosuccinate, Sodium Chloride, Butyrospermum Parkii Butter, Dehydroacetic Acid, Parfum, Benzyl Alcohol, CI 45100

 
 

Demakijaż bez nudy - balsam borówkowy

 Latem nie może zabraknąć borówek, a przynajmniej ja sobie takiego nie wyobrażam. Kiedy więc zobaczyłam, że FLUFF ma również linię z borówkami postanowiłam, że również coś wypróbuję - wybór był oczywiście kuriozalnie trudny, ale postanowiłam spróbować czegoś, czego jeszcze nie używałam nigdy - wybrałam zatem balsam do demakijażu. Pamiętacie z pewnością okrutnie drogi produkt perfumeryjny, który szturmem podbił rynek kosmetyczny, a w składzie miał samą parafinę - tu mamy przede wszystkim olej kokosowy, masło kakaowe i masło Shea w towarzystwie przepięknego zapachu świeżych i soczystych borówek. O różnicy w cenie chyba nawet nie muszę wspominać :) Pamiętajcie, żeby tego typu produkt domywać żelem (albo malinowym musem), ponieważ pozostawienie mieszanki kokosa z masłem kakaowym mogłoby urządzić niemałą masakrę :) A więc zahaczamy o dwuetapowe oczyszczanie twarzy ... w owocowym rytmie. Jak na oleje i masła przystało, balsam radzi sobie absolutnie ze wszystkim w kilka sekund - nie straszny mu wodoodporny tusz czy mocna kreska eyelinerem. 

 
 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye