Ulubieńcy lutego 2018.

Luty się kończy zatem pora na podsumowanie - wiem, że to Wasz ulubiony rodzaj posta, więc zawsze przygotowuję go z ogromną radością. Dziś mam dla Was coś zarówno z pielęgnacji jak i makijażu, dlatego kubeczki z kawą w dłoń i zaczynamy tym przyjemnym akcentem dzień od całej gamy ulubieńców. 





Ministerstwo Dobrego Mydła - Odżywczy peeling cukrowy ŚLIWKA


Kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z produktami tej marki jak zapewne się domyśliłyście zwróciłam uwagę przede wszystkim na tę minimalistyczną, aptekarską wręcz szatę graficzną - zachwycona wizualną otoczką peelingu zerknęłam na skład... i znowu się nie rozczarowałam - fantastyczny, w pełni naturalny i co najważniejszy bardzo bogaty skład oraz mój ulubiony składnik oczyszczający jakim jest cukier sprawił, że po ten peeling sięgnęłam zanim wykończyłam swojego poprzednika - po prostu nie byłam w stanie mu się oprzeć. Zaraz gdy pobiegłam do łazienki i otworzyłam ten szklany, ciemny słoik... wróciłam do dzieciństwa. No niech mnie ktoś zabije jeśli on nie pachnie beztroską i czasami kiedy babcia przygotowywała śliwkowe powidła. O rany! Nie jestem Wam w stanie opisać zapachu... jest tak inny, jest tak błogi, tak ciepły jak wnętrze domku gdzieś na wsi - cudo, absolutne cudo i do tego wszystkiego tak pięknie nawilża ciało podczas oczyszczania, że nie trzeba po nim używać żadnych balsamów. Kocham, kocham... kocham! Jak dla mnie Ministerstwo Dobrego Mydła w tym peelingu przemyciło odrobinę magii. Jeżeli kiedykolwiek będziecie miały okazję po niego sięgnąć - zróbcie to bez wahania. Kosztuje 38 zł. za 300 g słoik.


Yves Rocher - Szampon zwiększający objętość włosów


Kocham kosmetyki do włosów marki Yves Rocher, ale to szampony zajmują w moim sercu szczególne miejsce - nie mam pojęcia cóż takiego mają w sobie, ale naprawdę po ich użyciu różnica zauważalna jest gołym okiem. Mają bardzo charakterystyczną ziołową nutę zapachową, całkiem przyzwoite składy i jest cały ogrom możliwości do wyboru natomiast to co urzeka w nich najmocniej to leciutka konsystencja i wyraźne uczucie odświeżenia. Wersja zwiększająca objętość... po prostu działa! Pięknie odbija włosy u nasady, sprawia, że są sypkie, leciutkie i fantastycznie się rozczesują - zawsze kiedy tylko trafiam na korzystną promocję zaopatruję się w większe ilości tych szamponów i nie zawiodłam się jeszcze ani razu. Aktualnie w domu mam ich jeszcze pięć, a to o czymś świadczy, prawda? I nie tylko o tym, że była fajna promocja :) Jego standardowa cena to 14, 90 zł. za 300 ml.


Wibo - Pomada do brwi.


Byłam chyba ostatnią osobą w blogosferze, która ich nie próbowała i przyznam szczerze, że od samego początku podchodziłam do nich dość lakonicznie - nie spodziewałam się wiele po tej marce bo o ile produkty ma poprawne tak jednak ja od kosmetyków na makijażu brwi wymagam naprawdę dużo. Postanowiłam jednak któregoś pięknego dnia spróbować, chwyciłam w Rossmannie długo nie myśląc kolor Dark Brown, który wydawał się być dla mojej ciemnej oprawy oczu najodpowiedniejszy. Wróciłam do domu i zachwyciłam się konsystencją pomady, która jak się okazało... sunie jak masełko, ma przepiękny, intensywny pigment i wytrzymuje na brwiach cały dzień, ale kolor Dark Brown... okazał się czarny. Nijak nie mogłam sobie z tym poradzić - ani przez nabieranie mniejszej ilości ani pracę z innymi cieniami, więc postanowiłam używać go jako eyelinera. Po długim oczekiwaniu w końcu złapałam w Rossmannie kolor Soft Brown, który okazał się strzałem w dziesiątkę i dziś z pomadami marki Wibo nie rozstaję się ani na jeden dzień. Są naprawdę wspaniałe - tak jak wspomniałam wystarczy odrobina żeby wykonać pełen makijaż brwi, są nie do zdarcia przez cały dzień i mają genialną konsystencję natomiast to co zauważyłam - dość szybko przysychają i nie posłużą zbyt długo w niezmienionej formie - niemniej jednak za cenę 23 zł. za opakowanie uważam je za wielkie odkrycie tego roku.


EYEKO - Mascary w formacie podróżnym.


Dziwna jest nazwa tych tuszy i dziwna jest ich pojemność bo zaledwie 4 ml w cenie 49 zł. za sztukę natomiast.. to są najlepsze mascary jakie w życiu używałam! Dostałam je na evencie marki Sephora w październiku, ale dobrałam się do nich jakiś miesiąc temu i zakochałam się w nich od pierwszego użycia - mają tradycyjne włochate szczoteczki i tak naprawdę na pierwszy rzut oka wyglądają dość zwyczajnie, ale to co robią z moimi lichymi rzęsami jest wprost nie do opisania - o rany! Nie dość, że wydłużają, podkręcają to jeszcze wyraźnie pogrubiają i są mega trwałe - odkąd pamiętam to większość tuszy do rzęs robi mi na oczach efekt pandy natomiast te cudaki tutaj nałożone o poranku do samego wieczora wyglądają tak samo. Marka jest stosunkowo nieznana, znajdziecie ją w Sephorze, ale właśnie tylko w formacie podróżnym - przeszukałam wszystko i nie znalazłam opakowań pełnowymiarowych natomiast ma to też swoje plusy bo łatwo będzie Wam przetestować czy taki efekt Was zadowala. Ja je uwielbiam, a z tuszami mam niełatwą przeprawę więc... oby się szybko nie skończyły.


Whamisa - Facial Mask Pack Green Essence Lifting 


Któregoś pięknego wieczora kiedy poszłam do wanny chwyciłam to zielone opakowanie, które miało skrywać w sobie coś niesamowitego - naczytałam się u dziewczyn z PiggyPeg, o tym, że ta maska robi niesamowity efekt na twarzy, więc kiedy zaczynałam przygodę z płatami Whamisy po tego cudaka sięgnęłam jako pierwszego. Skład tej maski jest po prostu mistrzowski - niesamowicie bogaty, z zawartością bardzo wyszukanych składników no i sam opis producenta sprawił, że nie mogłam doczekać się zabiegu. Otwieram opakowanie, wyciągam maskę... a tam liść. Zielony, skrojony na kształt twarzy LIŚĆ - który okazał się płatem w 100% wykonanym z wodorostów morskich. Przykładam więc swój zielony listek do twarzy i uderza we mnie zapach, którego zdecydowanie nie jestem fanką - morski, gloniasty, może nawet trochę rybny... no ale nieważne - siedzę w listku 30 minut i czuję jak skóra pracuję! Serio! Lekkie mrowienie, nagrzewanie.. coś niesamowite. Ściągam maskę i nie wierzę - jak po zabiegu kosmetycznym. Gładka jak jedwab, napięta, rozświetlona... wierzcie mi, że efekt wart grzechu - absolutne cudo i tak jak na Whamisę przystało nie jest to absolutnie jednorazowa przygoda bo to co się stało ze skórą pozwoliło cieszyć się efektem ładne kilka dni. Poza tym przyznać się kiedy ostatnio miałyście okazję sycić składniki aktywne z zielonego liścia? No? Cena maski to 45 zł.


I to już wszyscy ulubieńcy - w tym miesiącu obyło się bez wpadek, więc nie mam dla Was żadnego bubla :) Mam nadzieję, że znajdziecie tym razem coś dla siebie - dajcie mi koniecznie znać czy znacie którąś z moich propozycji.

Cudownego wtorku i widzimy się... w czwartek :)





34 komentarze:

  1. Zapach tego peelingu to mistrzostwo <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliwkowy peeling MDM już dawno za mną chodzi i mam zamiar go kupić na marcowych Ekotykach. Szampon zwiększający objętość Yves Rocher miałam i rzeczywiście dawał radę, choć mam wrażenie, że przy częstym stosowaniu włosy się do niego przyzwyczajają i z czasem nie daje już tak spektakularnych efektów jak na początku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Z Twoich ulubieńców znam tylko pomadę, która tez odkryłam niedawno ( wiec nie byłaś ostatnia :) ) Mam ochotę na ten szampon z Yves Rocher bo przyznam szczerze ze nigdy jakoś nie kusił mnie ich asortyment ale może i na moje włosy podziała tak dobrze - zdecydowanie potrzeba im lekkości:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliwkowy peeling z MDM jest moim zdaniem najlepszy ze wszystkich, które poznałam, a poznałam już wiele (przynajmniej tak mi się wydaje). Jakiś czas temu byłam na warsztatach peelingu domowego właśnie z Anią z MDM i mówiła, że jego receptura zajęła jej kilka lat! Opłacało się :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szampon nadający objętość od Yves Rocher też dobrze się u mnie sprawdzał i było widać różnicę:) Pomade Wibo mam, ale jeszcze nie używałam (wiem, wiem niepojęte:))

