Moja historia z marką Semilac.

Pamiętam swoje przerażenie kiedy po raz pierwszy udałam się do zaprzyjaźnionej Ani przed weselem żeby wykonała mi pierwszy w życiu manicure hybrydowy - siedziałam, obserwowałam... i zamarłam - jak w ogóle normalny człowiek będzie w stanie to wszystko zapamiętać. Bazy, lakiery, lampy, odpowiedni czas naświetlania, a do tego te pyłki, pędzelki i płyny... Nie nie, to z pewnością nie jest dla mnie. Super, że ktoś jest w stanie to wykonać, ale ja i moje dwie lewe ręce składamy w tym momencie broń i szanujemy każdą stylistykę jeszcze mocniej... a tymczasem dziś z certyfikatem marki Semilac w dłoni postanowiłam Wam opowiedzieć swoją hybrydową historię - historię, którą rozpoczęła kontsernacja i zmieszanie, a kończy szuflada z ponad 150 sztukami różnej maści produktów, dyplomem i wiernym gronem swoich własnych klientek. Jak Semilac zmienił moje nastawienie? Jak to się stało, że historia ta zakończyła się dla mnie tak owocnie? Czy właśnie dokonała się jedna z największych kosmetycznych rewolucji w moim życiu?





Ale to już mogę robić wszystko normalnie?


Serio. Poczułam się jak przysłowiowa blondynka, kiedy Ania skończyła wykonywać mój pierwszy manicure, a ja zadałam jej pytanie ile muszę czekać zanim wszystko mi wyschnie. Dobry żart, prawda? Ale byłam wtedy w hybrydoywm ciemnogrodzie - tą sytuacją chciałam Wam mniej więcej nakreślić poziom (a raczej jego brak), na którym ówcześnie znalazła się dzisiejsza posiadaczka komody wypełnionej lakierami. Ale pięknie błyszczy.... ale to naprawdę nie odpadnie? Mogę myć naczynia? A co jeśli je ubrudzę? Seria pytań, którymi bombardowałam Anię dzisiaj uświadomiła mi, że w sumie to dla świętego spokoju mogłaby mnie po prostu odesłać do domu - ale nie, Ania wyjaśniała mi wszystko cierpliwie i w końcu zaczęłam pojmować, że w tym całym machaniu pędzelkiem musi być gdzieś ukryta jakaś magia. Moja ciekawość wygrała. O swoje pierwsze hybrydy dbałam tak bardzo, że nosiłam je 6 tygodni (nie pytajcie jak wielki był odrost) i wtedy to narodziła się ciekawość - stwierdziłam, że nie mam nic do stracenia i spróbuję... ale historia nie była tak kolorowa - ciekawa, ale nadal nieco przerażona zaczynałam gromadzić swój mini warsztat... choć nadal chodziłam do Ani (a pulę pytań zwiększyłam jeszcze bardziej) i zanim kupiłam swoją pierwszą lampę... minęło pół roku.


Biszkopcik.


Zupełnie tak jak w życiu - pierwszej miłości po prostu nie da się zapomnieć. Tak właśnie jest z kolorem Biscuit, który jest ze mną od samego początku - pierwszy zakupiony przeze mnie odcień, który przerażenie zaczął zamienić w miłość do hybrydy. Jeżeli ktoś kiedykolwiek zapyta mnie o must have marki Semilac bez zastanowienia odpowiadam, że to właśnie ten mleczny, elegancki i niezwykle kobiecy odcień różu skradł moje serce najmocniej ze wszystkich kolorów w palecie. Później jako srocza dusza zapragnęłam szaleństwa...i postawiłam na brokaty - żadne tam klasyczne czerwienie, nude czy wiosenne pastele - kolejnymi kolorami, które zamówiłam były Gold Disco i Silver Dust, które naprzemiennie łączyłam z moim ukochanym ciastkiem - i tak koniec końców... wpadłam po uszy. Stopniowo zaczęłam się pozbywać wszystkich klasycznych lakierów do paznokci, aż w końcu doszłam do momentu, w którym nie miałam już niczego co wiązałoby się z tradycyjnym manicure. I wiecie co? Poczułam niesamowitą ulgę - nienawidziłam czekać na wysychanie lakieru, nienawidziłam odbitej tekstury pościeli mimo, że wcześniej pół wieczora niczym prawdziwa księżniczka siedziałam z dłońmi do góry - umówmy się po prostu, że paznokcie to nigdy nie była moja domena, aż wreszcie znalazłam dla siebie idealne rozwiązanie?


Jakie zalety ma manicure hybrydowy?


Wygoda, wygoda, wygoda - o mamo jaka to jest wygoda! Fakt, że mogłam wyeliminować te wszystkie nieprzyjemne i znienawidzone przeze mnie aspekty paznokciowe to oczywiście bardzo ważny aspekt, ale później okazało się, że to tylko kropla w morzu zalet jakie niosą ze sobą hybrydy. Trwałość... no bo komu by się chciało z moim nastawieniem malować paznokcie co trzy dni - Semilac proponuje mi rozwiązanie na minimum 20 dni - dziękuję, zostaję tu na zawsze. Po trzecie - paleta kolorów... dobra powiem Wam szczerze, że choć naprawdę nie lubię u siebie neonowych kolorów tak kiedy widzę wzorniki - niczym pokemony... zbierz je wszystkie. Tak wiem, kobieca logika :) No ale na pewne rzeczy jesteśmy odporne i kiedy moja miłość do marki Semilac wzrastała w siłę zauważyłam, że ja naprawdę nie chcę i nie umiem się przed tym bronić. Niewątpliwą jednak zaletą jest dla mnie fakt, że z marką Semilac po prostu nie da się nudzić. Ogrom nowości jakie pojawiają się w ofercie to prawdziwa dawka szaleństwa, ale też przy okazji świetna okazja ku temu by się uczyć - nawet nie wiecie ile wiedzy przyswoiłam od momentu rozpoczęcia naszej przygody - from zero to hero to naprawdę trafne określenie.


Lakiery to nie wszystko.


Bo Semilac tworzą ludzie, których miałam okazję poznać osobiście - cały team marki to jedna, wielka, kopalnia inspiracji i super enegii czego zwieńczeniem było nasze spotkanie w Warszawie, podczas którego nie tylko zobaczyłam to wszystko na żywo, natchnęłam się super motywacją, ale... poznałam wtedy osobę najbliższą mojemu sercu! Tak - marka Semilac dała mi nie tylko potężną dawkę wiedzy i umiejętności, która z czasem rozrosła do rangi prawdziwej pasji, ale dała mi też coś znacznie cenniejszego - bezinteresowną przyjaźń na długie lata :) Oko w oko - narodziło się coś niesamowitego.



Same widzicie w jakim punkcie rozpoczęła się moja przygoda - tak naprawdę w kwestii manicure hybrydowego byłam znacznie niżej niż na dnie - dziś kiedy piszę ten wpis zerkam na otrzymany niedawno certyfikat potwierdzający moje umiejętności i uśmiecham się do siebie w środku jak wszystko w życiu potrafi się zmienić. Trywialna kwestia mogłoby się wydawać... a stanowi teraz bardzo ważną i integralną część mnie. I to jest naprawdę piękne.

Semilacu i wspaniały Zespole - życzę Wam ciągłego rozwoju, niekończącej się motywacji i wspaniałej radości tworzenia na nadchodzące urodziny! :)




8 komentarzy:

  1. eterycznyswiat28 maja 2018 09:20

    semi ma piękne kolory...niestety mimo szczerej chęci ...i zachwytów.....mam na nie uczulenie;/
    i pozostaję mi się zachwycać u innych;.
    ćmok

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie Semilac zraził do siebie tą falą uczuleń, nie mam zaufania do tej marki i niestety po nią nie sięgnę. Wiem, że to też kwestia nieprawidłowego wykonania czy za słabej lampy (w niektórych przypadkach), ale skoro dziewczyny po pół roku próbują z inną marką i nic się nie dzieje, to coś jest na rzeczy...


    Mimo wszystko kolory mają piękne i często niepowtarzalne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja manicure hybrydowy robię sobie od niedawna i nie mam póki co jednej ulubionej marki. Które to urodziny Semilaca?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye