Kosmetyki azjatyckie

Wielki test azjatyckich masek w płachcie od Tony Moly.

08:20:00 Hushaaabye 34 Komentarze

Cześć Kochane.

To był bardzo wnikliwy, czujny i dlugotrwały test. Jedna wymagająca buzia i dziesięć kolorowych, azjatyckich masek w płachcie marki Tony Moly - znanej i kochanej przez wszystkie azjatoholiczki. Tony Moly to dokładnie ta sama marka, która swoje kremy do rąk wypuszcza w formie banana, a te pod oczy zamknięte są w maleńkich, słodkich pandzich ciałkach, które rozkochują klientki na całym świecie swoimi innymi, nieco infantylnymi, ale bardzo urzekającymi opakowaniami. Po pięciu tygodniach regularnego maskowania swojej twarzy przygotowuje dla Was dzisiejszy wpis, który jest owocem 200 min. przyjemnego leżenia do góry nogami oraz stosu notatek jaki w tym czasie przygotowałam. Przed Wami dziesięć kolorowych, cudaśnych masek w płachcie, które zapewniły mi pięciotygodniowe domowe SPA.

W masce Ci do twarzy.

Zanim skupię się na poszczególnych właściwościach zatrzymam się na chwilkę przy cechach łączących wszystkie dziesięć masek. Przede wszystkim - kolorowe i zapadające w oczy opakowania. Każde z nich jest inne i zaprojektowane jest w sposób wskazujący na główny składnik aktywny zawarty w środku esencji - mamy tu cytrynki, brokuły, pomidory a nawet kieliszek z winem - każda z nich w innym kolorze, ale dokładnie z tą samą spójną szatą graficzną. Każda z masek jest niesamowicie mokra i zimna - esencja dosłownie z nich wypływa i można ją śmiało wykorzystać na swojej szyi i dekolcie. Same w sobie wykonane są z bardzo delikatnej bawełny i muszę przyznać, że na początku zanim nauczyłam się z nimi obchodzić - dwie z nich podarłam zanim dobrze nałożyłam na buzię. Ich regularna cena w drogeriach Sephora to 25 zł za sztukę natomiast w sklepie u Hani, która postawiła przede mną to maskowe wyzwanie możecie je już kupić za 14,90 zł :)

Zaczniemy sobie od najbardziej wesołej zielono-żółtej części masek, które jak się fajnie złożyło... sprawdziły się u mnie najlepiej. W tym zestawieniu znajdziemy coś rozjaśniającego, rewitalizującego, ale także nawilżającego i rozświetlajacego - jednym słowym plejada pielęgnacyjna dla każdego.

Nutrition Avocado Mash Sheet to jedna z moich ulubionych masek w tym zestawieniu i jedna z tych, które mogę szczerze polecić w ciemno. Jak sama nazwa wskazuje to ekstrakt z awokado wiedzie tutaj prym. Teoretycznie przeznaczona jest do skór skrajnie przesuszonych i ma zapewnić mocną dawkę nawilżenia, ale ja posiadaczka cery mieszanej w kierunku tłustej ratowałam się nią w przypadku kolejnego rzutu alergii. Oooooo tak... powiem Wam szczerze, że dawno nie miałam czegoś co tak genialnie nawilżyło moją skórę - była mięciutka, zrelaksowana, ukojona i zdecydowanie bardziej miękka. W moich notatkach przy tej masce mam dopisek "WOW" więc to chyba coś znaczy... 

Vitality Brooccoli Mask Sheet (widziałyście kiedyś maskę brokułową?) to po prostu maska odżywiająca czyli właściwie do wszystkiego - głównym składnikiem jest tutaj brokuł, który wpływa na ogólną poprawę kondycji skóry - nawilżając, zmiękczając i uelastyczniając. Maska ta była poprawna - zrobiła dokładnie to co miała zrobić, ale dopisku typu "WOW" nie odnotowałam. Miała bardzo przyjemny zapach i nieco mrowiła moją skórę, choć nie mam pojęcia z czego to wynikało.

Brightening Lemon Mask Sheet czyli mój hit hitów, o którym pisałam swoim dziewczynom zaraz po tym jak ją zdjęłam. No to jest moje drogie coś niesamowitego - skóra po jej użyciu jest rozjaśniona, niesamowicie miękka, matowa i taka... cudowna w dotyku. Moja skóra kocha się w cytrynie i ta maska to był naprawdę wielki strzał w dziesiątkę - jestem pewna, że kupię je sobie w większej ilości bo nie mogłam się nadziwić, że przyniosła tak wspaniałe rezultaty.

Skin Soothing Tea Tree Mask Sheet czyli maska przeznaczona dla osób z wrażliwą cerą, a główne skrzypce gra tutaj ekstrakt z drzewa herbacianego znany ze swoich właściwości łagodzących i kojących. Na pewno domyślacie się, że testowałam ją razem z maską z awokado w okresie wykiwtu alergii i powiem Wam, że poradziła sobie równie dobrze co swoja poprzedniczka. Ma wspaniały zapach no i cudownie chłodzi skórę - dobrze byłoby ją wcześniej wsadzić do lodówki by zintensyfikować ten efekt, ale mimo wszystko skóra po jej użyciu była dobrze nawilżona, bardziej miękka i uspokojona (wyrównany koloryt).

Moisturizing Aloe Mask Sheet to nowość w ofercie Tony Moly i została stworzona w odpowiedzi na potrzeby skór suchych skór. Generalnie cała seria zielona odpowiada właśnie typ typom skóry więc jeśli będziecie szukały czegoś dla siebie to dokładnie w tej gamie. Aloesu nie muszę chyba nikomu przedstawiać prawda? Cóż mogę więcej powiedzieć - to zupełnie tak jak w przypadku brokuła. Robi to co ma robić czyli nawilżać i odżywiać, ale nie jest to maska, którą ja (tłuścioch) muszę mieć pod ręką. W skrajnych przypadkach (po lecie na przykład) warto się w nią zaopatrzyć, ale mimo to najbardziej polecam awokado.

Pore Care Red Wine Mask Sheet to kolejne wielkie odkrycie! Maska na bazie czerwonego wina (kolejna nowość dla mnie) ma za zadanie oczyszczać rozszerzone pory czyli zmorę, z którą walczę już baaaaaardzo długi czas. Ten egzemplarz pachnie dziwnie, jest bardzo śliski i niesamowicie zimny, ale z oczyszczaniem skóry radzi sobie genialnie - nie powiem Wam, że pozbędzie się zaskórników bo byłoby to naciągane, ale świetnie je zwęża a przy tym matuje skórę i sprawia, że pozostaje wyraźnie odświeżona co czuć wyraźnie pod palcami - fajnie działa na skórę pod tym względem, że przechadzając się później po twarzy czuć każdy ruch powietrza - buzia jest przyjemnie zimna i odświeżona. 

Elasticity Pomegranate Mask Sheet czyli przepięknie pachnąca maska, która niestety w moim przypadku nie sprawdziła się zbyt dobrze bo po prostu oprócz lekkiego nawilżenia nie czułam na sobie żadnej różnicy. Służy do ogólnego odżywiania skóry i właściwie to mam wrażenie, że producenta nieco poniosła wyobraźnia w jej przypadku :) Nie za bardzo wiem co mam Wam napisać na jej temat, ale też miałam dokładnie ten sam problem z określeniem działania po jej zdjęciu.

Radiance Tomato Mask Sheet to kolejna propozycja dla cer suchych więc same rozumiecie, że miałam już pewien przesyt i zaczęło mi brakować czegoś stricte oczyszczającego. Pomidorowa maska ma przede wszystkim rozświetlać i zmiękczać i zerkając teraz do swoich notatek mam zapisane - rozświetlenie tak, zmiękczanie nie bardzo. Mamy tutaj 50% skuteczności czyli nieco mało, ale nie jest to jednak maska tak kiepska jak granat czy alkohol, o którym za momencik. Nie mam zbytnio o niej zdania i nie zapadła mi w pamięć na tyle mocno by później do niej wracać.

Skin Purifying Makgeoli Mash Sheet to najpiękniej pachnąca maska z całego zestawienia i niestety wypadająca najsłabiej. Niestety nie byłam w stanie wytrzymać w niej 30 min. ponieważ piekła i mocno rozgrzewała moją skórę. Powstała ona na bazie alkoholu koreańskiego Makgeoli, który ma uelatyczniać, nawilżać i odżywiać skórę. Niestety - coś w tej masce bardzo mi nie służyło i musiałam ją po prostu ściągnąć bo bałam się o podrażnienie. A szkoda.

Skin Puryfiying Seaweeds Mask Sheet to czwara maska, która sprawdziła się u mnie fantastycznie. Jej właściwości regulacyjne i jednocześnie silnie nawilżające zadziałały na mnie genialnie - skóra była matowa, ale dogłębnie odżywiona, mięciutka i gładka. Zawiera w sobie mój ukochany algowy ekstrakt, który lubi się z moją tłustą cerą i sprawia, że po takiej 20-30 minutowej kuracji wygląda o niebo lepiej. Ten wariant polecam Wam w szczególności.

Byłam przygotowana na to, że nie każdy wariant się u mnie sprawdzi i nie jest to nic zdrożnego ani uwłaczającego marce- tak po prostu jest i trzeba być na to gotowym. Ogromnie cieszę sie, że odkryłam maskę cytrynową i wiem już na pewno, że muszę kupić większe jej ilości, podobnie sytuacja ma się z wersją z awokado czy algami morskimi. Chciałabym jedynie żeby Tony Moly wprowadził więcej wariantów oczyszczających bo w tej kwestiic czuję mały niedosyt. Niemniej jednak jeśli lubicie taką formę masek - warto kupić sobie kilka sztyk na wypróbowanie (szczególnie jeśli macie suchą skórę) Ufff... przebrnęłyśmy (mam nadzieję). Jestem bardzo ciekawa czy znacie markę Tony Moly i czy używałyście już tych masek. Która z propozycji wydaje się Wam najciekawsza?

Inne w tej kategorii

34 komentarze:

  1. przebrnęłam :D no i najbardziej w pamięć zapadła mi maska cytrynowa :) muszę ją wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale kolorowo, aż miło popatrzeć :) Tych maseczek jeszcze nie miałam. Miałam jedynie Dr.G i Mizon, które dostałam jako gratisy do zamówień. Jakoś szkoda mi wydać pieniądzę na taką maseczkę jednorazowego użytku. Choć nie powiem, bo to fajna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne opakowania :D wszystkich jestem równie ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świat Kosmetykoholiczki7 października 2016 11:38

    Markę znam, ale tylko ze słyszenia, za to ostatnio mocno zauroczyły mnie maski w płacie, w szczególności te działające kojąco/nawilżająco/odżywczo itp. Mam wrażenie, ze nie tylko Tony Moly ma w asortymencie niewiele masek ratujących stan naszych porów. Najwięcej masek w płacie można spotkać właśnie do celów naprawczych a nie oczyszczających, jednak i takie są nam potrzebne, a do oczyszczania mogę użyć po prostu glinki i też jest jak najbardziej ok :D Dobrze, ze poczytałam o tych maskach, to przynajmniej dowiedziałam się, że istnieją w ogóle takie z brokuła, wina czy innych alkoholi :o Choć z drugiej strony, skoro już sporo czasu wykorzystują dość odstraszający co niektórych (np mnie) filtrat ze śluzu ślimaka, to czemu mieli wykluczyć miłego Pana Brokuła ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo Ty! :D Tak cytrynka z całej dziesiątki jest najlepsza i już za nią tęsknię :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zgadzam się z Tobą - na naszym rynku są jeszcze niestety po prostu drogie... a w Korei można je mieć dosłownie za grosze :( miejmy nadzieję, że i u nas się to zmieni :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Prawda? Mega kolory i świetny design :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Żadnej z tych masek nie miałam. Ale chętnie przeprowadziłabym taki test na sobie. Szczególnie to leżenie wydaje się kuszące :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Masek nie próbowałam, ale chyba teraz rzucili jeszcze dyniową - nie jestem pewna na 100%, ale coś mi mrygnęło przed oczyma i chętnie wypróbuje tę i awokado :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Magdalena Musińska7 października 2016 12:39

    żółciutkie maski z awokado na czele byłyby idealne dla mojej suchej skóry :-) ależ one mają piękne, energetyczne kolorki, od samego patrzenia robi się miło :-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Zauważyłam, że ostatnio jest szał na te maski !
    Świetnie, że o nich napisałaś:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Tanie to te maski i tak nie są, bo żeby efekty się utrwaliły, trzeba by sobie zafundować choć małą, ale jednak serię. Ale trzeba przyznać, że interesujące są bardzo. Szczególnie ta z awokado i ta z limonką :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Markę znam, bo kiedyś chciałam koniecznie coś od nich kupić i tak długo się zastanawiałam, że to zainteresowanie mi przeszło. Nie zmienia to faktu, że uwielbiam taką formę maskę i co prawda używam też tych tradycyjnych, ale wracam do nich raczej z przymusu. Rozumiem też twój żal nad mała ilością wariantów oczyszczających, bo ja też zwykle szukam właśnie takich właściwości :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja jestem sucharkiem, więc to taki mały raj dla mnie :) Chyba skuszę się na kilka, zwłaszcza kusi mnie to awokado.

    OdpowiedzUsuń
  15. Tony Moly znam - mam ten sztyft pod oczy, ale czeka na swoją kolej :DD. Maski w płacie znam tylko ze Skin79. Mam cerę mieszaną, więc pewnie z tych samych wariantów co Ty, byłabym zadowolona, chociaż i nawilżenie jest ważne, nie samo oczyszczenie;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Uwielbiam maski wszelkiego rodzaju. A taka forma jest bardzo wygodna.

    OdpowiedzUsuń
  17. Na cytrynową narobiłaś mi ochoty ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Byłoby super :) Bo gdyby takiej płachty można użyź ze 3-4 razy to już byłoby do przeżycia, ale jak na jednorazowy użytek, to cena to zdecydowany minus :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ale świetnie się prezentują te maski. Opakowania urocze i działania opisywane przez Ciebie zachęca by sięgnąć po te maski.

    OdpowiedzUsuń
  20. Maski kocham; mam po tym wpisie ochotę na awokado czy algi morskie :))))

    OdpowiedzUsuń
  21. Ale pięknie wyglądają! Kuszą już samym wyglądem :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Victoria Book Written Rose8 października 2016 17:43

    Uwielbiam tego typu maseczki! Są niesamowicie urocze!

    OdpowiedzUsuń
  23. Nieźle się napracowałaś nad tym tekstem :) Taki test musiał być fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Pokochałam maski w płacie i bardzo mnie kusisz tymi tutaj! Na pewno kiedyś po nie sięgnę, awokado i cytryna najbardziej mnie ciekawią ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Sięgnę po nie z ogromną przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
  26. miałam Makgeoil, nie wywołała podrażnienia, ale w sumie niewiele zrobiła - delikatnie nawilżyła i nic innego. więc nie masz czego żałować :)

    OdpowiedzUsuń
  27. No, musiałaś się naprawdę poświęcić - 200 minut leżenia to nie przelewki :D ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Ale pięknie kolorowo. Chcę je wszystkie 😍

    OdpowiedzUsuń
  29. Z miłą chęcią przetestowałabym je wszystkie !!! Ale nie są chyba one dostępne w Ie. Właśnie kończy mi się moja ulubiona maseczka 3w1 z Kolastyny, a na dodatek zapomniałam kupić nową, gdy byłam w Polsce!!! Muszę poszukać teraz czegoś innego do mojej buźki :(

    OdpowiedzUsuń
  30. Mega! Ja ostatnio testowałam maseczki koreańskiej firmy Missha. Dla ciekawych-> http://cutiepalebeauty.blogspot.com/2016/12/test-koreanskich-maseczek-do-twarzy.html
    A po Twoim wpisie mam wielką ochotę wypróbować te od Tony Moly :))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  31. Agnieszka Janiak6 lutego 2017 08:11

    Zamówienie złożone :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Szablon dostosowała Madl-len. Obsługiwane przez usługę Blogger.