Kąpiel w bajkowej krainie. Kosmetyki Oh!Tomi

Kiedy masz zły dzień, wkurzyła Cię przyjaciółka, a facet zamiast szparagów na obiad przyniósł kilogram pietruszki... cały świat jest na nie, szef się czepia, praca nie idzie, a Pani przy kasie stwierdziła, że ta szminka do Ciebie nie pasuje... z odsieczą przychodzi bajkowy Tomi. Tomi jest cudotwórcą, bo nawet najpodlejszy dzień potrafi zamienić w cudowne, kojące chwile z dala od świata... w Twojej łazience. Kiedy więc wszystko Ci mówi, że tego dnia się nie da uratować, chwyć bajkową puszkę, idź do swojej łazienki i oddaj się w ramiona Tomiego - mistrza kąpielowych kosmetyków, które pachną i wyglądają tak, że nawet najdroższe SPA chowa się w ciemnym kącie. UWAGA - ten post przeniesie Cię do bajkowej krainy, gdzie wróżki, jednorożce i kociaki zajmą się Tobą i Twoim ciałem, gdzie zapach odgrywa pierwsze skrzypce, a formuła i dbałość o szczegół odgrywa kluczową rolę. Poznaj razem ze mną boską i moją ukochaną markę na zły dzień Oh!Tomi, w którą zaopatruję się w sklepie Nutridome od przeszło pół roku. Kto by pomyślał, że jeden przypadkowy zakup rozbudzi we mnie tak ogromną miłość... tak to właśnie działa, Tomi jest przebiegły ... i zwyczajnie uzależnia.





Nie da się ukryć, że wizualna otoczka produktów marki Oh!Tomi odgrywa tutaj kluczową rolę - spójrzcie tylko na te opakowania! Są totalnie piękne... każdy z kosmetyków zamknięty jest w metalowej puszce (którą można śmiało wykorzystać ponownie, za co ode mnie ogromny plus!), a każda z nich zwieńczona jest bajkowymi postaciami - słodkimi, kolorowymi, pastelowymi... po prostu ślicznymi. Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam tego rodzaju grafiki - często noszę ubrania z printami w tym stylu i wcale nie mam problemu, z tym że za moment stuknie mi trzydziestka (sic!).  Gdzieś w głębi duszy, chyba siedzi jeszcze we mnie mała dziewczynka, którą cieszą takie detale i marka Oh!Tomi trafiła w moje serce już za pierwszym razem, gdy całkowicie przypadkowo zdecydowałam się na ich piankę myjącą. Skłamałabym, twierdząc, że te opakowania i ten pomysł na stworzenie marki nie rozkochał mnie w sobie do granic możliwości i że ja po prostu kocham sięgać po te kosmetyki. Może się to komuś wydać infantylne... ale osobiście nie spotkałam się w przemyśle kosmetycznym z czymś równie słodkim i dziewczęcym.



Kolejnym bardzo ważnym i nieodłącznym elementem marki Oh!Tomi ... są zapachy. Oczywiście, są to zapachy tworzone syntetycznie, ale ... o rany. Nigdy do tej pory nie spotkałam się z tak cudownymi i niespotykanymi aromatami w kosmetykach i szczerze powiedziawszy, to właśnie te zapachy sprawiły, że kiedy właśnie nadchodzi ten paskudny i podły dzień, zamykam się w łazience i urządzam sobie prawdziwą ucztę dla ciała i zmysłów. Takim doskonałym przykładem serca skruszonego przez Oh!Tomi... jest moja mama, która jest najbardziej wybrednym, najbardziej marudnym stworzeniem chodzącym po tej ziemi, jeśli chodzi o kosmetyki. Musicie wiedzieć, że jeśli ona mówi, że coś jest genialne... to albo nadchodzi koniec świata, albo faktycznie to jest naprawdę genialne. I tak własnie jest w przypadku naszych uroczych puszek, mama wchodzi do łazienki, zamyka się... a potem się zachwyca i jeszcze kwituje to "no nareszcie kupiłaś coś super!" - dzięki mamo, ja też Cię kocham. Jakich zapachów możecie się więc spodziewać po Oh!Tomi? Na pewno niespotykanych... ultra kobiecych i takich, po których macie ochotę wsadzić nos w puszkę i już go nie wyciągać. W ofercie znajdziecie na przykład zapach... tęczy, słońca... melona czy grejfruta. Jesli jesteście łase na aromaty, to naprawdę nie muszę dodawać nic więcej, prawda?

Oczywiście bardzo istotną kwestią kosmetyków marki Oh!Tomi są ich składy, które nie zawierają żadnych paskudnych składników typu donory formaldehydu, parabeny i tego typu przyjemności. Cuda od marki Oh!Tomi są u mnie przeznaczone na wyżej wymienione sytuacje - jest mi źle, mam niefajny humor, albo wkurzyła mnie sąsiadka... idę do wanny zapomnieć o całym świecie. Taka jest właśnie ta marka... wyjątkowa i na wyjątkowe okazje.





Jednorożec z donutem na rogu... o zapachu słońca. No ja jestem kupiona, totalnie. A w środku... miękka jak puch pianka, która pachnie... no właśnie czym? W jaki sposób kojarzy Wam się zapach słońca? Nie umiałam sobie tego wyobrazić, dlatego jak tylko zobaczyłam tego jednorożca z ofercie, wiedziałam, że musimy się poznać bliżej. Otóż... to jest moje Kochane zapach kwiatów, zapach łąki... przełamany czymś kwaśnym, a jednocześnie otulającym. Z jednej strony czuję w nim mydlane i pudrowe nuty, z drugiej zaś coś ultra kwiatowego... łał,łał, łał, to jest mistrzostwo! Pianka myjąca, jak sama nazwa wskazuje, służy do mycia i nie ma w tym nic odkrywczego, poza faktem, że otulacie swoje ciało chmurką, a chmurka pozostawia na Was zapach, który zastąpi perfumy na długie godziny. Jestem totalnie zachwycona - wcześniej miałam piankę melonową i kochałam ją bardzo mocno, ale słońce to jest mistrzostwo świata i jeśli faktycznie zdarzy się, że ja tu kogoś ukłuje w serduszko... to bierzcie sobie słonko do swojej łazienki i jednorożca z donutem na rogu. BAJA!





Urzeczona zapachem melona z pierwszej wersji pianki, którą kupiłam ... postanowiłam sprawić sobie jeszcze jeden produkt z jego udziałem. Uwielbiam taplać się w solach, na równi z radością świnki, która widzi błoto, więc same rozumiecie... dajcie mi soli, na kilogramy najlepiej. No nie zawiodłam się - melon jest zapachem... melona w najprawdziwszej postaci, a sól nie dość, że mi pięknie barwi wodę na... melonowo, to ja się czuję jak na Karaibach, a umówmy się, że na takie luksusy to mnie jeszcze nie stać. Cóż, sól jest po prostu umilaczem kąpieli - jeśli z jakichś powodów nie lubicie kul, albo na przykład wolicie, kiedy woda się barwi i jest po prostu luksusowo (gdzie jest Marian?!) to sól jest świetną opcją. A do takiej kąpieli melonowej zaprasza Was syrenka, która zdobi puszkę i przy tym świetnie sprawdzi się do tego, żeby trzymać w niej... np. muszelki znad morza. Takie cuda!



Z kotem wszystko w porządku, gwarantuję. Tęczowy most wcale nie musi Wam się kojarzyć... same wiecie z czym. A dlaczego? A no dlatego, że ja w ofercie marki znalazłam masło do ciała o zapachu... tęczy. Kto jest w stanie sobie to wyobrazić i opisać bez wąchania, ma u mnie ogromny szacunek. Ja nie byłam w stanie, więc wrzuciłam masełko do koszyka, zanim na dobre rozbudziły się w mojej głowie wyrzuty sumienia, że przeginam z tym rozpieszczaniem siebie. Otóż! Moje drogie Panie tęcza pachnie... cytrusami i kwiatami. Pachnie wakacjami, słońcem, czymś ultra radosnym, rześkim, pięknym... ona pachnie szczęściem! I ja się chcę tym smarować, jak mi facet przyniesie tę pietruszkę. I teraz Was zaskoczę, bo masło ma piękny skład. Jego bazą jest shea, potem masło kakaowe, olej z awokado, witaminę E... i jest naprawde super. Co ciekawe - jest bardzo intensywne i mimo swojego iście letniego zapachu śmiało mogłoby służyć w pielęgnacji zimowej. Po rozsmarowaniu na ciele zamienia się w olejek - troszkę musi minąć zanim się wchłonie, ale to kolejny dowód na to, że Oh!Tomi dba o to, żeby relaksować się, leżeć i pachnieć... jak najdłużej. A pachnieć tym masłem będziecie cały dzień - gwarantuję! Kocur z opakowania również :)



Stwierdziłam, że jak szaleć to szaleć i skoro już mam mieć te wyrzuty sumienia to przynajmniej niech będą porządne. Do tęczowego masła do ciała... dobrałam sobie peeling w tym samym zapachu, tym razem z wesołym flamingiem tańczącym na fali - nagrodę temu, kto projektował te opakowania! Cóż mogę Wam powiedzieć, bo jeśli znowu powiem, że peeling jest cud i miód, to uznacie mnie za nudną, ale niech stracę... ten peeling jest cud i miód! I jego skład również! Mamy tu cukier, masełko shea, oleje i olejki eteryczne... całość w tęczowej odsłonie z flamingiem na desce surfingowej. Zdzierakiem jest bardzo mocnym, więc raz w tygodniu można sobie porandkować, częściej nie zalecam... bo się skończy i będzie smutek. A tego nie chcemy... i Tomi z pewnością również nie.



Nie jestem samolubem... naprawdę nie jestem, dlatego dla Was też mam te kosmetyki! I mam te wspaniałe kule... w sztukach pięciu, specjalnie dla Was, żeby nie było, że ja tu gołosłowna i pieję z zachwytu, a nic dla Was. Nie nie... bo ja sobie kulę na koniec zostawiłam z dwóch względów - to jest geniusz... i Wy musicie je poznać. Słuchajcie - kula o zapachu Aliens World to tylko jeden z pięciu zapachów i ja już wariując totalnie na punkcie Oh!Tomi musiałam sobie sprawić chociaż jedną - wybrałam zieloną, która pachnie i kwiatami, i trawą i cukierkami i sam kosmos wie czym jeszcze, ale generalnie jest super... i robi wodę na zieloną. Cuda. W składzie trzy olejki, róża, olejki eteryczne i witamina E... po wyjściu z kąpieli nie trzeba absolutnie niczego używać i ja to szanuję, jak mawia Dawid. Ja to naprawdę szanuje. UWIELBIAM - i zamierzam Was tym wkrótce zarazić również. Nie jestem samolubem naprawdę!


Cóż powiedzieć, jak się bronić, kiedy Tomi, tak bardzo mnie w sobie rozkochał! Moje odkrycie sklepu Nutridome sprawiło, że teraz powinno mi się przyznać kartę stałego Klienta i jednego z największych fanów marki Oh!Tomi, bo serio... ja sobie już nie wyobrażam podłego dnia i tych pietruszek i niemiłych kasjerek... bez zwieńczenia tego marką Oh!Tomi... oh jaki Ty jesteś wspaniały!





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój czas i komentarz - jeśli podoba Ci się tu na tyle, byś chciał wrócić - zapraszam do obserwowania i odwiedzenia mojej strony na facebooku.

W wolnej chwili na pewno odwiedzę Twój blog, nie musisz zostawiać osobnego linku :)

Copyright © Hushaaabye