    OdpowiedzUsuń
  6. A nie da się tej pomady uratować Duraline? Miałam pomadę z Inglota, była przegenialna i nie wiem czy Wibo jest w stanie ją pokonać. Póki co nie widzę na nią promki więc się nie skuszę, ale za jakiś czas kto wie, tylko pewnie będę celować w najjaśniejszy kolor, skoro takie czarnuchy z nich :D

    OdpowiedzUsuń
  7. zaitrygowałaś mnie maską Whamisy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten szampon z YR był moim ulubieńcem kiedyś, ale potem włosy się przyzwyczaiły:(

    OdpowiedzUsuń
  9. W sumie nic z tych kosmetyków nie miałam, szamponów z YR już od dłuższego czasu nie używam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Peeling śliwka 😍

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo mnie kusi ten peeling, musi pachnieć cudownie :). Z Ministerstwa Dobrego Mydła bardzo lubię lawendowe mydełko :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Otóż to - dla takiego działania mógłby mi pachnieć jeszcze gorzej. To co robi z buzią jest niesamowite <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też jakoś nieszczególnie pałam miłością do ich asortymentu, ale zapachy, żele pod prysznic czy właśnie produkty do włósów mają świetne :) Na pielęgnację twarzy nie patrzę, makijaż też, ale jednak w kwestii ciała da się znaleźć fajne perełki :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kup Kochana jestem pewna, że nie pożałujesz!: )

    OdpowiedzUsuń
  15. Zapach, opakowanie... no i to boskie nawilżenie ciała - mega udany produkt :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ojej ogromnie zazdroszczę Ci tych warsztatów - musiałby być cudowne :)) A peeling... no cóż to jest po prostu mistrzostwo świata :)

    OdpowiedzUsuń
  17. YVES ROCHER - SZAMPON ZWIĘKSZAJĄCY OBJĘTOŚĆ WŁOSÓW znam bardzo dobrze. Dobry produkt w rozsądnej cenie, który moim gęstym włosom nadaje objętości, a co ważne nie puszy ich ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. No jest to rzecz naprawdę inna niż wszystko co spotkałam, jeśli kiedyś będziesz miała okazję spróbować to nie wahaj się :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ooo to teraz mnie pocieszyłaś, że nie pozostałam sama w swojej bierności! :D spróbuj, ciekawe jakie będą Twoje wrażenia :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Już nie pamiętam, na pewno mi się włosy zaczęła przetłuszczać no i zaczęłam stosować inne szampony i tak zostało

    OdpowiedzUsuń
  21. No i czego chcieć więcej :))

    OdpowiedzUsuń
  22. Kurcze może i by dało radę, ale jest problem czysto techniczny... nie posiadam Duraline :D!

    OdpowiedzUsuń
  23. Ojj Kochana... on pachnie naprawdę bosko - nie da się tego dokładnie opisać, ale jak powąchasz do przepadniesz :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ooo :( Mam jednak nadzieję, że u mnie tak nie będzie :(

    OdpowiedzUsuń
  25. No nie, kolejna kusi tym sliwkowym peelingiem!😊 Mam go na liście do wypróbowania już od dłuższego czasu, ale moje peelingowe zapasy są tak wielkie, że obiecałam sobie, że nie kupię dopóki nie zuzyje tego co już mam, więc jeszcze trochę to potrwa 😊 Na pomadę z Wibo poluję, ale nigdy nie mogę trafić na odpowiedni odcień 😐

    OdpowiedzUsuń
  26. To w takim razie muszę przetestować ten peeling MDM, Eyeko i Whamisę. A mi szampony YR nie służą. :/

    OdpowiedzUsuń
  27. Ledwo co kupiłam hydrożelowe maski Whamisy, a Ty mnie już kusisz następnymi...

    OdpowiedzUsuń
  28. nigdy nie używałam pomady do brwi. Muszę sobie wypróbować tę, o której piszesz - z Wibo :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Żadnego nie miałam, ale kojarzę większość :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Peeling bardzo zachecajacy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye