Podkładowa miłość od pierwszego wejrzenia i nowości GOSH w praktyce.

Można by rzec, że dokonałam wczoraj rzeczy naprawdę wielkiej! Stronię od zdjęć jak mogę bo po prostu tego nie lubię, a tu na moim Fanpagu z prawie 3000 osobami wylądowało selfie w domowej koszulce, czupryną na głowie i zmęczeniem w oczach - zwariowała? No prawie! Zwariowałam na punkcie nowości marki GOSH, które właśnie pojawiły się w drogeriach Hebe, a przede wszystkim na punkcie podkładu i pewnych magicznych kropelek, które dały na mojej buzi taki efekt, że przed pokazaniem się Wam w wersji domowej nie powstrzymał mnie nawet fakt, że lała mi się woda do mycia podłogi. Cóż za odkrycie - cóż za formuła i cóż za zaskoczenie! Hebe nie próżnuje we wprowadzaniu nowości, ale tutaj pojawiło się coś co z pewnością należeć będzie do hitów tego roku. 



GOSH Foundation Drops.


Podkład w kropelkach, kroplomierzu... jak kto woli. Zamknięty w czarne i "bardzo moje" opakowanie z pipetką na pierwszy rzut oka zrobił na mnie średnie wrażenie. Jakiś taki wodnisty, lejący, ale jednocześnie suchy... bardzo dziwne połączenie, do którego podeszłam z wielką rezerwą bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie już w momencie nałożenia go na skórę. Podkład ten bardzo, ale to bardzo przypomina mi słynny Catrice HD z tym, że jego formuła jest jeszcze bardziej rzadka. Mój kolor 004 niech Was absolutnie nie przeraża - jest idealnym odpowiednikiem HM w kolorze Vanilla czyli drugim z kolei w gamie najsłynniejszych podkładów drogeryjnych. Kolor jest dla mnie idealny choć z natury nie jestem bladziochem, aczkolwiek podejrzewam, że i te z Was, które mają jasne karnacje znajdą tutaj coś dla siebie. Jego tonacja jest cieplutka i za to ode mnie wielki plus dla marki, ale co najważniejsze dla mnie... jak on wspaniale stapia się ze skórą!


Poziom jego krycia jest średni, więc wszystko zależy od potrzeb. Nie zdaje kompletnie egzaminu nakładanie go jednorazowo grubszą warstwą, natomiast stopniowany cieniutko gąbką Beauty Blender pozwala osiągnąć efekt jak marzenie. Jeżeli jesteście ciekawe jak naprawdę wygląda na mojej skórze to wpadnijcie do mnie na Facebooka gdzie się obnażyłam w domowym wydaniu. Jego konsystencja ma suche wykończenie - jeżeli znacie podkłady w formie musu to jest to coś bardzo, ale to bardzo zbliżonego. To jak wspaniale stapia się z twarzą jest nie do opisania - śmiało można powiedzieć, że wygląda jak druga lepsza skóra... zresztą spójrzcie same i oceńcie jak wygląda w praktyce. Jego cena to około 50 zł. za standardowe 30 ml. produktu.


Gosh Lumi Drops.


Małe jest piękne! To idealne określenie dla tego cudaka. Ta maleńka 15 ml buteleczka nazwana Lumi Drops to nic innego jak płynny rozświetlacz, który może stanowić także wspaniałą bazę (na zdjęciu podglądowym na Facebooku mam go na twarzy razem z podkładem). Mój kolor to 02 Vanilla, który jest połączeniem szampana z delikatnym, neutralnym różem. Jego finalne wykończenie jest bardzo trudno określić jednoznacznie bo z jednej strony nałożony solo na skórę zapewnia efekt tafli, a z drugiej strony widzę w nim mikrodrobinki tańczące w świetle dziennym. 


Pomijając już fakt przepięknego koloru i świetlistego wykończenia muszę Wam koniecznie wspomnieć o tym, że najlepiej sprawdza mi się on ze wspomnianym wcześniej podkładem wymieszanym w proporcji 1 do 2 - na jedną pipetkę podkładu dwie kropelki rozświetlacza. Jakiż to daje piękny efekt! Jestem tą dwójką szczerze oczarowana i polecam Wam ogromnie spróbować tym bardziej, że to maleństwo jest wielofunkcyjne - sprawdza się i na oczach i na kościach policzkowych, pod podkład, na podkład co tam tylko sobie wymyślicie. :) Jego cena to około 40 zł. (dostępny w trzech kolorkach do wyboru).


GOSH Lip Oil


Po wielkim sukcesie olejków Clarinsa marki postanowiły pójść za ciosem i stworzyć tańsze zamienniki. Nigdy nie miałam odwagi kupić pierwotnej wersji z racji na jej cenę, ale sam zamysł powstawania tego typu produktu jest mi doskonale znany. Generalnie możemy go używać na dwa sposoby - do odżywania ust przed finalnym nałożeniem pomadki lub jako lustrzane wykończenie swojej ulubionej szminki. Olejki dostępne są w kilku odcieniach - do mnie trafił 004 Raspberry, który na szczęście tylko w opakowaniu wygląda tak intensywnie :) Tak naprawdę nie daje ani koloru ani jakiegoś wyraźnego zapachu, więc jego kolor to po prostu walor estetyczny. Jego cena to 36 zł. za opakowanie.


Nie da mu się odmówić przyjemnego efektu na ustach - chciałabym zgłębić gdzieś jego skład, ale nie znalazłam oficjalnych informacji więc nie będę Wam tutaj niczego naciągać :) Bardzo, ale to bardzo życzyłabym sobie żeby za ten świetny efekt zmiękczenia i wygładzenia odpowiadały prawdziwe oleje bo naprawdę polubiłam się z tym cudakiem. Niby nie jest to jakiś niezbędnik każdej torebki, ale dobrze jest mieć go przy sobie chociażby wtedy gdy ulubiony mat zaczyna nieładnie zjadać się z ust. Jego jedyną wadą jest kiepska wydajność - mam wrażenie, że kończy się zdecydowanie zbyt szybko... a może to po prostu ja używam go za często?


GOSH REBEL Eyes.


Na koniec zostawiłam sobie dla Was tusz, ponieważ chciałabym się zatrzymać przy nim na troszeczkę dłużej. Wiecie już na pewno bo wspominam o tym za każdym razem gdy piszę o maskarach, że moje rzęsy z natury są niesamowicie rzadkie i praktycznie niewidoczne (podobnie zresztą jak brwi) - więc wszelkie tusze mają u mnie nielada wyzwanie i rzadko zdarza się, że cokolwiek jest mnie w stanie zaskoczyć. Nowość GOSH skupia się przede wszystkim w okół wydłużania co absolutnie mnie kręci bo jednak wiecie... pogrubione, a krótkie włoski nigdy nie wyglądają dobrze. Ten tusz został dodatkowo wzbogacony o olej z rokitnika, wosk Carnauba i wosk Candelia, które mają chronić, wydłużać i nadawać rzęsom naturalnej objętości. Ode mnie wielki plus za świetnie wyprofilowaną i dostosowaną do oka szczoteczkę i przyjemne opakowanie, ale jak wypadł w moim teście?


Nie mogę się zgodzić, że tusz ten w jakiś sposób wpływa na objętość rzęs - nawet przy dwóch warstwach ich grubość pozostaje bez zmian natomiast w kwestii wydłużenia... mistrzostwo! Jak więc pogodzić te dwie sprawy? Albo użyć specjalnej bazy, albo pudru, albo dołożyć sobie drugą wasrtwę stricte czegoś pogrubiającego - wtedy efekt będzie naprawdę ładny. Nałożony solo daje dla mnie po prostu zwykły dzienny efekt - w przypadku moich włosków zbyt niewidoczny, więc muszę się wspierać. Jeżeli jednak Wy szukacie czegoś wydłużającego i ładnie rozdzielającego naturalne włoski możecie bez obaw po niego sięgać. Dostępny jest w cenie około 55 zł. za sztukę.

Muszę Wam skrycie powiedzieć... to było moje pierwsze spotkanie z marką GOSH, do tej pory jakoś traktowałam ją po macoszemu i troszeczkę żałuję. Podkład i kropelki rozświetlające jednak zmieniły całkowicie moje nastawienie - gorąco Was zachęcam żeby ich spróbować bo dla mnie efekt na twarzy jest niepowtarzalny. No jeśli ja zdecydowałam się na selfie w imię testu... musi być coś na rzeczy :)

Dajcie znać czy znacie te produkty i czy mogłybyście mi coś jeszcze polecić.
Buziaki! :)

25 komentarzy:

  1. od lat nie testowałam kosmetykow Gosh, a taki podkład kojarzy mi się nieco z Face And Body....nie wiem czemu..takie pierwsze skojarzenie mnie wzielo :) brzmi za to dużo ciekawiej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, oto skład olejku : Hydrogenated Polyisobutene, Octyldodecanol, Argania Spinosa Kernel Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Ethylene/Propylene/Styrene Copolymer, Tridecyl Trimellitate,
    Butylene/Ethylene/Styrene Copolymer, Raspberry Seed Oil/Tocopheryl Succinate Aminopropanediol Esters, Moringa Oleifera Seed Oil, Butylene Glycol Cocoate, Magnolia Officinalis Bark Extract, Glyceryl Caprylate,
    Pentylene Glycol, Tris(Tetramethylhydroxypiperidinol) Citrate, Benzotriazolyl Dodecyl p-Cresol, Aroma\Flavor (awaiting confirmation of ingredients from manufacturer as I don’t see sea buckthorn)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio Gosh na topie:) Ja miałam Clarinsa i ciekawa jestem jakby wypadł Gosh:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Loonia mylittleworld17 lipca 2017 19:29

    Nie miałam jeszcze produktów Gosh, ale czytałam dużo dobrych opinii:)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja z kolei w życiu nie miałam nic z MAC :D to dopiero wstyd :D

    OdpowiedzUsuń
  6. O dziękuję Ci ślicznie! :) Czyli reasumując... olejki w olejku są i to najważniejsze! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Clarins pewnie fantastyczny, co? :)

    OdpowiedzUsuń
  8. To było moje pierwsze spotkanie z marką i zaliczam je do jak najbardziej udanych :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam miodowy i malinowy. Wg mnie fajne:) Teraz jeszcze są 3 nowe wersję. Miętę bym chętnie przygarnęła. Ale konkurencja coraz większa, tzn coraz większy wybór:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ooo mięta brzmi super szczególnie na lato, ale cena dla mnie jest zaporowa :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Spodziewałam się czegoś gorszego szczerze mówiąc :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jestem zaciekawiona podkladem w kropelkach ;D Jeszcze nic nie mialam tej marki, czas to zmienic :D

    OdpowiedzUsuń
  13. e nieee...ja dlugo nic nie mialam z MAC i nie czuję potrzeby :D kupuję jedynie podkłady, róże, bo na nich pracuje więc zarabiają na siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O Lumi Drops słyszałam i przyznam, że kuszą :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Eee jak podobny do Catrice to ja nie chce :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie no, tym swoim selfie to mnie przekonałaś! Jestem bardzo ciekawa i podkładu i rozświetlacza :)

    OdpowiedzUsuń
  17. A mogłabyś mi polecić jakiś hicior na początek? :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Do podkładu zachęcam ogromnie! :)

    OdpowiedzUsuń
  19. I mają fajne trzy kolorki :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Yepp - mocno zbliżony wykończeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Hahahaha :D To był taki spontaniczny ruch z mojej strony, że do dziś nie wierzę :D

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja ostatnio czytałam jakąś bardzo kiepską recenzję tego podkładu Gosh :D Jak zwykle - nie ma produktu uniwersalnego dla wszystkich :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Gosh potrafi wypuścić naprawdę fajne produkty. Miewałam też od nich buble, ale więcej było tych pozytywnych zaskoczeń :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Podoba mi się olejek do ust. Kropelki ciekawe, ale nie wydaje mi się, żebym potrafiła odpowiednio je dawkować i pewnie bym ich po prostu dawała za dużo.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye