Składniki z gamy Super Foods w kosmetykach! Sukin SuperGreens... prosto z Australii.

... to była miłość platoniczna. Miłość, która narodziła się jeszcze przed użyciem - myślicie, że to możliwe? A ja Wam powiem, że tak... bo trwa ona już przeszło ponad 1,5 roku! Spośród ogromu produktów w Ekodrogerii już na samym początku moją uwagę zwróciła australijska marka SUKIN, która chcąc nie chcąc zainteresowała mnie tak mocno, że zagłębiłam na jej temat chyba wszystkie możliwe informacje - o ile naprawdę lubię poznawać nowości tak akurat SUKIN wzbudził we mnie szczególne uczucia - każdy opis producenta, każdy skład, każda filozofia tworzenia danego produktu sprawiła, że jeszcze zanim kosmetyki te ujrzały światło dzienne w sklepie ja już wiedziałam, że będę musiała je koniecznie przetestować - nie było mi się jednak łatwo zdecydować bowiem SUKIN tworzy kilka specjalnych linii pielęgnacyjnych dla określonego typu skóry, włosów czy twarzy, a wierzcie mi... czytając te wszystkie opisy chciałam natychmiast spróbować wszystkiego - rozsądek jednak podpowiedział mi, żeby skusić się na początek na coś, czego jeszcze na rynku nie było - linię SUPERGREENS, która no cóż... rozgrzała moje serce do czerwoności. Poznajcie dziś razem ze mną moje wielkie odkrycie pielęgnacyjne i... zakochajcie się równie mocno za sprawą trzech niesamowitych kosmetyków... prosto z australijskiej dziczy!



SUKIN SUPERGREENS.


To specjalna linia kosmetyczna marki SUKIN oparta na składnikach z gamy tzw. superfoods, czyli takich, które zostały uznane za najzdrowsze i najbardziej wartościowe dla naszego organizmu.

Do gamy składników superfoods zaliczamy między innymi:

  • jarmuż
  • spirulinę
  • czosnek
  • jagody goji
  • pietruszkę
  • jagody acai
  • komosę ryżową
  • nasiona chia

... i same zobaczycie, że udział właśnie tych składników, jest charakterystyczną cechą linii Supergreens, co totalnie mnie kupiło od samego początku!



Charakteryzuje się szatą graficzną w kolorze butelkowej zieleni, która kojarzy się z bogactwem natury - jest ukierunkowana przede wszystkim na detoksykację skóry i przywrócenie jej odpowiedniego, biologicznego charakteru poprzez dogłębne oczyszczenie z zanieczyszczeń, odblokowanie porów, usuwanie oznak zmęczenia i szarości, a także dostarczenie jej wyjątkowego zastrzyku odżywienia właśnie poprzez zastosowanie składników z gamy superfoods takich jak nasiona chia, pietruszka, aloes, spirulina czy jagody goji - każdy skład jest tu tak doskonale przemyślany, tak bogaty i tak nieoczywisty, że dla fanek naturalnej pielęgnacji linia SUPERGREENS staje się więc propozycją niemalże obowiązkową! Całej idei tworzenia produktów marki SUKIN przyświeca stwierdzenie " Skincare that doesn't cost the earth" - kosmetyki nie zawierają SLS, SLES, sztucznych substancji zapachowych, glikolu propylenowego, EDTA, parabenów, olejów mineralnych oraz produktów pochodzenia odzwierzęcego.

Są w 100% wegańskie, nie są testowane na zwierzętach dodatkowo posiadają odznaczenie 100% CARBON NEUTRAL.

Poza tym spójrzcie... czy one same w sobie po prostu nie przywodzą na myśl dziczy, dżungli... pierwotnych terenów? Mnie właśnie z tym się kojarzą!


