Lifestyle

Manipulacje i oszustwa czyli czym karmią nas źli producenci kosmetyków?

09:00:00 Hushaaabye 52 Komentarze

To, że nasza świadomość konsumencka rośnie z każdym miesiącem sprawia, że rynek staje się niewątpliwie co raz lepszy - składy udoskonalane, chemia pomaleńku eliminowana, a obietnice producentów stały się jakby bardziej przyziemne choć... wcale nie oznacza to, że nie da się nabić klienta w przysłowiową butelkę. Nadal w drogeriach czyha na nas wiele kłamstewek lub mijania się z prawdą przy pomocy ogromnych kampanii reklamowej i dobrze opłaconej gwiazdy. Na co więc nadal należy uważać?



Farby do włosów bez amoniaku.


Amoniak to nic innego jak substancja nośna barwnika do włosów i o ile jego stężenie jest odpowiednio niskie (a w 90% farb dostępnych na rynku właśnie tak jest) nie wyrządza szkód takich jakie mu się przypisuje. Medialny szum w okół szkodliwości amoniaku sprawił, że producenci musieli go czymś zastąpić. Tak powstał składnik o nazwie MEA czyli dokładnie ten sam, dzięki któremu na opakowaniu wielkimi literami możemy umieścić dopisek BEZ AMONIAKU, automatycznie podnieść cenę i wpisać się w obecnie panujące trendy. Tymczasem najnowsze badania naukowe dowodzą, że MEA jest w 80% bardziej szkodliwy niż amoniak! Osadza się na włosach na długie tygodnie, a jego nabudowywanie przez kolejne zabiegi koloryzacji sprawia, że włos pod jego otoczką kruszeje, łamie się i w konsekwencji po prostu niszczy się nieodwracalnie.

Testowanie na zwierzętach a rynek Chin.


To, że dana marka zarzeka się na swoich stronach, że produkt nie jest testowany na zwierzętach wcale nie musi być prawdą. Nawet nie wiecie jakie techniki manipulacyjne potrafią zostać zastosowane by marka mogła wyjść z twarzą o ile konsumenci podejmują dyskusję w tym temacie. Wystarczy sprawdzić czy producent kieruje swój towar na rynek chiński i odpowiedź przychodzi sama - wiele osób niestety nie ma świadomości, ale każdy kosmetyk, który trafia na tamtejszy rynek MUSI wcześniej zostać przetestowany na zwierzętach. Jeżeli więc marka ma się tam dobrze - firma wcale nie pozostaje czysta. Co ciekawe marki poszły o krok dalej wypuszczając linie kosmetyków wyłączonych z rynku chińskiego, dostępnej tylko dla Europy wysyłając tym samym w świat kampanię na temat tego jak bardzo dba ona o środowisko, zwierzęta i kieruje swoje produkty nawet dla wegan przy czym ukradkiem pozostałe linie produktowe wysyła do Chin. Ostatnio było o tym bardzo głośno i środowisko wegan ostro zareagowało na takie postępowanie. 

Kosmetyk naturalny vs. ze składnikami naturalnymi.


Będąc kiedyś w pobliskiej drogerii natknęłam się na sytuację, w której ekspedientka polecała klientce produkt Ziaji z serii Liście Manuka twierdząc, że to jedne z najbardziej chodliwych kosmetyków NATURALNYCH! Nie chcę zagłębiać się w temat wykształcenia owej sprzedawczyni jednak nadal zauważam, że wiele osób, które na co dzień nie mają styczności ze światem kosmetyków na głębszym jej poziomie myśli, że kosmetyk naturalny to dokładnie to samo co ten zawierający składniki naturalne. Co ciekawe zostało to też sprytnie podchwycone przez producentów i same na pewno zauważycie, że na wielu produktach w sklepach największą i najbardziej pogrubioną czcionką znajdzie się dopisek o substancjach naturalnych co klientów o mniejszej świadomości wprowadza zwyczajnie w błąd - to, że w szamponie znajdzie się ekstrakt z liści aloesu to nie czyni go absolutnie kosmetykiem naturalnym skoro zaraz obok niego występuje cała tablica Mendelejewa.


Kosmetyki z Rosji, a składniki.


Generalnie większość kosmetyków z Rosji jakie trafia na nasz rynek ma dobry i bezpieczny skład, który niejednokrotnie determinuje zakup danych produktów. Musicie jednak mieć świadomość, że panują tam zupełnie inne zasady i restrykcje jeśli mowa o procesie produkcji - nie wszystkie składniki poniżej określonego poziomu stężenia muszą zostać wymienione w składzie, a zdarza się także, że nie obowiązuje kolejność pod względem ilościowym i są one zwyczajnie wymieniane przypadkowo (zdarza się to stosunkowo rzadko, ale jednak). Poza tym niedawno jeden z największych koncernów rosyjskich został kupiony przez markę Estońską (mimo, że podawane prawidłowo i w poprawnej kolejności) składy zostały mocno zmienione na niekorzyść - zwróćcie uwagę skąd pochodzą Wasze kosmetyki.

Toksyczne opakowania.


To, że krem i peeling ma fantastyczny skład to dopiero połowa sukcesu bo jeśli producent władował go w opakowanie, które np. w kontakcie ze słońcem może wytwarzać toksyczne substancje sytuacja robi się nieciekawa. Mam ogromny żal do jednej z polskich marek ogólnodostępnych, która kreuje się na wielce naturalną, a opakowania pozostawiają wiele do życzenia. O szkodliwości niektórych opakowań oraz czytaniu symboli pisałam TUTAJ, więc zajrzyjcie koniecznie po niezbędną dawkę wiedzy na ten temat.


Kosmetyki redukujące...


zmarszczki, blizny, rozstępy. To już klasyka, której czołowym przedstawicielem jest marka B. której reklam w telewizji i gazetach jest tyle, że trzęsie mnie za każdym razem gdy je widzę. Naukowo udowodnione jest, że żaden produkt kosmetyczny nie jest w stanie czegoś ZREDUKOWAĆ - może zmienić wygląd, zmniejszyć widoczność, wypełnić tudzież zamaskować, ale trwałego uszkodzenia nie zlikwiduje nic oprócz zabiegów medycyny estetycznej lub chirurgicznej. Koniec kropka.

Właściwie mogłabym wymieniać dalej, ale jestem bardzo ciekawa Waszej opinii - spotkałyście się z technikami manipulacyjnymi koncernów kosmetycznych? Możecie podać jakiś przykład z życia wzięty? Czekam niecierpliwie na Wasze komentarze.

A tymczasem życzę Wam udanego, wspaniałego i pełnego energii tygodnia :)
Buziaki!


Inne w tej kategorii

52 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy artykuł, osobiście wszystko wiedziałam, ale warto o tym ciągle mówić, aby dotrzeć do kolejnych osób. Z tym rynkiem chińskim jest dokładnie jak piszesz i wiele już dyskusji na FP takich marek było, natomiast marki kłamią i wypierają się, co dodatkowo mnie do nich zniechęca. Kosmetyki naturalne to temat rzeka, tym bardziej, że nie ma właściwie ustawowej definicji - każdy może sobie nazwać tak kosmetyki stąd wysyp "naturalnych" kosmetyków drogeryjnych za 10zł.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś i sama mogłabym dorzucić do tego swoje trzy grosze, jednak najbardziej drażnią mnie etykiety i obietnice producenta "redukcja zmarszczek do 90 %", "siła nici", ale "żelazko zmarszczek" wygrywa wszystko. Zmarszczek nie da się zredukować kremem, szczególnie mimicznych, no chyba że przy mocno odwodnionej skórze to każdy nawilżający krem da radę. To tak jak z preparatami na cellulit - bez ruszenia tyłka i diety nie zwalczymy skórki pomarańczowej. Takie produkty mają na celu ujędrnienie, a redukcja to za duża obietnica. Niestety, takich sztuczek jest wiele i aby pozbyć się takich głupot to musiałybyśmy stworzyć swoje produkty :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Dokładnie - tak naprawdę już brak jakiegokolwiek certyfikatu poświadczającego jakość produktu daje mnóstwo do myślenia. Niestety w Polsce istnieje mnóstwo takich pseudo naturalnych marek...

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem Ci, że sama jako nastolatka dawałam się tak nabierać - gdy w okresie dojrzewania pojawiały się pierwsze rozstępy biegłam do apteki i wydawałam swoje wszystkie kieszonkowe na balsamy redukujące - jakież było później moje rozczarowanie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Na jednej z grup kosmetycznych są dziewczyny które pracują jako w salonach i gabinetach kosmetycznych. Niektóre pracują da różnych firm promując ich produkty. Nie jestem w stanie ci powiedzieć jaka to była firma (mało znana ale cenowo wyższa półka) w każdym razie prezentowała cudowny produkt który działa w 24 godziny na trądzik. Było zdjęcie Dziewczyny z wielkim syfem na brodzie i efekt po 24 godzinach gdzie po "gagatku" nie było śladu.. wszystko pięknie i fajnie ale co? Oba zdjęcia to było dokładnie to samo różnica taka że osoba wystawiając zdjęcie użyła chyba słabego programu lub nie umiała obrabiać zdjęć.. to wyglądało tak że włosy, ściana i bluzka miała nieco ciemniejszy kolor, twarz też wyglądała jakby po 24 godzinach miała wizytę na solarium a na powiększeniu wyraźny retusz w postaci zakazanych plam. Nikt nie jest głupi, Pani jeszcze się kłóciła że się nie znamy.. po czym ja udowodniono jej kamstwo to nagle zniknęła...

    OdpowiedzUsuń
  6. I to ile razy wyczytałam takie bajki! Rosyjskie kosmetyki nie polubiły się z moją skórą, drogeryjne farby dawno porzuciłam. Wszystko co napisałaś jest bardzo prawdziwe :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Na kosmetykach trzeba się jednak trochę znać i interesować żeby zauważać takie rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ostatnio na zajeciach mialam prezentacje ale o ogolnych trikach i zabiegach marketingowych jakie sa wspolczesnie stosowane - wiedziałaś o lustrach w przymierzalniach ktore sprawiaja wrazenie, ze sylwestka jest chudsza? o zapachu ktory specjalnie wydzielany jest po calym sklepie zeby skusic cie na kupno wypieku? o celowym umieszczaniu drobnych rzeczy przy kasach "umilacze czasu" bądź specjalnych małych i białych płytkach które mają spowodować to,że chodząc po sklepie musisz zwolnić zeby nie wydzielać hałasu wózkiem? :D to co sie teraz wyprawia również z kosmetykami to jeden wielki chwyt na który niestety wciąż masa osób się nabiera :<

    OdpowiedzUsuń
  9. Sama prawda!
    Mnie strasznie denerwuje, jak tylko w jakiejś drogerii podchodzi do mnie sprzedawczyni, bo wiem, że zaraz usłyszę potok kłamstw i bzdur.
    W kwestii dotyczących kosmetyków naturalnych i podszywających się pod nie jestem wyjątkowo wrażliwa :D
    A najsmutniejsze jest to, że nie dość, że wiele osób daje się nabrać na te sztuczki, to jeszcze obstają przy efektach. Sąsiad kupił szampon apteczny bx coś tam... i upiera się, że łysina mu po nim zarasta..... Smutne.

    OdpowiedzUsuń
  10. Najbardziej rażące są wielkimi literami pisane "składniki naturalne" w produktach, w których i owszem składniki te znajdziemy, ale na szarym końcu składu. Podobnie jest z substancjami aktywnymi. Jest taki słynny olejek do włosów z olejem arganowym w nazwie. Wystarczy wczytać się w skład by okazało się, że bazą produktu są silikony, a tytułowy olej arganowy jest pod koniec składu. Rozumiem, że są substancje, których nie należu umieszczać w zbyt dużej ilości w kosmetyku, ale olej arganowy do tycg substancji nie należy. Albo maski glinkowe niedawno wypuszczone przez jeden ze znanych koncernów, reklamowane jako "czysta glinka". Po spojrzeniu na skład okazuje się, że owszem glinka w składzie jest, ale w towarzystwie całej gamy chemii... Prym w udawaniu naturalnych kosmetyków wiedzie niestety lubiana kiedyś przeze mnie, polska Ziaja, która w większości swoich produktów jako konserwantu używa donorów formaldehydu (podobnie z resztą jak dwie inne polskie, znane marki), a składom daleko do naturalności.

    OdpowiedzUsuń
  11. Grafik jest w stanie zrobić ze zdjęciem wszystko :) Najbardziej bawią mnie zdjęcia reklam tuszy do rzęs, gdzie na dużych zbliżeniach widać jak na dłoni, że piękne rzęsy to nie zasługa tuszu, a doklejonych kępek :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak, albo włosy prosto od fryzjera po umyciu szamponu... klasyka :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Tylko tutaj grafik słabo się spisał :D dziecko kuzynki które ma 8 lepiej zrobiłoby poprawki :D

    OdpowiedzUsuń
  14. No no :) reklamy tabletek na odchudzanie też są dobre :F

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja też nie ze wszystkimi kosmetykami rosyjskimi dogaduje się w 100%, ale znam kilka godnych polecenia perełek chociażby do włosów :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Niestety masz rację, ale po to właśnie mamy blogi :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ojj tak w sklepach spożywczych to dzieje się prawdziwa magia - nie bez powodu w największych hipermarketach produkty najpilniejszej potrzeby, po które chodzi większość z nas są umieszczone na szarym końcu, a żeby tam dojść należy przejść obok wszystkich "największych promocji" :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mojej babci nikt nie przegada w kwestii kremu Nivea :D To jest jej złoty środek na wszystko :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ojj można by długo rzucać przykładami... smutne to jest bo wiem ile kobiet niestety w to wierzy :( Widać było jak na dłoni podczas promocji w Rossmannie na produkty do twarzy gdzie po kremy Garniera czy innych kwiatków ustawiały się długie kolejki ...

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja najbardziej lubię jedną z polskich marek, która kreuje się na wielce ziołową - opakowania, reklama i działania marketingowe są naprawdę zachęcające, a w praktyce zioło występuje na szarym końcu składu...

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja na promocje skusiłam się ale tylko na wody perfumowane :P

    OdpowiedzUsuń
  22. :D
    Ale przynajmniej Babcia Ci nie wciska, że krem nivea to najnowszej generacji i najwyższej jakości produkt naturalny :D
    A skoro jej służy i pomaga to niech używa na zdrowie :) ważne, że jest zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  23. Taaaaa..... I jeszcze te tłumy i aspołeczne zachowania.
    Dlatego ja od dawna zamawiam zakupy spożywcze przez internet :D

    OdpowiedzUsuń
  24. "Apteczne" kosmetyki to materiał na cały długi wpis. Bo jak "w aptece" to lepsze, zdrowsze, bo tam się leki sprzedaje przecież.
    Największe w życiu reakcje alergiczne miałam po "aptecznych" kosmetykach i ciekawie się obserwowało jak marka, która zaczynała na bazarach, w pewnym momencie to samo sprzedawała wyłącznie w aptekach, zrobiwszy sobie PR niemalże farmaceutycznej...

    A poza tym teraz dumam, jaka to marka B... Żyję bez TV, to nie wiem, co się tam reklamuje, ale kosmetyki "odchudzające" i inne, mające magiczne właściwości zawsze mnie rozbrajały. I szkoda mi ludzi, którzy się na to nabierają...

    OdpowiedzUsuń
  25. Ta marka to bx i jakaś cyferka chyba jeszcze.... Raz widziałam u sąsiada jak się chwalił, że mu włosy nowe rosną ( nie wiem gdzie mu urosły, bo na glowie nie wdziałam, ale nie chciałam wnikać....), tv też rzadko oglądam, nerwy mam za słabe.
    Tak :D ja też lubię tą ślepą wiarę w wyzszość kosmetyków aptecznych :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Cała prawda kochana.. ile ja się muszę natłumaczyć, że ziaja czy Bielenda nie są naturalne, że Bieledna testuje.. i inne takie smaczki 😏 Pewnie chodzi Ci o Sylveco z PET ? To jeszcze ujdzie.. Douglas naturals jest z plastiku 7, najgorszym. Zwykły szary człowiek da się naciągnąć. Popularne jest też bez SLS a w składzie SLES 😂

    OdpowiedzUsuń
  27. Nigdy nie zastanawiałam się nad toksycznością opakowań. Myślałam, że są tak dobierane, że nie szkodzą.

    OdpowiedzUsuń
  28. Bardzo interesujący artykuł! Temat kosmetyków naturalnych i zawierających naturalne składniki to temat rzeka...
    Ciekawi mnie, którą polską markę naturalną miałaś na myśli w kwestii opakowań ;-) ;-)

    OdpowiedzUsuń
  29. Dokładnie :D Nawet nie mam serca jej uświadamiać :)

    OdpowiedzUsuń
  30. DX 2 Anula :D często reklamują go w telewizji.

    Una masz zdecydowanie rację jeśli chodzi o kosmetyki apteczne - większość z nich to syf, a ceny takie, że głowa mała. Wyjątek dla mnie stanowi Avene, LRP i Bioderma :)

    OdpowiedzUsuń
  31. W takim razie odsyłam Cię do posta na ten temat - można się zdziwić :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Sylveco akurat nie sprawdzałam bo aktualnie nie mam ich żadnego produktu, ale miałam na myśli Nacomi :(

    OdpowiedzUsuń
  33. O właśnei! To ta firma :))))
    heheheeee :) dwie literki zamiast nazwy a ja i tak jedną przekręciłam :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Ale zobacz... rozumiem Cię i bez tego! :D

    OdpowiedzUsuń
  35. No właśnie opis kremu marki B. mnie ostatnio rozłożył swym porównaniem do botoksu;) Tym razem naprawdę zaszaleli.

    OdpowiedzUsuń
  36. A co dokładnie jest z tymi opakowaniami Nacomi? Zaciekawiłaś mnie, bo mam obecnie sporo kosmetyków od nich, głównie glinki i maseczki algowe ;-)

    OdpowiedzUsuń
  37. Są to opakowania typu PET2 czyli takie, które np. w kontakcie ze słońcem wydzielają szkodliwe substancje. Nie można ich używać ponownie.

    OdpowiedzUsuń
  38. Mnie najbardziej irytuje obiecywanie naturalnego kosmetyku (nawet nie "ze składnikami naturalnymi") i wygłaszanie pronaturalnej filozofii marki podczas gdy prawda ma się całkowicie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  39. Oj niestety, a tak wiele osób daje sie na to nabrać, zielone opakowania, napisy związane z naturą i ktoś kupuje Ziaje i myśli, że to naturalne.

    OdpowiedzUsuń
  40. Ja znowu słyszałam, że rosyjska firma ma wersje rosyjską i estońską, estońska ma inne składy + jest wywiad na rosyjskim portalu, że przez estonię próbują się wbić na rynek m.in. polski, bo wiedzą, że niektórzy Polacy mają negatywny stosunek do tej marki a o Ukrainie już w ogóle nie mówię - tam marki rosyjskie maja podobno teraz mocno pod górkę. Ale mniejsza o to, szkoda, że firmy są tak nieuczciwe :(

    OdpowiedzUsuń
  41. O ja, a ja się zastanawiałam o jaką firmę chodzi, a tak pozytywnie ich odbierałam :(

    OdpowiedzUsuń
  42. Hushaaabye, a to nie chodzi może o Bielendę? Oni obiecują same cuda na kiju ;)

    OdpowiedzUsuń
  43. Hushaaabye, nawet sobie nie wyobrażasz, co ja przeżywam w mojej rodzinie ;) Moja mama 50+ i siostra 30+, poglądy:

    a) podkład i puder służą do przyciemniania twarzy, im ciemniejszy tym lepszy, co tam że szyja blada
    b) kredka do oczu tylko czarna, tylko na linię wodną
    c) opalanie jest zdrowe, idź się Basia poopalać, to Ci pomoże na skórę (trądzik + blizny)
    d) ale Ty blada jesteś, na pewno masz anemię (PS. żelazo mam w normie, czasem nawet za wysokie)
    e) jedyne dobre kremy pod oczy ma L'Oreal i Vichy, żadna inna marka się nie liczy

    i spróbuj z tym walczyć...

    OdpowiedzUsuń
  44. No coż... "Brak alkoholu" a tam zły alkohol w składzie na drugim, trzecim miejscu!!! Wrrr, reklamy zasłaniają nam oczy.

    OdpowiedzUsuń
  45. Z manipulacją spotykamy się bardzo często. Liczy się zysk ;( To jest smutne, że wydajemy pieniądze na coś, czego w rzeczywistości byśmy nie kupili, gdybyśmy wiedzieli co to jest ;(

    OdpowiedzUsuń
  46. Bardzo przydatny post, otwiera oczy konsumentom, oby takich więcej!

    OdpowiedzUsuń
  47. Markę B. uwielbiam. Ich krem pod oczy zionący alkoholem aż napawał pozytywną energią na dzień dobry :D Czułam się jak żul xD

    OdpowiedzUsuń
  48. Reklamy zazwyczaj są niezwykle kuszące, piękne i okraszone chwytliwym hasłem , a w rzeczywistości to co pokazują to pic na wodę. Niestety wiele osób ślepo w to wszystko wierzy i ufa producentom, którzy są w stanie zrobić wszystko aby sprzedać swój produkt. Ja reklam nie oglądam, a opinie o produktach czytam na blogach głównie, bo to najbardziej wiarygodne źródło informacji ☺

    OdpowiedzUsuń
  49. Najbardziej wkurzające są właśnie te "kosmetyki naturalne", które z naturą nic wspólnego nie mają :( Albo słynne "wody różane", które koło róży nie leżały :P

    OdpowiedzUsuń
  50. Świadomość jest potrzebna wszędzie :) Także w doborze tego co jemy czy pijemy - dlatego założyliśmy w domu pod zlewem filtr do wody - aby mieć zdrową i smaczną wodę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Szablon dostosowała Madl-len. Obsługiwane przez usługę Blogger.