Czy jest sens stosować filtry SPF15 i SPF20? Fototyp skóry kontra mity na temat ochrony przeciwsłonecznej i organiczne nowości Santaverde.

Czy zastanawiałyście się kiedyś, dlaczego rozbieżność faktora SPF w produktach przeciwsłonecznych jest tak duża? Od SPF5 aż do SPF50++  ogrom formuł, mnóstwo różnych opcji do wyboru ... można się pogubić, prawda? Dziś rozwiejemy wszelkie wątpliwości, ale... musimy zacząć od podstaw!



Filtr mineralny czy filtr chemiczny?


Musimy zacząć od tego, że wyróżniamy dwa podstawowe typu filtrów przeciwsłonecznych – mineralne, których będziemy poszukiwać, a także chemiczne, które możemy podzielić na złe (przenikające) i dobre (uznane za bezpieczne).

Na rynku możecie trafić również na produkty tzw. mieszane, będące połączeniem filtrów mineralnych, jak i chemicznych.

To jest punkt bazowy, rzecz, którą należy zapamiętać. Jeżeli szukacie dobrego, bezpiecznego kosmetyku ochronnego wybierajcie albo kosmetyki na bazie filtrów mineralnych lub na bazie bezpiecznych filtrów chemicznych, jednak absolutnie najlepszym i najkorzystniejszym rozwiązaniem jest zdecydowanie się na kosmetyk bazujący wyłącznie na filtrach mineralnych – o takie niestety jest na rynku niełatwo, ale jak się zaraz okaże … da się i to naprawdę na wspaniałym poziomie.

Co musisz wiedzieć o filtrach mineralnych?


Główną zaletą filtrów mineralnych jest oczywiście fakt, że uczulają niezwykle rzadko, ale są też bardzo łagodne dla skóry, czego nie można powiedzieć o filtrach chemicznych. To właśnie na bazie filtrów mineralnych powstają kosmetyki ochronne dla osób wrażliwych, alergików, dzieci, niemowląt, a także osób z problemami skórnymi takimi jak: egzema, atopowe zapalenie skóry czy łuszczyca. Filtry mineralne działają jak lustro poprzez odbijanie promieni słonecznych bez ingerencji i niekorzystnego działania, jak w przypadku filtrów chemicznych.

Wadą filtrów mineralnych jest fakt, że mają cięższą konsystencję, niekiedy bielą skórę i należy je odpowiednio nakładać. Na szczęście producenci i na to znaleźli rozwiązanie stosując naturalne dodatki, które niwelują bielenie – warto zwrócić na to uwagę. Kwestię modyfikacji rozwinę w kolejnych akapitach.



Wyróżniamy dwa podstawowe filtry mineralne:


Titanium Dioxide – dwutlenek tytanu. Naturalny pigment występujący w przyrodzie – substancja mineralna, ale przez producentów najczęściej produkowana w sposób syntetyczny. Dwutlenek tytanu dzięki swojej białej barwie dodawany jest do kosmetyków rozjaśniających, ale także kosmetyków do makijażu. Jest także filtrem mineralnym i bardzo dobrze chroni skórę głównie przed promieniowaniem UVB, a w mniejszym stopniu przed UVA. Można go znaleźć w kosmetykach do opalania, filtrach ochronnych i pomadkach do ust. Dwutlenek tytanu działa jak lustro tj. odbija promienie słoneczne i chroni skórę przed ich negatywnym działaniem.

Zinc Oxide – tlenek cynku. Naturalny związek mineralny występujący w przyrodzie pod postacią cynkitu, ale często bywa zanieczyszczony, dlatego w przemyśle kosmetycznym pozyskuje się go w wyniku prażenia rudy cynkowej. Tlenek cynku jest naturalnym, fizycznym filtrem przeciwsłonecznym i działa jak lustro tj. odbija promieniowanie słoneczne. Chroni zarówno przed promieniami UVB jak i UVA. Jest wykorzystywany także jako barwnik i często można go spotkać w produktach makijażowych. W kwestii pielęgnacyjnych wykazuje działanie łagodzące, regenerujące i rozjaśniające. Dodatek tlenku cynku jest obecny w kremach dla niemowląt, ponieważ doskonale wchłania wilgoć, a także zasusza drobne ranki.


FILTRY CHEMICZNE – PRZENIKAJĄCE I NIESTABILNE


Mimo że nauka cały czas skupia się wokół zależności stosowania chemicznych filtrów a ich oddziaływania zarówno na skórę, jak i cały organizm, już na dzień dzisiejszy możemy wyróżnić całkiem sporą grupę filtrów, które mają zdolność do przenikania. Oznacza to, że nałożone na skórę mają zdolność do przenikania do krwiobiegu i mogą działać estrogennie. W tym momencie nauka nie jest w stanie jeszcze określić w jak dużym stopniu, mają one wpływ na gospodarkę hormonalną, natomiast już dzisiaj wiemy, że należy ich po prostu unikać.

Kolejnym ciekawym obiektem naukowym są filtry z gamy niestabilnych, które nałożone na skórę, po jakimś czasie zaczynają się rozkładać – to zjawisko powoduje, że żeby odpowiednio zabezpieczyć skórę, należy ich dokładać w ciągu dnia, a i tak w konsekwencji nie mamy pewności czy jeszcze działa, czy może już zdążył się rozłożyć. W przypadku filtrów niestabilnych po prostu trudno oszacować, czy chronią, czy też nie. Oprócz tego filtry chemiczne bardzo często wywołują alergię, wykwity, pogarszają ogólny stan skóry, a już bezwzględnie nie powinny używać ich osoby z problemami dermatologicznymi.

Filtry chemiczne nie powinny być stosowane także u maluchów, kobiet w ciąży i mam karmiących piersią – niestety naukowe badania potwierdziły obecność filtrów chemicznych w mleku mam.



Zaletą filtrów chemicznych jest jedynie fakt, że są lekkie i nie bielą skóry – niemniej jednak w proporcji do tego, jaki mogą mieć skutek dla organizmu, jest to raczej mało znacząca cecha.


Filtry chemiczne w INCI zaliczane do gamy przenikających i niestabilnych znajdziecie pod nazwami:

Ethylhexyl Methoxycinnamate
Benzophenone-3
Benzophenone-4
Homosalate
Butyl Methoxydibenzoylmethane (Avobenzone)
4- Methylbenzylidene Camphor
Octyl Methoxycinnamate
Octyl Dimethyl PABA
Octocrylene
– w przypadku tej substancji trwają badania i istnieje duże prawdopodobieństwo, że niebawem zostanie uznana ona za chemiczny filtr przenikający. Na ten moment wiemy, że przenikalność jest bardzo niska, ale jednak istnieje. Czekamy na oficjalny raport.

FILTRY CHEMICZNE – UZNANE ZA BEZPIECZNE

Bardzo ciekawą grupą filtrów jest gama filtrów chemicznych, ale uznanych za bezpieczne do stosowania.

Na wielki plus ich zastosowania przemawia fakt, że mają one zazwyczaj szerokie spektrum ochrony UVA i UVB, uczulają rzadziej niż filtry wymienione wyżej, nie przenikają do krwiobiegu, jednak nadal mogą podrażniać skóry problematyczne. Mimo wszystko nie zaleca się ich do stosowania u dzieci ani kobiet w ciąży. Często wywołują pogorszenie stanów egzemowych i zaostrzeń atopowego zapalenia skóry.

Do chemicznych filtrów uznanych za bezpiecznych zaliczamy:

Ethylhexyl Salicylate
Diethylhexyl Butamido Triazone Terephthalylidene Dicamphor Sulfonic Acid
Disodium Phenyl Dibenzimidazole Tetrasulfonate
Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol
Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate


UWAGA NA NANOCZĄSTECZKI


Wspomniałam Wam na górze, że producenci filtrów mineralnych rozpoczęli poszukiwania, które mają na celu zniwelowanie efektu ciężkości i bielenia na skórze. Niekiedy wykorzystuje się naturalne ekstrakty, które mają zdolność łagodzenia tego efektu, jednak niektórzy producenci idąc na łatwiznę i okrajając koszt produkcji kosmetyków, wykorzystują tak zwane cząsteczki nano, czyli pewną ulepszoną formą dwutlenku tytanu i tlenku cynku, które, mimo że nie powodują efektu bielenia i na skórze zachowują się jak filtry chemiczne (tj. są lekkie, nie pozostawiają tłustej warstwy, nie bielą) to jednak kwestia ich bezpieczeństwa jest bardzo sporna.

Wielu naukowców wzięło pod lupę nanocząsteczki i okazało się, że mogą one przenikać przez uszkodzone partie skórne – co prawda w niewielkim stopniu, ale jednak. Bardzo żałuję, że obecnie mamy dość okrojoną wiedzę na ten temat – nauka, póki co niewiele ma do powiedzenia na temat skutków takiego przenikania, więc nie da się stwierdzić, czy cząsteczki te są bezpieczne jak pierwotna forma minerałów, czy może wyrządzają szkody na równi z filtrami chemicznymi.

Zalecam więc ostrożność i dla własnego bezpieczeństwa – unikacie filtrów mineralnych opartych o cząsteczki nano. Na szczęście są łatwe do rozpoznania, bo obok nazwy Titanium Oxide czy cynk Oxide pojawia się dopisek nano.


Czy warto używać filtrów o faktorze SPF20 i SPF15?


Utarł się mit, jakoby filtry o niższym faktorze SPF nie spełniały swojej roli i nie chroniły naszej skóry. To absolutnie nieprawda i warto o tym napisać nieco więcej.

Przyjęło się, że żeby zapewnić sobie wysoką ochronę SPF stosujemy filtry o faktorze SPF50 i wyżej. Oczywiście jest to prawda, ponieważ stosując tego typu filtry zapewniamy sobie ochronę na najlepszym możliwie poziomie, jednak warto wiedzieć, że konkretny faktor SPF powinien być dobierany pod fototyp skóry. Z naukowego punktu widzenia, ochrony SPF na poziomie 50 wymagają cery wrażliwe, alabastrowe, alergiczne, a także takie, które poddane były zabiegom medycyny estetycznej, zabiegom u kosmetologa czy dermatologa. Skórę maluchów również chroni się pięćdziesiątkami, dobrze jest okrywać nimi znamiona czy tatuaże... ale nie jest prawdą, że każda skóra wymaga aż takiego faktora.

Na niższe faktory mogą sobie pozwolić osoby o ciemniejszej karnacji, ponieważ taki typ skóry zawiera więcej melaniny. Jeśli jesteście zatem posiadaczkami cer fototypu II i II (tzw. północno i środkowoeuropejski) możecie bez obaw pozwolić sobie na ochronę skóry na poziomie SPF 20 i SPF 15, ponieważ tego rodzaju skóra jest bardziej odporna na działanie promieniowania słonecznego, nie jest tak mocno narażona na poparzenia słoneczne i nie opala się równie szybko, co np. typ celtycki, o którym napisałam wyżej. Oczywiście niezależnie od fototypu skóry z ochrony przeciwsłonecznej korzystać należy ZAWSZE i nie ma mowy o pomijaniu tego kroku w żadnym wypadku. Niemniej jednak twierdzenie, że filtry na poziomie SPF20 czy SPF15 nie działają jest absolutnym błędem. Chronią, ale są dedykowane konkretnym typom skóry. Po prostu.

Bardzo fajnie podsumowała tę zależność właścicielka marki Santaverde, którą pozwolę sobie zacytować. 

Z naszymi kosmetykami SPF 15 i 20 jesteś chroniony 15 lub 20 razy dłużej niż bez tych produktów W przypadku jasnego typu skóry, takiego jak moja z naturalną samoobroną przed słońcem wynoszącej około 15 min oznacza, że maksymalny pobyt na słońcu przy SPF20 to aż 5 godzin. Niemniej jednak, żeby nadmiernie nie obciążać skóry, nie narażałabym się na bezpośrednie działanie promieni słonecznych“

Proszę zatem żeby nie bać się niższych faktorów - pamiętajcie o fototypach cery, unikania bezpośredniej ekspozycji w określonych godzinach i odpowiedniej ilości kremu, a nikomu nic złego się nie stanie! 


Santaverde - organiczne kremy przeciwsłoneczne z faktorem SPF20 i SPF15


A dlaczego Wam przypominam informacje o filtrach mineralnych i jednocześnie obalam mity o niskich faktorach ochronnych? Dlatego, że w asortymencie mojego ukochanego Sataverde pojawiły się własnie dwie pyszne nowości do ochrony przeciwsłonecznej. Przed Wami dwa organiczne kremy w 100% na bazie filtrów mineralnych, które uwaga... ABSOLUTNIE NIE BIELĄ SKÓRY! I już to czyni je wyjątkowymi, bo jak wiecie doskonale połączenie naturalnego składu razem z minerałami ochronnymi i zachowanie przy tym lekkiej formuły graniczy niemalże z cudem. A tu proszę, nie dość, że piękny skład, to leciutka formuła... i jeszcze do tego pachną niesamowicie pięknie. Namiętnie je testuje i jestem w nich zakochana od pierwszego użycia. Co czynie je jednak wyjątkowymi w swej formie?


Wyjątkowa formuła kosmetyków Santaverde zamiast wody stosuje organiczny sok z aloesu najwyższej jakości, pochodzący z własnej plantacji firmy w Andaluzji. Aloes na plantacji Santaverde jest zbierany ręcznie i ręcznie przetwarzany - dzięki czemu zawiera niespotykanie dużo alowerozy - podstawowej substancji czynnej aloesu, odpowiedzialnej za wyjątkowe działanie kojące, przeciwzapalne, łagodzące i nawilżające tej fenomenalnej rośliny. O aloewerozie już pisałam Wam na łamach mojego bloga i tłumaczyłam dlaczego dobre jakościowo kosmetyki aloesowe mają swoją cenę.

Ręczne zbiory i przetwarzanie aloesu w Santaverde powoduje także, że pozyskiwany sok i żel pochodzi z czystego miąższu tej organicznej rośliny. Nie zawiera więc ani skóry, ani brązowej podskórnej warstwy ochronnej aloesu z substancją zwaną aloiną - odpowiedzialną za reakcje uczuleniowe, mylnie przypisywane czystemu żelowi bądź sokowi z aloesu. Miąższ i sok pochodzą tylko z wnętrza liści aloesu zbieranego i przetwarzanego w sposób ręczny, w rytmie slow, z poszanowaniem uprawianych roślin na plantacji - tak, aby uzyskać z najwyższej jakości aloesu jego najcenniejsze składniki aktywne i zastosować je w kosmetykach Santaverde.

Mam nadzieję, że pamiętacie, jak tłumaczyłam Wam z czego wynika kwestia uczulenia na aloes. Jeśli nie, koniecznie wróćcie do wpisu na temat aloiny i aloewerozy.

Wracając jednak do tych cudaków, którymi jestem zachwycona muszę je pochwalić przede wszystkim za leciutką konsystencję - są dosłownie jak kremy, a nie mazie, które bardzo ciężko wpracować w skórę, dzięki czemu nadają się bezpośrednio pod makijaż. Ważne jest również to, że kremy spełniają funkcję pielęgnacyjną - formuły z  aktywną ochroną DNA komórek skóry chronia ją przed uszkodzeniami spowodowanymi promieniowaniem słonecznym i zapewnia jej naturalne, długotrwałe, intensywne nawilżenie i pielęgnację. I to czuć! Naprawdę czuć!

Produkt z faktorem SPF15 ma formę balsamu - jest ultra przyjemny w nakładaniu, nie bieli, nie klei się no i nie zostawia charakterystycznego zapachu za to pachnie jakimś dobrym ciachem koksosowym. Może być stosowany zarówno do twarzy jak i ciała. Natomiast drugi cudak o faktorze SPF20 to już krem typowo do zabezpieczania naszej skóry twarzy. Ma nieco bogatszą konsystencję, ale nadal pozostaje ona delikatna, nieobciążająca i przyjemnie pachnąca deserem!

Spójrzcie teraz na pełne składy obu produktów:

Balsam przeciwsłoneczny SPF15:

Składniki: Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Coconut Alkane, Caprylic/Capric Triglyceride, Zinc Oxide, Titanium Dioxide, Sorbitan Olivate, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Cocos Nucifera Oil*, Coco Caprylate/Caprate, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Betaine, Alcohol*, Parfum**, Aluminum Hydroxide, Butyrospermum Parkii Butter*, Ectoin, Daucus Carota Sativa Extract*, Tocopherol, Simmondsia Chinensis Jojoba Seed Oil*, Helianthus Annuus Seed Oil*, Bisabolol*, Stearic Acid, Polyglyceryl-3 Polyricinoleate, Glycerin, Levulinic Acid, Sodium Levulinate, Citral, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool.

* certyfikowane składniki organiczne
** naturalne olejki eteryczne

Krem przeciwsłoneczny SPF20:

Składniki: Aloe Barbadensis Leaf Juice*, Coconut Alkane, Caprylic/Capric Triglyceride, Zinc Oxide, Titanium Dioxide, Polyglyceryl-2 Dipolyhydroxystearate, Cocos Nucifera Oil*, Sorbitan Olivate, Polyglyceryl-3 Diisostearate, Betaine, Coco Caprylate/Caprate, Aluminum Hydroxide, Stearic Acid, Butyrospermum Parkii Butter*, Polyglyceryl-3 Polyricinoleate, Sodium Hyaluronate, Ectoin, Daucus Carota Sativa Extract*, Pyrus Malus Fruit Extract*, Tocopherol, Simmondsia Chinensis Jojoba Seed Oil*, Helianthus Annuus Seed Oil*, Glycerin, Alcohol*, Levulinic Acid, Sodium Levulinate, Parfum**, Benzyl Benzoate, Citral, Citronellol, Geraniol, Limonene, Linalool.

* certyfikowane składniki organiczne
** Naturalne olejki eteryczne

... no choćbym chciała to nie mam się tu absolutnie do niczego przyczepić :)

Ogromnym plusem jest również fakt, że kremy są wodoodporne, a tym samym nie straszny mu ani pot, ani woda, ani nawet pływanie w jeziorku. UWIELBIAM! Zachwycam się nimi tak mocno, że zaraz ktoś zarzuci mi, że za bardzo odpływam, ale przyznam szczerze, że dawno nie miałam tak doskonałych produktów ochronnych i przy moim fototypie skóry są totalnie wystarczające.

Oba produkty do dostania są u oficjalnego dystrybutora marki Santaverde w Polsce czyli w Bioekodrogerii i kosztują:


ale ale... specjalnie dla Was, jedynie do 3 lipca, marka Santaverde jest w specjalnej promocji -20% na WSZYSTKIE PRODUKTY - wystarczy kliknąć w TEN LINK, wyszukać produkty... i możecie cieszyć się rabatem!

Upss...i co teraz?

Zdarza się, że ekspozycja na słońce bywa nadmierna mimo najlepszych starań. Skóra piecze, jest ściągnięta, zaczerwieniona... innymi słowy, naprawdę prosi o pomoc. I tutaj w tym roku Santaverde przyszło z rozwiązaniem włączając do swojej oferty nowość w postaci balsamu silnie regenerującego właśnie po opalaniu. Sun Recovery, o którym mowa to produkt, który rozpieszcza zmęczoną słońcem skórę przyjemnym, łagodzącym i przywracającym komfort efektem chłodzenia oraz wspomaga proces jej regeneracji. Nie wiem jak Wy, ale ja naprawdę uwielbiam kosmetyki chłodzące dlatego nie wyobrażam sobie, by latem mogło u mnie zabraknąć tego typu produktu. Ten cudak od Santaverde natychmiast koi i chłodzi skórę, zapewnia jej intensywne nawilżenie i łagodzi wszelkie podrażnienia i ewentualne oparzenia po nadmiernej ekspozycji na słońce - jest dodatkowo ultra lekki, wchłania się w kilka sekund i działa tak naprawdę w kilka sekund.

Ps. Warto dodać, że pachnie kokosowym ciachem :)


Za jego działanie odpowiadają: ekstrakty z marchwi i rokitnika, które działają przeciwutleniająco i odbudowująco, tym samym wspomagając naprawę DNA komórek skóry. Odżywcze masło Shea i olej migdałowy chronią skórę przed wysuszeniem, regenerują i wzmacniają jej elastyczność. Do tego oczywiście formuła bez wody na bazie czyściutkiego, organicznego soku z aloesu z własnych plantacji Santaverde.

Obecnie w promocji 20% Sun Recovery jest do dostania w naprawdę atrakcyjnej cenie. No i muszę wspomnieć, że dzięki lekkiej konsystencji bez problemu wystarczy na całe lato bez żadnego przymusu dokupywania. Jest piekielnie wręcz wydajny. Uwielbiam!

Uff... naprodukowałam się! Ale było warto i zachęcam Was ogromnie do skorzystania ze zniżki.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye