Paleta, która nie ma sobie równych Sigma Fall Softly.


Cześć Kochane.

Był Sleek, były palety Naked, było Too Faced i Zoeva - wszystkie po kolei określane hitami, odkryciami, a później jakoś tak odchodzące w zapomnienie i choć wcale nie neguję ich wspaniałych cech to tak się złożyło, że akurat ze wszystkich tych klasyków w swoim posiadaniu mam Naked 2, która tak naprawdę nie robi na mnie żadnego wrażenia. Nie jestem mistrzem makijażu oka - ba! nie potrafię namalować idealnej kreski, ale lubię klasyczne odcienie podkreślające tylko naturalne piękno choć raz na jakiś czas zdarza mi się zaszaleć. Potrzebowałam palety, która wystarczy mi na lata - palety, która będzie miała w sobie dzienne, lekkie kolory, ale też kilka odcieni, które pozwolą mi wyczarować coś ciekawego na moich oczach. Ostatnio w moje ręce wpadły trzy różne zestawienia, ale to właśnie Sigma sprawiła, że nie używam już niczego innego - pokuszę się nawet o stwierdzenie, że długo się to nie zmieni.

beGLOSSY Slow Life - o pudełku, które zwalnia tempa.

 Cześć Kochane.

Wrześniowej edycji beGLOSSY przyświeca idea SLOW LIFE czyli ogólnie rzecz ujmując ma zachęcić do tego by żyć wolniej, spokojniej i w całej codziennej gonitwie znaleźć czas wyłącznie dla siebie i swoich przyjemności. Idea bardzo mi się podoba i choć nie jestem jakiś freakiem w tym temacie to uważam, że sam w sobie jest bardzo ważny i potrzebny bo cały ten bieg, który nam towarzyszy każdego dnia niesie ze sobą więcej negatywnych skutków aniżeli tego co tak naprawdę w życiu potrzebne. Abstrachując jednak od idei SLOW LIFE skupmy się na tym co przygotowała dla nas w tym miesiącu ekipa beGLOSSY - czy jestem zadowolona tak jak poprzednio? Zajrzyjmy zatem do środka wersji A, którą otrzymałam.

Akcja integracja czyli jak stworzyć 56 postów w tydzień.

Cześć Kochane.

Byłyśmy ze sobą w tym tygodniu codziennie - biorąc pod uwagę dzień dzisiejszy daje nam to równe 56 postów postów skupionych w okół tematyki ust. Ja i siedem dziewczyn w ramach wspólnej akcji #loveyourlipsweek pokonałyśmy tygodniowe wyzwanie i razem stworzyłyśmy ogrom tekstów, dziesiątki zdjęć i tysiące hasztagów na Instagramie. Po co? Po to by pokazać, że blogosfera potrafi się zintegrować bezinteresownie - po to by móc razem na swoich indywidualnych miejscach w sieci pokazać, że da się robić coś wspólnie, bez kłótni, bez żali i wyścigu o statystyki. Nasza akcja miała na celu nie tylko całkowite zagłębienie tematu ust, ale także na porwaniu Was do wspólnej zabawy - i udało nam się bo na Instagramie włączyło się wiele z Was za co ogromnie dziękuję. Dziś nadszedł moment podsumowania. Chcecie zobaczyć co wspólnymi siłami udało nam się stworzyć?

3 marki, które musisz znać jeśli szukasz dobrej jakości pomadek.

Cześć Kochane.

Dziś ostatni post z serii naszego #LOVEYOURWEEK, w którym miałam przyjemność brać udział - jutro nastąpi podsumowanie wszystkich tekstów i mam nadzieję, że ostatecznie w pozytywnej atmosferze zakończymy ten mały, blogowy eksperyment. Na miłe zakoczeńczenie przygody przygotowałam dla Was zestawienie trzech moim zdaniem najlepszych marek (powiedziałabym na kieszeń każdego) jeśli chodzi o kwestię szminek - marek, u których warto szukać swojego wymarzonego koloru z tego względu, że każda z nich charakteryzuje się świetną jakością, o którą dziś niestety bardzo ciężko.

Ciemniejsza konturówka, błyszczyk w kulce i trupie usta czyli co pamiętamy z dawnych lat?

Cześć Kochane.

Jak w każdej dziedzinie naszego życia zmiany to nieodzowny element - wszystko w okół zmienia się bardzo szybko i zazwyczaj bywa tak, że gdy cofamy się wstecz i analizujemy co dawniej było modne, na czasie i wiodło prym u wszystkich ogarnia nas śmiech. Same przyznajcie, że gdy patrzycie na swoje zdjęcia z dawnych lat gdzieś przez głowę przebiega myśl, że przecież to niemożliwe, że mogłyśmy tak wyglądać. Tak było i jest, a pokuszę się nawet o stwierdzenie, że będzie i dzisiejsze hot trendy będą nam się w przyszłości wydawać totalną abstrakcją. Makijaż ulega zmianom równie często jak moda na kolory - od wyrazistych smoky, po całkowicie naturalny, świeży look, ale czy zastanawiałyście się jak kiedyś malowano usta? Cofniemy się nieco wstecz?

Botoks, pompowanie i inne cuda czyli czego nigdy nie zrobiłabym swoim ustom?

Cześć Kochane.

Zabiegi na usta to chyba jedne z najczęstszych "modyfikacji" jakim poddają się kobiety na całym świecie. Powiększanie, wygładzanie, nadawanie kształtu a nawet odżywianie od wewnątrz to zabiegi, które nie kosztują wiele, a pomagają zwalczyć niejednokrotnie problemy czy kompleksy, z którymi borykają się kobiety. Może nie jestem obiektywna bo sama z natury mam naprawdę pełne i duże usta, ale ogólnie rzecz ujmując jestem sceptykiem i wszelkie ingerencje w naturę igłami i w gabinetach nie przekonują mnie na tyle mocno by kiedykolwiek świadomie zdecydować się na podobną przygodę - może ze strachu, może dlatego, że akceptuje siebie taką jaką jestem naprawdę, a może dlatego, że efekt ten i tak okazuje się czasowy, a wszystkie marzenia rozprysną się z biegiem dni? 

Pomadkowy koszmar czyli najgrosze szminki jakie kiedykolwiek miałam.

Cześć Kochane.

Dziś już trzecia odsłona naszego pomadkowego tygodnia LOVEYOURLIPSWEEK, ale żeby nie było aż tak kolorowo postanowiłam w końcu pokazać Wam coś co mnie totalnie rozczarowało - tego typu posty pojawiają się u mnie niezwykle rzadko i to tylko i wyłącznie z tego względu, że strasznie nie lubię marnować swojego czasu (którego i tak mam mikroskopijną ilość) na produkty, które są nic nie warte. Dwie szminki, które dziś Wam zaprezentuję leżą w moim kuferku już dobry rok (zawsze wiedziałam, że muszę Wam o nich powiedzieć) dlatego, że są totalnie nie do użytku i chyba jeszcze nigdy nie trafiłam na tak koszmarne kosmetyki, które nadają się wyłącznie do kosza. Poznajcie dwa największe buble ever czyli szminki znanej i lubianej marki Makeup Revolution.

3 tanie pomadki, bez których nie wyobrażam sobie swojego makijażu.

Cześć Kochane.
Witam Was w drugim dniu naszego wyzwania LOVEYOURLIPSWEEK. Dziś będziemy się rozpływać w zachwytach nad kolejnymi trzema produktami, które pokochałam na tyle mocno, że dziś śmiało mogę powiedzieć, że stanowią swego rodzaju bazę mojego makijażu. Tak się fajnie złożyło, że cała trójka pochodzi z asortymentu marki Golden Rose czyli znanej i uwielbianej tureckiej marki, która w moim odczuciu jest absolutnym mistrzem jeśli chodzi o produkty do ust. Jestem pewna, że każda z Was ma już w posiadaniu, którąś z moich dzisiejszych propozycji, jednak jeśli jeszcze wahacie się nad zakupem danego odcienia to mam nadzieję, że dziś rozwieję Wasze wszelkie wątpliwości.

Paleta kremowych róży na usta? Czy to się może udać?

Cześć Kochane.

Dzisiejszy post będzie pierwszą częścią siedmiodniowego wyzwania #loveyourlips, do którego zostałam zaproszona przez dwie wspaniałe dziewczyny, które z pewnością znacie - aGwer i Ala ma Kota postanowiły zorganizować wspólną akcję, w której od dziś przez tydzień będziemy dodawać po jednym poście związanym z tematyką ust - makijażu lub pielęgnacji. Ja oraz osiem innych wspaniałych dziewczyn chcemyz zachęcić Was do aktywności w tej kwestii - do pokazywania swoich ulubionych produktów do ust w social mediach tak by udowodnić , że blogosfera potrafi nas połączyć. Jeśli chcecie przyłączyć się do naszej zabawy tagujcie swoje zdjęcia na Facebooku lub Instagramie #loveyourlipsweek i pokażcie, że jesteście z nami :)
Dziś postanowiłam temat ugryźć nieco inaczej - jako, że w swoim kuferku posiadam paletę kremowych róży, z którymi na co dzień nie za bardzo wiem co robić... postanowiłam poeksperymentować, a że kolory są wyjątkowo śliczne przetestowałam ją na swoich ustach. Jesteście ciekawe czy to w ogóle może się udać?

Sfermentowana woda drożdzowa w walce o idealnie nawilżoną skorę | Esencja Missha The Treatment Intenisve.

Cześć Kochane.

Kolejnym przystankiem podczas mojej azjatyckiej, cudownej i naprawdę udanej przygody jest marka Missha - marka znana na całym świecie, ceniona przez ogrom kobiet no i swego rodzaju jeden ze Świętych Graali azjatek. Missha to prawdziwa gratka dla fanów azjatyckiej pielęgnacji bowiem ich produkty są totalnie inne niż wszystko -bazują na naprawdę ciekawych składniakch, ich działanie ukierunkowane jest w stronę chyba wszystkich kobiecych problemów skórnych, o których możemy pomyśleć no i kusi swoim niesamowitym designem... produkt, który dziś Wam pokażę był dla mnie totalną nowością i bez bicia przyznam się, że wzięłam go w ciemno skuszona obietnicami producenta. Naprawa skóry na poziomie komórkowym, niesamowite nawilżenie a wszystko to zamknięte w lekkim, krystlicznym płynie. Poznajcie esencję Missha The Treatment Instenive - na bazie sfermentowanej wody drożdżowej.

Szablon dostosowała Madl-len. Technologia Blogger.