Poza sferą urody - ulubieńcy ostatnich tygodni #2

 Nawet nie wiecie jak bardzo ucieszył mnie odzew pod ostatnim postem dotyczącym ulubieńców wybiegających poza sferę urodową - szczerze mówiąc strasznie obawiałam się reakcji, ale po Waszych komentarzach wywnioskowałam, że naprawdę ciekawią Was takie wpisy, a i ja sama bardzo chętnie wpadam na Wasze blogi czytać takie treści. Postanowiłam więc, że powstanie druga część, która mam nadzieję, że spodoba Wam się równie mocno. Przygotowałam dla Was kilka rzeczy, które umilały mi codzienność w ostatnich tygodniach - będzie coś do czytania, do ubrania... i dla zdrowia.

Podrażnienia skóry kontra koreańska, naturalna pielęgnacja.

Nie mam łatwo. Nigdy nie miałam i mieć nie będę. Moja skóra to istny kalejdoskop. Raz wygląda wspaniale i choćbym traktowała ją chemicznymi kosmetykami to wygląda idealnie, a okresowo zdarza się tak cokolwiek na nią nie nałożę reaguje zaczerwieniem, suchością i rzutami atopowymi. Mój lekarz stwierdził, że taka moja natura  i po prostu powinnam do tego przywyknąć. Od lat więc oscyluje w okół bezpiecznych produktów pielęgnacyjnych do ciała choć robię sobie od nich przerwy my móc zgrzeszyć jakimś cudownie pieniącym się i pachnącym żelem czy masłem, których nie potrafię sobie odmówić. Wiosna to jednak czas kiedy muszę być bardzo ostrożna - na ten moment muszę uważać co nakładam na swoje ciało i bardzo bacznie obserwować jak reaguje. Na szczęście teraz mam swoich dwóch małych pomocników, o których naprawdę warto opowiedzieć. Jeżeli Wasza skóra potrzebuje ukojenia, albo po prostu szukacie czegoś z doskonałym składem to koniecznie musicie poznać duet WHAMISA.

Najpopularniejsze na świecie urządzenie do oczyszczania twarzy - FOREO LUNA 2.


Nie ulega wątpliwości, że marka FOREO przoduje na światowym rynku w kwestii szczoteczek sonicznych - pokuszę się o stwierdzenie, że każda z Was słyszała już o innowacyjnej LUNIE, która jako pierwsza podbiła serca kobiet i mężczyzn. Ja jednak opowiem Wam dzisiaj o LUNIE 2 czyli ulepszonej wersji swojego pierwowzoru, o nieco bardziej opływowym kształcie i większą powierzchnią czyszczącą, którą używam już długi czas. Przetestowałam ją pod każdym możliwym względem i dziś chciałabym Wam opowiedzieć czy faktycznie jest to urządzenie warte swojej ceny.

beGLOSSY - My Way.

Wyjazdowe niezbędniki - tak w ogromnym skrócie można nazwać najnowszą edycję beGLOSSY My Way, która zaskakuje już po otworzeniu paczki przekazanej od kuriera. Po dość kiepskim podsumowaniu wydania urodzinowego gdzieś podświadomie przeczuwałam, że tym razem będzie znacznie lepiej. Zapowiedzi kwietniowej edycji były kuszące bowiem znów mamy okazję poznać jako jedne z pierwszych nowość z asortymentu Organique, która jest chyba najlepszą marką z jaką spotkałam się w tych pudełkach. Niemniej jednak okazało się, że tym razem ekipa beGLOSSY postawiła na kreatywność - całe pudełko składa się z podstawowych produktów, które mogą przydać nam się w podróży, a jakby tego było mało... wszystko to zapakowane jest w prześliczną, różową kosmetyczkę, z której wyskakuje karta opisowa w formie zagranicznego listu. Gotowe w podróż?

Kosmetyki i akcesoria, których w ogóle nie używam.

Gdzieś utarło się przekonanie, że my blogerki kosmetyczne większą część dnia spędzamy smarując się kremami i wklepywaniem niezliczonych ilości produktów począwszy od przestrzeni pomiędzy palcami stóp na kremach do natłuszczania okolic za uszami kończąc. W mojej rodzinie na przykład każdy członek, który zagląda do mojej szafy z przerażeniem spogląda na ilość produktów - fakt faktem, że normalny śmiertelnik ma prawo czuć się przytłoczony bo nasza pielęgnacja zazwyczaj jest o wiele bardziej rozbudowana, ale musimy mieć także materiał "porównawczy" (przynajmniej ja tak to sobie tłumaczę choć naprawdę wprowadzam w życie minimalizm), ale wcale nie oznacza to, że stosujemy wszystko do wszystkiego - jestem pewna, że każda z Was świadomie rezygnuje z jakiegoś rodzaju produktów czy to z jakiegoś postanowienia czy też ogólnych upodobań. Swoją drogą zawsze bawią mnie memy czy powiedzonka na temat blogerek wśród znajomych - spotkałyście się z podobnymi stereotypami? Abstrahując jednak od moich przemyśleń dziś pokrótce opowiem Wam jakich kosmetyków nie używam i jaka jest tego przyczyna. 

Co nowego w szafach Essence?

Ten rok zdecydowanie będzie należał do marki Essence bowiem osiąga ona już 15 rocznicę funkcjonowania na rynku kosmetycznym. Klientki na całym świecie kochają Essence, a ta nie spoczywając absolutnie na laurach nadal zamierza oferować tanie i zaskakujące produkty oraz przepiękne, limitowane edycje, na które czeka się co sezon. Mimo, że Essence kierowane jest bardziej ku młodszej i mniej wymagającej grupie odbiorców to i tak widuje się je co raz częściej na popularnych blogach czy kanałach na Youtube - no bo czy może być coś lepszego niż tani, a dobry produkt dostępny od ręki? Tym razem przygotowałam dla Was jednak przegląd tego co możecie znaleźć już w odświeżonych na wiosnę szafach - łącznie wszystkich nowości jest aż kilkadziesiąt, więc dla fanek marki... istny raj!

Dlaczego nie warto kupować na promocjach -49%?


Jak bumerang wraca temat promocji w sieciach drogerii - mam wrażenie, że nigdy, ale to nigdy nie minie dziki szał na obniżki na kosmetyki kolorowe. To zjawisko urosło do takiej skali, że mam wrażenie, że gdyby drogerie wycofały się z tego typu akcji to upadałyby jedna po drugiej - setki postów, tysięcy list, rozważań, szukania informacji... po to by po raz kolejny wydać dużą sumę pieniędzy na produkty, które były są i będą ZAWSZE w zasięgu ręki. Blogosfero opanuj emocje - dziewczyny nie dajcie się zwariować! Dziś wbrew wszystkiemu i wszystkim postanowiłam jednak przekonać Was, że bitwy pod szafami wcale nie są Wam potrzebne do szczęścia. Dlaczego nie warto korzystać z takich promocji?

Liferia - marcowe pudełko pełne wiosny + KONKURS.


 To chyba najdłużej wyczekiwane pudełko w historii Liferii bo choć to edycja marcowa dotarła do nas dopiero wczoraj (a może nawet i dzisiaj). Nie miejmy Liferii absolutnie nic za złe - musicie wiedzieć, że idea promowania kosmetyków z całego świata rządzi się niestety swoimi prawami i prowadzi niejednokrotnie do problemów z ich transportem do naszego kraju co nie wynika ze strony ekipy pudełka. Na szczęście pudełeczka docierają całe i zdrowe... a przy tym jak zwykle fantastyczne! To będzie kolejny wielki sukces naszego różowego, wiosennego boxa - jest kolorowo, praktycznie i z wieloma kosmetycznymi ciekawostkami. To jak? Zaglądamy do środka?



Recepty Babci Gertudy - lepszy zamiennik, kopia czy mocna inspiracja Babuszką Agafii?

 W nowościach Kosmetykomanii pojawiła się ostatnia marka, która nie dawała mi spokoju i w pierwszej chwili pomyślałam sobie, że to kolejny, tani chwyt na coś co wszystkie uwielbiamy i próba budowania wizerunku na plecach innych. Receptury Babci Gertrudy od razu kojarzą mi się z Babuszką Agafii czyli rosyjskim (a raczej estońskim już) hitem w dziedzinie pielęgnacji - tanim, dostępnym już niemalże wszędzie i ukochanym przez ogrom klientek w całej Europie. Trudno nie wyczuć tu podobieństwa - są ciekawe składy, jest babcia, jest ideologia dawnych rytuałów pielęgnacyjnych... nie możecie się ze mną nie zgodzić, że wiele elementów jest do siebie mocno podobnych. Co ciekawe Recepty Babci Gertrudy produkowane są również w Estonii, ale nie mogę się dokopać do informacji czy to dokładnie ten sam producent co w przypadku Babuszki - niemniej jednak moja ciekawość zwyciężyła i postanowiłam sięgnąć po produkty do podstawowej pielęgnacji. Co z tego wyszło?

WHAMISA czyli o organicznych kosmetykach prosto z Korei.

Do pełni kosmetycznego zaspokojenia potrzeba mi dwóch rzeczy - produktu koreańskiego i z dobrym, naturalnym składem, ale jeśli mogę mieć to wszystko w jednym... można by to podciągnąć już pod ekstazę. Oto na polskim rynku pojawia się WHAMISA - całkowicie nowa marka, która tworzy swoje kosmetyki na bazie tylko i wyłącznie składników naturalnych co w Korei jest rzeczą dość rzadko spotykaną. Czy trafiłam do swojego małego kosmetycznego raju? Przekonajcie się same.


Szablon dostosowała Madl-len. Obsługiwane przez usługę Blogger.