SUKIN DETOXIFYING CLAY MASQUE


Pierwszy produkt, który zwrócił moją uwagę to maska do twarzy o właściwościach oczyszczających, detoksykujących i dogłębnie odblokowujących pory - w swoim składzie zawiera glinkę porcelanową, glinkę bentoitową, olej z awokado, olej z nasion róży, witaminę E, spirulinę, ekstrakt z baobabu, ekstrakt z jagód Goji, ekstrakt z wodorostów, pietruszki i kapusty - całość w otoczeniu zabezpieczających emolientów.

Wow. PrawdA?

Ukierunkowana jest głównie ku skórom mieszanym, tłustym i wymagającym odświeżenia, ale przy umiarkowanym i dobranym do potrzeb stosowaniu sprawdzi się nawet w przypadku cer wrażliwych czy normalnych. To, co czyni tę maskę wyjątkową nie tylko pod względem składu to także fakt, że po otworzeniu słoiczka otacza nas przepięknym, naturalnym zapachem... kojarzącym mi się ze świeżym wiśniowym sokiem - do tego wszystkiego dodajmy sobie jeszcze gęstą, ale bardzo kremową konsystencję o wykończeniu pudrowym, która po zastygnięciu tworzy na skórze przyjemną w dotyku otoczkę przypominającą zamsz...

No jestem nią zachwycona i jest to moje UWAGA... 2 opakowanie, a umówmy się, kto jak kto, ale ja produktom nie jestem wierna w żadnym aspekcie. A tu jestem i to jest naprawdę wielki sukces.


Kluczem działania tej maski jest oczywiście regularność jej stosowania - o ile po pierwszym użyciu będziecie w stanie zauważyć rewelacyjny efekt wygładzenia i odświeżenia skóry, tak po czterech czy pięciu zabiegach wykonanych w równym odstępie czasowym zauważycie jak bardzo Wasza skóra ulega poprawie. To za co pokochałam tę maskę to przede wszystkim fakt, że przepięknie uspokaja wszelkie zmiany, oczyszcza pory lepiej niż niejedno serum... no i tak cudownie wygładza, ujednolica skórę, że ma się ochotę sięgać po nią codziennie. Jestem pewna, że ją pokochacie - nie znam nikogo, kto narzekałby na jej działanie.

Jest po prostu genialna.

Skład INCI: Water (Aqua), Kaolin, Bentonite, Stearic Acid, Cetyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Ceteareth-20, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Rosa Canina Fruit Oil (Rose Hip), Xanthan Gum, Glycerin, Tocopherol (Vitamin E), Adansonia Digitata Seed Oil (Baobab), Lycium Barbarum Fruit Extract (Goji), Spirulina Platensis Extract, Chlorella Vulgaris Extract, Petroselinum Crispum (Parsley) Extract, Brassica Oleracea Acephala Leaf Extract (Kale), Fragrance (Parfum)*, Citric Acid, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol. 

*Natural fragrance


SUKIN DETOXIFYING FACIAL SCRUB


Drugi produkt, który postanowiłam sprawdzić to delikatny, peeling do twarzy - od bardzo długiego czasu nie korzystam już z mocnych peelingów, ale ten tutaj skusił mnie... oczywiście swoim składem! Zawiera dużą dawkę aloesu, oleju sezamowego, pudru bambusowego i estrów z oleju jojoba. Wszystko to zostało wzbogacone spiruliną, pietruszką, kapustą, olejem jojoba, ekstraktem z nasion róży, limonką, ananasem, lukrecją i witaminą E - no moje Panie... nie wiem jak Was, ale mnie limonka i ananas kupują w całości :) Srub ma oczywiście za zadanie oczyścić naszą skórę i wspomagać regenerację. Pobudza on krążenie krwi i uelastycznia tym samym skórę, a także dzięki zawartości olejków jednocześnie odżywia i daje skórze witaminowego kopniaka.

Cudo? Cudo!


Konsystencja peelingu to po prostu krem, który w trakcie rozprowadzania na twarzy wykazuje swoje delikatne działanie złuszczające - puder bambusowy jest ultradelikatnym składnikiem ścierającym, dlatego bez obaw mogą go stosować osoby nawet z wrażliwą cerą - nie zrobi Wam absolutnie żadnej krzywdy. Co ciekawe w trakcie zabiegu fantastycznie chłodzi skórę i po spłukaniu nie dość, że zostawia ją ujednoliconą i wygładzoną to jeszcze do tego rześką, pobudzoną i znacznie jaśniejszą.

Skład INCI: Water (Aqua), Aloe Barbadensis Leaf Juice, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Cetearyl Alcohol, Bambusa Arundinacea Stem Powder (Bamboo), Cetyl Alcohol, Ceteareth-20, Jojoba Esters, Spirulina Platensis Extract, Chlorella Vulgaris Extract, Petroselinum Crispum (Parsley) Extract, Brassica Oleracea Acephala Leaf Extract (Kale), Glycerin, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Rosa Canina Fruit Oil (Rose Hip), Citrus Aurantifolia (Lime) Peel Oil, Ananas Sativus (Pineapple) Fruit Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Fragrance (Parfum)*, Tocopherol (Vitamin E), Citric Acid, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol. 

*Natural Fragrance

Peeling jest nieco tańszy od maski, bo kosztuje 59,99 zł.


Zastanawiam się... czy właściwie muszę dodawać coś więcej? Z całego serca polecam Wam poznać markę SUKIN - jest naprawdę wyjątkowa, ale mówi się o niej zdecydowanie zbyt rzadko i mam zamiar to zmienić, szczególnie z powodu serum na bazie nasion Chia, które chodzi za mną od bardzo długiego czasu... i chyba w końcu przywędruje - tak, czuję!



SUKIN NUTRIENT RICH FACIAL MOISUTRISER

Krem do twarzy o pojemności... 125 ml. Tak. To się zdarza rzadko, albo i wcale i wierzcie mi, że rozpoczęcie przygody z takim kosmetykiem równa się kilkumiesięczna przeprawa ... a on nadal jest! Sukin wpadł na genialny pomysł jeśli chodzi o swoje kremy - nie dość, że ta pojemność jest faktycznie imponująca, to kremy zamknięte są w opakowaniach z pompką, dzięki czemu nie musimy gmyrać paluszkami i przenosić tam Bóg jeden wie, czego. I jeszcze cena - zwróćcie uwagę na cenę w stosunku do pojemności.
... 
Skład INCI: Water (Aqua), Sesamum Indicum (Sesame) Seed Oil, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Cetyl Alcohol, Ceteareth-20, Rosa Canina Fruit Oil (Rosehip), Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Daucus Carota Sativa (Carrot) Seed Oil, Tocopherol (Vitamin E), Euterpe Oleracea Fruit Extract (Acai), Lycium Barbarum Fruit Extract (Goji), Spirulina Platensis Extract, Chlorella Vulgaris Extract, Petroselinum Crispum (Parsley) Extract, Brassica Oleracea Acephala Leaf Extract (Kale), Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Fragrance (Parfum)*, Citronellol**, Geraniol**, Linalool**.


* Natural Fragrance *
* Natural component of fragrance

Okej, mam tu jedną, ale tylko jedną uwagę względem składu, mianowicie Ceteareth-20, który jest alkoholem cetylowym oksetylowanym 20 molami tlenku etylenu.  Jest obecny zarówno w masce, jak i kremie. To rodzaj niejonowej substancji powierzchniowo-czynnej, która powstaje w reakcji alkoholu, tłuszczy roślinnych lub zwierzęcych lub pochodnych ropy naftowej z PEGami. Jego główną funkcją jest wsparcie i podkręcenie działania detergentów myjących, sam w sobie również ma zdolności oczyszczające. Do tego spełnia rolę emulgatora. Niestety badania wykazują, że może silnie podrażniać skórę oraz błony śluzowe, a przy tym wydzielać szkodliwy dioksan. Nie należy stosować go na uszkodzoną skórę. Substancja nie jest uznana za bezpieczną dla kobiet w ciąży, mam karmiących, a także dzieci. Nie wolno używać produktów z jego udziałem w okolicy oczu ani w obrębie jamy ustnej. Tym samym krem odpada w przypadku kobiet ciężarnych, ale też u osób z bardzo wrażliwą skórą - sama mam mieszany stosunek do tego składnka, nie demonizuję go mocno, ale jednak warto wiedzieć, że jest obecny w tych produktach ... i samodzielnie podjąć decyzję. Nieszczególnie się go boję, chociaż wolałabym żeby go nie było - ale działanie maski jest tak fenomenalne, że przymykam na to oko! :)



Pozostała część składu jest totalnie nie do zarzutu, a i można o niej powiedzieć naprawdę sporo dobrego.

Przede wszystkim warto zwrócić tu uwagę na cztery naturalne komponenty:

  • Mieszanka ekstraktów ze spiruliny, jarmużu pietruszki, czyli naszą kombinację SUPERFOODS o działaniu detoksykującym, rozświetlającym, a przy okazji mocno odżywczym
  • Olej sezamowy, który jest mega bogaty w NNKT i witaminę E, dzięki czemu doskonale pielęgnuje wymagające skóry, a przy okazji działa przeciwzmarszczkowo
  • Aloes, kóry jak wiecie jest jednym z najlepszych łagodzących, kojących i jednocześnie regenerujących składników EVER
  • Olej z dzikiej róży, mój ukochany składnik naturalny, o którym prościej jest powiedzieć czego NIE ROBI niż robi :)
Zadaniem kremu jest przede wszystkim detoksykacja skóry i jej dogłębne nawilżenie. Co ciekawe... przy zachowaniu naprawdę leciutkiej konsystencji, która wchłania się w kilka chwil. Czyste ekstrakty z naszej gamy Super Foods pobudzają w skórze mechanizmy obronne przed szkodliwym wpływem środowiska, w którym żyjemy, czyli... smogiem, zanieczyszczeniami i wszystkim dziadostwem czyhającym w powietrzu. Krem sprawdza się doskonale pod makijażem - może być stosowany zarówno solo, jak i z serum (serum Chia nadchodzę!), a jego pojemność pozwala też na to, by bez obaw i marnotrastwa stosować go do dekoltu, szyi, a nawet ramion!

No i cena... halo, zwróćcie uwagę na cenę. Nasz krem za 125 ml kosztuje... 59,90 zł. 



Phenoxyethanol w kosmetykach Sukin

Fenoksyetanol to chyba najbardziej demonizowany składnik tego świata ... mam wrażenie, że panuje wokół niego większe zamieszanie niż w przypadku donorów formaldehydu. Na początek jednak kilka informacji czysto technicznych. Jest to związek chemiczny z grupy eterów. Stosowany jest jako konserwant. Działa wzmacniająco na inne konserwanty zawarte w produktach. Dopuszczalne stężenie fenoksyetanolu to 1%. Jest bardzo dobrym rozpuszczalnikiem dla parabenów i wszelkich substancji zapachowych. Nie jest zalecany do stosowania w ciąży. Może podrażniać i wywoływać reakcje alergiczne. Nie zaleca się stosowania kosmetyków z jego udziałem w przypadku kosmetyków dla dzieci. Nie należy stosować produktów z jego zawartością na uszkodzoną skórę. Zaleca się ostrożność w przypadku stosowania go w okolicach oczu i ust.

A... metodą małego śledztwa dotarłam do informacji, dlaczego znajduje się on w kosmetykach marki Sukin. A no dlatego, że jest niezbędny do rozpuszczenia ekstraktów z gamy superfoods - podobno temat jest nie do przejścia w inny sposób, ale producent zadeklarował się, że udział fenoksyetanolu jest tak maleńki, że właściwie jego ilość jest śladowa. 

I to jest dobra informacja, prawda?

Zresztą... naprawdę zachęcam do rozsądku w kwestii tego składnika.

Buziaki! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye