3 ważne nawyki, które zmieniły moje życie na lepsze.

Wstawałam rano i bolał mnie brzuch - totalna dezorientacja, niemoc i stres. Pierwsza kawa, druga kawa, trzecia i pogoń za obowiązkami. Tak do niedawna wyglądały moje poranki - reszta dnia wcale nie była bardziej owocne bo przytłaczały mnie niezamknięte sprawy, z tyłu głowy wisiało nade mną poczucie kolejnych obowiązków, a zmęczenie dawało o sobie znać co jeszcze bardziej mnie frustrowało. Możecie negować lektury poradnikowe - zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób jest to literatura z samego dna i pisana tylko po to by zgarnąć określoną kwotę, ale ja zawsze miałam do nich szczególny stosunek - ludzie z mojego otoczenia zawsze żyli szybko, nie byli zorganizowani, a większości z nich brakowało zapału do robienia czegokolwiek innego poza codziennymi, wymaganymi czynnościami - nie miałam więc nigdy wzorca, nie miałam dobrego przykładu i musiałam sama znaleźć źródło swojej "przemiany" - czy dobry czy zły, nie będę tego oceniać. Dla mnie lektury z pogranicza poradników, motywatorów i tego typu zagadnień stały się małym punkcikiem zapalnym do przeprowadzenia w swoim życiu zmian, które wreszcie sprawiły, że nie stresuje mnie fakt wstawania. Co się zmieniło?




Organizacja przestrzeni.


Każda książka na temat samorozwoju swoje źródło ma w domowych porządkach - głupie? Co ma do tego wysprzątane mieszkanie? A no jak się okazało ma. Po jednej z lektur przeprowadziłam w moim mieszkaniu totalną rewolucję - do tej pory myślałam, że robię to regularnie co sobotę no bo co trudnego może być w sprzątaniu, wycieraniu kurzu czy wyrzucaniu pierdół z pokoju. Okazało się jednak po czasie, że tak naprawdę robiłam to wszystko źle - sprzątanie oddało prym oczyszczaniu, które miało wpłynąć bezpośrednio na moje samopoczucie. Już nie kurz, ale organizacja miejsca, w którym żyję, przedmioty którymi się otaczam mają dla mnie większe znaczenie. Wyrzuciłam cały ogrom rzeczy - dzisiaj już mam przekonanie, że naprawdę nie stanowiły dla mnie żadnej wartości, ale lubiły się wysypywać z szafek i siedzieć mi z tyłu głowy, że wypadałoby posprzątać jeszcze tego wieczora kiedy padałam ze zmęczenia - koło się nakręcało. Bałagan, zbyt duża ilość przedmiotów i zagracone pomieszczenia sprawiały, że nie miałam ochoty usiąść do pracy we własnym pokoju. Odkąd pozbyłam się WSZYSTKIEGO co nie stanowiło dla mnie żadnej wartości lub nie było użyteczne sprzątanie zajmuje mi kilka minut, a ja w spokoju siadam z poranną kawą do laptopa i nie myślę już o tym jak bardzo ciężki będzie to dzień - w oczyszczonej i dobrze zorganizowanej przestrzeni wszystko przychodzi z łatwością.



Jedno po drugim.


Nigdy nie potrafiłam pracować nad kilkoma projektami jednocześnie - to dopiero powodowało u mnie stres. Robisz sobie coś spokojnie i Twój wewnętrzny głos tłucze Ci do głowy - nie wyrobisz się, jeszcze czeka Cię to to to i to... i zaś kończyłam z bólem brzucha. Do tego dochodziły problemy ze snem - stres tym, że nie będę wyspana i odpowiednio wypoczęta do kolejnych obowiązków i kółeczko mi się zamykało. Jedna kawa, druga trzecia i w takiej stagnacji przesiedziałam połowę swojego życia. Zawsze ogromnie stresował mnie natłok zajęć, ale... miałam do tego cholernie złe podejście. Przede wszystkim postanowiłam nie brać na siebie zbyt wielu rzeczy i podchodzić do wszystkiego z dystansem - oczywiście projekty do pracy są ważne, blog jest ważny a i czas dla siebie stanowi dużą wartość, ale przecież z powodu jakiegoś zadania nie mogę dorabiać się bezsenności i stresować co najmniej tak jakbym właśnie zdawała egzamin na pilota bombowca. Powiedziałam sobie w pewnym momencie dość - wystarczy. Mam dość bólu brzucha, dość nerwów i nieprzespanych nocy. Zaczęłam to wszystko spisywać - jak przedszkolak. Spisywałam na kartce wszystko co muszę zrobić i odhaczałam jak potulny uczeń by sama sobie wystawić na koniec dnia ocenę - okazało się, że taki maleńki system motywacyjny sprawdza się u mnie fantastycznie, a chęć przebrnięcia przez kolejny podpunkt sprawiał, że robiłam wszystko szybciej i efektywniej. A podsumowanie na koniec dnia to dopiero wspaniała rzecz! Z czasem jednak zrezygnowałam ze spisywania - tak bardzo przyzwyczaiłam się do wykonywania jednej rzeczy po drugiej, że zupełnie tego już nie potrzebuję. Przyjęłam zasadę, że podczas robienia jednej rzeczy kompletnie nie myślę o drugiej tylko skupiam się na tym co jest TU I TERAZ - wszystko znacznie się uprościło.


Filtrowanie.


Plotki, ploteczki, aferki, problemy sąsiadki, psa pod płotem i na dodatek najnowsze newsy zza granicy - człowiek nie jest w stanie ogarnąć wszystkiego i nie zwariować. Do tej pory uważałam się za trudny charakter - dużo rzeczy wyprowadzało mnie z równowagi, ale podświadomie brnęłam w środowiska, które pompowały ze mnie energię i motywację. Jaką wspaniałą zmianą była podświadoma filtracja wszystkich bombardujących mnie informacji - nie, wcale nie zaczęłam olewać problemów przyjaciółki czy wyalienowałam się ze środowiska - po prostu przestałam przyjmować wszystkie informacje z takim zaangażowaniem jak kiedyś. Słucham, pomagam, ale nie biorę na siebie problemów całego świata. Nie angażuję się emocjonalnie we wszystko co mnie otacza - zauważyłam, że ma to na mnie zbyt negatywny wpływ, a ja biorąc wszystko do siebie i tak świata nie zbawię i tak. Ludzie są ludźmi - często bardzo destrukcyjnymi. Po co więc zajmować się wszystkim i psuć swoją własną harmonię? Nawet jeśli ktoś usilnie próbuje zburzyć to wszystko - trudno, nie mam wpływu na ludzi. Zresztą nie chcę mieć. To po prostu życie.


Czy wszystko to co zrobiłam do tej pory wydaje się trywialne? Czy nie mogłam do tego wszystkiego dojść sama? Wychowując się w środowisku, w którym organizacja czegokolwiek to jakiś totalny wybryk, gdzie spontaniczność ogranicza się do wyjścia na zakupy po ośmiogodzinnym etacie i gdzie sąsiedzi żyją najnowszymi newsami z życia innych to wcale nie było proste - potrzebowałam więc czegoś co mnie pchnie do zmiany nastawienia. Ja swoje źródło znalazłam w książkach i to stanowi dla mnie wartość - to jak ktoś to oceni po prostu do mnie nie dotrze - nie mam na to wpływu, ale też nie chcę zaprzątać sobie tym głowy. To też cenny nawyk, ale o tym opowiem Wam kiedy indziej.

Pisząc tego posta wstałam o 5 rano, wysprzątałam mieszkanie, wypiłam jedną kawę, a przede mną stos zadań - kiedyś powiedziałabym Wam, że to dla mnie totalny kosmos, dziś się uśmiecham i lecę doganiać ten dzień. I Wam też tego życzę.

Buziaki!

40 komentarzy:

  1. Poradniki są totalnie nie dla mnie, ja muszę wszystko po swojemu, ale jeśli Tobie pomogły zmienić coś w taki sposób, że teraz czujesz się lepiej, to świetnie :) Niech sobie właśnie inni oceniają, jak chcą ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dwa pierwsze nawyki są dla mnie jak zbawienie z nieba. Kiedy przytłacza mnie nadmiar pracy i obowiązków wdrażam je bez zastanowienia. Post jest świetny i bardzo prawdziwy ;) Mam nadzieję, że pomoże nie tylko tobie, ale też twoim czytelnikom ;)

    Pozdrawiam Wiktoria z bloga http://bookwrittenrose.blogspot.com ❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanuję Twoje zdanie :) Najważniejsze jest podejście takie jak Twoje :))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo wazne nawyki , sama nie majac stresow potrafie sie nakrecic a potem nie spie po nocych. Wazne jest uspokojenie sie i planowanie to mnie uspokaja. A niestety poradniki u mnie nie dzialaja, bo i tak robie po swojemu hihihi. Dobry tekst <3

    OdpowiedzUsuń
  5. No i ja miałam dokładnie tak samo - zamiast się wyciszyć to się nakręcałam i osiągałam odwrotny efekt. Babska logika :)

    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy wpis, bardzo inspirujący. Też staram się nie brać wszystkiego do siebie. Poradników nie czytam, na mnie nie działają. Każdy niech robi jak jemu wygodnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Loonia mylittleworld18 lipca 2017 11:36

    Ja niestety też tak mam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. U mnie takim nawykiem jest nieoglądanie i nieczytanie wiadomości, które i tak krążą wokół tragedii, awantur, przepychanek i to przeciętnego człowieka napędza wyłącznie do martwienia się. Potem taki delikwent ślęczy przed tym telewizorem, bo czeka na pozytywny obrót spraw, a i tak zaraz zaatakowany będzie kolejną dawką okropnych informacji. Na tym to wszystko działa i ja już nie chcę uczestniczyć w takim oszustwie i graniu na emocjach.

    OdpowiedzUsuń
  9. Organizacja przestrzeni to bardzo ważny punkt, przydało by mi się małe odgracanie.

    OdpowiedzUsuń
  10. ja jestem strasznie niezorganizowana :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Drugi nawyk zdecydowanie i mi ułatwił pracę, zdecydowanie jestem spokojniejsza jak wiem, że już coś skończyłam, już mam coś zrobione :) Co do pierwszego to zdecydowanie przydadzą się u mnie małe porządki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Akurat te nawyki mam wprowadzone chyba od urodzenia :P No może dobre sprzątanie przyszło dopiero z wiekiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawy post. Dużo rzeczy wyrzucam, oddaje, wynoszę, ale mam wrażenie, ze to kropla w morzu potrzeb. Muszę sie bardziej zmobilizować.
    Jakie poradniki polecasz?

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj tak... telewizja to straszna manipulacja - wcale się nie dziwię osobom, które żyją w rytmie slow i pozbywają się telewizorów z domów :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Koniecznie! Im wcześniej tym lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wszystko da się zmienić Kochana! Jeśli tylko chcesz :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Porządki to niby trywialna sprawa, ale takie porządne oczyszczanie i odgracanie ma zbawienny wpływ :) Mówi Ci to były chomik :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Chociażby Magia Sprzątania albo Tokimeki w kwestii czysto praktycznej natomiast jeśli o samorozwój idzie to moim numerem jeden jest Pełnia Życia :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja zauważyłam, że ciągle nie mam czasu, a jak się okazało miałam czas żeby przeglądać różne portale z memami czy smiesznymi historyjkami i tak ślęczałam nad tym kilka godzin w ciagu dnia. Dopiero jak zorientowałam się na co tracę czas to przestałam "lubić" te stronki na Facebooku. I teraz rzadko w sumie tam zagladam. Współczesne media to taki pożeracz czasu...

    OdpowiedzUsuń
  20. Mnie najbardziej pomaga organizacja rzeczy wokół. To najlepszy impuls, by robić coś więcej. Nie zacznę zdjęć, jeżeli rzeczy nie będą odłożone na miejsce.

    OdpowiedzUsuń
  21. "Magia sprzątania" zdecydowanie na tak! Dla mnie był to najmocniejszy impuls :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja nie mogę się nawet w spokoju napić kawy tak mi zaczął przeszkadzać bałagan :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ojj tak... ja też nie raz i nie dwa łapię się na tym, że spędzam za dużo czasu z nosem w telefonie przyswajając rzeczy, które do niczego nie są mi potrzebne. Na szczęście staram się to znacznie ograniczać :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Poczuj na Nowo18 lipca 2017 21:51

    Całkiem niedawno czułam podobną niemoc i zastanawiałam się, co robię nie tak. Zaczęłam od wyrzucania niepotrzebnych rzeczy z szafy, wyszły mi 3 wielkie worki, których nie potrzebowałam, potem uprzątnęłam zawartość biurka i naprawdę czuję się szczęśliwa.
    Filtrowanie zastosowałam przed sesją, ograniczałam Internet i całkiem nieźle na tym wyszłam.
    Brakuje mi jeszcze tej organizacji, do wszystkiego zabieram się chaotycznie, co kończy się dla mnie nerwami i mnóstwem niedokończonych spraw, muszę to jeszcze dopracować.
    Bardzo pozytywny wpis, będę wpadać częściej. Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Dla mnie mimo wszystko najwazniejsza rano jest kawa! :) Taki moj maly rytuał, ktory sprawia, ze wszystko od razu wyglada lepiej! Fajny wpis, milo sie czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  26. punkt numer jeden to u mnie podstawa! wyobraź sobie, że nadmiar rzeczy i bibelotow, ich bałagan sprawiają, że moja nerwica lękowa się pogłebia. Dla przykładu : rok temu remontowalismy na gorze łazienkę, a że mamy mały szergowy domek, wszystko potzebne do remontu stało w salonie, bo nie było innego miejsca. No myslalam, że już wybiegnę z domu z krzykiem, miałam stany depresyjne i lekowe, nie mogłam spac, kołotanie serca... Bałagan i zbyt wiele przedmiotów sprawia, że tracę poczucie bezpieczenstwa i grunt pod nogami. Lubię puste przestrzenie. Oczyiście teraz to nie możliwe, ponieważ nasz czterolatek i jego wyposazenie na to nie pozwalają, ale ja najchetniej mialabym w domu echo ;) obecnie dwa razy dziennie zachodze do domu znajomych, poniewaz opiekuje się ich kotkiem. Oni z kolei to typu chomikow i ja w ich domu dostaje palpitacji serca... Za dużo, za duzo gratów... :)

    ja z mojego zycia tez pozbyłam sie ludzi bluszczy i wampirów energetycznych :) jedna z najlepszych decyzji w mom zyciu

    OdpowiedzUsuń
  27. Dziękuje! Poszukam :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Zdarza mi się czytać poradniki, ale bardziej dla rozrywki, z ciekawości co tam napisali;) Z książek, które swego czasu mocno chwalili najgorzej wypadło w moich oczach Hygge. To jest dno. Ciągle powtórzenia i bezsensowne porady:P Naprawdę jestem w szoku co w głowie ma polskie społeczeństwo skoro tego tylu pozycje uważa za dobrą:O No, ale z gustami bywa różnie.
    Ale odnosząc się do Twojego tekstu to z tym sprzątaniem jest sporo racji. Gdy przez jakiś czas mam zły nastrój albo ciągle nerwy i stres - biorę się za sprzątanie. Takie totalne oczyszczenie przestrzeni i wyrzucenie zbędnych rzeczy lub oddanie innym. To naprawdę pomaga. Robię to co parę miesięcy i zawsze zaskakuje mnie ile jest do wyrzucenia. Dopiero jakieś pół roku temu wyrzucałam różne kserówki ze studiów i było tego z 8 toreb Haha;) Albo wyciągi z konta miałam z kilku lat:] ale się nadarłam;) Także z tym sprzątaniem to prawdę mówią. Głupie to, ale prawdziwe;D Z tym porannym stresem i bólami brzucha też tak miałam i to bardzo długo. Budziłam się już z niepokojem. Już myślałam, że to jakaś poważna choroba. Zrobiłam gastroskopię i kolonoskopię, ale nic... Teraz też co jakiś czas mi się to zdarza. Psychikę nie zawsze łatwo opanować, a od strony fizycznej pomogły mi zwykle probiotyki;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja poradniki czytam rzadko, bo trudno mi się w nie "wciągnąć". Ale muszę przyznać, że w ciągu ostatniego roku też mocno zmieniłam swoje nawyki, co podziałało na plus. Za parę miesięcy może uda się zmienić moją przestrzeń :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Najważniejsze, że dokonałaś zmian :) Czy z poradnikiem czy bez - liczy się efekt :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Dziękuję Ewelinko :) Dopiero co go urządzałam.

    Ja też przez długi czas zastanawiałam się jaka jest przyczyna porannego bólu brzucha - robiłam podobnie jak Ty badania itd... aż w końcu lekarz zaproponował małe rozliczenie ze sobą. I oczywiście wyszło tak, że przed snem analizowałam, planowałam i zamiast się zrelaksować i odpocząć to już podświadomie katowałam swój organizm i psychikę tym co mnie czeka następnego poranka i w ciągu nocy stres się kumulował na tyle, że witały mnie poranne bóle...

    OdpowiedzUsuń
  32. Nerwica lękowa to okropna choroba i dokładnie wiem o czym mówisz. Ludzie bluszcze? O tym nie słyszałam... mogłabyś to rozwinąć? :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Kawa musi być absolutnie! :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Bardzo dziękuję i zapraszam częściej w takim razie :)) <3

    OdpowiedzUsuń
  35. mialam na mysli ludzie bluszcze i toksyczni ludzie zle napisalam wyżej


    ludzie
    bluszcze to taki rodzaj ludzi ktorzy koniecznie chca bys cala swoja
    uwage i czas skupiala tylko i wyacznie na nich. Za to ze masz swoje zycie, prace, męża reaguja
    fochami obrazaniem się i generalnie sprawiaja ze masz cale czas wyrzuty
    sumienia ze nie poswiecacsz im wystarczajaco czasu. Więc piszesz smsy,
    dzwonisz, ciagle sie spotykasz z nimi by ich zadowolic. kosztuje to
    mnostwo czasu i energii. Tacy ludzie z jakiegos powodu potrzebują uwagi
    non stop, nie potrafia sami spedzac ze soba czasu. Osaczają, dusza swoja
    obecnością. A Ty nie mozesz oddychac, nie masz wolnej przestrzeni i na nic czasu. :)

    bardzo czesto bluszczami sie okazuja przyaciolki lub.. tesciowe :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Właśnie dużo siedzi w psychice i podświadomości. nawet jak pozornie się nie martwimy to coś w nas siedzi i nie daje spokoju. Czasem ciężko to opanować mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  37. Piękny kącik <3 Porządek to podstawa, ale u mnie zabawki porozwalane po pokoju to norma, już nawet ich nie sprzątam na codzień, bo to bez sensu :) Też pozbywam się zbędnych rzeczy, ale teraz już na bieżąco. Najgorsze jest mieszkanie z rdzicami, którym wszystko się przyda i nic nie chcą wyrzucić a potrafi leżeć latami.. Chora jestem jak to widzę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye