Kosmetyczny ulubieńcy marca.

Dziś aż chciałoby się krzyknąć... życie jesteś piękne! Czy to nie właśnie za taką pogodą tęskniliśmy tak długo? Zdaję sobie nawet sprawę, że niewiele z Was może przez to zajrzeć do tego posta, ale tak cudowna pogoda rządzi się swoimi prawami więc korzystajcie ile tylko można. Wiosna w mojej kosmetyczce to zawsze okres wielkich zmian formuł jeśli chodzi o pielęgnację i makijaż - ma królować lekkość, trwałość i nienaganna jakość, która pozwoli mi cieszyć się urokami tej pory roku w spokoju i pełnym komforcie. Dziś zapraszam Was na garść ulubieńców marca czyli kosmetyków, które towarzyszyły mi najczęściej.

Bomb Cosmetics Raspberry Beret. 


Leciutki, jogurtowy balsam do ciała, który pachnie... jak malinowa mamba! Jest niesamowicie intensywny i mógłby w spokoju zastąpić perfumy. Pachnie obłędnie, aż człowiek robi się głodny. Ma fantastyczną mięciutką i lekką konsystencję, naprawdę dobry skład (bazą jest masło shea) oraz delikatne rozświetlające drobinki, które migoczą w świetle. Jego jedyną wadą jest dodatek czerwonego brokatu - nie wiem po co to komu, ale zapach wynagradza mi wszystko. Przyznam szczerze, że przeleżał u mnie zapomniany przez zimę... ale teraz wróciłam do niego i cieszę się nim po każdym prysznicu ze zdwojoną siłą!

Coslys Deodorant Pierre D'Alun.


To nic innego jak ałunowy dezodoratn bez zawartości soli aluminium. Kupiłam go z ciekawości za naprawdę dużą (jak dla mnie) cenę i choć początkowo nie robił na mnie wrażenia tak jednak po czasie doceniam jego właściwości pielęgnacyjne - to jedyny produkt, który nie podrażnia moich okolic po depilacji. Oczywiście głównym powodem, dla którego go kupiłam była chęć przerzucenia się na dezodoranty bez kontrowersyjnej i nie do końca przebadanej soli aluminium, ale to naprawdę nie jest tania zabawa tym bardziej, że sam efekt może nie do końca odpowiadać osobom, które mają problem z potliwością. Tego typu kosmetyki nie chronią przed poceniem, a jedynie odpowiadają za nadanie ładnego zapachu (stąd nazwa dezodorant, a nie antyperspirant) i zapewniają poczucie świeżości - jest to opcja dla osób takich jak ja, które nie mają podobnych przypadłości i cenią sobie bezpieczeństwo. Colsys ma zapach mocno trawiasty z nutą cytryny - nie jest ani brzydki ani wyjątkowo ładny, ale naprawdę doceniam jego ogromną wydajność no i wspomniany skład... Co ciekawe nie trzeba kupować osobno całej butelki bo denko jest wykręcane i można uzupełnić znajdującą się w środku buteleczkę.

Yves Rocher Naturelle Asmanthus.


Naprawdę lubię zapachy marki Yves Rocher, a kiedy dodawane są gratisowo do zamówienia to lubię jeszcze bardziej... co jest chyba logiczne. Takim sposobem trafiłam w tamtym roku na zapach Naturelle Asmanthus, który jest połączeniem "zielonych" nut ze słodkimi owocami co razem tworzy bardzo wesołą i wiosenną nutę. Są to perfumy "na co dzień" czyli dokładnie takie, które używamy wychodząc na większe zakupy do supermarketu lub na spacer z dzieckiem - dobrze je mieć, ale niekoniecznie trzeba używać wtedy Chanel czy Terry de Gunzburg. Co ciekawe - zawsze kiedy mam je na sobie wszyscy w okół pytają cóż to za piękny aromat... niepozorne Yves Rocher musi więc mieć w sobie coś co wcale nie czyni ich perfumami gorszej jakości. W tym miesiącu wyjątkowo mocno je sobie upodobałam i myślę, że podczas kolejnych akcji promocyjnych dam się skusić na kolejną butelkę.

Deborah Milano Fluid Velvet Mat.


Nie jestem w stanie wskazać jednego ulubieńca... pokochałam te pomadki od pierwszego użycia! Co to za jakość... co to za kolory! Deborah zdetronizowało Golden Rose pod tym względem całkowicie. Przepiękne, nasycone kolory, cudowny, precyzyjny aplikator, solidne opakowanie no i kilkugodzinna trwałość bez żadnego naruszenia! Uwielbiam i jeszcze raz uwielbiam - odkąd mam swoją kolekcję nie ruszam innych pomadek :) Suną po ustach jak mus i już po jednym przeciągnięciu zostawiają nasycony i niesamowicie intensywny kolor - te czerwienie i róże to mistrzostwo świata. Nie zjadają się nieładnie jak to w przypadku Golden Rose, nie ważą, nie smużą... łał łał i jeszcze raz łał!


The Balm - Meet Matt(e) Trimony.


Ten przystojniak uśmiechający się do Was ze zdjęcia tytułowego to mój kolejny wielki hit marki The Balm. Paleta matów w przepięknych i dość ciemnych kolorach towarzyszyła mi cały miesiąc i powiem Wam skrycie, że zakochałam się w tym Panu. Nie będę zdradzać Wam więcej szczegółów bo przymierzam się do osobnej recenzji :)



A teraz cieszcie się przepięknym weekendem! :) Będzie mi miło jeśli podzielicie się ze mną swoimi kosmetycznymi odkryciami marca.
Buziaki :)

25 komentarzy:

  1. Połączenie "zielonych nut ze słodkimi owocami" podziałało na naszą wyobraźnię :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, że w Yves Rocher mają zmiennik Chloe i D&G Light Blue, ale nie wiem, które to są buteleczki dokładnie :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio pisałam o tej palecie TheBalm u siebie i jestem nią oczarowana

    OdpowiedzUsuń
  4. Te pomadki wyglądają bardzo zachęcająco :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie piękne kolory pomadek i ta paletka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ładna paleta ale mam wrażenie, że na żywo te kolory są cieplejsze! Co do pomadek niestety nie znam ale jako fanatyczka kolorowych ust kiedyś będzie mi dane je przetestować :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj Matt totalnie mnie zauroczył i romansuję z nim już od kilku tygodni :D A perfumy znam, mam wersję poprzednią i to zapach idealny na wiosnę :) Kuszą mnie te pomadki!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mniami malinowa mamba <3
    Ja w marcu nie miałam żadnego odkrycia :P
    Chyba jestem zbyt monotematyczna :)
    Ale deodorant mnie mocno zaciekawił :) muszę sobie coś podobnego sprawić i bezzapachowy przy tym antyperspirant

    OdpowiedzUsuń
  9. Tych pomadek jeszcze nie miałam a kuszą mnie bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Z tymi dezodorantami to rzeczywiście jest trudna kwestia, bo rozumiem fakt, że ktoś chce wyeliminować jakiś składnik ze swojej pielęgnacji, ale jednak mokre plamy to też problem... Ostatnio widziałam reklamy antyperspirantu Adidas, który naturalny nie jest, ale podobno nie zawiera soli aluminium, ale o szczegółach nic nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajna paleta. Zdecydowanie moje kolory ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie miałam żadnego z Twoich ulubieńców, ale paleta bardzo mi się podoba. Pogoda oj cudna :) Wczoraj byłam na spotkaniu blogerek i jak tylko wróciłam, to natychmiast pojechaliśmy z mężem na spacer nad morze by skorzystać :) Okazało się dość wietrznie, nie dostosowaliśmy się z ubiorem i trochę dygotaliśmy :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Balsam musi pięknie pachnieć :D ciekawią mnie te szminki ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Z całej tej grupki znam tylko Naturelle z YR. Ja osobiście dużo bardziej wolę tę klasyczną wersję niż Osmanthus, w tej mnie coś drażni :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Takie nasycone usta to coś co mi się osobiście bardzo podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Te pomadki oraz paletka The Balm wyglądają cudnie <3 <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Miałam kiedyś coś z Bomb Cosmetics i też był tam brokat. Irytowało mnie to na tyle, że bardzo niechętnie po produkt sięgałam. Później w krótkim czasie zaczął śmierdzieć, a to już było ponad moją tolerancję i wyrzuciłam.
    Fajnie, że chcesz przejść na bardziej naturalne dezodoranty. Jeśli chodzi o aluminium to raczej sprawa jest jasne ale i ałun podobno wcale nie jest taki bezpieczny. W zdecydowanej większości ałun nie jest naturalny. Pochodzi z pokruszonych skał wulkanicznych, które gotuje się z kwasem siarkowym, a potem łączy z siarczanem amonu. Niestety do badań naukowych nie dotarłam ale kontrowersji jest na tyle dużo, że sama wyrzuciłam go z pielęgnacji moich pach. Na moim blogu znajdziesz listę 70 dezodorantów bez aluminium i ałunu. Jeśli będziesz miała ochotę skorzystać to zapraszam.
    Bardzo chętnie poczytam o paletce The Balm. Kolory mnie urzekły.. takie neutralne i takie moje :-D

    OdpowiedzUsuń
  18. Dziękuję za to co napisałaś! Nie miałam o tym pojęcia - na pewno zajrzę do Twojego posta! :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Już od dawna marzy mi się ta paletka The Balm - jest cudna :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dzięki Tobie również ja mogłam się zakochać w matowej pomadce Deborah Milano. Pokochałam od pierwszego użycia i zgadzam się w 100% z każdym słowem, które napisałaś na ten temat. WOW! :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Żadnego z tych kosmetyków nie znam tzn. nie miałam, ale dwóch ostatnich ulubieńców totalnie skradło moje serce. Paleta, bo kolory ma totalnie moje i takie jak lubię, w dodatku maty oraz pomadki, które widziałam już u Ciebie wcześniej. Może czerwień nie, bo nie noszę, ale te bardziej stonowane od razu mnie kupiły. Ach Justyna - kusisz, kusisz! :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Obawiam się, że "naturalne" dezodoranty mogłyby się okazać dla mnie zbyt słabe ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Najchętniej przetestowałabym wszystkie matowe pomadki, te też kuszą :D u mnie jak narazie najlepiej wypadły te ze Sleeka :) ciekawi mnie zapach tych perfum

    OdpowiedzUsuń
  24. Pomadki Deborah chętnie widziałabym w swojej kosmetyczce, widziałam na innych blogach swatche, są przepiękne! Paletka z theBalm również kusi :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye